Ogródkowa zbrodnia cz. I - Wstęp
Coś dla miłośników Joanny Chmielewskiej, czyli czarny humor, nieznośna rodzina i kłopotliwy trup. Piszcie, co o tym sądzicie ;-)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Patrycja, dziecko kochane, słuchaj wiesz, czy my się na pewno zmieścimy w tym twoim samochodzie? Sześć osób, plus bagaże to chyb trochę dużo. - No pewnie, ze dużo. Mój samochód to nie ciężarówka. - powiedziałam jakoś tak mechanicznie, bez głębszego zastanowienia. - Patrycja, czy ty mnie w ogóle słuchasz? Przecież my tu nie zostaniemy. Musisz nas jakoś tam dowieść. - powiedziała oburzona Terenia, domagając się natychmiastowej, rzeczowej odpowiedzi. - Tak, tak oczywiście. - czego ona ode mnie chce? Przecież to jasne, że muszę ich tam zawieść. Ma mnie za jakąś nierozgarniętą, czy, co? - To jak, czym pojedziemy? - Oczywiście, że moim samochodem. Czy to aż takie trudne do zrozumienia? - A Emila? - Też samochodem. - według Tereni, to było chyba najbardziej bezmyślna rzecz, jaką mogłam powiedzieć. - Słuchaj, wiesz, dziecko, wiem, że wiele przeszłaś, ale słuchaj, wiesz, ja domagam się transportu na wieś. Tam sobie odpoczniesz, wrócisz do równowagi, ale to najwcześniej wieczorem, bo przedtem musimy się tam znaleźć i zjeść obiad. - jaka ona jest opiekuńcza, gdyby tylko zdawała sobie sprawę, że swoimi słowami mnie jeszcze bardziej dobija… - Ciociu, pozwól mi skończyć to, co zaczęłam. To chyba jasne, że zadzwonię po taksówkę. Teraz może idź się spakować. - i zostaw w spokoju drzwi do ubikacji, bo ja potrzebuję tu trochę spokoju! Na szczęście dodałam to już w myślach. Dlaczego człowiek nawet w tak osobistych chwilach nie może być sam?
Czy aż tak trudno jest pojąć, że jeżeli się gdzieś jedzie i wszyscy nie zmieszą się do jednego samochodu, a drugiego nie ma, to zamawia się taksówkę? Rodzina, rodziną, jest nawet potrzebna, ale do czasu. Człowiek musi mieć tę odrobinę spokoju, żeby załatwić podstawowe potrzeby fizjologiczne… Jeżeli już tego mu się zabrania, to znaczy, że albo z rodziną jest coś nie tak, albo czasy się zmieniły i ja żyję nie w tych co trzeba. Co, jak co, ale Dawid nigdy mi nie wspominał, że nie nadążam za cywilizacją, wręcz przeciwnie. Pieniędzy na mnie nie tracił. Pracowałam. A jemu jeszcze było źle. Jak każdy facet uważał, że to on jest głową rodziny i to on ją utrzymuje, a że się myli nie sposób było mu wytłumaczyć. Swoją drogą to mi przecież na nim zależało i chyba aż taka zła nie byłam. Dlaczego to się skończyło?
Gdyby tak to wszystko samo się zrobiło, żeby bagaże znalazły się na wsi, rodzina też i najlepiej żeby za mnie pojawił się tam jakiś klon, a ja żebym sobie została w moim mieszkanku, sama… Czy ja aż tak dużo wymagam? Chyba jednak tak.
Trzeba załatwić tą taksówkę, żeby wreszcie był spokój. Najwyżej oni sobie pojada, a ja zostanę. No tak, ale kto ich wtedy tam zawiezie, przecież moim samochodem tez ktoś musi kierować, a nie pozwolę, żeby to był ktoś inny niż ja. Mówi się trudno. Może mnie oni tam nie zjedzą… W końcu to wakacje, kto powiedział, że nie mogę ich spędzić przyjemnie? Nawet rodzina czasami zachowuje się jak ludzie, więc mnie może spotka to szczęście i po dwóch miesiącach nie będę miał nerwicy.
- Radio Taxi, słucham. - Chciałam zamówić taksówkę, na godzinę jedenastą, na Traugutta 17/35. Najlepiej coś dużego. - Traugutta, Szwedrowo? - Tak. Dziękuję.
Ciekawe tylko, czy moja matka pamięta, że późnej ta taksówkę, ma podjechać tutaj, żeby zabrać większość bagaży. Wyjeżdżamy jak na wojnę. Cały stos walizek, torby z jedzeniem. Zaopatrzyłam się chyba w cały dostępny asortyment mrożonych produktów spożywczych. Żeby tylko nie przysłali nam Żuka.
Mam nadzieję, ze trafimy na jakiegoś wyrozumiałego i cierpliwego taksówkarza, no i jeszcze przynajmniej na kulturystę i to dobrze wychowanego… Chyba mam za duże wymagania. Żeby tylko trafił i żeby moja matka na niego trafiła. Tyle mi już do szczęścia wystarczy. Chyba…
Cały nabój bagaży leżał już na podjeździe, a ja, co chwilę wracałam się do mieszkania, żeby sprawdzić, czy kuchenka jest wyłączona, czy zamknęłam okna, czy w ogóle zamknęłam drzwi. Potem jeszcze Teresa przypomniała sobie, ze przecież robiła pranie i powiesiła je na strychu, więc najpierw ja musiał szukać odpowiedniego klucza, biec na strych, żeby je zebrać, a potem jeszcze tłumaczyć Teresie, że teraz nie zdąży tego wyprasować. Potem jak jej już to wyperswadowałam zaczęła maniakalnie spoglądać na zegarek i razem z sekundami mówić ile jeszcze zostało nam czasu zanim przyjedzie taksówka. Najpierw oczywiście obliczyła ile zajmie jej dojazd od mojej matki do mnie, uwzględniła czerwone światła i inteligencję kierowcy, że ominie wszystkie korki.
- Taksówka już jest. To znaczy, ze możemy jechać. Powiem Emilii, żeby się przesiadła do twojego wozu, a Tadeusz pojedzie taksówką z twoim ojcem. - w Tereni odezwał się talent przywódczy. - Niech ten młodzieniec zapakuje walizki. - Myślałam, ze rodzice pojadą taksówką, a ty i wujek ze mną… - No, co z tymi walizkami? Przecież ona nie mogą leżeć na chodniku. Niech ktoś się tym wszystkim zajmie. - mnie się wydaje, czy ja do niej o czymś mówiłam? - Młodzieńcze, zabierz te bagaże, bo chcemy już jechać. O! Co za wspaniały zbieg okoliczności. O ile się nie mylę, to spotkaliśmy się już i to chyba w podobnych okolicznościach. - czy ona musi mieś fotograficzną pamięć do twarzy. No tak, jakieś dwa tygodnie temu, kiedy odbierałam z lotniska Teresę i Tadeusza ten chodzący ideał sie tam pojawił i chociaż wtedy nikt mu za to nie płacił, niósł ich bagaże. - Tak, to było w Krakowie. Na lotnisku. Rzeczywiście podobna sytuacja. - chyba mu się przestał podobać ten kurs, albo i nie… mało sobie kręgosłupa nie złamał, wlepiając we mnie te swoje śliczne brązowe oczka. - Na szczęście teraz już mi się nie spieszy. - módl się żeby ci to niespiesznie, nie obrzydziło życia, dodałam w myślach. - Patrycja, wiesz, zajmij się Dominikiem, chyba jest głodny. Lepiej żeby przez drogę mu niczego nie brakowało. Ja pomogę z tymi walizkami. - niee!! Na litość boską, niech mi wszyscy święci dadzą już spokój. Jestem dorosłą dziewczynką i nie będę szła karmić dziecka, bo równie dobrze może to zrobić Terenia. - Butelka z mlekiem jest w torbie na przednim siedzeniu samochodu. - powiedziałam lodowato. - Ale, dziecko kochane, czy nie powinnaś tego zrobić sama? - O ile się nie mylę ciocia wychował dwójkę swoich dzieci, więc z wnuczkiem nie powinna mieć problemów, prawda? - Ja się tym zajmę. - powiedział ugodowo Tadeusz.
Terenia odwrócił się na pięcie i już miała wsiąść do samochodu, ale niestety o czymś najwidoczniej sobie przypomniała. Z wojownicza miną oznajmiła, że my kobiety musimy trzymać się razem. Kazała mojej matce przesiąść się do mojego samochodu, a Tadeuszowi wyrwała butelkę i wygoniła go do taksówki. Uznała widocznie, że podróż w gronie kobiet będzie dużo ciekawsza i na pewno przyniesie więcej rozrywki w rozmowie, a już on będą miały, o czym rozmawiać. Niech tylko spróbują zahaczyć o temat mojego małżeństwa, to gorzko pożałują. Będę gryzła, pluła jadem i wszystko inne, byleby tylko zostawiły mnie w spokoju.
I pomyśleć, ze wszystko zaczęło się od karmienia Dominika. Prawdę mówiąc mogłabym karmić tego Dominika nawet przez cały dzień, ale przystojny nieznajomy, bardziej przyciągał moją uwagę, a świadomość, że żeby go zobaczyć będę musiał czekać na kolejny szczęśliwy zbieg okoliczności, nie wpływała dobrze na mój chwilowy stan emocjonalny, a za wszystkie moje życiowe nieszczęścia winiłam teraz Terenię. Jeszcze będę się musiał z nimi męczyć w jednym samochodzie.
- Bardzo miły i uprzejmy młodzieniec, nieprawdaż Emilio? - widzę, że Terenia, zaczyna być w swoim żywiole. - Tak, tak. Masz w pełni rację. Szkoda tylko, że Patrycja ma wypaczony gust. Ten, jej pożal się Boże mąż, zostawił ja i dziecko i niczym się nie interesuje. Dlaczego nie mogła wyjść za jakiegoś normalnego… - Bogatego, nadętego bufona? To chciałeś powiedzieć mamusiu? Dawid, wyjechał pracować i przysyła mi pieniądze, a jego syn, wie, że ma ojca. Zakończmy temat. - ja byłam rozdrażniona? Nie, ja tylko miałam ochotę wysadzić je na środku drogi i życzyć szczęśliwej podróży. Ostrzegałam, że będę pluć i gryźć, czy nie? - Kochanie, nie denerwuj się. Jak będziemy na miejscu to sobie odpoczniesz od tego wszystkiego i może dojdziesz do wniosku, ze ten twój… - On ma imię. - Że on nie był dla ciebie odpowiednią partia. Dawno nie byłaś na wsi, może poznasz tam kogoś odpowiedniego, zamieszkasz tam. Nawet nie wiesz, jak dobrze by to zrobiło dziecku. - ja też mam marzenia, ale całkiem odmienne. - Tak, tak, mamo, oczywiście. - nie miałam akurat ochoty na kłótnie. - Bo Terenia widzisz teraz ta młodzież to w niczym nas nie słucha. Ja od początku mówiłam, że z tego małżeństwa nic nie będzie i jakby mnie wtedy posłuchała, to teraz wszystko byłoby całkiem inaczej. - życiową pasją mojej matki jest kierowanie życiem innych, w tym przypadku mnie. - Oczywiście, że byłoby inaczej. Szczytem twoich marzeń, jest żebym została żoną przemytnika narkotyków i wiodła spokojny żywot u jego boku z rozwrzeszczaną gromadką dzieci. Niestety ja nie robię interesów z mafią i nie mam okazji poznawać takich dobrych partii, w przeciwieństwie do ciebie. - żmija plująca jadem, to bardzo delikatne określenie. - Emilio, ty się zadajesz z jakimiś podejrzanymi typami? Nie podejrzewałam, ze moja własna siostra upadnie tak nisko. W naszej rodzinie, nikt nigdy nie skalał swojego…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil czarna27
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…