Odejście
Opowiadanie o młodej kobiecie szukającej, a jakże, miłości
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
ODEJŚCIE
Wykład się jeszcze nie zaczął. Tłum głosów, tłum swetrów, tłum fryzur. Część na ławkach tyłem do mównicy, część spaceruje, część szuka miejsc. Wchodzi dr hab. itd. w okularach, z dwudniowym zarostem, ma coś w sobie. Głosy powoli milkną, swetry, fryzury układają się jak kolorowa mozaika. Dziewięćdziesiąt minut szaleńczej pogoni piór, długopisów. Moje pióro leży nieruchome, śpi. Siedzę podparta i gapię się w okno, które jest szczelnie zamknięte i nie słychać jak szumią drzewa. Widzę tylko jak poruszają się ich brązowe czupryny. Zamyślam się tak bez okazji, wiercę, bazgram esy-floresy w zeszycie. Wreszcie zbieram wszystko i wypływam z całym tłumem na korytarz. Wyjmuję papierosy, ktoś podaje mi ogień, zaciągam się. Wszędzie hałas, tłum ludzi, duszno. Idę do szatni, odbieram swój płaszcz. Jest miękki i ciepły. Wychodzę. Owiewa mnie odrobinę mroźne powietrze. Przypominam sobie, że nie lubię palić na ulicy i wyrzucam niedopałek. Zastanawiam się gdzie pójść. Nie chcę teraz być z żadnymi znajomymi, choć mnie zaczepiają, wypytują. Zbywam ich. Idę do piekarni na rogu. Są tam drewniane półki i wiklinowe kosze pełne pachnących bułek, rogali, cieplutkiego chleba. Kupuję dwie maślane bułeczki z rodzynkami. Pani w białym fartuchu pakuje je do papierowej torebki. Idę dalej, szeleszcząc śniadaniem, siadam w przytulnej kawiarni, zamawiam cappuccino. Znów pora na papierosa. - Cześć Mila! – oczywiście krzykliwy głos się dosiada i nawija jakieś bzdury. Czuję się rozdrażniona. Nie teraz głosie, męcz kogoś innego. Żegnam się. Znowu na zewnątrz. Pojechałabym do mojej dziupli, ale nie mogę, trzeba wracać na uniwerek.
* * *
- Mila gdzieś ty była?!? – ten głos jest wesoły, troskliwy. Uwielbiam go. To głos Elżbiety. - A działo się coś ważnego? – nic mnie to w sumie nie obchodzi, taki mam dziś sobie nastrój. Nie słyszę odpowiedzi, tylko gdzieś obok głos głęboki, ciepły, męski aż do bólu. Mija mnie. Jak zwykle zresztą.
* * *
Budzę się w obcej pościeli. Szybko wstaję, wciągam dżinsy, wkładam niedbale bluzkę, sweter. Odmawiam kawy bokserkom w dinozaury (dinozaury, Jezu…). Czuję się wymięta, potargana, marzę o własnym, wielkim fotelu i kubku gorącej herbaty. Wsiadam do autobusu, wydaje mi się, że wszyscy się na mnie gapią i dziwią, że się urżnęłam i przespałam z obcym facetem, w dodatku ubierającym się w idiotyczną bieliznę.
* * *
Nareszcie w moim mieszkaniu. Ela w piżamie. - Jak było? – macham tylko niedbale ręką i idę do łazienki. Popołudniu siedzimy obie przed telewizorem. Ela na łóżku, ja w swoim wielkim fotelu. Zjadamy sałatkę owocową, oglądamy jakiś film. Jest tak, jak powinno być. Jak miały na imię bokserki w dinozaury…?
* * *
Zrzucam z wściekłością budzik. Jest ładny, metalowy, z dwoma dzwoneczkami na górze, ale rano strasznie go nienawidzę. Wieczorem zawsze bierzemy rozejm. Ja przed lustrem odrestaurowuję ruinę, Ela w kuchni robi śniadanie. Kocham ją za to i za to, że jest. Idziemy na uczelnię. Dzisiaj tłum mi nie przeszkadza. Z przyjemnością się w niego wtapiam, brodzę, nastawiam ucho w poszukiwaniu mocnego głosu, ale dochodzą mnie jedynie chichoty, gadki o tyłkach, o jedzeniu w stołówce, o ostatnim odcinku serialu. Idę na zajęcia.
* * *
Przerwa spędzona w bufecie. Wszystkie stoliki zajęte. Zajmuję miejsce na końcu węża i czekam aż po łaskawym „słucham?” będę mogła zamówić. Ktoś staje za mną. - Przepraszam, ale kolczyk zaraz pani spadnie. - Słucham? – doskonale zrozumiałam. Pytanie ma znaczenie: głosie mówisz naprawdę do mnie? Jest ciasno, trzymam ciężką torbę. Jak w tych warunkach mam wykonać tak precyzyjny manewr i zapiąć kawałek srebra? Głos widzi moją chwilową niezgrabność i unosi ręce w okolice mojej szyi. Czuję ciepło delikatnych dłoni o długich palcach. Chyba mówię „dziękuję”, a on chyba odpowiada „proszę bardzo”, ale nie jestem pewna. Dochodzę do lady, kupuję kawę, sypię cukier, wlewam śmietankę, mieszam tak długo aż on też coś kupi. - Znowu nie ma miejsca –zagajam rozmowę. - Dlatego zawsze kupuję kanapkę na wynos – odpowiada niedbale i odchodzi w pośpiechu. Nie tak było w planie. Miał powiedzieć np. „Poszukajmy miejsca razem albo chodźmy na korytarz”. Romantyczna kretynka. Kawa mi nie smakuje, parzy w język. Idę do stolika w głębi sali, skąd macha do mnie jakaś ręka.
* * *
Historia z kolczykiem okazała się banalnym pretekstem, żywcem wydartym z opowiadania miłosnego plączącego się po co drugim piśmie kobiecym. Mocny głos przedstawił się jako Robert, poprosił o mój numer telefonu, a na drugi dzień popłynął ze słuchawki, którą ściskałam, rozkoszując się jego brzmieniem. Potem zaprosił mnie do teatru, podarował róże, zaprosił na kolację. Ja ubierałam się wtedy elegancko, pracowałam wytrwale nad makijażem, fryzurą, uśmiechałam się olśniewająco i chłonęłam tą całą podniosłą atmosferę poważnego oraz romantycznego związku. Ha, ha, ha... .
* * *
- Córeczko, ładnie wyglądasz. - I tak się czuję – odpowiedziałam mamie, pomagając jej poukładać czystą, pachnącą, wypraną bieliznę. - Ile ma lat? - Pięć lat starszy ode mnie, doktorant. - To wspaniale, nareszcie poważny mężczyzna. Miała rację. Nieraz patrzyła z troską, kiedy biegałam na koncerty rockowe, kiedy zniszczyłam włosy, przerabiając je na dready, kiedy się nie uczyłam, kiedy wracałam wstawiona z imprez. Ale to już przeszłość. Teraz mam u boku człowieka na poziomie, który się mną zaopiekuje, pokieruje mną. Zjadłyśmy razem obiad, wszystko jej opowiedziałam. Wszystko po kolei. Lubiłam z nią rozmawiać, bo była delikatna, czuła i spokojna. Była moim przeciwieństwem. Była, kiedy potrzebowałam jej bliskości, kiedy ktoś musiał ukoić burzę dojrzewających (często niemających sensu) koncepcji na życie. Była, kiedy jej potrzebowałam: albo w biurze albo w mieszkaniu jasnym, schludnym, przytulnym. Nigdy się nie denerwowała na pokaz, lubiła czytać, lubiła muzykę poważną i kwiatki doniczkowe. W liceum pełnym wyskoków, imprez, starałam się jej nie zawieść, a ona nie robić mi wymówek. I tak trwamy w tej równowadze. Dwa lata temu wyprowadziłam się i wyjechałam na studia. Było mi smutno, że zostawiam ją samą, ale czułam, że muszę to zrobić, chciałam wydorośleć, sama. Dzisiaj jej udowodniłam, że nareszcie mi się udało, że stałam się w pewnym stopniu podobna do niej, że może być ze mnie dumna.
* * *
Poszliśmy do filharmonii. On w garniturze, klaszczący, ja z podpartym podbródkiem, ziewająca. Godziny, dni, tygodnie mijały pod znakiem Roberta. Mówiłam, że czuję się szczęśliwa, ale dopiero potem zrozumiałam, że miałam na myśli raczej bezpieczna, dojrzalsza, adorowana. Jeśli nie siedzieliśmy w jakimś lokalu, na spektaklu, czy w muzeum, to tuliliśmy się do siebie, a następnie powoli i delikatnie kochali w jego mieszkaniu. W przeciwieństwie do dziupli mojej i Elki, pełnej rozgardiaszu, głośnej muzyki, okruchów, brudnych szklanek, było to miejsce lśniące, z równiutko poukładanymi książkami, ubraniami na wieszakach, umytymi naczyniami. Na początku wydawało mi się to urocze. Chciałam nawet urządzić coś takiego w dziupli, ale usłyszałam, że to nie roberciarnia. Gdy spotykałam mojego mężczyznę na uczelni, prowadziłam go korytarzem, gawędząc wesoło i głośno, żeby wszyscy zobaczyli, kogo mam u boku. Jak nigdy wcześniej, interesowały mnie pozory. Wspinałam się na jakieś wyimaginowane wyżyny. Nie wiedziałam, że za pewien czas znudzi mnie ta wspinaczka i będę miała dosyć podziwiania widoków pełnych elokwencji i powagi. Wreszcie spłynął szum oklasków, mogliśmy wyjść. Chciałam pójść na spacer, ale…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Nula78
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…