Wróć do katalogu

O warszawskiego metra niebezpieczeństwach...

Mała próbka tego co ma się stać się pierwszym rozdziałem powieści...

lamia, opublikowano , 22 min czytania, 3,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dwie kobiety zeszły w milczeniu po schodach. Silny podmuch zimnego wiatru, uderzył je w plecy, podrywając długi, wielobarwny szalik jednej z nich do dzikiego tańca. Dziewczyn chwyciła go wolną dłonią i zarzuciła sobie za ramię. Zatrzymały się za kolumną, która choć trochę chroniła przed szalejącym w tunelu wiatrem. Spojrzały na siebie z wymuszonymi uśmiechami na twarzach. Za przeszklonym wejściem widać było bramki i kolejne schody wiodące w dół. -Naprawdę strasznie mi przykro, że tak wyszło... - powiedziała jedna z nich, spoglądając w posadzkę, usłaną ciemnymi śladami, pozostawionymi przez wiele par brudnych butów. -Nie przejmuj się! - odparła jej towarzyszka wesołym głosem. -Dam sobie radę. W końcu już jestem dużą dziewczynką... W głębi duszy wcale nie była taka pewna czy da sobie radę. Owszem Yvonne była dużą dziewczynką. Dużą dziewczynką w zupełnie obcym mieście i zupełnie obcym kraju. Dziewczynką, która wykazywała niezdrowe skłonności do wpadania we wszelakie kłopoty i tarapaty... Starsza z kobiet włożyła dłoń w kieszeń płaszcza, by po chwili wyjąć z niej niewielką kartkę. Podała ją Yvonne. -Napisałam ci nazwę stacji metra na której masz wysiąść, numer peronu z którego odjeżdża pociąg. Dworzec kolejowy powinnaś odnaleźć bez trudu. Jest tuż obok wyjścia z podziemi. Jeśli się zgubisz zapytaj kogoś od drogę... -Jasne - odparła, siląc się na uśmiech. Otworzyła kartkę. W środku był sztywny, żółty bilecik i kilka uwag, zapisanych zgrabnym pismem. -Naprawdę... - zaczęła cicho starsza z kobiet, krzywiąc się lekko. -Gdybym miała z kim zostawić dzieci odwiozłabym cię. -Nie musisz się tłumaczyć. Lepiej do nich biegnij i ucałuj je ode mnie. Usnęły tak szybko, że nawet nie zdążyłam się z nimi pożegnać. Objęły się lekko. -Miło mi było cię poznać. -Mi też... Zadzwoń do mnie jak tylko dojedziesz. Yvonne uśmiechnęła się lekko. Po czym podniosła walizkę z ziemi. -No to do rychłego zobaczenia. Wsunęła kartkę do kieszeni i weszła do oszklonego pomieszczenia za którymi znajdowały się bramki. Drzwi zasunęły się za nią z cichym szelestem. Jej towarzyszka została na zewnątrz, patrząc za nią z wyrazem troski na twarzy. Yvonne podeszła do bramek. Podniosła ciężką walizkę, kładąc ją na metalowej przegrodzie. Po czym z uwagą spojrzała na kasownik do biletów. Bez przekonania wsunęła mały kartonik do wąskiej szpary. Maszyna połknęła go, po czym wypluła z drugiej strony z cichym piskiem. Yvonne z uśmiechem stwierdziła, że nie jest tak źle. Za pierwszym razem udało jej się dobrze włożyć bilet do kasownika. Przeszła przez bramki, ściągając walizkę na posadzkę. Ostatni raz obejrzała się za siebie. Jej kuzynka wciąż jeszcze stała przy wyjściu. Pomachała jej, z najbardziej beztroską miną do jakiej mogła się w tym momencie zmusić. Zeszła po schodach. Peron świecił pustkami. Na drugim końcu tunelu na ławce siedział jakiś, elegancko ubrany mężczyzna, zakryty wielką gazetą. Yvonne wyjęła z kieszeni kartkę z uwagami kuzynki, po czym dokładnie ją przestudiowała. Miała wsiąść do pociągu odjeżdżającego w kierunku Młocin. Rozejrzała się po peronie. Platforma, była otoczona z obu stron torami. Pytanie brzmiało, w którą stronę biegły. Uniosła głowę. Pod sufitem wisiały niebieskie tablice. Na jednej z nich widniał olbrzymi napis „Młociny” i strzałka, wskazujący odpowiednią stronę peronu. Z ulgą podeszła do ławek i usiadła, stawiając walizkę tuż obok nóg. Kartkę nerwowo ściskała w dłoni. Huk nadjeżdżającego pociągu na szczęście rozległ się po krótkiej chwili, wytrącając Yvonne z mgiełki senności, która powoli osnuła jej myśli. Mężczyzna podniósł się z ławki, składając starannie gazetę. W końcu pociąg wjechał na peron i otworzył rząd drzwi, do pustych wagonów. Yvonne podniosła się z ławki, po czym ruszyła w stronę pociągu, ciągnąc za sobą walizkę. Upewniła się, że wsiada do tego samego wagonu co mężczyzna. Tak na wszelki wypadek, gdyby musiała zapytać o drogę... Drzwi zamknęły się za nią z szelestem. Mężczyzna od razu opadł na siedzenie i zatopił się w lekturze gazety. Yvonne podeszła do niego trochę bliżej. Męski głos, płynący z głośników, ogłosił nazwę następnej stacji, po czym pociąg ruszył. Yvonne zachwiała się lekko. Szybko wepchnęła walizkę pod siedzenie i usiadła na przeciw nieznajomego. Ten nawet jej nie zauważył. Jego wzrok był wlepiony w czarno-białe rządki tekstu. W wagonie oprócz nich, nie było nikogo. Yvone jeszcze raz spojrzała na kartkę, którą wciąż miała w dłoni, po czym omiotła wzrokiem schemat linii, przymocowany nad drzwiami. Miała wysiąść na Dworcu Gdańskim. Wyglądała na to, że to dość odległa stacja. Z niepokojem spojrzała na zegarek. Została jej niecała godzina do odjazdu pociągu. Miała nadzieję, że warszawskie metro jedzie szybko. Zsunęła z głowy wełnianą czapkę. Zrobiło jej się strasznie gorąco. Rozpięła suwak kurtki, ziewając przeciągle. Zmęczenie atakowało ją ze wszystkich stron. Miało prawo... Jeszcze po południu była w samolocie z Rzymu. Przez dwie godziny czekała cierpliwie, aż ktoś ją wreszcie odbierze z lotniska. Kuzynka spóźniła się, bo musiała odebrać starsze dziecko ze szkoły, a potem na mieście były korki. Kiedy wreszcie dotarła na miejsce, nie mogła znaleźć Yvonne. Nic dziwnego. Wcześniej nigdy się nie spotkały, a kuzynka nie należała do osób nadmiernie zaradnych. Później przespała zaledwie kilka godzin na niewygodnej kanapie w mieszkaniu krewnej. Zresztą był to sen niespokojny i nieustannie przerywany przez płacz i krzyki dwuletniego berbecia, który za punkt honoru obrał sobie zaprezentowanie skali swego piskliwego głosu wszystkim sąsiadom. Wręcz nie mogła doczekać się kiedy opuści nowo poznanych członków rodziny i uda się do tych już całkiem dobrze znanych. Niestety pociąg do Wołomina, w którym mieszkali, odjeżdżał dopiero w samym środku nocy. Czekały ją więc kolejne nieprzespana godziny. Metro zatrzymało się. Nagrany, męski głos wymówił nazwę stacji. Yvonne pamiętała to później jak przez mgłę, tak jak kolejne stacje. Oparła głowę o poręcz i przysnęła. Nie obudził ją ani wysiadający towarzysz podróży, uzbrojony w gazetę, ani uprzejma informacja, że to już ostatnia stacja i należy wysiąść. Ocknęła się dopiero, gdy poczuła lekkie szturchnięcie w ramię. -Proszę pani! Proszę się obudzić... Przez kilka pierwszych chwil nie mogła się zorientować, gdzie jest i czego chce od niej ten miły pan w uniformie ochroniarza. -To już ostatnia stacja. Dalej już pani tym pociągiem nie pojedzie. Proszę wysiąść! Gdy wreszcie Yvone zorientowała się, co się dzieje, wielka szpilka strachu wbiła jej się prosto w serce. Poderwała się z siedzenia, spoglądając na zegarek. Jej pociąg odjeżdżał za piętnaście minut, a ona nawet nie wiedziała, gdzie jest. Złapała nerwowo walizkę i wybiegła z wagonu, potrącając ochroniarza. Z trudem łapiąc oddech, podbiegła do tablicy informacyjnej. Była na niewłaściwej stacji! Pojechała za daleko. Na drugi tor wjechał właśnie pociąg. Bez chwili zastanowienia, poderwała walizkę z ziemi i wsiadła do pierwszego z brzegu wagonu. Jeśli wierzyć schematowi linii, od upragnionego Dworca Gdańskiego dzieliła ją zaledwie jedna stacja. Z uczuciem ulgi opadła na siedzenie. Pociąg ruszył z lekkim szarpnięciem. Yvonne drżały lekko ręce. Była o krok od katastrofy. Gdyby przespała kolejne 15 minut miałaby poważne problemy. Teraz miała jeszcze szansę zdążyć... W pierwotnych planach o tej godzinie miała już czekać na peronie. Uśmiechnęła się krzywo. Nic nigdy nie wychodziła jej tak jak trzeba. Metro wjechało na kolejną stację, a z głośnika wydobyła się informacja, że jest to stacja końcowa. Yvonne zmarszczyła brwi. „Ile stacji końcowych ma to cholerne metro?” - przeklęła w myślach. Podniosła się szybko i wyszła z wagonu, ciągnąc za sobą walizkę. Tabliczki przymocowane do ściany świadczyły o tym, że nie jest to Dworzec Gdański. Nerwowo rozejrzała się do o koła. Kobieta zamiatająca podłogę na drugim końcu tunelu, przypatrywała jej się podejrzliwie. Była jedyną pasażerką. Nikt oprócz niej tu nie wysiadł. Pomyślała, że jest bardzo źle. Chciała cofnąć się o jedną stację, więc wsiadła do pociągu stojącego na przeciwległym torze. Powinna dojechać na Dworzec Gdański, tymczasem znalazła się na zupełnie innej stacji. Nie była w stanie zrozumieć jak to się stało. Nie miała innego wyboru jak poczekać na kolejny pociąg i spróbować dotrzeć wreszcie w odpowiednie miejsce. Spojrzała na zegarek. Czas do odjazdu pociągu skurczył się do 10 minut. Zauważyła, że nie ma czapki. Musiała ją upuścić w wagonie, po tym jak ochroniarz ją obudził. Wokół serca zacisnęła jej się obręcz żalu. Była zła na samą siebie. Nie powinna się w ogóle zgadzać na tą samotną podróż. -Przepraszam! Była tak mocno zatopiona we własnych myślach, że prawie podskoczyła słysząc głos za plecami. Odwróciła się gwałtownie. Stał za nią gburowato wyglądający, niski ochroniarz. -Proszę stąd wyjść! Metro jest już zamknięte. -Jak to zamknięte?! - Yvonne wręcz wrzasnęła na mężczyznę. -Jest już po pierwszej. - Oznajmił. -Proszę stąd wyjść. -Ale ja muszę na Dworzec Gdański! Ochroniarz najwidoczniej uznał, że nie uda mu się namówić jej do opuszczenia stacji, więc chwycił ją za ramię i pociągnął mocno w stronę schodów. Yvonne w ostatniej chwili chwyciła swoją walizkę. -Proszę mnie puścić! Ja muszę dojechać na Dworzec. -Niech pani jedzie autobusem. Metro już nie kursuje. Yvonne była bliska płaczu, gdy ochroniarz wyprowadził ją na ulicę i opuścił stalową kotarę, zagradzającą wejście na stację. Olbrzymie płatki śniegu spadały na ziemię, leniwie wirując w pomarańczowym świetle latarni. Tworzyły na chodnikach, cienką, trzeszczącą pod nogami warstwę puchu. Okna okolicznych bloków były ciemne, ulice przeraźliwie puste. Wszechobecna cisza przyprawiała Yvonne o dreszcze. Rozglądała się po okolicy z sercem trzepoczącym tak szybko, jakby za chwilę miało jej się wyrwać z piersi. Nie miała pojęcia, w którym kierunku ma iść. Nie wiedziała nawet gdzie jest. Nazwę ulicy mogła sprawdzić, ale nie sądziłaby to w czymkolwiek pomogło. Nie wpadła nawet na pomysł, żeby kupić sobie mapę... Wsunęła na głowę kaptur. Był zbyt cienki, by dać jakiekolwiek ciepło. Schowała się pod niewielki daszek nad, zamkniętym teraz, wejściem do metra, dający choć odrobinę ochrony przed gęstym śniegiem i zaczęła się modlić. Przez pustą ulicę z zawrotną prędkością przejechał ciemny samochód. Warkot silnika jeszcze przed dłuższą chwilę dźwięczał Yvonne w uszach. Opadała ciężko na walizkę, obejmując kolana ramionami. Pewnie będzie siedziała tu całą noc... Mogła co prawda po prostu iść przed siebie lub próbować wsiąść w jakiś nocny autobus ale bała się, że zabłądzi jeszcze bardziej. Spojrzała na zegarek. Była 1.35. Jej pociąg już odjechał. Pochyliła głowę wpatrując się w idealnie biały puch pod nogami. Zapadła w dziwny letarg. Później nie pamiętała, co się z nią wtedy działo. Nie była pewna czy usnęła, czy pogrążyła się w myślach tak

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych