Wróć do katalogu

Opowieść Noworoczna

Historia, która wydarzyła się, lub dopiero wydarzy... Opowieść o kobiecie takij jak Ty czy ja...

maria-magdalena, opublikowano , 20 min czytania, 2,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłam Adama, byłam zaskoczona jego potęgą... Bo o nim można było powiedzieć wiele, ale przede wszystkim, zauważało się jego potęgę... Adam w ogóle przypominał „człowieka gór”. Wysoki, szeroki w ramionach, niedogolony, lekko przyprószony siwizną- Władca Gór ze starych, celtyckich legend. Adam... Nie wierzyłam, że mnie i mój „kolektyw pracowniczy” można nauczyć stać na nartach... I wystarczyło jedna lekcja z naszym milczącym instruktorem, a byliśmy przekonani, że Sylwestra spędzimy na stoku... Nawet Aśka była zaskoczona swoimi umiejętnościami... Do dziś jednak myślę, ze bardziej były to umiejętności pedagogiczne Adama...

Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłam Adama, byłam zaskoczona jego potęgą... A później zaskoczyła mnie jeszcze cisza, która panowała wokół niego. Bo Adam prawie nic nie mówił- taki ewenement na tle naszej rozwrzeszczanej grupy... On się jedynie uśmiechał, marszczył brwi. Czasem w trakcie lekcji coś krzyknął, wydał polecenie. Nie nadużywał słów. Zresztą gestów też nie. Nawet, kiedy złościł się na Pawła, mogliśmy to wyczytać jedynie z jego oczu... Adam był samotnikiem. I doszliśmy do tego nie tylko wtedy, gdy zauważyliśmy go samotnie siedzącego, w najdalszym kącie Pubu. Sam... Nawet nie zwrócił uwagi na nasze pojawienie się. Sam... Adama samotność objawiała się poprzez kiepski zapach wody po goleniu, wygniecione koszule, sińce pod oczami... O Adama nikt nie dbał...

Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłam Adama, byłam zaskoczona jego potęgą... A później okazało się, że nie tylko ja zwróciłam uwagę na jego osobę... Aśka, Ewa, a nawet świeżo poślubiona Pawłowi Kate- wszystkie mówiły tylko o nim. Bo otaczała go aura takiej tajemniczości, takiej magii i niezwykłości, ze nie potrafiłyśmy być obojętne... Adam... Stał się tematem naszych wieczornych dyskusji i porannych makijaży. Każda podświadomie chciała zwrócić jego uwagę. Wywołać uśmiech na twarzy... Aśka nawet pokusiła się stwierdzić, że chciałaby poczuć na policzku jego zarost... Knułyśmy i spiskowałyśmy, a nasi koledzy padali ze śmiechu- istotnie, daleko nam było do powagi prezentowanej, na co dzień w pracy... W końcu postanowiliśmy zaprosić go na Sylwestrowe szaleństwo w schronisku i nocne szusowanie po stoku... Odmówił... Aśka próbowała dopytać gdzie idzie- była gotowa wkręcić się tam gdzie on... Adam odpowiedział, że Sylwestra spędza zawsze sam... Nawet Aśce brakło słów... Był 29 grudnia...

Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłam Adama, byłam zaskoczona jego potęgą... A 30 grudnia, siedziałam sama w pensjonacie i nie umiałam uwierzyć słowom, które usłyszałam... Byłam zaskoczona jego historią... Adam... 12 lat starszy ode mnie. Adam... Filozof, psycholog i góral z dziada pradziada. Adam... A ona była Anna, albo Aneta- nikt nie pamiętał na pewno... To było 10 lat temu. Adam nie był jeszcze taki milczący, śmiał się i planował na Wielkanoc ślub... Adam miał taką „samotnię”, dwuizbową chatkę przy szlaku. Przy ładnej pogodzie można było podjechać do niej samochodem... Ale 10 lat temu nie było ładnej pogody... Pokłócili się... Adam wyrzucił ją ze swojej „samotni”. Kazał jej zejść do miasta i wracać nad morze- nie była kobietą gór... Rano, 1 stycznia, znaleziono ją zamarzniętą w lesie... Tylko pogłoski. Żadnych faktów. Żadnych dowodów... Za co ją wyrzucił, dlaczego poszła lasem a nie szlakiem? Brak odpowiedzi- mnóstwo domysłów... Ktoś powiedział mi, że on przecenił jej możliwości, ktoś inny tłumaczył, że szlak był oblodzony- wolała iść po śniegu... Zabłądziła... Adam... Czemu jej nie szukał? Dlaczego nic nie tłumaczył? Czemu od 10 lat, szedł do „samotni” w Sylwestra i wracał noworocznym rankiem? Adam... Wystarczyło głośno zapytać o niego w Pubie... Wszyscy wiedzieli, o co chodzi, wszyscy byli chętni do opowiadania tej historii... Nikt go nie potępiał... Zdawali relacje...

Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłam Adama, byłam zaskoczona jego potęgą... A później już nie umiałam zapomnieć, przestać myśleć... Nawet szykowanie sprzętu i wyglądu na wieczór sylwestrowy mi nie szło... Wcześniej, od rana byliśmy na ostatniej lekcji z Adamem. Dziewczyny nadal próbowały mu się przypodobać, lub, chociaż zwrócić jego uwagę spektakularnymi upadkami... Kiedy zeszliśmy ze szlaku, Adam uścisnął nam tylko dłonie i życzył „Szczęśliwego Nowego Roku”... Wiem, ze starałam się unikać jego spojrzenia... Adam... Na wielki noworoczny „zjazd” udaliśmy się przed 19. Plan był prosty: stoimy w kolejce do wyciągu, zjeżdżamy na dół, stoimy w kolejce do gondoli, wjeżdżamy na szczyt- do schroniska, balujemy do rana, śniadanko, zjazd i do domu... Nie miałam ochoty na zabawę... A sytuacja była magiczna- sztucznie oświetlony stok, kryształki lodu migoczące jak diamenty... Mój wzrok powędrował w stronę, gdzie podobno stała chata- „samotnia” Adama... Nie pojechałam z grupą. Wymówiłam się bólem głowy... Oponowali, ale kiedy przyrzekłam, ze znajdę alternatywną imprezę w mieście, zgodzili się. Obiecali wrócić przed południem...

Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłam Adama, byłam zaskoczona jego potęgą... A później?... Pojechałam samochodem, ale nie udało mi się pokonać ostatniego etapu trasy autem. Musiałam wysiąść i iść pieszo... Przez myśl przemknęło mi: „Nie chciała iść oblodzonym szlakiem(...), wolała poruszać się po śniegu(...),zabłądziła(...), zamarzła...”... Poszłam szlakiem. Nie było aż tak źle. Chatę odnalazłam przypadkiem. Dostrzegłam migoczący poblask płomieni... Zapukałam do drzwi i czekałam... Nie wiedząc, na co, nie mając celu... Czekałam i czułam, że powinnam tam być... Adam... Drzwi otworzyły się nagle... Stał spokojny, poważny... Gdyby nie wyraz oczu, pomyślałabym, że na mnie czekał... Nie pamiętam czy powiedział żebym weszła, czy tylko gestem zaprosił mnie do środka... Było cicho... Dwie izby. W jednej kominek, stół, szczapy drewna... W drugiej łóżko przykryte pierzyną, narty... Adam... Dopiero wtedy poczułam, że przemarzłam... Zdjęłam buty, kurtkę... Milczeliśmy... Trzęsłam się z zimna... Milczeliśmy... Podał mi kubek herbaty... Milczeliśmy... - Czego chcesz?- spytał w końcu. - Nie wiem- odpowiedział zbyt szybko i dodałam- Ale wiem o Sylwestrze sprzed 10 lat i o wszystkich kolejnych i...- głos mi się załamał- I nie chcę byś tego Sylwestra spędził samotnie... Objął mnie, otarł łzy i nic nie powiedział... Zdjął sweter i okrył mnie nim... Nadal płakałam... Adam był potęgą... Podniósł mnie tak lekko, tak naturalnie... Nawet nie zauważyłam, kiedy położył mnie na łóżku, kiedy sam wsunął się pod kołdrę... Milczeliśmy... Tulił mnie w ramionach i rozgrzewał... - Adam, podobno jaki poranek noworoczny, taki cały rok- wyszeptałam- Chcę by przyszły rok, nie był dla ciebie samotny... Zdawało mi się, że przytulił mnie mocniej... - Widzisz, jesteś taka młoda- zaczął w którymś momencie- Tu nie ma szampana, sztucznych ogni, nawet prądu... Przecież to jedyna taka noc w roku... Przerwałam mu mówiąc - I właśnie przez wzgląd na magię tej nocy... Pozwól mi zostać... Adam... Pozwolił. Uśpił mnie swoim spokojnym oddechem, zapachem kiepskiej wody po goleni, zapachem samotnego mężczyzny... Kiedy cała Polska świętowała nadejście Nowego Roku, my spaliśmy wsłuchani w oddechy i bicie serc... Świata nie było, nas nie było... A świt nastał zbyt szybko... Obudziłam się w niedźwiedzim uścisku, potarłam policzkiem o jego zarost... Marzenie Aśki, ziszczało się mnie... Otworzył oczy. Zaskoczony porankiem, obecnością kobiety, mnie... - Szczęśliwego Nowego Roku- powiedział i przytulił mnie mocniej - Wzajemnie... Milczeliśmy... Nie było o czym mówić? O co mieliśmy pytać? Po co składać deklaracje? Jak i był sens? Adam... - Kiedy wyjeżdżasz- padło w końcu z jego strony - Dziś po południu - Zadzwonię- zapewniał... Wróciłam do miasta... Nikomu nie wspomniałam o nocy sylwestrowej, o przespanej północy... Nadszedł Nowy Rok...

Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłam Adama, byłam zaskoczona jego potęgą... A później nie zadzwonił... A później zgubiłam komórkę, wysłałam mu do pracy nowy numer... Wiosną przestałam czekać na telefon, wiadomość... Pracowałam dalej w tej samej firmie, z tymi samymi ludźmi, w tym samym tempie... Marek z drugiego piętra nadal mnie kochał, a ja dalej dawałam zapraszać się mu na kolacje... Po Wielkanocy, zostałam u niego na noc... Marek mnie kochał... Ktoś spytał, kiedy ślub.... Marek mnie kochał... Zegar biologiczny tykał... Marek mnie kochał... Miałam dobrą pracę, mieszkanie i... Marek mnie kochał... Od przyjaciół dowiedziałam się, że chce mnie poprosić o rękę w Sylwestra... Szykowałam się do Bożego Narodzenia... Robiłam porządek w szafie... Znalazłam sweter... Ten, w którym spałam tamtej nocy... Którego nie oddałam Adamowi... Aśka okazała się prawdziwą przyjaciółką... Nie pytała, kiedy 29 grudnia, po moralnych dylematach poprosiłam ją o alibi na Sylwestra... Czułam się jak nastolatka uciekająca rodzicom. Takie „mówię, ze idę do Asi, a jadę w góry”... I nikt nic nie wie... Czułam się jak nastolatka, jadąc przez pół zaśnieżonej Polski. Niewiele interesował mnie w tamtym momencie Marek... Wmawiałam sobie: „Przede mną i Markiem tyle wspólnych Sylwestrów- jak kocha zrozumie...”. A sweter musiałam oddać...

Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłam Adama, byłam zaskoczona jego potęgą... I rok później pamiętałam każdą bruzdę na jego twarzy... Dojechałam późno. Nigdzie nie było miejsc... Nie wiedziałam co mam robić, jak go szukać? Którędy iść, jak?... I wtedy przypomniałam sobie słowa: „Nie chciała iść oblodzonym szlakiem(...), wolała poruszać się po śniegu(...),zabłądziła(...), zamarzła...”... I dotarło do mnie, ze trzeba iść szlakiem... To nic, że oblodzony, że są drogi pozornie łatwiejsze... Odszukałam szlak, wspięłam się pod górę, znalazłam chatę... Wewnątrz nie płonął ogień... A jednak zapukałam... A jednak wierzyłam...

Pamiętam, że kiedy pierwszy

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych