Orzechowy torcik
Spłakana kobieta na porannym przystanku
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wąsaty pracownik fotograficznego studia dopalał właśnie papierosa, śliniąc się z podniecenia na każdą myśl o pełznącej ku niemu ulubionej czynności, rekompensacie ulewnych godzin na obsłudze klientów, oddychaniu w ciemni i planowaniu. Nigdy nie opuszczającym pudełka.
Stała podziwiając rozkład jazdy, łzy nieśmiało rzeźbiły kształtne rzeki wśród policzków, jakby nie chciała przyznać się przed macierzystym odbiciem do poniesienia całkowitej klęski. Ponownie Nicole lizała trony triumfów, ponownie szpikulcem kłuła młodszą siostrę dookoła biustu, wskazując miejsce, które przy rodzinnym stole zajmował zawsze pies. Choć za dzisiejszą noc pazurami rozdłubałaby oczy, ponownie to ona zjadła honorowy posiłek. Tak samo jak na imieninach wuja Fachosee, gdy Alex ominął Monisse podczas powitania, pochłonięty dokumentnie upiększaniem nastroju Nicole, zgodnie z falującym schematem borderline całującej nadzwyczaj chłodno.
Koszmarne senne wizje rżnęły heblem, rzęziły i haratały każdy skrawek kołdry. Stada szczurów otaczały go w jakiejś halucynacyjnej scenerii przypominającej średniowieczną osadę pełną płonących chat chłopskich córek. Całonocny dusiciel, pobudki w dreszczach, finalnie usiadł na tapczanie z drżącą parą rąk, pięć głębokich wdechów, trochę spokoju. Nadal jednak, by stwierdzić kategorycznie własne istnienie, musiał palcami wodzić po górnej stronie szyi.
Dzisiaj wyznała treść barwnych snów, rzuciła w szale pełen komplet broni, wytrwale zbieranych przez kilkanaście doświadczeń przeprowadzonych na ciałach samców. Oni ulegali. Zawsze. Uproszczone stworki, zbiór czułych miejsc sprawiających, że umiejętnie trącona piłeczka ląduje w dołku. Alex, bydlę o bardziej skomplikowanych zespołach potrzeb, wymagał więcej doznań smakowo-dotykowych do uzyskania satysfakcji. Nicole stanowiła bowiem z pewnością archetyp nauczycielki, chociaż zdarzało jej się zmiażdżyć w pralce ulubioną zapalniczkę żarową. Ale dziś ciosy Monisse dryfowały koło perfekcji.
Wariujące wewnętrzne narządy stopniowo podlegały stabilizacji, tańczące z hukiem serduszko zwalniało baletowe kroki, z wolna dostosowując się do społecznych standardów. Wiedział już, że nie umrze, nie tej nocy, nie on. Ostatni z wniosków nie przeraził go nawet tak bardzo, w istocie przeczuwał sytuację od stu nocy, miliardów bezsennych papierosów nad okiennicą trzęsących rąk.
Opowiedziała nawet chwilę, gdy schwyciła przypadkiem w teatralnej szatni lewy rękaw czarnej kurtki, pod tanią odzieżą ukryto przecież samca wiecznie krwistego, samca tak typowego w niektórych zwyczajach, a jednocześnie tak odrębnego od wszystkich widzianych przez siostry w oceanach dni. Próbowała przekazać dziwne uczucie, przenikające przez ciało dwudziestoletniej wtedy Monisse, coś jak kąpiel w parującej wannie przepełnionej wylewającą się pianą. Wyczuwała oczywiście nieudolnie maskowany zapach spirytusu, nieodzownego pejcza tych, którzy już w przedszkolu patrzą w okno, jednak klasyfikacja nie była negatywna, wbrew poetyce innych kobiet wymalowanych wieczorowymi sukniami. Nicole, szybsza przy spierdalaniu z łona Niobe, również w teatralnej szatni doskoczyła prędzej, prosząc o podanie płaszcza i ściągając dekolt. Takie jak ona niewiele przecież mogą stracić, zaledwie nic nie warte resztki reputacji, spadające okruszki chleba z pańskiego stołu.
Zaczęła przenikać go myśl, ta przeraźliwa myśl, której nie miał od tysięcy lat, ale której wyczekiwał z lękiem straceńca, znając nieuniknioność powrotu bliską wschodom słońca. Uzależnienie tego pokroju trwa przecież do końca, przeżywał kolejne nawroty kilkadziesiąt razy, a ostatnia pauza nie uśpiła czujności mimo długiej linii. Nie znał dnia, godziny, nawet roku, ale od dawna wiedział, że przyjdzie. Wyczuwał zapach za parapetem.
Nadal próbowała rozczytać przez łzy godzinę przyjazdu ostatniego autobusu 992933, jedynej lokomotywy zdolnej zabrać z dzielnicy upokorzenia czy też bulwaru ostatniej straconej nadziei. Kurwa, co za różnica? Szklanka irlandzkiej whisky, przez którą wprost w subtelne gardło Alex wlewał bezwstyd z promiennością, unieszkodliwiała teraz starania spłakanej malarki. Obraz rozmyty.
Nie zmarnował żadnej z sekund na podejmowanie walki, z góry skazanej zresztą na niewypał w hańbie, od tamtej nocy, gdy wbrew zakazom mamy zrobił to pierwszy raz, obserwując w nadmorskiej tawernie opaloną blond-dziwkę z gigantycznym biustem w kształcie plażowych ratowniczek. Żądląca pszczoła nie wyjmie szpady z napierśnika wroga.
Nierozczytywalność rozkładu jazdy podsycała płomień drażnienia, wyraźnie uwidoczniała agresję rzeczywistości względem Monisse, wszystkie sygnały kierowały kolorowe strzałki na wstecz. Kolejną przyprawą wyciągniętą z lodówki rozpaczy posypała zbliżanie się ponurej istoty w stronę przystanku, proces bardzo powolny, podparty laską, staruszek, to dobrze, oni są niegroźni.
Zakładał spodnie z rosnącą prędkością, nie mogąc pozwolić bombom cielesnym udotkliwić się w stopniu blokującym działanie. Doskonale znał przebieg przyszłych zdarzeń, mógł wymienić stos objawów nawet przez dogłębny sen: silny niepokój wibrujący, szarpane bóle kończyn z nudnościami, a potem trzęsienie rąk nie do powstrzymania, drgające i telepiące układem krwionośnym.
Alex nie stworzył zła, ten wielki chłopczyk nie skrzywdziłby świadomie nawet garstki rżnących się karaluchów, czynnik najbardziej obciążający, gdyż w innym wypadku mogłaby skreślić wartość straty, uznać za niegodnego łzy, kolejny kamyczek z bajki śliskich ludzików, mogłaby włożyć na półkę staruszków, reprezentowanych teraz przez egzemplarz dręcząco kroczący ku brzegom przystanku.
Gdy skończył rozwlekłe wkładanie beretu, wydobył spod dna rodzinnej szkatułki sztylet z kości słoniowej na wypadek wojny, często ścinającej szlak nocnych żeglarzy. O tej porze miasteczko to zabójcza puszcza namiętności, ładowana stadem wilków spirytusu, nie szukaj ulgi, gdy jedyną broń stanowią stanowczo zbyt długie paznokcie u nóg.
Zasiadła na ławce maskując twarzowe rzeki i rzeczki, jest przecież pachnącą kunsztem damą, a staruszek w kuriozalny sposób onieśmielał. Czuła, że nie powinno go być w tej godzinie, nie w tym stanie umysłu spryskującym spłakane oczodoły. Był tak zwyczajny, tak zapchany codziennością, kupowaniem kapusty i oglądaniem wieczornych dzienników, że smutek jeszcze mocniej obejmował chłodem. Dlaczego inne matki rodzą miłych ludzi?
Przesuwając żądzę po ulicy deszczu ponownie nabrał większej porcji tlenu, jakby za pomocą nozdrzy umiał znaleźć miejsce, gdzie ukojenie zalewa spragnionych szukaczy. Wnioskując jednak, że w sytuacji obecnej bardziej przydatnym zmysłem jest słuch, zatrzymał się przy najbliższym sklepie, opuszczonym dziś przez sterty samochodów jazgoczących piskliwie jak dziwka. Nadstawił łakomie małżowiny uszne i chwytał dźwięki nocy.
Chwila, gdy powiedziała o pełnych złudzeń spojrzeniach mijanych na korytarzu, o podsłuchiwaniu łóżkowych łaskotek i łez, o planowanych długo muśnięciach dłoni podczas podawania płonących resztek papierosów, była czymś w rodzaju szarży pijanego kawalerzysty na pułk tureckiej piechoty morskiej, skokiem tak dziko nieracjonalnym, że posiadającym z tego powodu pewną iskrę powodzenia. Alex uśmiechnął się w swoim spirytusowym stylu, pokazując całemu otoczeniu tryskającą
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Idsele
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…