Wróć do katalogu

Opowiadanie balsamowe

Przyjemnie leniwy tekst, którego teamtem są wspomnienia z dzieciństwa, w tym pierwszej i jedynej miłości.

AndreNeri, opublikowano , 9 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

***

(...miłość leży odłogiem...)

Rodzina mojej matki od niepamiętnych czasów przywiązana była do terenów wiejskich; tak wynika z opowieści, jakie zdołała mi przekazać 85-letnia dziś babcia Anita o nieskalanym upływem czasu uroku. Nieprzerwanie darzę ją największą estymą w całej familii. Od niej to dowiedziałem się o wschodnim pochodzeniu, co nie stanowiło dla mnie ani ujmy, ani powodu do chodzenia z zadartą głową.

Nim ród Koterskich osiadł na stałe na polskiej ziemi, przebył wędrówkę z samej głębi bezkresnej Rosji, a pędzony biegiem wydarzeń, dotarł do Ukrainy tuż przed I Wojną Światową, zaś potem – ledwie wyprzedzając kolejny konflikt o międzynarodowym zasięgu – zawitał do Polski, zostając tam po dziś dzień.

Tym sposobem rosyjsko-ukraińska wieś zastępowała nam wszelkie korzenie; jedyne, jakie znaliśmy.

Obraz polskiej wioski nigdy mnie nie odrażał – powiedziałbym wręcz koił. W niej szukałem źródeł mego romantycznego usposobienia. Tylko ona mogła zasadzić wieczną zieleń nadziei w moim sercu. Choć w istocie Kabajały Wielkie były (poza zimą) na wpół zielone, na poły betonowe. Na popegeerowski obszar składało się bowiem szaro-siwe blokowisko przypominające klasztorny wirydarz występujący niejako naprzeciw krzewiastej tapiserii. W gruncie rzeczy ta symbioza wiejsko-miejskiej architektury niczym nie mąciła uroczej dychotomii krajobrazu.

Każdego lata wspomnienia młodzieńcze pukają do drzwi mojej pamięci z rozpoczęciem pierwszych prac polnych. Dziś co prawda łatwiej byłoby mnie zobaczyć stojącego na stalowym przystanku, gdzie jedna trzecia miejscowości co rano czeka na autobus do miasta, niż z fasolą, sianem czy cukinią w rękach, ale moje młodsze rodzeństwo - owszem.

To, co przypominam sobie najwierniej zowie się Vicia faba. Gdy tylko zamknę oczy, widzę siebie podczas bobobrania w otoczeniu tuzina znajomych twarzy: mamy i taty, moich sióstr (ale bez Ewelinki, bo jej wówczas jeszcze na świecie nie było), niepohamowanego gaduły -pana Stępniaka oraz jego dwóch synów – Marka i Andrzeja; pamiętam też babcię i tego łachudrę, Jarka, lecz nawet on nie jest w stanie zachwiać tej fantasmagorii. Czuję w palcach oprawione roślinnym zamszem strąki, z których wyłuskuję tłustawe nasiona bobu w kształcie nadętego półuśmiechu, wydzielające unikalną, lekko stęchłą woń, rzekłbyś - równie bladozieloną, jak one same.

Co z tego wszystkiego pozostało w moim obecnym życiu? Ano tyle, co ten tekst, który właśnie tworzę; ukończywszy moment wcześniej lekturę Cienia Wiatru, postanowiłem zajrzeć do szarówki przeszłości. Ciekawe, acz irytujące, że cała potęga mojego dziecięcego dobrodziejstwa położyła się na glebie teraźniejszości odbiciem mojego ciała, cieniem mej przeszłości.

Z tego okresu pochodzi także dziewicze spojrzenie w niebo. Doskonale kojarzę tę noc, kiedy to jako młokos wlepiałem ślepia prosto w głębinę kosmosu, próbując się heroicznie przez nią przeprawić. Nocne niebo wyglądało niby ciemny, gładki, miejscami dziurawy, aksamit, rozpostarty na każdym zakątku planety, oddzielający świat do jakiegoś gigantycznego światła. Zapytałem o to mamę. Odrzekła, że prześwitujące nakłucia w owym aksamicie to gwiazdy. Przerażeniem zareagowałem na niewiarygodną wówczas informację, jakoby te maleńkie srebrne oczka, gdyby tylko spadły na ziemię, mogłyby ją doszczętnie zniszczyć. Uznanie ich wielkości na długo stało się barierą mej percepcji. Jak na ironię losu, prawie 15 lat później oficjalnie uzyskałem tytuł magistra astronomii, a rozległość struktury wszechświata miałem w jednym palcu.

Urlop, jakim uraczył mnie macierzysty dziekanat, postanowiłem w całości przeznaczyć na wciąż nie uśpioną pasję pisania.

Tymczasem moja przyjaciółka, Ewa Burska, którą znałem prawie od kołyski, dowiedziawszy się o moim przybyciu, swym zwyczajem złożyła mi niezapowiedzianą wizytę w najmniej odpowiednim momencie, kiedy to przystopowałem tworzenie juweniliów i zacząłem myśleć o... sexie. Zdawać by się mogło, iż widok kobiety dla mającego kosmate myśli faceta jest jak gwiazdka z nieba, niestety – być może wyjdę na świnię – puszyste kształty Ewy, moja uczciwość oraz długotrwała znajomość na stopie koleżeńskiej zabraniała mi myśleć o niej w tego…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych