Wróć do katalogu

Odcienie Szarości

ciemność wtapia się w mą duszę ogarnia mnie lęk krzyk zastyga mi w gardle ale w końcu kto z nas żyje naprawdę?

Homociberneticus, opublikowano , 22 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Papier miał być przywożony raz w tygodniu przez pewnego starego człowieka z sąsiedniej wyspy. Zostawiła prawie wszystko. Zabrała jedynie zapas atramentu, starą maszynę olivetti, ołówki, parę ciepłych swetrów i obraz przedstawiający panterę wyłaniającą się z mroku. Totalna asceza. Wynajęta przez nią stara latarnia morska stała na szczycie jałowej, kamienistej wyspy, której od tej pory miała być jedyną mieszkanką. Gdy po raz pierwszy zobaczyła ten skrawek lądu pośród bezkresu wód, przywiodła jej na myśl wielkie, groźne zwierzę, zwinięte w kłębek, z głową opartą na łapie i ogonem najeżonym kolcami, zanurzającym się stopniowo w spienionych, morskich falach. Nie bała się jej, ale napawała ją jakimś dziwnym niepokojem, który nie opuszczał jej ani na chwilę. Za to latarnia, niszcząca jej wizję wyspy jako uśpionego stwora, choć szara i nieprzystępna zarówno w środku i na zewnątrz, stanowiła dla niej pewną ostoję spokoju i bezpieczeństwa. Już gdy zobaczyła jej zdjęcie, wiedziała, że tam chce pisać. Wiedziała też, że ciężko jej będzie porzucić dotychczasowe życie. Chociaż wygodne, to jednak takie puste, jałowe, zupełnie jak wyspa. Zastanawiała się, czy nadmiar przedmiotów, ludzi i przytałaczające otoczenie nie zajmuje w nas miejsca na duszę, podczas, gdy w miejscach odosobnionych rozrasta się ona, rozkwita, w końcu posiadając miejsce, które może zapełnić. Kobieta, która dała jej klucze do latarni i listę, w jej mniemaniu przydatnych uwag była apodyktyczna i przytłaczająca jak miasto. Przy pierwszym spotkaniu ciągle trzymała ją protekcjonalnie za ramię, zwracając uwagę na jej bladość i rzekome wychudzenie. W zasadzie przez całe spotkanie Eeva pozostała milcząca. Gdy odbierała klucze, kobieta spojrzała na nią dziwnym, jakby przestraszonym wzrokiem i zapytała, czy kiedykolwiek miała problemy psychiczne. Pomijając fakt, iż było to z jej strony ekstremalnie obcesowe pytanie, sposób w jaki je zadała, był również obrzydliwy. Jakby sam fakt, że ktoś poszukuje odosobnienia, czynił z człowieka dziwoląga, wybryk natury! Skłamała, odpowiadając. Wiedziała, że na kobiecie zrobiło to wrażenie, ponieważ poprzedni mieszkaniec wyspy popełnił samobójstwo, skacząc ze szczytu latarni i rozbijając się na skałach. Gdy go odnaleziono, został już ogryziony do kości przez najróżniejsze stworzenia, zwabione niespotykanym tutaj zapachem świeżej krwi. Na ścianach jego sypialni widniał wielokrotnie powtórzony cytat z "Odcieni szarości' Williama Blake'a

ciemność wtapia się w mą duszę ogarnia mnie lęk krzyk zastyga mi w gardle ale w końcu kto z nas żyje naprawdę? Zastanawiało ją, czy napisy wciąż znajdują się na ścianach. Jednak gdy w końcu wdrapała się na szczyt krętych schodów, okazało się, że ściany zostały pobielone, dębowa podłoga porządnie wypastowana. Żadnego śladu po latarniku, chociaż tak liczyła, że stanie się jej literacką inspiracją. Omiotła wzrokiem swoje nowe mieszkanie. Pierwszy, większy pokój, był czymś w rodzaju pokoju gościnnego. Stał w nim duży, chyba jesionowy stół, o pociętym blacie, wyszorowany jednak do czysta i matowy. Wokół niego były cztery krzesła z wyplatanymi oparciami. W rogu pokoju stał tapczan przykryty grubym, wełnianym kocem i regał z surowego drewna, roztaczający wokół cudowny zapach sosnowego lasu. Sama poprosiła właścicielkę, o dostarczenie owego mebla, oczywiście za dodatkową opłatą. Rozejrzała się po pokoju jeszcze raz i roześmiała się szczerze. Śmiech odbił się echem od białych ścian. "Pokój gościnny"! Sama nazwa tego pomieszczenia, wymówiona na głos w tym miejscu brzmiała jak szyderstwo. Jakby nie przyjechała tutaj po to, by odpocząć od znienawidzonych gości! Wciąż chichocząc pod nosem, zajrzała do kuchni, której połowę zajmował ogromny piec z czerwonej cegły. Obok niego był ułożony niemal metrowy stosik porąbanych szczap drewna i kosz z węglem. Pogrzebacz wisiał na żelaznym haku nad nimi, odcinając się wyraźnie na tle białej ściany. Szafki były zapełnione po brzegi najróżniejszego rodzaju pożywieniem przystosowanym do długiego przechowywania. Konserwy, zupy, kawa liofilizowana, sól, ryż, brązowy cukier. Zapasy na pół roku, bo tyle trwała jej wstępna umowa z właścicielką. Wycofała się z kuchni i ruszyła do sypialni. Pomieszczenie było urządzone równie surowo jak reszta mieszkania. Szafa, biurko, krzesło i prycza, szumnie nazwana w ogłoszeniu "wygodnym, jednoosobowym łóżkiem". Ściany białe jak w całym lokum. Na gwoździu znajdującym się nad posłaniem zawiesiła obraz pantery. Ułożyła cały swój dobytek w szafach i na półkach. Pokoje wyglądały przez to jeszcze bardziej pusto, co ją ucieszyło. Pustka, w której mój umysł nareszcie może wydać na świat soczysty owoc! - pomyślała z ukontentowaniem. Wyjrzała przez małe okienko i poczuła jeszcze większą radość. Wzburzone połacie wody, niemal stapiające się ze stalowym, pozbawionym słonca niebem, co jakiś czas naznaczone ciemnymi punktami skalistych wysepek. Czy to stąd skoczył latarnik? Wydawało jej się, że nie. Okrągłe okienko byłoby za małe nawet dla niej, a co dopiero dla dorosłego, silnego mężczyzny jakim zapewne był jej poprzednik. Pobiegła schodami w górę, do laterny, w jakimś absurdalnym przypływie poszukiwania śladów śmierci latarnika. Wydała z siebie okrzyk triumfu, odnajdując na ścianach setki zdań, napisanych chwiejnym i ostrym pismem. Widocznie właścicielka zapomniała o ich usunięciu, albo w swoim skąpstwie nie zdobyła się na ten wydatek. Eeva jednak nie miała jej tego za złe, wręcz przeciwnie, cieszyła się z jedynego śladu po mężczyźnie, któremu na kartach swojej książki mogła podarowac życie po śmierci. Postanowiwszy zająć się nimi później, wyjrzała przez panoramiczne okno jeszcze raz chłonąc cudownie samotną atmosferę wyspy. Przez szybę, ujrzała zewnętrzny parapet i wyobraziła sobie, zaciskające się na nim palce latarnika, ich pobielałe kostki. Niemal natychmiast poczuła nagłą chęć pisania i po chwili już wkręcała kolejną kartkę na wałek maszyny. Nie była to jednak planowana książka, ale list, który zamierzała wysłać swojemu jedynemu przyjacielowi. Drogi Ianie Pamiętam ton Twojego głosu i wyraz twarzy, kiedy oznajmiłam Ci co mam zamiar zrobić. Nie rozmawialiśmy od tamtej pory i czuję, że powinieneś znać przynajmniej motywy moich działań, aby mnie w pełni zrozumieć. Po ostatniej książce ( o ile mozna nazwać tak tę farsę ) ogarnęło mnie poczucie wszechobecnego bezsensu. Moje jałowe pisanie, moje puste zdania, wszyscy ci ludzie czytający te bzdury i zachwycający się nimi. Nie chciałam nigdy zostać taką pisarką. Chciałam pisać książki, które prowokowałyby do myślenia, rozpoczynały rewolucje, poruszały tryby wszechświata! Wydawało mi się, że zostałam jednak skazana na masową produkcję tanich gniotów, czytanych przez ludzi szarych, szukających spełnienia nie w sobie, a w losach bohaterów, o których czytają. Ten bezsens doprowadziłby mnie na skraj depresji, gdyby nie pewne ogłoszenie, na które natrafiłam, przeglądając jedną z gazet. Wynajęcie latarni na samotnej wyspie od razu wydało mi się idealnym lekiem na moje rozterki. Uwolnić się od otaczającego mnie natłoku prozaiczności, od spotkań ze swoimi nudnymi czytelnikami, od zalewających mnie mas kiczu, w końcu o d d y c h a ć! Wydaje mi się, że oddzielona od codziennej rutyny miasta, od tych wszytkich ludzi, pragnących ukraść, sprzedać, cudownie rozmnozyć i rozdać kawałek mojej duszy między spragniony obcej energii motłoch, znajdę w końcu w sobie słowa, aby opisać temat, który interesuje mnie najbardziej. Nie zdziwi Cię pewnie fakt, iż jest nim samotność. Ktoś kiedyś powiedział mi, że można przeczytać wszystkie podręczniki i przewodniki traktujące o Gwatemali, lecz nie zastapi to zwiedzenia Gwatemali. Podobnie jest ze zjawiskiem, które chcę przedstawić. Muszę poznać wszytkie jego aspekty, ukryte zakamarki, sposoby, na jakie próbuje zmienić duszę i wdzierać się do umysłu. Chyba nie znalazłabym ku temu lepszego miejsca, niż mój obecny erem. Rozśmieszy Cię pewnie fakt, iż z własnej woli zostałam ascetką. Ja, przywiązana do rzeczy jak pies do swego pana! Stwierdziłam, że zbyt wiele przedmiotów rozproszyłoby moją uwagę i odwróciło bieg myśli na tory zwykłego życia. To zabiłoby moją powieść już w zalążku. Latarnia jest dokładnie taka, jak na zdjęciach, które Ci wysłałam. Chociaż z pozoru taka szara i nieprzystępna, stanowi jedyną bezpieczną ostoję na tej kamienistej wyspie. Prawie nie ma tu roślinności, poza paroma osikami i całymi połaciami porostów, co jest trochę przygnębiające. Mam zamiar poprosić człowieka, który przywozi mi papier do maszyny i olej do lamp, aby postarał się dla mnie o ziemię i trochę nasion pelargonii, chociaż wątpię, by urosły one w tym wilgotnym i niezbyt słonecznym klimacie. Miłoby było jednak posiadać coś, co żyje i ubarwia tę pustą rzeczywistość ( jednak nie do końca pozbyłam się tej manii posiadania!). Interesuje mnie bardzo sprawa jednego z latarników, którzy mieszkali tu przede mną. Gdy latarnia przestała być potrzebna, postanowił pozostać na tej wyspie samotnie. Jego pomocnicy odpłynęli, założyli rodziny, a on codziennie zapalał lampę, tak, jak to robił od zawsze. Jednak po paru miesiącach samotnego życia, zwariował i popełnił samobójstwo, skacząc z okna i rozbijając się na skałach. Ponoć całe ściany latarni były zapełnione jednym , powtarzającym się ciągle cytatem z Blake'a. W moim mieszkaniu je zamalowali, ale laterna pozostała niezmieniona. Widziałam je dzisiaj i wiesz co? Miał pismo bardzo podobne do mojego! Chciałabym dowiedzieć się o nim więcej, jednak wątpię, żeby zostawił po sobie jakiekolwiek ślady w mieście. Ponoć tylko dwa razy był na kontynencie - w dniu, kiedy się urodził i w dniu, kiedy umarła jego siostra. Jego rodzice pochowani są tu, na wyspie. Kończę już swoje straszne opowieści i mam nadzieję, że przynajmniej postarasz się zrozumieć powody mojego postępowania. To, co robię, jest rzadko spotykane, jako że człowiek jest zwierzęciem stadnym. Jednak czuję, że obrałam właściwą drogę i stworzę nareszcie powieść trójwymiarową, zgłębiającą tajniki duszy i odpowiadającą na kilka ważnych pytań. Pamiętaj, to nie jest tak, że mi na Tobie nie zależy. Jesteś, byłeś i będziesz najważniejszą dla mnie osobą. Ale ja czuję, że powinnam poświęcić swoje życie społeczne, a zająć się sztuką, oddać jej każdą cząstkę energii i spełnić się w niej. Kiedy spełnię siebie w tym aspekcie życia, będę mogła skupić się na innych ludziach. Bez tego byłabym jak stale krwawiąca rana, podatna na zakażenia i infekcje. Kochaj mnie i bądź cierpliwy. Powtarzaj to jak mantrę - cierpliwość, miłość. Eeva

Post Scriptum : odpisz na adres, który zapisałam na odwrocie kartki. To adres człowieka, który przywozi mi raz w tygodniu papier i inne…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych