Wróć do katalogu

Opowiadanie 3 – ,,Wróżbitka"

Opowiadanie, które napisałam kilka lat temu. Niedojrzałe i w nieładzie – dokładnie takie same jak ja w tamtych czasach. Teraz wystawiam moje opowiadanie na wasze opinie i komentarze.

Zaczarowana, opublikowano , 39 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

W momencie, w którym Sandra ocknęła się i odzyskała trzeźwość umysłu, usłyszała głuche dudnienie ciężkich kroków. W sercu dziewczynki pojawił się niepokój, jej ręce zaczęły się trząść, a oczy wędrowały to w jedną, to w drugą stronę. Rumiane policzki zbladły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Krótkie, brązowe włosy zawiązane w luźny warkocz mimowolnie zaczęły się rozwiązywać i padać na bladą twarz Sandry. Gruby, basowy głos rozległ się w pomieszczeniu, wykonanym na wzór starego magazynu. W powietrzu można było wyczuć charakterystyczny zapach benzyny i spalonego drewna. Dziewczyna była bowiem w wielkim magazynie górniczym, przechowującym nielegalnie wydobyty węgiel oraz ropę. Dookoła szatynki porozstawiane były ogromne, drewniane pudła zabite gwoździami. To właśnie w jednym z nich przestraszona, zdezorientowana i zmęczona dziewczyna walczyła o swoje istnienie. Nic nie pamiętała. W jej głowie panowała zupełna pustka, tak jakby to, co otaczało ją dotychczas było nieważne i zostało po prostu wymazane. Sandra poczuła ciężkie kroki obok pudła, bębniące echem wśród niebieskich filarów pomieszczenia. Nagle drewniana cela poruszyła się i dziewczynka wypadła z kartonu, co spowodowało taki hałas, że wszyscy ochroniarze zwrócili na to uwagę. Sandra otworzyła oczy. Gdy tylko zorientowała się, że leży na brudnych płytkach, oddała się instynktowi przetrwania. Ruszyła przed siebie – nieważne gdzie, ważne żeby jak najdalej. Wbiegła na korytarz, lecz gdy spojrzała w górę, światło żarówki oślepiło ją na kilka sekund. To wystarczyło, aby ,,czarne charaktery” pochwyciły wielkie strzykawki z różnokolorowymi substancjami i nie zważając na dziewczynę wbili bezlitośnie długie, zimne igły w przypadkowe części ciała. Szatynka jęknęła z bólu zaciskając zęby. Straciła przytomność. Gdy dziewczyna pod wpływem trucizny – choć działającej krótko, zsunęła się na podłogę, przez stalowe i dobrze opancerzone drzwi wszedł wysoki blondyn, zwany Light, który był właścicielem kopalni. Ubrany buł w długie, wysokie spodnie moro zapięte czarnym paskiem z klamrą, szary podkoszulek z krótkim rękawkiem z dużym napisem ,,Bad Boy”. W zębach trzymał brązowe cygaro, a jego motto: ,,Ziemia, sto pompek!” powstało jeszcze, gdy był dowódcą małej jednostki na wschodzie. Mimo, iż Sandra bardzo się szarpała i protestowała, to postacie nie przestały bombardować ją swymi ostrymi jak brzytwa strzykawkami. ,,Oni” – bo nie można nazwać ich ludźmi – ciągnęli dziewczynę przez biały korytarz; ku pozłacanym, wielkim drzwiom z wywieszką, na której zapisano kilka słów po angielsku. Blondyn z trzaskiem łamiących się żeber otworzył wrota. Dziewczynka wyrwała się ze śmiertelnego uścisku i rzuciła w stronę wyjścia jaśniejącego światłem. Nie uciekniesz z Valvars! Nigdy! – po tych słowach zaśmiał się, a gdy już na dobre wpadł w trans, zagrzmiały błyskawice i rozpętała się mroczna burza. Zaledwie czternastoletnia Sandra drżała ze strachu. Czarne źrenice wędrowały z jednej, na drugą stronę. Nagle drzwi zamknęły się, pozbawiając pokój jedynego źródła. Nagle dziewczyna usłyszała złowieszczy śmiech, a w przypływie strachu nie mogła się ruszyć. Świetlisty blask czarnej latarki rozświetlił złowieszczą twarz, która trwała w przerażającym uśmiechu. Postać jeszcze raz zarechotała swym niskim głosem i odeszła, głośno stawiając stopy. W sali rozjaśniło się na dobre i dziewczyna miała kilka chwil, aby przywrócić w stan gotowości wszystkie zmysły. Nie dość, że Sandra była przerażona, to jeszcze jej dłonie zostały skrępowane srebrnymi kajdankami z numerami: 00136. Potrząsnęła nimi, aby rozwarły swe szczęki, lecz bez skutku. Szatynka rzuciła spojrzenie na toksyczne otoczenie. Cztery białe ściany, w wymiarach cztery na cztery, bez okien, czyli praktycznie bez światła, betonowa zimna podłoga, jedynie żółte lustro i umywalka – cała we krwi. Właśnie na niej położone jakby specjalnie zostały trzy nietknięte żyletki. W zachodniej części izolatki były duże drewniane drzwi z wydrapanymi – a raczej wyciętymi żyletkami – różnymi napisami i szczelinami, w których gdzieniegdzie grubość drewna nie przekraczała jednego centymetra. Przy tej imitacji drzwi na podłodze leżał mały złoty, kluczyk. Sandra podeszła do wrót i schylając się, podniosła zakurzony przedmiot. Zastanawiała się: ,,Po co oni zamknęli mnie w izolatce z jakimiś zagadkowymi przedmiotami? Lustro, żyletki, klucz. Lustro, żyletki, klucz...”. W tym momencie umysł rozjaśnił się Sandrze. Parę ruchów do wolności. Wystarczy tylko pomyśleć. Dziewczyna usiadła na podłodze i poddała się medytacji. Trwała w bezruchu ponad czternaście godzin. Wszyscy, którzy to widzieli przez ukryte kamery zamontowane w rogach byli już znużeni. Uśpili swą czujność.Więźniarka wykorzystała to najlepiej, jak tylko było można. Rozpędziła się (tak bardzo, jak tylko było to możliwe na powierzchni, która miała zaledwie cztery metry kwadratowe) i z impetem uderzyła w drzwi, próbując je wyważyć. Mimo cienkiej i pozornie zniszczonej warstwy drewna, drzwi ani drgnęły. Sandra nie wiedziała co ją czeka. Mijał czwarty dzień, bez jedzenia i wody. Dziewczyna wyraźnie wycieńczona siedziała pod ścianą. Każdy plan wymyślony przez Sandrę, kończył się fiaskiem. ,,Muszę się stąd wydostać. Jak najprędzej” myślała. Odpadł już podkop – bo podłoga okazała się zrobiona z betonu, wyważenie drzwi umywalką – są solidniejsze niż jej się wydawało. -- Chyba będę musiała zostać tutaj do mojej śmierci. Ale... Zaraz, zaraz! Dziewczyna spojrzała na jedną ze ścian. Tam jest szyb wentylacyjny! Przy odrobinie szczęścia uda mi się zbiec. Sandra wyszła na umywalkę, uważając, aby jej nie strącić. Wyciągnęła długie ręce w stronę kratki. Splotła ją rękoma i z ogromną siłą wyrwała. Przejście okazało się zimne i trochę mokre, śmierdzące dymem z cygar i alkoholem, ale siła przetrwania dziewczyny okazała się silniejsza, niż odraza. Szyb był tak wąski i ciasny, że musiała się czołgać, żeby się zmieścić. Nagle z bocznych ścian wypłynęły czerwone lasery, które za zadanie miały wykryć i zidentyfikować intruza. Niestety Sandra nie zauważyła czerwonych linek przeszywających ścianki. Delikatnie musnęła jedną z nich i alarm włączył się, sygnalizując jej obecność. Dziewczyna desperacko przyspieszyła, lecz fragment, w którym była zachybotał się i spadł z hukiem na podłogę. Nie było szans, żeby żołnierze, którzy właśnie pilnowali korytarza, tego nie usłyszeli. Wojskowi rozproszyli się w różne strony. Wpadli w chwilowy nieład. Mięli na sobie charakterystyczne żółte berety. Z czarnych pasów z bronią wyjęli białą gazę nasączoną wysoko narkotyzującą substancją i owinęli głowę Sandry. Gdy tylko poczuła odrażający zapach, osunęła się na ziemię. Straciła przytomność. Dziewczynę zabrano do tajnego pomieszczenia, do którego nawet żołnierz najwyższej rangi nie miał prawa wejść, bez pozwolenia. Dwóch podporuczników ogarnął niepokój, lecz był on mniejszy niż strach związany z karą za niewypełnienie obowiązku, za co groziło rozstrzelanie. Cywile znajdowali się już w połowie pokoju skąpanego w szarości. Na czarnych zasłonach widniały krwistoczerwone ślady rąk oraz plamy o nieregularnych kształtach. – Witaj – zagrzmiał niski głos. Pozdrowienie dudniło w ciężkich filarach pomieszczenia. Powietrze stało się cięższe. – K...kim jesteś? – zapytała przestraszona Sandra, która trzęsła się z przerażenia. – Jestem Panem tego miejsca! – ze spowitego czernią pomieszczenia wysunął się wysoki tron. Wysadzany był najrozmaitszymi szlachetnymi kamieniami. Mężczyzna siedzący na nim był wysoki i umięśniony. Dziewczyna spróbowała dojrzeć twarz ukrytą nadal w cieniu. Bezskutecznie. – Kim jesteś? – zapytała ponownie. – Będziesz dla mnie pracować – odparł, zupełnie nie zwracając uwagi na pytanie dziewczyny. – Inaczej zastaniesz rozstrzelana. Chyba tego nie chcesz? – zapytał chytrze. Wyraz twarzy oraz milczenie dały jednoznaczną odpowiedź. Sandra stąpała po letniej zielonej trawie ku pojazdowi. Na drodze stanął jej jednak oficer wyższej rangi w żółtym berecie. W lewej ręce trzymał długą, ciężką broń wycelowaną w nią. Z różowych ust usłyszała, że cywilowi smutno, że ją zabija, ale robi to z rozkazu pewnej osoby. Podniósłszy ręce do góry zrobiła kilka kroków w stronę chłopaka. Chciała przetestować jego wiarę we własne słowa. Z premedytacją żołnierz pociągnął za spust. Myśląc, że to już koniec, Sandra zamknęła oczy, czekając na śmierć. A więc jednak zachował zimną krew. Głuchy odgłos wystrzału zagrzmiał, a zaskoczona dziewczyna otworzyła oczy. Kula nie pozostawiła na ciele żadnych widocznych szwanków. Ślepaki. Mogłam się tego spodziewać. Pomyślała podchodząc bliżej. Wykorzystując wiedzę o ludzkiej anatomii, z wielką siłą uderzyła w splot słoneczny, znajdujący się nieco niżej niż mostek. Oficer upadł na ziemię. Nie ruszał się. Przerażenie w źrenicach Sandry można by było dostrzec nawet o najciemniejszej godzinie, północy. Oszołomiona jak najszybciej chciała stąd uciec. Na szczęście miała taką możliwość. Spojrzała na samochód stojący za nią. Było na nim wysprejowany napis: ,,Valvars”. Zagrzmiały syreny. Ze wszystkich stron zbiegli się ochroniarze i służby porządkowe pod kryptonimem ,,Żółte berety”. Siłą wepchnęli ją do pojazdu (przy okazji narkotyzując) i odjechali. Lekko bujający się samochód zapewnił Sandrze kołyskę, a szum pojazdów przejeżdżających obok zanucił melodię. W tym momencie do głowy więźniarki napłynęła biała jak mleko mgła. Obrazy pojawiały się i znikały. Biały pokój, a w nim szare krzesło elektryczne. Siedziała na nim dziewczyna. Miała czarne włosy, które teraz przez przesiąknięcie krwią przybrały odcień purpurowej czerwieni. Zamiast kasztanowych oczu były żółte białka, natomiast w zamian za piękne różowiutkie usta dostała małe krwawiące pinezki. To właśnie ona tak masakrycznie urządziła drzwi w izolatce. Spędziła tam miesiąc, dostając głodowe racje żywnościowe. Dziewczyna obudziła się z bólem głowy. Pudła, które stały dookoła, zwaliły się na wpół przytomną Sandrę, przygniatając klatkę piersiową. Zaczęła się dusić. Krawędź pudła idealnie przylegała do jej gardła, odcinając dopływ powietrza do płuc. Zdała sobie sprawę, że odepchnięcie skrzyni to sprawa życia lub śmierci. W coraz bladszych dłoniach zebrało się jasno pulsujące światło. Sandra przyglądała się temu dziwnemu zjawisku. Jednak nie długo pozwolono jej cieszyć się tym zaszczytem. Światło nagle straciło stabilność i uderzyło w drewniany przedmiot z taką siłą, że cały pojazd wyleciał w powietrze. Dziewczyna z niedowierzaniem wpatrywała się w swoje dłonie. Co? Stojąc na drodze ku swej zagładzie, usłyszała szmer, dochodzący z przydrożnych krzaków. Dopiero teraz zainteresowała się otoczeniem. Dookoła niej spokojnie rosła dostojna puszcza. Królowały w niej buki i dęby. Na porośniętych mchem konarach zwalonych drzew znalazły schronienie wszelakie gryzonie. Las ten zwał się kiedyś ,,terenem 51”, ponieważ znajdowało się tam kilka bunkrów, wypełnionych bronią. Nieopodal, a właściwie wokół bunkra, rosły dziko drzewa cytrynowe. Przed obawą znalezienia tego miejsca przez przeciwników USA zabroniono je opuszczać. Na początku co kilka miesięcy lądował tam samolot z zapasem jedzenia i sprzętu. Lecz po pewnym czasie zaprzestano tego. Tłumaczenie było proste: kryzys. Żołnierzom zaczął doskwierać głód, a kolejne transporty się spóźniały. Musieli zacząć działać. Rozpoczęto masową wycinkę drzew owocowych. Po spróbowaniu cytrusów wszyscy na stołówce zaczęli się krzywić. Lecz gdy tylko dowiedzieli się, że nie ma nic innego, prócz ,,przeklętych owoców” pogodzili się ze swym losem. Kiedy transporty powróciły, wszyscy byli zdziwieni, że przetrwali o samej wodzie i cytrusach. Właśnie wtedy okrzyknięto ich ,,żółtymi beretami”. Szmer stawał się coraz głośniejszy, tak jakby coś się zbliżało. Nagle z krzaków wyskoczył chłopak. Na twarzy wymalowane miał barwy maskujące, a podkrążone oczy najwyraźniej nie zaznały snu od dobrych paru dni. Ubrany był w pełen mundur, w rękach trzymał potężny srebrny pistolet z wyrzeźbioną błyskawicą na lufie. Pierwszy raz, odkąd dziewczyna pamiętała, poczuła strach. Nie wzbudzał go jednak sam oficer, lecz bron, którą trzymał. Sandra postanowiła lepiej przyjrzeć się pistoletowi. Był piękny i miał metaliczny połysk. White Fox – tak brzmiała nazwa produkcyjna tej broni, mającej jeden z największych kalibrów – kaliber 12,5mm. Jak na spluwę w rękach żołnierza niezbyt dobrze się prezentowała. Sandra uważała, iż tak wspaniała broń, jak White Fox, nie powinna przebywać w takich rękach. – Nareszcie cię znalazłem – powiedział żołnierz uśmiechając się lekko. Ona ma inne przeznaczenie pomyślała zirytowana. Jak on mógł zbezcześcić tak wyjątkowy pistolet? Patrząc w mokrą ziemię, pełna złości postawiła krok. Następnie drugi. Zdezorientowany chłopak zaczął cofać się niepewnie, mając Sandrę na muszce. Będąc już metr od przeciwnika Sandra podniosła wzrok, rzucając gniewne spojrzenie. – Jak śmiałeś?! – wykrzyknęła, biorąc duży zamach ręką. Wymierzyła siarczysty policzek cywilowi, a tuż po tym jak żołnierz ,,dostał” przewrócił się na ziemię, ledwo oddychając. Szatynka nachyliła się nad nim z pogardą. Widząc, że chłopak kona, dziewczyna postanowiła go dobić. Sięgnęła po srebrzystą broń, trzymaną w sztywnych dłoniach oficera. Wreszcie pomyślała. Po czym przeładowała białą broń i strzeliła mu w zakrwawioną skroń. Rozglądnęła się dookoła, czy ktoś przypadkiem nie widział tego, co zrobiła i pomaszerowała środkiem drogi, ku zachodzącemu słońcu. Nastała noc. Sandra zmęczona ciągłą drogą donikąd szukała schronienia. Szukała, szukała i szukała, aż znalazła wielkie suche drzewo. Dziewczyna słaniając się na nogach, oparła się o jedną ze ścianek, która natychmiast zawaliła się pod jej ciężarem. Zrezygnowana i wycieńczona zasnęła na skruszonej korze. Po raz kolejny nawiedzały ją sny. Znów ta sama dziewczyna, to samo krzesło. Lecz coś się zmieniło. Ona nie była już taka sama. Była inna. Tak jakby coś tam – głęboko w klatce piersiowej zaczęło bić. Sandra stała naprzeciwko skazanej, patrzą na nią w bezruchu. Więzień wyrywając pasy wyciągnął rękę, w stronę Sandry. Z bladych, całych w krwi ust wydobył się cichy, lecz nadal zrozumiały głos: – Pomocy. Jedno słowo wystarczyło, by zmącić krystaliczne czyste przekonanie, że jest wrogo nastawiona. Zaskoczona Sandra postawiła krok. Ale gdy tylko jej stopa dotknęła podłoża, powstały okręgi – jak na wodzie. Dziewczyna przeniosła ciężar ciała na stopę i w tym momencie podłoga zapadła się, wciągając ją niczym wir wodny. Z jej przestraszonego gardła wydobył się krótki i cichy krzyk. Obudziła się przestraszona. Padał zimny deszcz; grzmiały błyskawice. Pogoda rodem z horroru. Na drzewach usadowiły się nietoperze, które w świetle księżyca rzucały błękitny cień. Sandrze wydawały się piękne. Wszytko, co niebezpieczne jest piękne. Nagle stworzenia otworzyły żółte oczy i odleciały z piskiem. Ktoś był blisko. Dziewczyna usłyszała trzask łamiącej się gałęzi. Już obmyślała strategie i plany, co do tego, kto wyskoczy z krzaka. Plany były ponumerowane: 1 – ,,Wyskoczy, jak znam moje szczęście, żołnierz, więc prawy podbródkowy, lewy prosty w brzuch i kolanko w szczękę.”; 2 – ,,Wyciągnę White Fox'a i pogrożę mu nim – a on się podda”; 3 – ,,Splot słoneczny”. Sandra przygotowała się, powtarzając w myślach plan. Nadeszła chwila prawdy. Z gąszczu wyskoczył mały, brązowy bóbr, który popatrzył obojętnie na szatynkę i poczłapał dalej. Dziewczyna odetchnęła, lecz nadal czuła się obserwowana. Niestety była zbyt głodna, aby skutecznie myśleć. Znalazła szarą ścieżkę, wokół której rosły dzikie maliny i jeżyny. Sandra podeszła do jednego ze zbiorowisk i uważnie zaczęła obserwować owoce. Już chciała dotknąć pokarmu dłonią, ale nagle jej oczy zaświeciły się oślepiającym blaskiem, a ona sama zemdlała. Wizja ukazywała krzak jeżyn i malin, tych samych, którymi chciała się posilić. Podszedł do nich wychudzony, biedny człowiek. Zjadł jedną z nich. Błysk światła i ten człowiek umiera w męczarniach. Gdy Sandra wyszła z transu, ze zdziwieniem stwierdziła, że jest w kokonie. Był cały zamoknięty, a przez to skurczył się i ściemniał. Teraz dziewczynie było zimno i ciasno. Spróbowała się poruszyć, lecz bez większego skutku. Nieśli ją bowiem trzej żołnierze Żółtych beretów, maszerując równym krokiem. Nie zważali na kałuże, błoto czy pełzające pod ich podeszwą kręgowce. Na swych barkach nieśli Sandrę, która niemal umierała z zimna. Mijały godziny, a oficerzy nadal twardo się trzymali, aż doszli do Valvars – wielkiej twierdzy, zakładu karnego dla cywili i zbiegów. Oficerowie byli już przed swym celem. Fortecę zbudowano na wzór grodu. Miała wysokie pięciometrowe mury, o grubości dwóch metrów, które były obite drutem kolczastym. Tak naprawdę na terenie zakładu wybudowane zastały cztery budynki: cele, wybieg dla więźniów, stołówkę – gdzie apele oraz jedzono posiłki oraz skład broni. Żołnierze wbiegli głośno tupiąc na teren jednostki. Na placu panowało zamieszanie. Wszyscy szukali czegoś, a raczej kogoś. W pewnej chwili jeden z niosących dziewczynkę zawołał ,,Alarm odwołany, mamy ją!” i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki żołnierze się uspokoili i wrócili do swoich obowiązków. Bohaterzy z dumnymi uśmiechami szli dochodząc coraz bliżej środka dziedzińca. W środku kokonu Sandra było oszołomiona. Wypoczywała sobie spokojnie na korze, aż tu trzask – prask i jest zawinięta w materiał. Co się dzieje? Pomyślała dziewczyna. Jej przemyślenia przerwał damski głos, mówiący o zaginionym ogniwie. Kobieta zapytała także, czy znaleźli go,a gdy odpowiedzieli chórem ,,Tak!”, dodała: – Dobra robota, oficerze Blax. Tak dalej – pokrzepiła kapitan Clark. – Light będzie z was dumny. Kobieta odeszła z kamiennym wyrazem twarzy, nawet się nie odwracając. Gdy ludzie, którzy nieśli Sandrę stracili ją z oczu, natychmiast zaczęli ze sobą rozmawiać: Kapitan Clark jak zwykle zimna. Dokładnie – przytaknął drugi. – Jakby nie odczuwała emocji. Żołnierze zanieśli Sandrę do niewielkiego obszaru – wybiegu, na którym ludzie, jak to ujęli – ,,tacy jak ona” spędzali większość czasu. Weszli na wybieg, niosąc nieprzytomną dziewczynę. Po czym usadowili ją na ławce i bez skrupułów odeszli. Sandrze znów przyśnił się jej koszmar. Krzyk dziewczyny stawił na równe nogi wartowników oraz ludzi wokoło. Żołnierze podbiegli, chwycili ją za kołnierz i potrząsali nią, dopóki się nie obudziła. Sandra otworzyła trzeźwo oczy, a widząc, co się wyprawia, wzięła zamach i podarowała cywilowi prezent w postaci podbitego oka i obitej szczęki. Chłopak złapał się rękoma za twarz i jęczał z bólu. Jego towarzysz szybkim krokiem podszedł do niego i zaczął zadawać pytania. Dziewczyna wstała, poprawiając rozczochrane włosy. Przetarła przekrwione oczęta i nadal zaspana zapytała, czy ktoś z obecnych ma grzebień. Część towarzystwa się zaśmiała, część wzruszyła ramionami, lecz koniec końców Sandra nie dostała swojego wymarzonego grzebienia. Wtem usłyszała kawałek rozmowy: – Tak, to na pewno jedna z nich, Nie ma wątpliwości. Nie martw się, że cię powaliła. Aktualnie nikt z nas nie dałby jej rady. Gdy tylko dziewczyna przetrawiła to, co usłyszała zagubiła się myślami. Jedynym wspomnieniem, sprzed stęchłego magazynu, gdzie znaleźli ją żołnierze była kobieta. Szatynka nic nie rozumiała. Miała amnezję – to fakt, ale dlaczego mężczyzna, który ją tu wysłał był tak wrogo nastawiony? Dlaczego chciał, abym dla niego pracowała? Skąd w ogóle się tu znalazłam? Te myśli, pełne niejasności krążyły jej po głowie.

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych