Opowiadanie - Żyję
Opowiem wam historie chłopaka, który aby zacząć żyć musiał pożegnać się z dotychczasowym życiem i rozpocząć wszystko od nowa. Chciał być szczęśliwy chociaż mu na to nie pozwalano. To opowiadanie to jego marzenia. Kartka z pamiętnika, która nigdy nie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Często mam w głowie tą wizje. Jak fajnie byłoby móc żyć tak jak chce i być szczęśliwym. To opowiadanie i opowiadanie Girl Or Boy wzięły się z moich marzeń. Chciałbym aby choć jedno z nich się spełniło :( Mamy poranek. Jeden z tych „zwykłych” poranków w ciągu tygodnia. Mama wchodzi do pokoju żeby obudzić swoją córkę Edytę do szkoły. Otwiera drzwi, łóżko puste. Widzi tylko kartkę „ Chcę być sobą. Przepraszam” To wydarzenia miało miejsce jakieś dwa tygodnie temu. Zgłosili sprawę na policję. Jednak do tej pory nie ma żadnych wieści o ich córce. Może dlatego że tej dziewczyny już nie ma. - Przykro mi ale o Edycie nie mamy żadnych informacji. Wszystkie dane, dokumenty, nawet jeśli kiedyś były to teraz takiej osoby nie ma. Jakby nigdy nie istniała. Czy to możliwe że jakimś cudem państwa córka używa teraz innego imienia? - takie pytanie usłyszała mama od policjanta prowadzącego sprawę. - Dominik… - powiedziała cicho jej 32letnia siostra Ania. O godzinie 23 granatowy Range Rover podjechał pod oficjalnie zamknięty warsztat samochodowy. - Miki! - rozległo się niesione przez echo wołanie. - Właściwie dlaczego mówimy na niego Miki? - zapytałem Damiana, mojego ochroniarza i najlepszego kumpla. - Jakoś tak się przyjęło. O, idzie. Z kanciapy na końcu warsztatu wyszedł grubszy mężczyzna. Miał ponad 40 lat ale znał się na samochodach. -O, Dominik. W samą porę. Właśnie skończyłem twój super-samochód. - To jest najlepszy samochód na świecie. Opowiedz mi o nim jeszcze raz. Oparłem się o czarne matowe Lamoborgini Aventador. Ciemne szyby, przyciemniane reflektory i czarne jak węgiel felgi. Mechanik chodził wokół samochodu. - Czyli tak, masz matową farbę która nie będzie odbijać światła i nie będzie widoczny nawet kontur samochodu. Oczywiście w nocy. Masz ciemne szyby, ciemne felgi i na specjalne życzenie wyciszony silnik. Nie słychać go prawie w ogóle - Odpalił silnik. - Słyszysz? - No właśnie nie. I dobrze - Ucieszyłem się. - Do tego masz kilka butli nitro i twoje ulubione neony pod podwoziem - Włączył niebieskie światło pod samochodem. - I ten samochód jest niedościgniony? - zapytałem. - Ni widu, ni słychu. Nikt cię nie złapie - zapewnił mnie Miki. Ja wsiadłem do Aventadora, Damian do Range Rovera i ruszyliśmy. Mam apartament w Warszawie. Właśnie tam się kierowaliśmy. - Siema Jacuś! - powiedziałem ochroniarzowi pilnującemu wjazdu do garażu - Jakby co nic nie wiesz o tym samochodzie ani o mnie, tak? - Tak, mówisz mi to setny raz - Powiedział nie odrywając wzroku od gazety. -No i git - Odstawiliśmy z Damianem samochody i poszliśmy do mojego mieszkania. Moje gniazdko było utrzymane w kolorach brązu i beżu. Miałem duży salon, sypialnie z ogromnym oknem i ładną kuchnie. Damian rozwalił się na kanapie przed telewizorem, ja skoczyłem do kuchni po drinki i włączyłem xboxa. Nie trudno zgadnąć jak minął nam wieczór. Było spokojnie. - I jak, macie coś? - zapytał pozostałych ludzi znajdujących się w pokoju komisarz Dębski, policjant który zajmował się poszukiwaniem Dominika. - Wiemy że kupił apartament w Warszawie i mamy adres. - Ale do tego musiałby być pełnoletni. I mieć fałszywe papiery. - No i właśnie ma - Policjant pokazał Dębskiemu i Ani spis dokumentów, świadectw i papierów na nazwisko Dominik Paździo. -Jedziemy do Warszawy - powiedział po dłuższej chwili ciszy. Tymczasem ja i Damian graliśmy na xboxie do 3 rano. O tej porze zadzwonił telefon od Michała, naszego znajomego. - Dom, mamy problem. Dostałem cynk że gliny są blisko twojego mieszkania i zmierzają w twoją stronę. Lepiej się ewakuuj brachu. -Przyjąłem. Damian, wynosimy się! - szybko włożyłem telefon do kieszeni i pędem wybiegliśmy z mieszkania. Wsiadając do Aventadora krzyknąłem do Jacka „Ani słowa” i z Damianem opuściliśmy budynek. Jechaliśmy na punkt widokowy jakieś 10km od mieszkania. Był stamtąd widok na całe miasto. Damian wykonał kilka telefonów i zrobiliśmy tam imprezę samochodową. Była muzyka, jakieś picie bez procentów i sześcioro naszych znajomych. - Ale jak to nie wiesz gdzie jest? Przecież siedzisz tu całą noc - Pytał Dębski Jacka. Skoro wiedzieli że kupiłem to mieszkanie to wymówka „Pan Paździo tutaj nie mieszka” odpadała. Jacek powiedział więc że nie wie gdzie pojechałem, zgodnie z prawdą. -Sprawdźcie kamery dookoła - zarządził. Po kilku minutach -Wiemy że kupił Lamborgini Aventador, ten samochód był w tym garażu co widzimy na kamerach wewnątrz. Ale gdzie pojechał to już nie widać. Idealnie zlewa się z tłem nocą. - Idźcie na górę i przeszukajcie mieszkanie - powiedział Dębski - Coś musi tam być. Nasza impreza kręciła doskonale. Wszyscy śmiali się, gadali i przechwalali samochodami. Koło piątej zadzwonił telefon. - Rondo koło parku. Czekam - odezwał się głos mojego pracodawcy. - Yo V, mam imprezę - Bardzo nie chciało mi się teraz przerywać zabawy. - Dom, dzięki komu stałeś się mężczyzną? - Dzięki tobie - powiedziałem siedząc na masce samochodu - Kto ci załatwił samochód, mieszkanie i dokumenty z innymi świstkami papieru na twoje nowe nazwisko? -Ty - Wiesz jaki to stres ciąć skalpelem swojego pracownika? - Zaraz będę - schowałem komórkę. Nienawidzę gdy mnie szantażuje faktem że miałem dla niego pracować w zamian za nowe życie. -Damian, mamy robotę - powiedziałem do kumpla. Wsiedliśmy do naszych aut i odjechaliśmy we wskazanym przez Victora kierunku. - Jedziesz do Poznania, tam czeka facet. Jak dojedziesz podam ci dalsze instrukcje Staliśmy na rondzie z Damianem i Victorem. Kilku gości napakowało mi do samochodu paczek z amfą i to samo zrobili z samochodem kolegi. Potem ruszyliśmy do Poznania. Dębski siedział w vanie koło mojego apartamentu. Palił papierosa i o czymś myślał. Po chwili w samochodzie zjawił się pracujący dla niego człowiek. - Jedyne co mamy to ten laptop i kilka paczek z marihuaną. I to mi nie wygląda jakby on to brał. Raczej rozprowadzał bo to duże ilości. - Zostaw mi komputer, zajmij się trawą. Po jakiejś godzinie łamania zabezpieczeń komputera Dębski znalazł tam numer telefonu podpisany Miki. Znalazł też adres rzeczonego człowieka. O godzinie 11 pojechał do zamkniętego warsztatu. Szybko znalazł Mikiego i wyciągnął z niego informacje dotyczące niedoścignionego Lamborgini. - Czyli nie słychać nawet silnika? - głośno myślał Dębski. - To jak my mamy złapać samochód którego nie widać i nie słychać? - zapytał sam siebie jeden z jego towarzyszy. - Jakoś damy rade. - Ale przyjacielu, tego samochodu nie zobaczysz. Nie znajdziesz śladu. A skoro mechanik powiedział że gówniarz wyjeżdża tylko nocą to już całkiem. -Spokojnie, kiedyś popełni błąd. Przejrzymy jeszcze raz monitoring w garażu. On nie jeździ sam. Policjanci udali się do mojego mieszkania Koło 12 wróciliśmy z Damianem do Warszawy, pojechaliśmy do Victora odebrać zapłatę i wyjechaliśmy na miasto. Miałem ochotę na pizze. A jak ja mam na coś ochotę to dostane to za wszelką cenę. - Dobra, z ananasem - powiedziałem do Damiana - Ania taką lubi. Po chwili Damian zapytał - Tęsknisz za nią, co? - Trochę - Uciekałem wzrokiem od niego. I tak wiedział że kłamie. - Przecież widzę. Widzę jak czasami płaczesz wieczorem, jak chodzisz do pokoju który czeka na nią. Dom, jest dla ciebie wszystkim. Może jednak pojechałbyś do niej? Wiemy że jest z policją u ciebie. Michał namierzył jej samochód. - Ale ona nie ma tam żadnej elektroniki, gpsa czy czego takiego. Jak ją namierzyłeś? - Postaraliśmy się żeby w jej aucie znalazł się nadajnik - Damian, jak zawsze wyprzedza fakty. - Dobra robota - Stuknęliśmy się szklankami piwa. - Za wolność - powiedziałem. - Za rodzinę - powiedział Damian. - Znajdźcie mi ten samochód - Dębski z Anią i innymi policjantami przeglądali nagrania z kamer. Ich uwagę przykuł samochód Damiana. -A, pani Anno. W jego laptopie znaleźliśmy coś co może Panią zainteresować. Ania spojrzała na folder w moim laptopie. Znajdowało się tam kilka plików tekstowych. Jeden z nich nosił tytuł Dla Ani. Otworzyła. Wróćmy do czasów kiedy cie poznałem Do momentu, kiedy pokochałem Do chwili, kiedy spojrzałaś mi w oczy Zacznijmy żyć od nowa, i niech to sie nie skończy
You are my sun, you are making my day I have never been so happy. With you, i am. You've got my love, i have got your heart I'm not gonna lose you, dont wanna be apart
Jesteś moim słońcem, rozpalasz we mnie płomień Kiedy jesteś przy mnie czuje że wszystko mogę Choć czasem jestem debilem, ty tego nie widzisz Widzisz że kocham cie, i z tego uczucia nie szydzisz
Chce ci dać wszystko, czego nigdy nie miałaś Przepędzić twoje smutki, przez które po nocach płakałaś Pozbyć sie twoich problemów, łzy w radość przemienić Zabrać cie do lepszego świata, twoje zmartwienia w szczęście zmienić
Jesteś aniołem, który zabrał mnie do nieba Jesteś mym Rajem, nic więcej mi nie trzeba Ty jesteś Wenus, ja Mars Miłość nam serca rozgrzewa Gdy cię spotkałem, serce zaczęło mi bić Nie pragnę niczego innego, tylko z tobą być
Księżniczko, podaruje ci mój cały świat Gdy trzymam twoją dłoń, oboje sięgamy gwiazd Kiedy nie ma ciebie przy mnie, czuje że czegoś mi brak Perfectly prefect, jesteś dziewczyną bez wad
Kiedy słońce rano wstaje, i gdy księżyc wschodzi na niebie O każdej porze dnia żyje tylko dla ciebie Rozświetlasz ciemność we mnie, dajesz mi swoje serce Daj mi swoją miłość, nie potrzebuje nic więcej
Jesteś połową mnie, bez ciebie nie umiem żyć Jesteś jak dobry sen, bez ciebie nie warto śnić Twe włosy uwielbiam trzymać w dłoniach, w twe oczy patrzeć sie mogę, Nie przestane. I choćbyś kiedykolwiek przestała kochać mnie W moim sercu zawsze będzie miejsce dla ciebie -Dom… Ja też tęsknie Z Damianem kręciliśmy się po mieście. Słuchając muzyki zjeździliśmy kilka knajp w Warszawie a koło godziny 21 postanowiliśmy pojechać do niego. Byliśmy blisko kiedy na komunikatorze w naszych samochodach pojawiła się wiadomość od Michała „Macie policje na ogonie. Zgubcie ich” - Jedziemy na krajową. Ty w lewo, ja w prawo - powiedziałem do Damiana. Kiedy tylko zjechaliśmy na szeroką drogę krajową za nami zaroiło się od samochodów policyjnych. Nie chciało mi się liczyć, było ich dużo. Mój plan szedł jak po maśle. Kiedy dojeżdżaliśmy do rozgałęzienia dróg, powiedziałem tylko do Damiana - Gubimy ogon i spotykamy się w kryjówce koło starej fabryki. - Got it - odpowiedział Damian. Ku mojemu zdziwieniu wszyscy pojechali za Damianem. - Michał, czego nikt mnie nie goni? - zapytałem kolegę przez komunikator w samochodzie. - Bo cie nie widać. -Jechałem na światłach idioto. -A… to nie mam pojęcia. Pojechałem do wspomnianego wcześniej miejsca. Czekałem na Damiana do samego rana. Najwidoczniej nie udało mu się uciec. Ale ufam temu chłopakowi. Nic nie powie. Koło godziny 9 dostałem sms „Przyjedź pod pizzerie w której wczoraj byliśmy. Musimy pogadać” od Damiana. Coś szybko go wypuścili. Pojechałem tam. Damian stał oparty o latarnie koło ulicy. Dziwne bo nigdzie nie było widać samochodu. - Co tam? - zapytałem nie wychodząc z samochodu - Szybko cie wypuścili. - Nic ze mnie nie wyciągnęli. Wiesz… - Dopiero teraz zobaczyłem że Damian trzyma w kieszenie telefon. Tak żebym ja go widział, a ktoś inny nie. Gadał co innego, a jak widać miał mi do przekazanie coś ważniejszego i poufnego. Napisał w smsie „ To pułapka. Spadamy. Szybko przesuń się na drugie siedzenie, ja wsiądę i jedziemy ile Miki dał” -Spoko - powiedziałem niby w odpowiedzi na jego pytanie „Idziemy dzisiaj na piwo?” Szybko przesunąłem się, Damian sprawnie wślizgnął się przez okno i nacisnął pedał gazu. Rozpędzaliśmy się, a ja patrzyłem jak za nami zbiera się grupka policyjnych aut. - Musimy zmienić samochód. Najbliższy garaż? - zapytał Damian. -W lewo. I pół kilometra prosto. Chodzi o kryjówki na mieście. W nieuczęszczanych albo niewidocznych miejscach zostawiamy samochody na wypadek ucieczki. Oni myślą że jedziemy np. niewidzialnym Aventadorem a my tymczasem wyjeżdżamy z kryjówki białym Ferrari. - Dobra. Wskakuj do Ferrari - powiedział Damian kiedy w małej uliczce otoczonej budynkami zostawiliśmy czarne Lamborgini. - Nie widzieli jak tu wjeżdżamy? - miałem obawy. - Byli daleko w tyle. Wieki miną zanim znajdą ten samochód - powiedział kiedy wsiedliśmy do nowej bryki. Resztę dnia przesiedzieliśmy u Damiana grając w kosza w jego domu. Ta chata jest cudowna. I tak trochę moja bo czasem tam pomieszkuje. I ma nawet pokoik dla Ani. Tak… gdyby kiedyś zechciała ze mną żyć. Ale to chyba nigdy nie nastąpi. Wieczorem zacząłem przeglądać stare zdjęcia. Siedziałem na łóżku wertując strony albumów. Patrzyłem na jej zdjęcie. Chciałbym żeby tu była. - Przyprowadziłem Aventadora - Damian wszedł do sypialni w najmniej oczekiwanym momencie. - Widzę że płaczesz i dlatego się ulatniam. Schowałem głowę w poduszki - Kiedyś wróci, nie bój się - powiedział i cicho wyszedł. Ja miałem ochotę pobyć sam. Poszedłem do garażu, wsiadłem do Lamborgini które przed chwilą…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Edzia16
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…