Wróć do katalogu

Opowieść o miłości

Cóż więcej można powiedzieć o tym opowiadaniu. Po prostu jest to opowieść o prawdziwej miłości.

Kemilkopublikowano 10 stycznia 202111 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Czerń i brak perspektyw na kolory nie przerażały mnie, a jedynie utwierdzały w przekonaniu, iż świat jest piękny. Lubiłem opowiadać o przygodzie życia, która właśnie się kończyła. Najczęściej rozmawiałem z dziećmi, dzisiaj zaś miałem nowego słuchacza i zabrałem go w długą, trudną, ale zarazem piękną opowieść. Czy również i on poczuje głębię, której nie sposób zobaczyć, miłość pozostającą z nami na zawsze? Po kilku banalnych zdaniach pozwoliłem mu zagościć w moim świecie.

– Spotkanie miłości życia jest czymś nieuchwytnym, co trzeba z całych sił pielęgnować, by być spełnionym. Rozumiesz? – spytałem i naprawdę chciałbym zobaczyć mojego rozmówcę. Niestety czas odebrał mi wzrok, ale to nie było ważne. Ważna była miłość.

– Tak, tylko to nie jest takie proste. – Usłyszałem chropowaty głos pielęgniarza i zaśmiałem się. Tak to nie jest proste.

– Zobaczyłem ją, jak czesała konia. – Uśmiechnąłem się do wspomnień. – Jakże lubiłem jeździć konno, czuć wiatr we włosach, wolność i radość, która gnała wraz ze mną.

Zamilkłem, czując jednak wzrok rozmówcy. Czekał na ciąg dalszy, nie wiem tylko, czy z litości do niewidomego staruszka, czy faktycznie był zainteresowany moją historią.

– Jednak to nie koń zwrócił moją uwagę. Ba, w ogóle go nie widziałem. – Zmarszczyłem brwi, o ile można było je bardziej zmarszczyć i kontynuowałem. – Promienie słońca padały wprost na moje oczy, a ja widziałem niedościgniony ideał piękna. Czułem, jak obejmuje mnie miłość i całkowicie się temu poddawałem. Ja, któremu miłość kojarzyła się z mięczakami. Kochałeś kiedyś? – Rzuciłem pytanie w mrok.

– Wciąż kocham – odpowiedział, ale w jego głosie nie wyczułem miłości.

– Wciąż mam ją przed oczami. Jej błękitne, iskrzące się oczy, rzucające mi wyzwanie, jej opromienioną słońcem postać. W niej było prawdziwe życie i szczęście. Tak poczułem, chociaż nie byłem romantykiem. A ona śmiała się do mnie i zachęcała do działania!

Już nie byłem w domu starców, ale wróciłem do przeszłości, bo w myślach wszystko jest możliwe.

– Lubisz konie? – Jej stosunkowo niski głos, zachęcał do działania.

Patrzyła na mnie, a jej oczy śmiały się . To był jak grom z jasnego nieba, a może Amor?

– Uwielbiam. Czekaj zaraz podejdę – odkrzyknąłem i co mnie zdziwiło najbardziej, nie miałem tremy. Zawsze, gdy podobała mi się dziewczyna, czerwieniłem się, jąkałem. Po prostu byłem nieswój. Teraz zaś było inaczej, tak jakbym znał ją całe życie. Ona zaś wydawała myśleć się tak samo.

– Pośpiesz się przystojniaku. Malwina mam na imię.

Ile bym dał, by jeszcze raz zobaczyć jej promienny uśmiech, usłyszeć jej głos. Dla niej życie było przygodą, której nie można było przespać smutnymi i ponurymi myślami.

– Idę, idę – powiedziałem, ale nie przyśpieszyłem kroku.

Była cudowna w swojej szarej, skromnej sukience. Promieniała i nie było to spowodowane słońcem, a jej wnętrzem rozjaśniającym świat. To patrzyłem na jej oczy, to wzrok nieco schodził w dół, gdzie był nieco odsłonięty dekolt. Oczy były niczym winda, która raz idzie w górę, raz w dół, nie mogąc się ostatecznie zdecydować, jaki układ jest najwłaściwszy. A ona po prostu śmiała się ze mnie. Czasem wydaje mi się, że ona wiedziała wszystko, a przynajmniej od pierwszego spojrzenia poznała mnie na wylot.

– Pomożesz mi wejść na konia? – zapytała, a ja po raz pierwszy ją dotknąłem.

Splotłem ręce, Malwina zaś położyła na nich stopę i wybiła się do góry. Nieco się zachwiała, a ja przytrzymałem ją za najwspanialszą na świecie krągłość i niemal odpłynąłem do nieba. Nie wiem, czy celowo się zachwiała. Pewnie tak, a może po prostu stworzyła mi okazję do działania, lub też chciała mieć pewność, że jej nigdy nie zapomnę? Nie wiem, w każdym bądź razie zatopiłem się w marzeniach o niej. Była cudowna i jedyna.

– To jest Klara. – Poklepała konia i wpatrywała się we mnie wyczekująco.

Ja zaś milczałem, bo nie chciałem popsuć chwili, pragnąłem, by trwała wiecznie i chciałem ją zatrzymać do końca mych dni. To się zresztą udało.

– Hej, chcę wiedzieć, jak się nazywa kawaler, który pomógł mi wsiąść na Klarę.

Znałem jej imię, imię jej konia, a ja się wciąż nie przedstawiłem. Poczułem się głupio i natychmiast naprawiłem błąd.

– Maciek – powiedziałem. – Mam na imię Maciek.

Nie wiem, czemu dwa razy powtórzyłem moje imię. Ale czy to było w tej chwili ważne?

– Możesz powtórzyć? – Wiedziałem, że ją to bawi. Ją bawiło całe życie.

– Po prostu Maciek. – Wyszczerzyłem się w uśmiechu i dodałem najprostszy, ale zarazem najprawdziwszy komplement wypływający wprost z serca. – Pięknie wyglądasz.

Działanie jest często szybsze od rozumu i tak było właśnie w tym przypadku. Po raz pierwszy powiedziałem coś miłego kobiecie i cieszyłem się z tego!

– Skoro tak mówisz. – I dałbym sobie rękę uciąć, że moje słowa przypadły jej do gustu. – To może chcesz mnie zaprosić na spacer? Oczywiście jak wrócę z przejażdżki.

– Jasne, że tak.

Przy niej czułem się wolny i reagowałem spontanicznie. Tylko przy niej. W tamtym czasach taka propozycja uważana byłaby za niestosowną, że kobieta zaprasza

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych