Wróć do katalogu

Opowieści z Verdis: (nie)Długa droga w dół

Po utracie domu trzy kobiety znalazły się w sytuacji, w której muszą walczyć o przetrwanie, za wszelką cenę. Matka nie potrafi powstrzymać upadku swojej rodziny.

Prestidigitator, opublikowano , 34 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Kara kręciła głową i szeptała „Nie możemy tak skończyć. Dlaczego akurat my?”, stojąc przed karykaturą domu, w której miały teraz mieszkać. Budynek wyglądał, jakby ktoś go już kiedyś zburzył i zapomniał posprzątać. Praktycznie tylko cud sprawiał, że chałupa nie zawaliła się pod własnym ciężarem.

Jeszcze w niedzielę gotowały wspólnie obiad w mieszkaniu na uboczu miasta. Ceniły z córkami spokój, to był obszar poza zwykłym miejscem walk między bohaterami a złoczyńcami. W jednej chwili przyprawiały zupę, a w następnej rozdzierający uszy huk. Wszystkie okna eksplodowały, a fala ciepła podpaliła firany i meble. Ogień w parę sekund lizał tapety na ścianie i był nie do ugaszenia.

Stały teraz we trzy przy ścieżce i żadna z nich nie mogła się zdobyć na pierwszy krok. W końcu Marta wzięła mamę pod rękę, złapała siostrę pod drugą i zaczęły wspólny spacer.

— Ja nie wiem, czy moje serce to wytrzyma, tam miałyśmy wszystko, tutaj zaczynamy od nowa. — Głos Kary łamał się co drugie słowo. — Przecież bohaterowie mieli nas chronić. Po to są. A teraz… A teraz…

Tym razem łzy popłynęły niezatamowane. Kobieta zachwiała się i tylko wsparcie starszej córki sprawiło, że nie upadła. Felicja wyrwała się z rąk siostry i podbiegła z drugiej strony matki. Wesołym głosem zaświergotała:

— Przejdziemy przez to razem mamo. Rząd na pewno nas tak nie zostawi. Znów będziesz mogła zmuszać nas do zabierania wszędzie tych twoich słynnych kanapek.

Kara uśmiechnęła się do dziewczyny zza zamglonych oczu. Mocniej ścisnęła ręce córek i wróciły do powolnego niczym marsz żałobny spaceru ku przyszłości.

***

Wyglądając z okna swojego nowego domu, Kara widziała zasadniczo wszystko, co działo się na granicznej ulicy dzielnicy robotniczej i jej dzielnicy slumsów. Kobieta nie była z tego powodu szczęśliwa. To była jedna z najbardziej uczęszczanych dróg, a każdy mógł też patrzeć, co dzieje się u nich w środku. Tylko co mogła zrobić?

Znalazła stare doniczki i rozsadzała kwiatek, którego dostała od przyjaciółki. W nowych, za dużych naczyniach podzielona roślina wyglądała biednie. Dosłownie mały pęd ledwie wystający z ziemi. Ale przynajmniej będzie coś rosło. Po jednej doniczce na każdy parapet. Kobieta kiwnęła do siebie głową z zadowoleniem.

Po eksplozji zostały przywiezione przez agentów do dzielnicy slumsów i zajęły pierwsze dostępne lokum. A Kara planowała zrobić z tego nieskładnego zbioru cegieł Dom. Może Rząd odbuduje kiedyś zniszczony blok. Nie zamierzała czekać. Ludzie w slumsach prędzej umierali, niż doczekiwali się starego życia. Poza tym praca fizyczna pomagała nie myśleć. Z determinacją zaczęła wycierać parapet.

„Trzeba doprowadzić to miejsce do użytku, dla córek”.

Z rozmyślań wyrwała ją Marta.

— Mamo, nie wiem, jak to powiedzieć, więc prosto z mostu. —Mimo zapewnień zrobiła jeszcze łyk wody, drugi, odstawiła szklankę. W końcu na jednym tchu wyrecytowała: — Musisz wrócić do pracy. Potrzebujemy pieniędzy. Jedzenia.

Starsza kobieta pokiwała głową. Wiedziała, że sprzątanie ich nie utrzyma. Straciły wszystko i nie mogła sobie pozwolić na rozpacz, ale tak bardzo nie miała chęci znosić współczujących spojrzeń współpracowników. Spojrzeń, które z czasem przerodzą się w pogardliwe, przez to, gdzie musi mieszkać.

— A może poszukam czegoś bliżej? Planowałam zmianę, pamiętasz?

— Nie zepnie nam się to. Potrzebujemy twojej korpo wypłaty, przepraszam.

Matka zerknęła na dziewczynę przez ramię, po czym oparła się ciężko na parapecie. Korporacja sterowana przez państwo miała bezpieczne etaty. Względnie. Musiała wytrwać. Dla rodziny.

— Moja praca na kasie nie wystarczy — kontynuowała dziewczyna, rozluźniając ramiona i masując szyję. — Felicja wyszła szukać. Minął tydzień, a już zaczyna brakować wszystkiego.

— Biedna Feli, od razu wrzucona w młyn — Kara mechanicznie zaczęła sprzątać ziemię z parapetu. — Z nowym adresem nie będzie łatwo, wszelkie normalne prace odpadają.

— Takie życie. — Głos córki był ostry, jakby wypluła ostatnie słowa. Podeszła do matki, złapała za ścierkę i już opanowanym tonem dodała: — Daj, pomogę.

— Dziękuję, córciu. — Kara westchnęła przeciągle, błądząc wzrokiem po ludziach za oknem.

Wszystko będzie dobrze. Musi.

***

Felicja wróciła wczesnym rankiem z wypiekami na twarzy. Trzasnęła drzwiami tak, że pączki na niedawno przesadzonej roślince aż zadrżały.

— Mam gotówkę! Zjemy coś i może nawet opłacimy prąd! — krzyknęła od wejścia z ekscytacją godną osiemnastolatki. Machała przy tym plikiem banknotów.

Marta i Kara wstały jednocześnie. Do tej pory cicho rozmawiały przy stole kuchennym.

— Jak… skąd? — wydukała starsza córka, patrząc na siostrę z otwartymi ustami.

— Znalazłam pracę. I to super dobrze płatną!

Kara zmarszczyła czoło i ruszyła objąć dziewczynę.

— Gdzie córeczko? — Odsunęła ją na długość ramion, aby widzieć twarz.

— Czy to istotne? — odpowiedziała i uciekła wzrokiem. — Można powiedzieć, że jestem trochę kelnerką. A my mamy wreszcie pieniądze! Może zjemy coś dobrego!

— Ja… — w matce zamarło serce. Od miesięcy dojeżdża do pracy i nie miały z tego większego pożytku oprócz podstawowego jedzenia i opłacenia co jakiś czas któregoś z rachunków. Gdzie można zarabiać aż tyle za zwykłe stanowisko kelnerskie? I dlaczego wróciła rankiem? — Córciu, może też się zatrudnimy? Co to za lokal? Gdzie?

Felicja wytrzeszczyła oczy, po czym szybko przybrała obojętny wyraz.

— To było bardziej dorywcze, nie sądzę, żeby było aż tyle zadań. — Kłamała. Kara widziała drgający kącik ust.

— Może chociaż tam do ciebie wpadniemy?

— Nie wiem, to taki niszowy lokal. Może kiedyś was tam zabiorę.

„Co zrobiłaś, córciu?”, pomyślała matka ze strachem. Zaraz jednak uspokoiła się w myślach. Dobrze wychowała dziewczynki, nie zrobiłyby nic głupiego. Na pewno.

Postanowiła na razie cieszyć się chwilą ulgi. Wyjęły z lodówki kurczaka, którego miały dzielić przez tydzień i zjadły na raz, świętując.

Marta gratulowała siostrze i się uśmiechała, ale była też bardzo blada, a zaciśnięte pięści bielały na knykciach. Kara podejrzewała, że to po prostu lekka zazdrość i położyła dłoń na ręce córki.

— Wszystko w porządku Martusiu? Wydajesz się przygaszona?

— Tak. Jest ranek. To duże wieści. Nic mi nie jest. — Pokręciła głową i wstała gwałtownie od stołu, szurając krzesłem po podłodze.

Felicja spojrzała na siostrę z uniesionymi wysoko brwiami, ale milczała, dźgając widelcem resztki po posiłku.

— Muszę iść do pracy, dzisiaj mam szesnastkę — kontynuowała Marta, zbierając naczynia ze stołu.

— Oj, no tak. To straszne, ale przynajmniej jutro wolne? Wstąpiłabyś do urzędu dowiedzieć się, czy coś będą już robić z naszym domem?

— Jasne mamo. Postaram się też ogarnąć zawiasy, dawno mam to na liście.

Córka szybko umyła jeszcze talerze, po czym ruszyła się szykować.

***

Najgorsze w nowym życiu było, że nie spędzały już razem czasu. Kara martwiła się o córki, ale nie miała okazji porozmawiać. Młodsza pracowała głównie nocami i przez większość dnia spała, a ze starszą się rozmijały. Jedynie bardzo długie pędy roślinki na parapecie wskazywały, że czas nadal płynie i nie tkwią w niekończącej się pętli obowiązków i pracy.

Mimo natłoku kobieta ceniła wspólne niedzielne popołudnia. Gotowały wtedy jak za starych, dobrych czasów. Już od rana nie mogła spać, tego dnia miały świętować dwudzieste urodziny Feli. Postanowiły z tej okazji zaszaleć i upiec tort.

— Jak tam w tej twojej pracy — zapytała Kara młodszą córkę, gdy mieszały ciasto na biszkopt. — Może zwolniły się miejsca i dla nas?

— Pytałam, ale nie bardzo. Ja dużo wnoszę i na razie nie musieli nikogo więcej zatrudnić. — Usta dziewczyny nie drgnęły, patrzyła matce prosto w oczy i się uśmiechała. — Dostałam nawet propozycję podwyżki. Wiązałoby się to z dodatkowymi obowiązkami, ale przynosiłabym może ze dwa razy więcej.

— To… byłoby zbawienne. — Kara zerknęła na nieotwartą kopertę leżącą na blacie kuchennym. Wiedziała, co tam znajdzie, kolejne wezwanie za czynsz. Czynsz! Za to, że zniszczyli im dom! I jeszcze odrzucali odwołania, których nie miała kiedy składać. Głośno sapnęła, ale zaraz się opanowała. Nie zepsuje urodzin frustracją.

— To niesamowite córciu — kontynuowała. — Jeżeli postanowisz przyjąć ofertę, to serdeczne gratulacje. Z czym wiązałyby się nowe obowiązki?

— Zapewniałabym rozrywkę, w sumie. Myślisz, że powinnam to zaakceptować? — Popatrzyła na matkę, przerywając na chwilę pracę.

Wzrok kobiet się skrzyżował. Kara wyczytała z oczu córki smutek, może rezygnację, ale odwróciła się, kontynuując mieszanie.

— Córciu, rób to, co cię uszczęśliwi. Ale nie powiem, przydałyby nam się dodatkowe pieniądze. Niby mamy na rachunki, ale ledwie starcza na jedzenie, a ja i Marta ciągle jesteśmy w dojazdach.

— Ja też dostałam ostatnio kolejne cięcie — wtrąciła nagle starsza córka. Do tej pory milczała, mieszając w skupieniu krem. — Mój szef leci w kulki, zna moją sytuację. Wie, że się nie zwolnię.

— To straszne! — Karę aż zatkało. Zauważyła, że Marta unika wzroku. — Trzeba to zgłosić do Administracji, naskarżyć! Zwykle coś robią, nie chcą, żeby ktoś się dorobił.

— Wczoraj o tym nie mówiłaś — zmarszczyła brwi Felicja. — A przecież nie miałaś zmiany.

— Nie, nie, nie trzeba skarżyć, sama to zrobię jak coś — wyrzucała z siebie Marta. Słowotok zlewał się prawie w jedno. — A poza tym już złożyłam skargę i dlatego pewnie dostałam cięcie. Nie mówiłam, bo nie chciałam martwić. Nie mogę kolejnego dostać, na razie wezmę po prostu więcej godzin, ale Feli, dobrze by było, gdybyś zaakceptowała podwyżkę, bo będę przynosić mniej.

Siostry popatrzyły na siebie i tym razem to młodsza opuściła głowę. Przez chwilę w kącikach oczu Felicji pojawiły się łzy, które zbiła gwałtownym mruganiem. Podniosła głowę i hardym głosem ogłosiła:

— Dobrze, macie rację. Zaakceptuję ofertę.

Marta uśmiechnęła się i odetchnęła. Do nosa Kary doleciał delikatny zapach… chmielu?

„Jedno piwo pewnie jej nie zaszkodzi”.

***

— Od urodzin Feli zachowujesz się dziwnie Martusiu, co się dzieje?

Kara kończyła właśnie rozsadzanie ich roślinki do nowych doniczek. Przypomniała sobie, jak prawie trzy lata temu dzieliła ją po raz pierwszy i poczuła dumę. Jej pielęgnacja działała! Otarła czoło, zdjęła fartuch i odwróciła się w stronę córki, która właśnie kończyła przygotowywać obiad.

— Czy to przez to, że twoja siostra już z nami nie jada?

— Niech sobie pracuje, więcej jedzenia dla nas — parsknęła Marta. Usiadła do stołu, gdzie dołączyła do niej matka. — Jestem zmęczona, tyle.

— Rozumiem cię, czasem muszę się zatrzymać, idąc na przystanek — bezwiednie pomasowała górę klatki piersiowej — bo zaczyna brakować mi tchu. Starzeję się.

— No co ty mamo, jesteś jeszcze młodziutka. Widziałam dzisiaj, jak skaczesz po tej kuchni jak młody źrebak.

Uśmiechnęły się do siebie i zaczęły chichotać niczym para nastolatek opowiadająca sobie nieprzyzwoite żarty. Stopniowo ich delikatny rechot przerodził się w pełnoprawny wybuch i kobiety aż łapały się za brzuchy, nie mogąc powstrzymać kolejnych fal niekontrolowanej wesołości. W pewnym momencie Marta spadła wręcz z krzesła, co spowodowało chwilę przerwy i jeszcze większy spazm u obu kobiet.

— Tego nam było trzeba. — Kara otarła łzę, gdy już trochę się uspokoiły. — Stary, dobry, porządny lek na wszystko, śmiech.

— Muszę przyznać — odpowiedziała córka, zbierając się z ziemi. Podeszła przy okazji do kredensu, wyciągając z niego wino, o którego istnieniu Kara nie miała pojęcia. — Dobrze się tak pośmiać. Dawno już nie czułam się taka wolna. Chcesz?

— Nie, dziękuję. Nasza sytuacja… Dobrze, że Fela dużo zarabia, bo inaczej byłybyśmy w ciemnicy.

Marta momentalnie się spięła. Całe rozluźnienie wyparowało i wyjrzała przez okno, udając, że nie usłyszała ostatniego zdania. Nalała sobie wina po same brzegi kubka i wypiła go jednym haustem, po czym powtórzyła to po raz drugi. Kara uniosła brwi i delikatnie chwyciła córkę za dłoń, gdy nalewała sobie trzecią szklankę.

— Hej, hej, córuś, mów do mnie, co się dzieje. Jesteś zazdrosna o siostrę?

— Może trochę — wymamrotała, krzywiąc się lekko. — Nie chcę być małostkowa, ale mam wrażenie, że wszystko ostatnio kręci się wokół niej.

— Spójrz na mnie. To nie prawda. Jesteśmy w tym razem, pamiętaj! Z czasem wszystko się ułoży, tylko odzyskajmy stary dom.

— Tak, tylko że widzę, jak bardzo pieniądze nas pochłaniają, wyliczamy każdą złotówkę zamiast żyć! A poza tym powinnam zarabiać więcej niż Feli, jestem starsza.

— Ale to nie ma znaczenia, kto przynosi więcej, działamy razem!

Młodsza kobieta tylko lekko się zgarbiła i wzruszyła ramionami. Wróciła do dźgania swojego posiłku widelcem i resztę obiadu odpowiadała już na zadane pytania krótko, bez widocznej chęci kontynuowania rozmów.

Gdy zaczęła sprzątać ze stołu, każąc jednocześnie matce odpoczywać, do domu wróciła Felicja i od progu zawołała:

— Patrzcie, co przyniosłam!

Weszła na środek mieszkania w butach, roznosząc piasek i kawałki błota, na co Marta z otwartymi z oburzenia ustami wskazała dłonią. Kara nie zauważyła gestu, tylko wpatrzona była w papierową torbę, jak gdyby ta zawierała lek na wszystkie problemy.

Młodsza córka wyciągnęła na środek stołu nową gofrownicę, na co matka aż przyklasnęła.

— Córuś, od razu zróbmy gofry! Jak ja chciałam to znowu mieć w arsenale! — Wstała i zaczęła się krzątać. — Skąd masz taką maszynę?

— Kolega mi dał, opowiedziałam mu, że mieliśmy takie coś w dawnym życiu. — Felicja uśmiechnęła się promiennie. — Nawet trochę większą premię dostałam!

— To musi być dobry kolega! — Posłała Feli znaczący uśmiech, na co dziewczyna lekko się zarumieniła.

— Tak, Max jest super! To niby mój szef, ale… Może powinnyśmy za premię opłacić trochę czynszu? — Zmieniła szybko temat, co Kara zauważyła z rozbawieniem. Odkąd ojciec zniknął z ich życia, córka zawsze podobnie reagowała tak na starszych mężczyzn, którzy okazywali zainteresowanie.

— To dobry pomysł córciu!

Rzuciły się we dwie do przygotowań ciasta, wyciągając miski i składniki.

— Feli, a ile masz tej premii? Opłaćmy czynsz i prąd na następny miesiąc, chociaż to będziemy mieć z głowy. Potem zostanie nam tylko woda, co wy na to? — Marta patrzyła na kobiety, zmywając cicho naczynia. Jej głos zmienił się całkowicie, brzmiała w nim teraz nuta napięcia, niepewności, a może… złości? Nie patrzyła w ich stronę. W skupieniu szorowała talerz za talerzem.

— Raczej myślałam, żeby opłacić czynsz i ewentualnie zostawić resztę na czarniejszą godzinę, co o tym sądzisz mamo?

— Tak, przyda nam się coś mieć na zapas, żeby opłacić najpilniejsze rzeczy, dobry pomysł Feli. — Pocałowała młodszą córkę w czoło, nachylając się nad miską. — Martuś, pozamiatasz proszę podłogę, jak skończysz? Strasznie się tu naniosło.

Mieszając ciasto i słuchając opowiadań o Maxie, starsza kobieta obserwowała, jak Marta bierze szczotkę i zaczyna doprowadzać podłogę do porządku. Dziewczyna poruszała się metodycznie, ale zaciśnięte usta i nienaturalna bladość wskazywały, że się gniewa. Tylko Kara nie miała pojęcia za co.

Ich spojrzenia się skrzyżowały i córka odwróciła wzrok z grymasem.

— Martuś, chodź, pomożesz nam z tymi goframi, bez ciebie nie damy rady! — wykrzyknęła Kara, siląc się na wesoły ton, chociaż coś ścisnęło ją w żołądku na całą tę scenę.

Felicja na sekundę przerwała mieszanie ciasta, ale nic nie powiedziała. Starsza córka tylko wzruszyła ramionami i odłożyła miotłę.

— Głowa mnie boli, idę się przespać.

— Ale zaraz będą gofry! Już pierwsza partia się piecze!

— Nie dzisiaj.

Wyszła przygarbiona, nie oglądając się za siebie. Usłyszały trzask drzwi z głębi domu.

***

Kara leżała na kanapie, tej samej, którą parę miesięcy temu znalazły na śmietniku i przytargały do domu. Jeszcze niedawno taki mebel przyprawiłby kobietę o dreszcze, a teraz dziękowała losowi, że mogła wygodnie się położyć. Z głębi domu usłyszała drzwi pokoju młodszej z córek. Ach, czyli już koło południa.

Usiadła z jękiem, któremu towarzyszyły strzykające stawy i z zaniepokojeniem przyjrzała się roślince. Jedna część nie przyjęła przesadzenia zbyt dobrze i po paru miesiącach zaczęła umierać. Teraz ponad połowa liści była całkowicie pożółkła albo nabierała dziwnego koloru.

Starsza kobieta westchnęła cicho. Obiecała sobie, że dzisiaj zajmie się kwiatem, ale chyba nie czuła się na siłach. Zaczęła się podnosić, akurat w momencie, gdy z korytarza wyłoniła się Felicja z jakimś starym, siwym mężczyzną.

— O. Mamo. Co tu robisz? — Córka wydawała się szczerze zdumiona. W sumie nic dziwnego, Kara powinna być w pracy albo w urzędzie. Jak codziennie odkąd się wprowadziły.

— Dostałam urlop i postanowiłam dać sobie odpocząć. — Zaczęła masować…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych