Obraz
Melancholijna, ponura atmosfera Pragi. I mała optymistka.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Z nieba sypały się drobne płatki śniegu, wirując niczym w jakimś nieznanym tańcu, osiadały na balustradach mostów, dachach domów i okiennych parapetach, tworzyły bajkowy krajobraz nawet w centrum takiego miasta jak Praga. Złotego Miasta. Śnieżne czapy zwisały z gałęzi drzew, chodniki zamieniły się w puszyste, białe dywany, jakby czekające, aż zechce przez nie przespacerować się co najmniej król. Jednakże na świeżym śniegu ślady pozostawiły jedynie dwa zmarznięte koty, szybko drepczące w poprzek uliczki. W mieście panowała zimowa cisza, tylko co jakiś czas odzywały się syreny policyjnie, ewentualnie głośniejszy okrzyk przypadkowego przechodnia. Lampy roztaczały wokół siebie ciepłe, jasne światło, przyciągające zagubionych ludzi niczym muchy. Pod lampami turyści gorączkowo przewracali strony swoich przewodników, rozkładali mapy na tkwiących nieopodal murkach i zastanawiali się, czy aby na pewno idą w dobrą stronę. Pod lampami zatrzymywali się mieszkańcy Pragi, sprawdzając, czy nie zapomnieli o żadnym zakupie. Pod lampami przystawali niekiedy zwykli zimowi spacerowicze, aby chociaż na chwilę pozostawić za sobą ciemność, teraz spowijającą całe miasto – zwykle mieniło się ono wówczas tysiącami świateł. Ale nie dzisiaj. Dzisiaj wszystko stłumił ciężki, sypki śnieg, niechętnie topiący się tylko na lampach. Tuż obok śladów kotów pojawiły się inne, większe, zdecydowanie należące do człowieka. To niewysoka dziewczyna w ciemnym płaszczu raźnie wędrowała poprzez ciemność wąskich uliczek i szerokich ulic, wydawało się, że śpieszy się gdzieś, bo co jakiś czas podbiegała, to znów podążała szybkim marszem w sobie tylko wiadomej sprawie. Tak naprawdę owa wędrówka nie miała celu. Uważniejszy obserwator z pewnością stwierdziłby, że dziewczyna kręci się w kółko. Już kilka razy tego wieczoru przekroczyła most nad Wełtawą. Sypiące się wciąż z nieba płatki śniegu powoli opadały na jej włosy i ramiona, tworząc swego rodzaju kożuch, o tyle nieprzydatny, że zimny i mokry. Strzepywała je niefrasobliwie, na jej twarzy błąkał się uśmiech, jakby ponura atmosfera Pragi jej się nie udzielała. Wtedy ją ujrzała. Stała za nie do końca zaparowaną szybą jakiegoś maleńkiego, niepozornego sklepiku, może lombardu, zerkając nie przed siebie, ale gdzieś w bok, jakby zamyślona, zadumana. Dziewczynie serce zabiło szybciej, zbliżyła się do okna wystawowego, wpatrzona w owo niezwykłe zjawisko. Miała wrażenie, że to nie ona zobaczyła ten obraz. To obraz zobaczył ją, mimo, że oczy namalowanej na nim kobiety spoglądały w zupełnie inną stronę. Malowidło utrzymane było w ciemnych barwach, nie do końca widoczne, jako że przysłaniały je zacieki na szybie. Najbardziej zauważalna była gładka, szara, ale wyjątkowo smutna twarz kobiety oraz podpierająca podbródek ręka. W długie włosy wplecioną miała niegdyś zapewne białą różę. Ale przecież nie to tak zaintrygowało dziewczynę. Co innego dobitnie przyciągnęło jej uwagę, a mianowicie – kobieta z obrazu wyglądała identycznie jak ona, tyle, że cofnięta w czasie wiele lat wstecz, jakby przeniesiona do dziewiętnastego wieku. To była jedna z dwóch różnic. Drugą był wyraz twarzy jej bliźniaczki z malowidła. Prawdziwa dziewczyna zawsze była uśmiechnięta, stanowiła żywy przykład niepokornej optymistki, w każdych kłopotach potrafiła znaleźć jasną stronę sytuacji. Jej obrazowe odbicie wyglądało na urodzoną pesymistkę i flegmatyczkę. Pochyliła się niżej, chcąc dostrzec napis na ramie obrazu. Wytężyła wzrok… i wypuściła ze świstem powietrze. Nie wiedziała, co ma o tym myśleć. Wyblakłe złote litery układały się w imię: Petra. To imię należało do prawdziwej dziewczyny, do tej, która stała na ulicy wśród wirującego śniegu, wpatrzona w okno wystawowe ledwo widocznego sklepiku. Musiała dostać ten obraz. Teraz lombard był zamknięty, ale wiedziała, że malowidło czekało tu na nią, blaknąc z dnia na dzień pod wpływem promieni słońca, codziennie wyglądając na ulicę w nadziei, że odnajdzie swoją prawowitą właścicielkę. Petra twardo postanowiła, że wróci tu jutro. Koniecznie. Aby nikt nie zdołał zabrać jej tego obrazu. Rozejrzała się, chcąc zapamiętać to miejsce. Złota uliczka, oczywiście. Gdzieżby indziej mogło ją spotkać coś tak niezwykłego? Sama nie była pewna, po co jej to malowidło. Było raczej kiepskie, specjalista zapewne nazwałby je „kiczem”, ale w jakiś sposób przyciągało wzrok, a przede wszystkim, ciekawiło podobieństwo owej Petry z obrazu. Petry Pesymistki. Petra Optymistka zaś odwróciła się i pomaszerowała ku wyjściu z uliczki. Chwilę po tym, jak oderwała wzrok od niebywałego zjawiska, niemal o nim zapomniała. Przez moment nie pamiętała nawet, dlaczego spędziła bez ruchu dwadzieścia minut na mrozie, stercząc jak kołek przed zaparowaną od środka szybą. Wystarczyło tylko jedno zerknięcie przez ramię, uchwycenie przelotnym spojrzeniem jasnej twarzy Petry z malowidła, żeby prawdziwa Petra przypomniała sobie wszystko w mgnieniu oka. „Wrócę tutaj jutro. Pożyczę pieniądze od brata i kupię ten obraz, bez różnicy, ile będzie kosztował”. Tym razem nie zapomniała. Widocznie musiała dwa razy spojrzeć na obraz, żeby utrwalić go sobie wyraźnie w pamięci. Zupełnie, jakby Petra Pesymistka musiała upewnić się co do swojej nowej właścicielki. Prawdziwa dziewczyna pomknęła do domu jak na skrzydłach, spłoszone koty uciekały przed nią, ludzie spoglądali za Petrą dziwnym wzrokiem, kręcąc głowami z ubolewaniem. Nawet stojący pod lampami turyści podnieśli…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mojra
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…