Wróć do katalogu

Ojciec swego syna

"Byłem synem człowieka z wielkim sercem. Niegdyś męża, później wdowca. Przez przeciętność, biedę i bogactwo doszedł tam, gdzie na pewno nie chciał dojść. Przynajmniej tak wcześnie..."

slawi13, opublikowano , 18 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Patrzyłem na to wszystko jako trzynastolatek. Byłem synem człowieka z wielkim sercem. Niegdyś męża, później wdowca. Przez przeciętność, biedę i bogactwo doszedł tam, gdzie na pewno nie chciał dojść. Przynajmniej tak wcześnie...

* * *

Pewnego dnia ojciec powiedział mi, że musimy się wyprowadzić. Mieszkaliśmy w domku na wsi ciesząc się tym, co mamy. Cieszyliśmy się jednak mniej niż wcześniej. Po stracie żony, dla mego ojca, i matki, dla mnie, dom wydawał się pusty. Tata nie umiał wziąć się w garść. Mnie także było bardzo ciężko. Powiedział, że tęskni za matką i musimy zmienić miejsce zamieszkania, gdyż to za bardzo mu o niej przypomina. Wiedziałem, że nie jest to jedyny powód. Wyrzucono go z pracy, gdy po pogrzebie zaczął pić i się w niej nie pojawiał. Opamiętał się za późno. Miał kłopoty ze znalezieniem innej roboty. Wszędzie miał złą reputację. Jako chirurg spisywał się znakomicie, ale po alkoholowych przygodach patrzono na niego z niechęcią. Dlatego chciał się wyprowadzić. Po prostu nie było go stać na utrzymaniu takiego domu. Załadowaliśmy meble do ciężarówki i przeprowadziliśmy się do wynajętego mieszkania. Było małe, miało dwa pokoje, obdarte tapety i znajdowało się w nieciekawej dzielnicy. Ojciec zapewniał, że to na chwilę. Mówił, że jak znajdzie odpowiednią pracę, wszystko będzie po staremu. Prawie wszystko...

* * *

Po miesiącu podszedł do mnie brudny, w starych ubraniach. Nie przelewało się, mieliśmy mało jedzenia. Koledzy w szkole się ze mnie śmiali. Ojciec nie miał pracy. Kilka razy próbował...nic nie znalazł. - Nie martw się. Jutro będzie lepiej.- powiedział trzymając mnie mocno za ramię. - Wierzę tato. Tylko, czy dożyjemy jutra? - Oczywiście. Jeszcze zobaczysz. Za kilka miesięcy kupimy piękny dom z basenem. Masz tu pięć złotych i kup coś do jedzenia. Tylko rozważnie.- wręczył mi piątaka i pocałował w czoło. Wyszedłem z mieszkania wkładając na nogi obdarte trampki. Zastanawiałem się jak to wszystko może się skończyć. Skąd w ojcu ta nadzieja i czemu świat potrafi odwrócić się do góry nogami w przeciągu chwili. Kiedy wróciłem do taty siedział przy stole i pił herbatę. Wiele słyszało się o alkoholu w biednych rodzinach. Ojciec, od momentu, o którym wspominałem, nie dotknął nawet kieliszka. I to dawało nadzieję. - Kupiłem chleb i masło, a pani w sklepie dała nam szynkę.- powiedziałem wypakowując zakupy. - Jutro jej za nią oddam. - Dała. Podziękowałem bardzo i pozdrowiłem jej rodzinę. To bardzo miła kobieta.- spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem, ale już nic nie powiedział. Wiem, że uraziłem jego dumę, ale musiałem. Jedzenie nie rośnie na drzewach. - Usiądź synku.- zrobiłem o co poprosił. - Opowiem ci historię. Ot tak powspominam stare czasy. Mogę?- tata często wspominał przeszłość. Nie były to ciekawe historie, ale lubił je opowiadać. - Jasne. - Wiesz z czego słynąłem w szpitalu?- pokiwałem przecząco głową. - Z zimnej krwi i spokoju. Bez drgnięcia dłonią potrafiłem zszyć najpaskudniejsze rany. Kiedyś kolega powiedział mi, że miał operować mężczyznę z rozciętą głową. Ten został uśpiony gdyż rozcięcie było duże. Ponoć otworzył oczy i przed szyciem powiedział: Doktora Wickiego! I poproszono mnie na salę, bym to ja wykonał operację. Nie musiałem się zgodzić, ale jeśli pacjent w stanie uśpienia specjalnie się dla mnie obudził. Cóż mogłem zrobić? Uśpiono go ponownie i dano mi zoperować. Kilka dni później dostałem kwiaty od mężczyzny, który mnie wezwał. Wszystko skończyło się z nim dobrze. Widzisz Tymuś? Z nami też tak będzie...- zamknął na chwilę oczy i dopił herbatę. - Dobrze, kończmy te opowieści. Jaki jutro dzień?- zapytał odrywając się od opowieści. - Piątek. - A która jest teraz godzina? - Piętnasta.- odpowiadałem. - Dziś czwartek! Mam spotkanie! Może dostanę prace!- krzyknął zrywając się na równe nogi. - Mam godzinę! Muszę się pospieszyć...- mówił biegając między łazienką, a swoją sypialnią.

* * *

Na miejsce spotkania, wybrano strzelnicę. Mężczyzna w ciemnym garniturze i okularach pomachał do niego. Pan Wicki podszedł niepewnym krokiem. Huk strzałów tłumił trochę jego donośny głos: - Witam. Jestem Andrzej Wicki. - Dzień dobry panie Wicki. Odejdźmy trochę od tego hałasu.- przeszli razem do pomieszczenia obok. Wyglądało jak poczekalnia. Usiedli. - Trochę dziwne miejsce na rozmowę o pracy. Szczególnie o pracy w salonie fryzjerskim.- zaczął rozmowę były chirurg. - No właśnie. Słyszałem o pana dawnej renomie w szpitalu, a także obecnej sytuacji. - Co to ma do rzeczy. Mam tam sprzątać, tak? - Nie oszukujmy się. Praca jaką ma pan szansę dostać, odbiega trochę od naszej oficjalnej oferty. - Czyli nie będę sprzątać?- zapytał Wicki nie rozumiejąc.

* * *

Przygotowałem kolację i czekałem na tatę. Chleb z szynką i herbata czekały na stole gotowe do konsumpcji. Mniej więcej o dwudziestej zadzwonił dzwonek do drzwi. Sprawdziłem przez wizjer, czy to na pewno on i wpuściłem go do środka. Przywitał mnie i zdjął z siebie płaszcz. Jedną z niewielu drogich rzeczy jakie mu pozostały. Wyglądał na rozkojarzonego. - Jak było? Masz tą pracę?- zapytałem idąc z nim do kuchni. - O jak ładnie. Dla mnie?- spojrzał na jedzenie. - Tak siadaj. Nie odpowiedziałeś mi na wcześniejsze pytanie tatusiu.- zjadł jedną kanapkę na dwa kęsy. Popił herbatą i powiedział: - Propozycja jest interesująca, ale jej jednak nie przyjąłem, choć jeszcze mogę się zastanowić. Twierdzą, że byłbym w tym dobry. - A co miałbyś robić? - Sprzątać.- odparł jednym słowem. Kolację dokończyliśmy w milczeniu. Powiedziałem dobranoc i poszedłem spać. Tata zgasił światło u siebie w pokoju, ale się nie kładł. Myślał...

* * *

Po powrocie ze szkoły przywitał mnie ojciec. Ugotował jakąś zupę z paczki, którą znalazł w szafie. - Koledzy się ze mnie śmieją. Mówią na mnie biedak.- wyznałem mu ze smutkiem. - Niech cię nie obchodzi co mówią o tobie inni. Niech sobie mówią, co chcą. I co, że jesteś biedny. Znaczy, że gorszy? Mówię ci synu....jeszcze im kiedyś dokopiesz.- pocieszył mnie trochę tą odpowiedzią. Nagle do głowy przyszło mi pytanie: - Nie miałeś oszczędności z dawnego życia?- spojrzał na mnie zdziwiony. - Wszystko poszło w dom. - Nie można go sprzedać? - Nie ma chętnych. A tak w ogóle może kiedyś do niego wrócimy. Czemu tak cię interesują pieniądze? - Bo klepiemy biedę tato. Nie mamy co jeść, a ty nie masz pracy! Dlatego!- krzyknąłem na niego, umyłem talerz i poszedłem do swojego pokoju. Usłyszałem rozmawiającego przez telefon tatę. Mówił szybko i używał krótkich zdań: - Oferta aktualna? - Trzydzieści dni? Rozumiem... - Dziękuję bardzo panie... Szefie.- rozłączył się i wyszedł z mieszkania bez słowa.

* * *

Minęły dwa tygodnie od tajemniczej rozmowy telefonicznej pana Wickiego. Była godzina piętnasta. Między trzynastą, a szesnastą był na strzelnicy. Robił tak już od czternastu dni. Strzelał do tarczy przypominającej człowieka z rewolweru. Obok niego stało dwóch mężczyzn, którzy robili to samo. Za wszystkimi trzema stał wysoki, gruby facet mówiący gdzie mają celować. Był ich szefem. Wyglądali jakby między sobą rywalizowali. Jakby każdy chciał przebić innego. Andrzej spokojną nie drżącą ręką celował najlepiej. Wiedział, że to jego szansa. Wiedział, że może coś zmienić.

* * *

Coś powoli się zmieniało. Ojciec codziennie przynosił jakieś pieniądze do domu. Od kiedy na niego krzyknąłem minął miesiąc, a od kilku dni chodził zdenerwowany. Polepszało się. Dostałem nowe ubrania, jedliśmy wszystkie posiłki. Tata naprawdę się podniósł. Pewnego razu spytałem: - Co ty robisz w tej pracy? - Na razie był okres próbny. Dopiero teraz zaczynam sprzątać naprawdę. Zobaczysz. Z dnia na dzień twoje życie się polepszy.- poklepał mnie po ramieniu. Miał lodowatą dłoń, ale wyglądał na nowo narodzonego.

* * *

Andrzej Wicki siedział naprzeciw grubego mężczyzny w jego wieku. Miał on czarne włosy i kilkudniowy zarost. Stało przed nim biurko z mnóstwem papierów. - Zaczynasz prawdziwą pracę.- powiedział do Wickiego i podał mu zdjęcie jakiegoś łysego faceta. - Mówią na niego "Kula". Podpadł nam, bo handluje trawą na naszym terenie. Nie jest ważny, ale wkurzający. Widzę cię w ważniejszych akcjach, ale to na początek. Jak tego nie spieprzysz to kto wie...- były chirurg patrzył na fotografię. - Gdzie go znajdę? I co z transportem? - Słuchaj. To są kluczyki do czarnego BMW przed budynkiem. Facet jest zazwyczaj w Parku Wolności o tej porze i handluje z dzieciakami. Nie ważne jak to zrobisz, bylebyś to dobrze zrobił. Żadnej policji i afery. Liczę na ciebie. Jak coś nie pójdzie, to sam zaczniesz wąchać kwiatki od spodu trochę za wcześnie. Idź już.- Andrzej wstał…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych