Wróć do katalogu

Odrzuceni

Moja tak jakby pierwsza część opowiadania o wampirach i wilkołakach...

MysticShogun, opublikowano , 22 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ODRZUCENI

PROLOG

Poznałem go stosunkowo niedawno, na krótko przed rozpoczęciem wojny klanów, której wynik miał przesądzić o losie świata. Byłem jeszcze dzieckiem pod opieką mojego wampirzego ojca. Gdy tylko go ujrzałem, wiedziałem, że nie jest on normalnym, nawet jak na wampira. Był wygnańcem, wyrzutkiem i banitą. Wszyscy jednak dobrze go znali i rozpoznawali. Szczególnie po wyglądzie, bo przebywanie z nimi pozostawiło ślad na jego psychice i wizerunku. Jednak oprócz niechęci budził także strach i respekt, bo łączył w sobie najlepsze cechy naszej rasy, ale także ich, a mowa tu o wilkołakach. Wilqvius, bo tak brzmi jego imię (zgadnij, dlaczego), był jedynym spośród nas, którego oni przyjęli i wychowali, mimo że był już „dorosły”.

I

Jak już wspomniałem, spotkałem go jako „dziecko”. Wyrwawszy się spod oka mojego ojca i nauczyciela, wyszedłem z domu na spacer. Postanowiłem pójść na jedną z plaż, z którą byłem związany, jeszcze przed „narodzinami”. Siedząc tam i wpatrując się w wodę, usłyszałem, że ktoś się zbliża, ale postanowiłem zaczekać. Aż, w końcu usłyszałem jego głos: - A gdybym wbił w ciebie kołek i wrzucił do tego jeziora… Pomyślałem, że to jeden z łowców, o których wspominał mi ojciec, ale jednak wyczuwałem wokół niego jakąś aurę, więc nie atakowałem, a czekałem na jego kolejny krok. Mimo wszystko bałem się… - Czyżbym czuł, że się lękasz? Zapytał mnie i zrozumiałem, że to, na pewno nie jest ludzki łowca. - Lękam się gdyż niezbadany jest umysł wampira. - Nie jestem wampirem, mimo tych wszystkich atutów. Wasza rasa odrzuciła mnie dawno temu. Wtedy odwróciłem się by zobaczyć swojego rozmówcę i pierwszy raz ujrzałem wampira z tak lśniąco-białymi włosami, twarz miał jakby kocią, co współgrało z jego zielonymi, przenikliwymi oczami, pełnymi spokoju i pewności siebie. - Kim więc jesteś, skoro nie wampirem? - Nie wiem, bo nie jestem ani wampirem, ani człowiekiem, ani nawet wilkołakiem, więc co mam ci odpowiedzieć? Zdziwiło mnie, że podchodził do takiego czegoś, ze stoickim spokojem. - Nie martwi cię to, że nie należysz do, jak mówisz, żadnej rasy? - Kiedyś mnie to martwiło, ale przestałem się nad tym zastanawiać, bo ile można. W sumie miał rację, bo ja też przez jakiś czas zastanawiałem się, czemu ojciec wybrał właśnie mnie, ale już do tego przywyknąłem, więc rozumiem jego postawę, choć nie do końca. - Jednak wciąż nie znam twojego imienia, które bardzo ułatwia konwersację. - Tyle wskazówek... A ty ciągle nie wiesz, kim jestem? - Czy gdybym wiedział, to czy bym pytał? Poza tym jestem młody i niewiele jeszcze wiem. - Że jesteś młody to można się akurat domyśleć, nie tylko z niewiedzy, ale także z wyglądu, ponieważ wiele masz jeszcze cech ludzkich. Jednak… To ostatnie powiedział już szeptem, tak, że ledwo to dosłyszałem, ale jakoś bałem się zapytać, o co mu chodziło. -Powiesz mi wreszcie jak brzmi twoje imię, czy mam odejść, bo nie chcesz rozmawiać. I tak bym nie odszedł, ale to taki mały szczególik. - Moje imię to Wilqvius, ale możesz do mnie mówić Wilq. Chciałem zapytać o znaczenie tego imienia, ale postanowiłem to pominąć, tak po prostu. - Skoro ja się przedstawiłem, to chciałbym znać też twoje imię. - Ojciec nazwał mnie Maxelius, ale wolę swój przydomek, który posiadałem w poprzednim życiu, czyli Shogun, po prostu lubię tę ksywkę. - Skoro tak chcesz, tak będę cię nazywał, ale uważaj, kontakt ze mną może źle wpłynąć na twoją reputację, a jeszcze jesteś taki młody... - Czyżbym miał się bać. - Nie, po prostu cię ostrzegam, a teraz myślę, że powinieneś już iść, twój ojciec może się martwić. - Spotkamy się jeszcze kiedyś, jak cię znajdę? - Jeśli będziesz chciał to ja znajdę ciebie… I odszedł pozostawiając mnie ze stosem pytań na głowie, których nie zdążyłem, bądź nie chciałem zadać. Postanowiłem wrócić do domu, bo na pewno ojciec zaczął się zastanawiać gdzie byłem. Chciałem wybrać dłuższą drogą, żeby coś szamać, ale zrezygnowałem z tego pomysł, bo i tak ojciec coś mi „upichci”.

II

- Gdzie byłeś? Zaczynałem się martwić! - Przepraszam zasiedziałem się na plaży i straciłem poczucie czasu. Wiesz jak to jest, myślisz o czymś, co cię zastanawia i starasz się do tego dojść i rozwiązać zagadkę. - Nie dziwię ci się, jesteś młody, a w naszym życiu jest wiele, do poznania. A mógłbyś mi powiedzieć, o czym to tak intensywnie myślałeś? - Zastanawiałem się, czy można być nikim. - W jakim sensie nikim?

Chciałem mu powiedzieć o Wilqviusie, ale z tego, co mówił, nie wyszłoby mi to na dobre. - Po prostu nikim. Bo nawet będąc nikim, pełni się jakąś bliżej nieokreśloną rolę, prawda? - Dobrze rozumujesz i nie dziwię się, że zajęło ci to tyle czasu i podejrzewam, że to pytanie pozostanie bez rozwiązania, jak wiele innych tego typu. I nie sądzę byś musiał się nad tym zastanawiać, chyba, że chcesz zostać mędrcem, ale to już, co innego. Postanowiłem mu przytaknąć i dłużej nie ciągnąć tej rozmowy, by nie zeszło na temat Wilq’a. Ciągle jednak męczyła mnie jego historia i pochodzenie, chciałem je koniecznie poznać, tak samo jak powód, dlaczego jest wyrzutkiem. - Ojcze! - Tak, słucham. - W jaki sposób można stać się wyrzutkiem naszej rasy? - Cóż, wiele jest możliwości, a czemu pytasz? Spotkałeś jakiegoś z wygnańców? - Nie, nie o to chodzi, tak po prostu pytam? Chyba nie uwierzył, ale trzeba grac do końca, a może jakoś z tego wyjdę. - Pytam, bo jeszcze jestem młody i chcę wiedzieć, czego nie robić, by ciągle być jednym z nas. Poza tym ostatnio usłyszałem gdzieś imię Wilqvius… Hmmm. Wyraźnie widziałem jak się wzdrygnął na dźwięk tego imienia. - … i określono go właśnie mianem wyrzutka. - On dopuścił się czynu, za który powinien zginąć od razu, ale z powodu jego wysokiego statusu, rada starszych postanowiła zrobić z niego wygnańca. - Czego takiego dopuścił się ten Wilqvius. - Wiesz co to jest wilkołak? Wiesz, bo już ci opowiadałem. Więc było tak: Zanim wszystko się zaczęło, Wilqvius nosił zupełnie inne imię, a mianowicie Moriat. Pewnej nocy wilkołaki napadły jedną z naszych świątyń, w której składaliśmy ofiarę Kainowi, wybiliśmy prawie wszystkie i żaden z nich by nie wrócił, gdyby nie Moriat, któremu nagle coś odbiło i zabił jednego z naszych w obronie wilkołaka. Za ten czyn rada go wygnała, więc poszedł do wilkołaków i żył z nimi, uczył się od nich i stąd właśnie przydomek Wilqvius, czyli trzymający z wilkami. Ciągle jednak pozostawał wampirem i nie mógł z nimi zostać, bo nie był tak wilczy jak jego nowi znajomi. I teraz błąka się po świecie siejąc postrach, zarówno u ludzi, jak i u wampirów, nawet wilkołaki czują przed nim respekt. Ale on nie należy do żadnej rasy, on właśnie jest nikim i nie wiem czy ma w swoim życiu jakąś rolę do spełnienia. To by było na tyle. Czy dowiedziałeś się, czego chciałeś? - Tak to mi wystarczy. Dziękuje ojcze. - Nie ma za co. Ale teraz myślę, że najwyższy czas się położyć, zaraz będzie świtać. - Masz rację ojcze. Miłych snów.

III

Obudziłem się późnym wieczorem, chociaż i tak nie spałem długo, jakoś nie mogłem zasnąć myśląc o Wilq, ale w końcu mi się udało. Bardzo pragnąłem się z nim spotkać i porozmawiać z nim, zapytać, dlaczego bratał się z wilkołakami, czemu w ogóle stanął w obronie tamtego wilkołaka, co nim kierowało przecież, jak ojciec mówi, to nasi najwięksi wrogowie... Chcę go znaleźć i będę się domagał odpowiedzi, na moje pytania. Zastanawiałem się, jak i gdzie go szukać? Postanowiłem więc wybrać się znowu na plażę i tam na niego zaczekać, aż się pojawi. Po drodze na plażę zobaczyłem dwie dziewczyny, na oko po 20 lat. Na ich widok ślina samoczynnie pociekła mi z pyska i czułem się jak pies, który zobaczył pęto kiełbasy. Ojciec mówi, że na polowanie są różne sposoby, ale powiedział mi o dwóch najważniejszych: 1. Przez podstęp- zagadujesz ofiarę, używasz swojego wdzięku, by odeszła z tobą w zaciszne miejsce, gdzie możesz ją skonsumować... 2. Poprzez zaczajenie- tu sprawa jest trochę łatwiejsza, widzisz ofiarę, czaisz się by, gdy będzie przechodziła wyskoczyć i zaatakować. Przez chwilę zastanawiałem się jak je zaatakować. Wybrałem ten bardziej wyrafinowany sposób. - Sorry, dziewczyny! Macie może papierosa, bo wszystkie kioski mi pozamykali! - Coś tam się znajdzie. Masz! Chcesz ognia? - Yhym. A tak w ogóle to jesteście stąd? Pytam, bo jestem przyjezdny i nie wiem gdzie można się pobawić. Wiecie, chodzi mi o jakieś kluby, puby, dancingi. - Mój drogi nie mogłeś lepiej trafić, właśnie wybieramy się do jednej z dyskotek, żeby się dobrze zabawić. Tak w ogóle to jestem Beata, a to jest Ewa. - Ja nazywam się… Shogun, po prostu Shogun. - Ciekawe, czemu? - Długa historia. Oj bardzo długa, pomyślałem w duchu, nawet nie wiesz jak bardzo, obiadku… Po jakichś piętnastu minutach doszliśmy do jakiegoś budynku, w którego piwnicach krył się ów klub. W tym czasie zdążyłem zbajerować już obie, w końcu bycie wampirem coś daje, jedną z tych rzeczy jest urok. Wszedłem tam, to aż mnie oczy zabolały od tych wszystkich świateł, ale po chwili się przyzwyczaiłem. Ja stawiałem dziewczynom browar, bo pieniądz nie ma dla wampira praktycznie żadnego znaczenia. Dochodziła godzina 3.30, a dziewczyny były już całkowicie zalane i chciały wracać…

- Odprowadzę was, bo tak miałem zamiar się już zmywać, muszę się jakoś wyspać. - Jak sobie chcesz, ale będziemy musiały iść okrężną drogą, żeby trochę otrzeźwieć. - Możemy zajść na tą plażę, co ją znalazłem, niewiele odbiega od ulicy, jest zaraz za moi hotelem. Fajna ściema. Umiejętność kłamania pozostała mi jeszcze sprzed narodzin, potrafiłem kłamać tak, że po jakimś czasie sam się dziwiłem swojej kłamliwej naturze, prawdę oczywiście potrafiłem mówić, ale przychodziła mi dużo trudniej, niż kłamstwo. - Jak twój hotel się nazywa, bo za bardzo nie kojarzymy. - „Novotel”. Tak, chyba tak. - A to wszystko wyjaśnia. Nawet nam po drodze, a zamówisz nam później taksówkę? - Pewnie… Z biletem w jedną stronę… Zastanawiałem się czy Wilq będzie dziś na plaży, mógłby przyjść to byśmy Se porozmawiali, przy obiedzie… I ujrzałem go stał na drugim końcu plaży pod drzewem. - Usiądźcie tu, ja muszę iść się odlać. I zostawiłem je na chwilę, by przywitać mojego nowego znajomego. - Witaj Moriacie! Dobrze powiedziałem, tak cię kiedyś nazywano? - Witaj Shogun. Dawno nikt tak do mnie nie mówił, jesteś pierwszą osobą, która tak do mnie powiedziała, chyba od stu lat. Ciekawe uczucie usłyszeć swoje prawdziwe imię, skoro chcesz możesz mi mówić Mori, tak jest krócej i fajniej. - Słuchaj, mam mały pomysł, jeśli dziś ze mną porozmawiasz to zaproszę cię do uczty na tych dwóch panienkach. Trochę się nastarałem, ale potrawa, nad którą się trudzisz ponoć smakuje lepiej. -Naprawdę jesteś młody i niedoświadczony, skoro stawiasz mi warunki. - Dobrze wiem, że mógłbyś mnie zabić, a takich możesz mieć na pęczki, ale potraktuj to jako zaproszenie do……

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych