Wróć do katalogu

Opowiadanie oparte na śnie przyjaciółki - cz 1

"W dwóch szwedzkich miejscowościach: mieszczącym się na północy Osjo i znajdującym się na południu Halmstad, dwie młode kobiety oczekiwały przyjścia na świat swoich dzieci. W obu przypadkach dzieci będą najmłodsze z rodzeństwa jakie też na nich

roxetka, opublikowano , 1 godz. czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

W dwóch szwedzkich miejscowościach: mieszczącym się na północy Osjo i znajdującym się na południu Halmstad, dwie młode kobiety oczekiwały przyjścia na świat swoich dzieci. W obu przypadkach dzieci będą najmłodsze z rodzeństwa jakie też na nich oczekiwało. Po kilku dniach, pod koniec maja 1958 roku na świat przyszła najmłodsza córka Inez Fredriksson. Dziewczynka dostała na imię Marie. - Jesteś śliczna, kochanie… Będziesz kimś wielkim, czuję to… Będziesz porywała tłumy. Nie będziesz robiła tego sama, na pewno nie… - szepnęła kobieta, biorąc córeczkę na ręce pierwszy raz. Nie miała pojęcia, że po latach jej przeczucia się sprawdzą. Tymczasem kilometry dalej, na południu, w Halmstad, inna młoda kobieta też oczekiwała przyjścia na świat swojego kolejnego, trzeciego dziecka. O ile rodzeństwo Marie – szczególnie najstarsza, Ana Lisa – nie mogło doczekać się pojawienia się ich najmłodszej siostry – o tyle w rodzinie Gessle było zupełnie inaczej. Mimo, że nie byli tak biedni jak rodzina Marie – nie cieszyli się z tego, że ma pojawić się kolejne dziecko. Szczególnie mocno okazywał to ośmioletni Bengt. - Nie chcę kolejnego rodzeństwa! – powtarzał – I tak nie masz dla mnie czasu a teraz ten maluch zabierze ci go zupełnie! - Przestań! Jak zwracasz się do matki?! – karcił go za każdym razem ojciec. Słowa syna raniły Elisabeth ale kobieta za każdym razem wychodziła z tego obronną ręką, odpowiadając: - Kiedy byłeś tak mały jak twój braciszek, którego noszę w sobie (od początku przeczuwała, że to będzie chłopiec) – też poświęcałam ci tyle czasu ile będę poświęcać jemu więc teraz zobaczysz jak to wyglądało w twoim przypadku. Najstarsza z trójki, Gunilla też bała się początków ale nie dawała tego po sobie poznać. Nikt nie podejrzewał, że te niewinnie brzmiące słowa ośmiolatka będą początkiem nienawiści braci. - Tylko się tak drażni, nie przejmuj się, mamo, podobno ja też zachowywałam się podobnie zanim się urodził – mówiła Gunilla, pocieszając smutną Elisabeth. - Tak, też tak było – odpowiedziała kobieta, uśmiechając się do kilkunastoletniej córki i przytulając ją do siebie. - Mogę…? – spytała nieśmiało dziewczyna, kierując dłoń w stronę brzucha matki. - Oczywiście – zgodziła się, ujmując córkę za nadgarstek i układając odpowiednio jej dłoń. Kiedy poczuły kopnięcie, Gunilla spojrzała na matkę uśmiechając się delikatnie i szepcząc: - Ciekawe jak to jest… - Przekonasz się – padała odpowiedź. Po kilku miesiącach, na początku stycznia 1959 roku Elisabeth urodziła chłopca, któremu dała na imię Per. Jeszcze przed jego narodzinami powtarzała w myślach: „Będziesz kimś, porwiesz za sobą tłumy a zrobisz to z kimś kto będzie dla ciebie bardzo ważny…” – nie miała pojęcia myśląc tak, że na północy, w Osjo jest pewna obecnie ośmiomiesięczna dziewczynka i że po latach drogi tej dziewczynki i jej synka złączą się nierozerwalnie na zawsze. Mijały lata, dzieci dorastały; u obojga można było zauważyć rosnące zainteresowanie muzyką. W przypadku Marie – wszyscy jej kibicowali, popychali w tym kierunku. Szczególnie ojciec, który często zabierał ją ze sobą w trasy i śpiewał jej. Dziewczynce kibicowała też Ana Lisa, z którą Marie miała najlepszy kontakt. Z resztą rodzeństwa nie dogadywała się tak dobrze. Niestety – kiedy Marie miała osiem lat – doznała pierwszego (i niestety nie ostatniego) wielkiego wstrząsu w swoim życiu. Ana Lisa straciła życie w wyniku wypadku samochodowego. Na początku mała Marie nie zdawała sobie sprawy z tego co się stało. Pewnego dnia jednak zorientowała się, że jej ukochanej starszej siostry nie ma w domu wyjątkowo długo a rodzice i reszta rodzeństwa są jacyś dziwnie smutni. - Gdzie jest Ana Lisa, mamo…? – spytała pewnego dnia dziewczynka. Jej pytanie było bardzo nieśmiałe, niepewne. - Wiesz kochanie, Ana… Ana jest teraz z aniołami, patrzy na ciebie z góry i czuwa nad tobą i nad nami… - odpowiedziała jej Inez, ostatkiem sił walcząc ze łzami napływającymi do oczu i drżącym głosem. - Czy ona wróci do nas? – pytała nadal Marie. Nadal nie rozumiała tego co się stało. - Niestety już nie… Ale teraz będzie czuwać nad tobą z góry, kotku – po tych słowach Inez przytuliła córeczkę do siebie. Dopiero teraz dziewczynka zaczynała rozumieć co spotkało jej rodzinę. Natomiast jeśli chodzi o zamiłowanie Pera do muzyki – chłopiec nie miał tyle szczęścia. Był od tego odciągany najróżniejszymi metodami. Mimo tego – nie poddawał się. Kiedy skończył 13 lat – zaczął pisać pierwsze teksty piosenek. Miał przeznaczony do tego celu specjalny zeszyt, który przechowywał w swoim pokoju. Niestety – pewnego dnia stracił go ale nie ze swojej winy. - Co ty tu robisz?! Co robisz z moim zeszytem z tekstami?! – zawołał, wchodząc do pokoju i zauważając jak Bengt niszczy jego własność. - To coś nazywasz tekstami piosenek? – odpowiedział mu brat, nie przerywając czynności – To są… nie mam słów żeby to nazwać ale tekstami na pewno tego nie nazwę. - Przestań, zostaw ten zeszyt! A jeśli jesteś taki mądry – sam spróbuj coś napisać! – wołał chłopak. Próbował nawet ocalić ostatnie teksty jakie jeszcze tam zostały ale – nie udało mu się to. - Wyjdź stąd, nie chcę cię tu widzieć! – zawołał, dosłownie ostatkiem sił powstrzymując ochotę do tego żeby się rozpłakać. - Bardzo chętnie, bekso – zaśmiał się jadowicie Bengt, po czym wyszedł jak gdyby nigdy nic. - Co tam się u licha dzieje? – szepnęła do siebie Gunilla, przerywając swoją pracę, wychodząc z pokoju i kierując się w stronę pokoju najmłodszego brata. - Co się stało? – spytała, wchodząc do pokoju Pera. Zadała pytanie spokojnie, wiedziała że nie ma w tym ani odrobiny winy chłopaka, czuła to. - Popatrz… Nic z nich nie zostało… Tylko strzępy… - szeptał, ocierając łzy, próbując dojść do siebie. - Nie martw się, napiszesz nowe teksty – pocieszała go. - Już nie! Już nie napiszę niczego nowego a jeśli nawet – na pewno nie będą tak dobre jak te! – wołał. Nie zdawał sobie sprawy jak bardzo się myli. - A ja czuję, że tak będzie, uwierz starszej siostrze – uśmiechnęła się. Nie pokazywała tego po sobie żeby nie zawieść ojca i Bengta, którzy byli przeciwni muzycznym zapędom Pera ale tak naprawdę w głębi duszy podobnie jak matka przeczuwała, że jej najmłodszy brat będzie kimś. - Spróbuję… - szepnął chłopak, patrząc nieśmiało na siostrę i równie nieśmiało się do niej uśmiechając. No i po jakimś czasie odważył się napisać pierwsze teksty po stracie zeszytu. Nowy zeszyt, który do tego przeznaczył przechowywał w zupełnie innym miejscu pokoju. Tymczasem dorastająca Marie też zaczęła pisać pierwsze teksty piosenek. Opisywała w nich uczucia po stracie siostry. Opisywała je w tekstach, bo nie miała odwagi przyznać się do nich rodzicom czy reszcie rodzeństwa. Miała też swój pamiętnik, z którym się nie rozstawała. Pewnego dnia w szkole (dokładniej w drugiej klasie liceum) o mało go nie straciła ale nie stało się tak. A wszystko dzięki Perowi, który akurat przechodził korytarzem i zatrzymał się gdy zobaczył zasmuconą dziewczynę i kilku chłopaków bawiących się jej pamiętnikiem. „Ten pamiętnik chyba do kogoś należy, muszę zrobić z tym porządek” – pomyślał, widząc całe zajście i idąc w tamtym kierunku szybkim krokiem. - Oddajcie ten pamiętnik temu do kogo należy! – zawołał Per, podbiegając w tamto miejsce. - Nic z tego kujonie – rzucił w jego stronę jeden z chuliganów. Per próbował różnymi sposobami odzyskać własność wystraszonej Marie. W pewnym momencie myśląc: „Robię to pierwszy i ostatni raz w życiu” – podstawił nogę chłopakowi, który miał w ręku pamiętnik. Chuligan grzmotnął jak długi na podłogę, pamiętnik wypadł mu z ręki i zanim upadł na ziemię – Per zdążył go złapać. - Należy chyba do ciebie… - szepnął, podając dziewczynie pamiętnik i uśmiechając się do niej. - Tak, dziękuję… - szepnęła nieśmiało, odbierając go. Kiedy odbierała pamiętnik – ich spojrzenia spotkały się a przez ciała obojga przeszły ciepłe dreszcze. „To ktoś dla mnie, wreszcie mam swoją drugą połowę…” – pomyśleli o sobie nawzajem kiedy ich spojrzenia się spotkały. Patrząc na Marie, Per od razu zorientował się, że jest o sporo biedniejsza od niego ale nie zwrócił na to uwagi. „Co z tego, że jest biedniejsza niż ja. Nie przeszkadza mi to” – myślał, patrząc w jej piękne wielkie brązowe oczy. - Nie smuć się już, zapraszam cię po zajęciach na lody – powiedział tak samo delikatnie i spokojnie jak wcześniej. - Nie znam cię, nie wiem jak się nazywasz, nie mam pieniędzy żeby iść z tobą na te lody… - mówiła zawstydzona Marie. - Nie martw się o pieniądze, zajmę się wszystkim – przekonywał ją nadal delikatnie choć w tej delikatności można było dosłyszeć lekką nutkę stanowczości. Na szczęście nie był zbyt stanowczy, bo nie chciał odstraszyć od siebie nowo poznanej koleżanki – Mam na imię Per – dodał po chwili, podając dziewczynie rękę. - A ja Marie – przedstawiła się dziewczyna, ściskając delikatnie jego dłoń. Wtedy kolejny raz poczuła te same dreszcze co wcześniej. Tamtego dnia zostały im jeszcze trzy godziny lekcyjne. Wszystkie przerwy między lekcjami spędzali razem. W trakcie jednej z takich przerw jeden z chłopaków, którzy bawili się pamiętnikiem Marie – zauważając rozmawiających spokojnie Pera i Marie, zawołał: - Gessle, idziesz na dywanik do dyrektora! - Że co? A to niby za co? – zdziwił się Per, podnosząc się z ławki, na której siedzieli razem z Marie i zmierzając w kierunku gabinetu dyrektora. - Chyba wiem dlaczego musisz iść do dyrektora… - szepnęła Marie, idąc za chłopakiem. Wystraszyła się, kojarząc ze sobą fakty. - Dlaczego, jak myślisz? – spytał. - Pamiętasz jak walczyłeś z nimi żeby odzyskać mój pamiętnik? Boję się, że obrócą całe to zdarzenie przeciwko tobie, przeciwko nam… - szepnęła smutno. Nie miała pojęcia, że ma rację, że jej przypuszczenia sprawdzą się. No i – miała rację. Kiedy weszli – w gabinecie czekali już chłopcy, którzy bawili się pamiętnikiem. - Popatrz co mi zrobiłeś, idioto! – zawołał ten, którego Per powalił na ziemię żeby odzyskać pamiętnik Marie. - Bez przesady… - mruknął Per, ostatkiem sił powstrzymując ochotę do tego żeby zachichotać. - Czemu się biliście? – zapytał dyrektor. - Słucham? – Per osłupiał – Nie biliśmy się. Lars (tak miał na imię chłopak, który obrócił całe zdarzenie przeciwko Marie i Perowi) kłamie. Najpierw próbowałem odebrać im ten pamiętnik innymi sposobami a kiedy nie udawało mi się – podłożyłem mu po prostu nogę i kiedy upadł – zabrałem mu pamiętnik i tyle. - Czy to prawda? – spytał, patrząc na wystraszoną Marie, która próbowała nie pokazywać po sobie tego, że się boi. - Tak, panie dyrektorze… Gdyby nie Per – nie odzyskałabym tego pamiętnika, mogliby go zniszczyć. A to co mówi Lars to kłamstwa – odpowiedziała bardzo niepewnie dziewczyna ale od razu poczuła się pewniej kiedy tylko poczuła nieśmiały dotyk dłoni Pera na swojej i zobaczyła delikatny uśmiech chłopaka, kierowany w jej stronę. - Wszystkim ciągle chciałbyś pomagać… A ta biedna idiotka nie zasługuje na to! – zadrwił Lars, ostatnie zdanie wykrzykując odrobinę głośniej. - Spróbuj obrazić ją jeszcze raz a wtedy naprawdę się pobijemy i jeśli oberwę jakąś karę czy zawieszenie w prawach ucznia – przyjmę to! – zawołał zupełnie wyprowadzony z równowagi Per, przytulając do siebie Marie, która tym razem już nie była w stanie utrzymać emocji na wodzy i rozpłakała się. - Spokój! – zagrzmiał dyrektor. - Przepraszam, nie chciałem tak zareagować – powiedział Per, uspokajając się – Czy mogę wyjść z Marie, zaopiekować się nią, uspokoić? – spytał. - Zaopiekować się… - znów zadrwił Lars - Tak, możecie wyjść – powiedział dyrektor. - Dziękujemy – powiedział chłopak, po czym wyszli. Lars i pozostali zostali w gabinecie, mieli dłuższą rozmowę, która „zaowocowała” karami, zawieszeniem w prawach ucznia na resztę trwającego semestru. - Spróbuj się uspokoić, już po wszystkim... – szepnął, ocierając delikatnie łzy toczące się powoli po policzkach dziewczyny. - Przepraszam, że nie powiedziałam, że w moim domu jest kiepsko z pieniędzmi… - dziewczynie było bardzo wstyd mówić o tym, że ma takie problemy – Pewnie udajesz teraz, że cię interesuję a tak naprawdę zastanawiasz się jak mnie spławić… - mówiła nadal smutno, nie mając nawet odwagi spojrzeć na Pera. - Popatrz na mnie – powiedział chłopak. Zrobił to delikatnie ale jednocześnie na tyle stanowczo, że Marie wiedziała, że spieranie się i próby odmówienia mu nie miałyby najmniejszego sensu – Zupełnie nie przeszkadza mi to, że jesteś biedniejsza niż ja. Zupełnie. Twoja nieśmiałość i skromność bardzo mi się spodobały, ujęły mnie – dodał, patrząc dziewczynie prosto w oczy. - Naprawdę…? – spytała, spuszczając zawstydzony wzrok. - Tak – zapewnił ją Per. To dziewczynę uspokoiło. Po zajęciach – poszli na umówione lody. Tam wreszcie czuli się trochę swobodniej niż w szkole. Czas spędzony na lodach w całości przegadali. Mimo, że to był pierwszy dzień ich znajomości – kiedy przyszło do rozstania pod domem Marie – czuli się tak jakby znali się od lat. Nie mieli pojęcia, że ich znajomość będzie trwała lata i przejdzie jeszcze bardzo wiele. - Kto to był, córeczko? – spytała Inez, widząc rozradowaną Marie, zostawiającą swoje rzeczy w przedpokoju. (Czas spędzony z Perem po szkole sprawił, że dziewczyna zapomniała o tym co złego ją spotkało) - To mój kolega, Per. Poznaliśmy się dziś w szkole, pomógł mi odzyskać pamiętnik – powiedziała dziewczyna. - Młody Gessle? On jest dla ciebie nieodpowiedni – włączył się do rozmowy ojciec. - Czemu tak myślisz, tato? Znamy się dopiero jeden dzień, nie jesteśmy parą – odpowiedziała Marie, ledwie maskując uczucie przykrości jaką ojciec zrobił jej tymi słowami. - Po prostu tak czuję. Znajdziesz sobie kogoś odpowiedniejszego, skarbie – chciał załagodzić sytuację, orientując się że zranił córkę swoimi słowami. - Mogłeś się powstrzymać, Gosta… - szepnęła Inez, bombardując męża zimnym i nieprzyjemnym spojrzeniem. - Nie zmienię zdania o nim – ojciec Marie był nieugięty. - Marie, zaczekaj! – zawołała jej matka, widząc jak dziewczyna płacząc, biegnie w kierunku swojego pokoju. - Naprawdę mogłeś się powstrzymać – powtórzyła znów patrząc zimno na męża. - Taka jest prawda, on jest nieodpowiedni dla niej – upierał się mężczyzna. Dość dużo czasu zajęło Inez uspokojenie smutnej i rozzłoszczonej Marie. - Gdyby żyła Ana – na pewno by mnie zrozumiała… - popłakiwała dziewczyna, mocno wtulając się w ramię matki. - Na pewno tak… - zgodziła się. - Nie rozumiem zachowania taty, czemu przeszkadza mu to, że rodzina Pera jest bogatsza od naszej? - Ja też tego nie rozumiem… - Wierzysz, że jesteśmy tylko znajomymi, prawda? - Oczywiście, że tak, córeczko – odpowiedziała choć po chwili pomyślała: „Ale wierzę, że połączy was przyjaźń a nawet miłość. Bardzo do siebie pasujecie”. Reakcja rodziny Pera na wiadomość o tym, że poznał Marie też niestety nie była pozytywna. - Nie możesz spotykać się z tą biedaczką – powiedział stanowczo ojciec Pera. - Czemu? Znamy się dopiero jeden dzień a ty już mówisz o nas jak o parze. - Nie chcę żebyś wprowadził do rodziny jakąś biedną szarą mysz. - Jak możesz, tato! – zawołał Per – Znamy się zaledwie jeden dzień! - Ale wiem, że szybko się zakochujesz i już pewnie trafiła cię strzała Amora. Po tych słowach chłopak przez chwilę szukał wzrokiem wsparcia u brata, siostry i matki ale niestety nie znalazł go. - Zgadzam się z ojcem – wycedził Bengt. - Zawsze tak było, nigdy nie mogłem na ciebie liczyć – odparował Per, po czym wybiegł z domu. Po chwili Gunilla wybiegła za bratem, wołając: - Zaczekaj! Zwolnij! Per posłuchał jej dopiero po chwili, gdy sam złapał zadyszkę. - Czemu nie zareagowałaś wcześniej, kiedy naprawdę potrzebowałem wsparcia, tego żeby ktoś wstawił się za mną, za nami?! – nadal był rozgoryczony – Bardzo zabolały mnie słowa ojca. Reakcji Bengta mogłem się spodziewać ale wy? Liczyłem, że staniecie po mojej stronie… - Przepraszam, wiesz, że boję się ojca. Musiałam udać, że zgadzam się z nim. Tak naprawdę ja i mama jesteśmy po waszej stronie – zapewniła go dziewczyna. - Naprawdę? – upewnił się. - Oczywiście, że tak – uśmiechnęła się Gunilla. - Jak dobrze, że mogę na was liczyć… - z tych słów można było wywnioskować, że Perowi spadł z serca olbrzymi ciężar. I tak było. Mijały kolejne miesiące, lata a ich przyjaźń rosła, stawała się z każdym dniem coraz silniejsza. Zawsze po szkole spędzali razem bardzo wiele czasu. Bardzo lubili spacerować brzegiem plaży. Poza szkołą i razem czuli się naprawdę swobodnie i bezpiecznie. Tam nikt im nie przeszkadzał. W szkole zawsze ktoś im dogryzał. Szczególnie mocno robili to chłopcy, którzy bawili się pamiętnikiem Marie. Najpierw naśmiewali się tylko z niej a potem na swój celownik wzięli też Pera. Ale przyjaciele nie dawali poznać po sobie, że ranią ich słowa tych idiotów. Po kolejnych latach znajomości – uczucie łączące Marie i Pera stopniowo zaczęło zmieniać się z przyjaźni w miłość. Para odważyła się też na to żeby nawzajem przedstawić się swoim rodzicom. Bali się tego i to bardzo ale przełamali ten strach. Najpierw Marie przedstawiła Pera swojej rodzinie. Co prawda nie polubili go ale nie było tak źle jak w przypadku drugiego rodzinnego spotkania. Kiedy chłopak przyprowadził Marie do domu – przez cały czas atmosfera była dziwnie sztuczna, ciężka, napięta. W pewnym momencie Bengt zrobił coś czego nikt nie spodziewał się po nim. - Jesteś zbyt biedna dla mojego brata, zrobię wszystko żebyście nie byli razem – powiedział, po czym wstał od stołu, podszedł do zaskoczonej i wystraszonej Marie i uderzył ją w twarz. Dziewczyna przez dobrą chwilę tak jak wszyscy siedziała osłupiała i wpatrywała się przed siebie po czym nagle wstała i wybiegła, wybuchając płaczem. Per wybiegł za nią, wołając: - Zaczekaj, proszę! – a do brata syknął z nienawiścią: - Policzę się z tobą później. - Oni chyba mają rację, nie możemy się widywać… - łkała, próbując wyrwać się z objęć chłopaka, czego jednak po chwili zaprzestała. - Nie mów tak. Pamiętasz co powiedziałem ci kiedy się poznaliśmy? - Tak… Mówiłeś, że… że nie przeszkadza ci, że jestem biedniejsza niż ty… - mówiąc, dziewczyna wciągała nierówno powietrze. - I nadal tak jest. Nie zmieniłem zdania, kotku – Per zwrócił się tak do dziewczyny pierwszy raz odkąd się znają. - Cieszę się… - szepnęła, po czym uśmiechnęła się do niego i mocno przytuliła. W jego ramionach zawsze czuła się spokojnie, bezpiecznie. Resztę dnia spędzili już razem, spacerując po plaży i mieście. Nie chcieli się rozstawać, bardzo tego nie chcieli, bali się tego jakie reakcje rodzin zastaną, kiedy wrócą do domów. Ale – niestety przyszedł czas rozstania i Per musiał odprowadzić Marie do domu. - Nie chcę się z tobą rozstawać… - szepnęła kiedy dotarli na miejsce. - Ja też, ale musimy… - Per był bardzo smutny kiedy wypowiadał te słowa – Zobaczymy się jutro i wtedy wszystko sobie opowiemy, nie bój się, noc minie szybko – dodał, po czym delikatnie pocałował ją w policzek, co sprawiło, że dziewczyna lekko się zarumieniła. Weszła do domu dopiero kiedy Per zniknął z jej pola widzenia. - Znów widziałaś się z tym szczeniakiem?! – naskoczył ją od progu ojciec. - Tato! – zawołała, ledwie mogąc powstrzymać się od płaczu. - Zrozum wreszcie, że on nie jest dla ciebie! – mężczyzna mocno obstawał przy swoim. - Bo jest bogatszy niż my? Zawsze sądziłam, że chciałeś żebym miała kogoś kto zapewni mi dobry byt. A w naszej dzielnicy nie znajdę nikogo takiego. Wszyscy są albo tak samo biedni jak my albo biedniejsi od nas – po tych słowach Marie skierowała się do swojego pokoju, nawet nie czekając na reakcję ojca. Słowa dziewczyny sprawiły, że Gosta stał jak wryty z porządnym mętlikiem w głowie. „I tak zrobię wszystko żeby nie byli razem. Jeśli nie zrobię tego sam – poproszę kogoś o pomoc…” – pomyślał kiedy doszedł do siebie. Kiedy chodziło mu o poproszenie kogoś o pomoc – miał na myśli Bengta lub Kurta. Nie chciał w swoje machlojki wciągać Gunilli i Elisabeth. Podobnie nie chciał też wciągać w te sprawy swoich pozostałych dzieci i żony. Wprowadzając swój plan w życie był bardzo rozbity. Z jednej strony wiedział, że rani swoją najukochańszą, najmłodszą córeczkę, swoje oczko w głowie. Z drugiej jednak – był święcie przekonany, że musi zrobić wszystko żeby tylko rozdzielić Marie i Pera. Nie zdawał sobie sprawy jak bardzo się myli i że i tak młodzi będą razem. Tymczasem Marie wbiegła do swojego pokoju, wtuliła twarz w swoją ulubioną maskotkę i rozpłakała się. „Dlaczego tata nie potrafi zrozumieć, że Per jest dla mnie kimś ważnym, kimś bardzo ważnym…” – zastanawiała się. - Gun ma chłopaka! – zawołał z kpiną Sven, przebiegając obok pokoju Marie i wsuwając na chwilę głowę w szparę drzwi. - Wcale nie! I nie nazywaj mnie tak! – zawołała wściekła dziewczyna, rzucając poduszką w kierunku drzwi. Niestety nie trafiła brata, bo w porę zdążył jej uciec. - Całe szczęście, że za rok kończę osiemnaście lat i będę mogła pozbyć się tego ohydnego imienia, nienawidzę go… - mówiła do siebie, podnosząc poduszkę spod drzwi i wracając do łóżka. Wieczór tamtego dnia w domu Pera też nie należał do najprzyjemniejszych. Od razu po wejściu, nawet nie witając się z rodzicami i siostrą – skierował się do pokoju Bengta i wszedł tam nawet nie pukając do drzwi. - Mógłbyś może choć raz zapukać, co?! – burknął chłopak gdy tylko zobaczył młodszego brata w progu. - Nie mam takiego zamiaru – syknął – A jeśli jeszcze raz obrazisz Marie, wyzwiesz ją od biedaczek – połamię ci wszystkie kości! – zawołał. Wściekłość rosła w nim z każdą chwilą. - No tak, zapomniałem, że mój braciszek ciągle chciałby przychylić wszystkim nieba… - ironizował Bengt. - A czy to źle? Dobrze by było gdybyś ty też to potrafił – Per nadal kipiał z wściekłości. - Nie ma takiej opcji. A ty jesteś zbyt wielkim pulpetem żeby połamać mi kości więc wcale nie boję się twoich pogróżek… - Żebyś się nie zdziwił… - syknął Per, po czym z całych sił uderzył Bengta w twarz – I co? Dalej sądzisz, że jestem pulpetem? – spytał z ironią Per, po czym wyszedł bez słowa i skierował się do swojego pokoju. Bengt był przez bardzo długi czas w ostrym szoku po tym jak oberwał od brata w twarz. „Jednak nie jest taki kiepski na jakiego wygląda…” – myślał. Natomiast Per, będąc w swoim pokoju rozmyślał o wszystkim co stało się w trakcie całego dnia. Długo nie mógł zasnąć – podobnie zresztą jak Marie. Jedyne czego żałował to, że uderzył Bengta tylko raz. Zbyt późno doszedł do wniosku, że za to co powiedział o Marie powinien był dostać kolejny raz. Kiedy następnego dnia zobaczyli się w szkole – Marie od razu podbiegła do Pera i przytuliła się do niego. Miała serdecznie gdzieś to, że ktoś może się z niej naśmiewać. - Ten wieczór był okropny, strasznie mi ciebie brakowało… - ledwie mogła powstrzymać łzy napływające do oczu. - Mnie ciebie też… Ale – nie bój się, już nikt nie będzie nam przeszkadzał – powiedział Per. Nie był świadomy, że za jakiś czas niestety zostaną rozdzieleni… Marie też nie była tego świadoma. Mijały kolejne lata, Marie i Per nadal się spotykali, co prawda w tajemnicy przed innymi ale nadal. Jedynymi osobami z ich rodzin, które wiedziały o wszystkim były – w przypadku Marie – jej matka, natomiast w przypadku Pera – matka i siostra chłopaka. Tylko im mógł zaufać. Natomiast ojciec Marie po tym jak dowiedział się, że dziewczyna nadal spotyka się z Perem (dowiedział się o tym od jednego ze swoich znajomych, który przypadkiem zobaczył zakochanych w ich tajemnym miejscu na plaży) zaczął wprowadzać swój plan w życie. Liczył, że wprowadzając go – dopnie wreszcie swego i rozdzieli ich na zawsze. Nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo się mylił. Żeby zacząć wprowadzać w życie swój plan – dogadał się z ojcem i bratem Pera, którzy też byli przeciwni jego związkowi z Marie. - Znam dziewczynę, która pasuje do Pera bardziej niż twoja córka – powiedział Kurt. Tak bardzo nie tolerował Marie u boku syna, że nawet nie wymawiał jej imienia. - Kto to taki? – spytał Gosta. - Nazywa się Asa. - Asa Nordin, tak? – chciał się upewnić. - Tak to ją mam na oku dla Pera – zgodził się Kurt – Nie sądzisz, że bardziej do siebie pasują? - Tak, masz rację. Po jakichś dwóch miesiącach względnego spokoju, kiedy Marie i Per byli przekonani, że ich rodzice i rodzeństwo zaakceptowali to, że są razem – obok chłopaka zaczęła kręcić się Asa. Wszystko było w porządku przez jakieś półtora roku. Przez ten czas Asa traktowała Marie jak swoją przyjaciółkę, nie dawała jej odczuć, że dziewczyna jest gorsza. Potem jednak wszystko się zmieniło. Coraz częściej Marie słyszała od niej teksty typu: „Jesteś biedna, za biedna żeby być z Perem, lepiej od niego odejdź” – lub podobne. - Co się stało? – spytał Per, widząc zapłakaną Marie, biegnącą brzegiem plaży z ich miejsca w kierunku domu. - Asa… obraziła mnie… - dziewczyna mówiąc nie powstrzymywała już łez, nie miała na to siły. - Co powiedziała? – Per od razu się wściekł – Obiecuję, że pogadam z nią i jeśli jeszcze raz ci coś powie lub zrobi fizyczną krzywdę – nie będzie z nią ciekawie… - Powiedziała, że jestem za biedna dla ciebie, że mam od ciebie odejść… Czemu wszystkim to przeszkadza…? To nie moja wina, że moja rodzina jest większa, biedniejsza od waszych… - Marie nadal łkała. - Oczywiście, że to nie jest twoja wina, skarbie – Per nadal starał się ją uspokajać. - Czemu wszyscy są przeciwko nam…? No – prawie wszyscy, bo ja mogę liczyć na mamę choć musi to ukrywać przed ojcem. Mogłabym liczyć też na moją najstarszą siostrę ale Ana… - Marie nie dokończyła. Mimo, że od śmierci Any Lisy minęło jedenaście i pół roku – zawsze kiedy mówiła o tym – głos jej się załamywał a w oczach pojawiały się łzy. - Tak, wiem, nie musisz kończyć… - po tych słowach Per przytulił Marie do siebie i pocałował ją czule w czubek głowy. „Choćby nie wiem co – i tak będę z nią. To ją kocham naprawdę, nikogo innego” – myślał, trzymając dziewczynę w ramionach. - Zostaniesz tu ze mną, prawda…? – poprosiła niepewnie po chwili ciszy. - Oczywiście, obejrzymy zachód słońca, jak zwykle, zaraz się zacznie. Potem spacer i… - Nie, proszę, nie mówmy o tym… - błagała. Oboje mieli na myśli rozstanie ale żadnemu z nich to słowo nie mogło przejść przez gardło. - Spokojnie, spokojnie, ten czas spędzę tylko z tobą… - pocieszał ją. Ciągle jeszcze próbował uspokoić Marie. Po jakimś czasie udało mu się to. Ale spokój nie trwał długo. - A wy znowu razem?! – usłyszeli nagle za sobą zimny głos Asy. - Masz jakiś problem? – odpalił jej równie zimno Per, jednocześnie osłaniając przed nią Marie. Zrobił to zupełnie instynktownie. - Tak, mam – odpowiedziała bezczelnie, dosłownie piorunując Marie wzrokiem. - Daj nam wreszcie spokój! – zawołał, nie przestając osłaniać swojej prawdziwej ukochanej. Asa jednak nie dawała za wygraną, nadal próbowała zrobić krzywdę Marie. Już prawie jej się to udało ale Per w porę zareagował. Chwycił ją mocno za ramiona, po czym odepchnął ją od dziewczyny. Skutkiem zachowania Pera było to, że Asa straciła równowagę i upadła. - Dobrze jej tak – zachichotała Marie. - Zgadzam się – Per też zaczął chichotać. Potem przestali już zupełnie zwracać uwagę na złorzeczącą im Asę. Mocno wtuleni w siebie obserwowali zachód słońca. Ten dzisiejszy był naprawdę piękny. Kiedy słońce zaszło – przespacerowali się tak jak zwykle brzegiem plaży, po czym przyszło to czego najbardziej się obawiali czyli rozstanie. - Zobaczymy się jutro, prawda…?- spytała z lękiem Marie kiedy zbliżali się do jej domu. - Oczywiście, nie bój się – zapewnił ją Per po czym żeby udowodnić prawdziwość słów – mocno przytulił ją do siebie. Przez tą króciutką chwilę dziewczyna czuła się spokojnie i bezpiecznie. Nagle jednak przerażona podskoczyła jeszcze w ramionach chłopaka. - Do domu! I to już! – to jej ojciec zauważył ich. Dziewczyna popatrzyła na Pera z przerażeniem i smutkiem. - Do domu moja panno! – zagrzmiał jeszcze raz Gosta. Oni jednak nadal stali obejmując się. W pewnym jednak momencie, ojciec Marie podszedł do nich i rozdzielił zakochanych, jednym, stanowczym szarpnięciem odciągając córkę od chłopaka. Szarpnięcie było na tyle mocne, że dziewczyna zatoczyła się i szybko wysunęła swoją dłoń z dłoni Pera, za szybko. Długo jeszcze patrzyła tęsknym wzrokiem w stronę chłopaka, który stał bezradnie na brzegu plaży. Chciał podbiec do niej, zrobić coś ale bał się jej ojca. Strach go zablokował, wziął nad nim górę. Obrócił się i ze spuszczoną głową zaczął iść w stronę domu. „Czemu nie zareagowałem? – wyrzucał sobie – Będzie na mnie wściekła, już to widzę… Ta moja cholerna nieśmiałość kiedyś naprawdę zrobi ze mnie kompletnego niedojdę” – był na siebie strasznie zły. Natomiast Marie przez całą drogę do domu płacząc wysłuchiwała tyrady ojca. Po zamknięciu się w pokoju – na dodatek musiała wysłuchać jeszcze kłótni rodziców. - Czy ty mógłbyś wreszcie zrozumieć, że ona kocha tego chłopca? Powtarzałeś, że chcesz dla niej jak najlepiej, że chcesz żeby miała dobry byt a kiedy widzisz u jej boku kogoś kto mógłby jej taki byt zapewnić – rozdzielasz ich! – wołała Inez. Miała już dość ukrywania tego, że kibicuje córce. - Teraz zmieniłem zdanie! – bronił się Gosta – Teraz wolę żeby żyła z kimś biednym ale uczciwym. Te słowa przeważyły szalę. Kiedy Marie je usłyszała – wybiegła ze swojego pokoju, wołając: - Jak możesz! Jak możesz sądzić, że Per jest nieuczciwy! Nienawidzę cię! – po czym wybiegła z domu, kierując się w stronę domu chłopaka. - Co się stało? – spytał wystraszony Per, widząc zmęczoną, spoconą i zapłakaną dziewczynę. - Mogę… zostać u ciebie na noc…? – spytała. - Oczywiście ale czemu, co się stało? – dopytywał chłopak. - Mój ojciec… po tym jak nas rozdzielił, wtedy, na plaży – powiedział, że jesteś… nieuczciwy i dlatego nie wolno mi się z tobą spotykać… - Marie znów zapłakała. - Jego słowa bardzo mnie uraziły i… obym nie musiał więcej go widzieć. Przepraszam jeśli uraziłem cię tym co powiedziałem ale… taka jest prawda. - Rozumiem cię, zachowałabym się tak samo jak ty. - Mam do ciebie jeszcze jedno pytanie… - zaczął nieśmiało po chwili. - Tak? – zainteresowała się Marie. - Czy masz mi za złe to, że nie zareagowałem na plaży kiedy…?…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych