Wróć do katalogu

ostatni dzień na ziemi

skrócona wersja niepublikowanego dotąd opowiadania

baga, opublikowano , 13 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

“I know it's the last day on earth We'll be together while the planet dies” - Brian Hugh Warner

Tego dnia nawet muzyka jest zwolniona, dźwięki rozciągnięte jak zużyty kondom – wszystko się klei i nie pachnie najlepiej. Ludzie na ulicach poprzylepiani do resztek ubrań. Na kolejnych warstwach ciuchów wykwita z czasem plama potu – zjawisko tak powszechne, że nie uderza już nawet u kobiet. Wszyscy dzielnie się starają, niektórzy mocniej niż trzeba. Płeć, wiek i uroda po raz pierwszy w historii przestają odgrywać jakąkolwiek rolę - każdy jeden rozebrany, każda jedna półnaga, zlani potem jak pod sceną w dusznym klubie. Powietrze jest tak gęste, że ludzie zdają się pożerać je zachłannie nie tracąc sił na oddychanie. Trzydzieści stopni w cieniu, od dawna, bardzo dawna. Dwadzieścia pięć po zmroku - spróbuj zasnąć. Duszno jak przed burzą stulecia. Burzą, która nadchodzi co noc, zmieniając ulice w rzeki, dachy w sita a ludzi w napuchnięte, gorące, śmierdzące ciała, smażące się w słońcu każdego ranka. Nikt nie zdoła policzyć, ilu zabił piorun. Ale nie trzeba być geniuszem, by ocenić bez pudła – „kurwa, dziwnie wielu”. Coraz więcej nocnych tragedii i porannego, dusznego wyczerpania.

Ale i to nie zmusza nikogo do zatrzymania się i zastanowienia chwilę. Rozpędzeni do granic, nie zdołają już zwolnić. Myślenie jest w tych czasach zanikającym, niszowym wręcz zajęciem. Paru ocalałych, którzy nie dali odebrać sobie tej sztuki, nie może działać za wszystkich. Nie może i nie chce. Nie potrafi. Tylko najtwardsi jeszcze to ciągną. Nie jest łatwo, zwłaszcza przy takiej pogodzie.

W związku z zaistniałym stanem rzeczy coraz częściej pozwalasz sobie na odważne stwierdzenie, że jesteś wybrańcem, dzieckiem indygo, jednoosobowym Syjonem w tej gorącej, lepkiej mazi.

Bo nikt już nie myśli.

Nikt nie wie?

Ty wiesz.

Ale musisz przyznać: nigdy nie przypuszczałeś, że zostaniesz jakimś pierdolonym Neo. ___

Nie kryjąc łez biegniesz przed siebie, nie myśląc specjalnie gdzie się zatrzymasz. Stajesz w końcu opadając z sił, przygnieciona perspektywą powrotu do domu. Płaczesz dalej i mocniej, w odpowiedzi na bolesną myśl „nie uciekniesz”. Nie ucieknę - myślisz - muszę wyglądać strasznie, spłynął pewnie cały makijaż. Przestajesz płakać. Przechodzisz jeszcze parę kroków dokąd zdrętwiałe, obolałe nogi odmawiają ci posłuszeństwa. Siadasz na żółtej, wyschniętej na wiór, martwej trawie. Chowając twarz w dłoniach, wysuwasz nogi przed siebie, pozwalając włosom opaść na oczy, ukrywając je przed palącym słońcem, nie dając łzom wyschnąć zbyt szybko. Jest to wielki dzień i pewnością pewien przełom, po raz bowiem pierwszy w swoim krótkim życiu dostrzegasz z całą pewnością, że twoi rodzice to idioci i jak wszyscy idioci, mogą się mylić. Kolejne ciężkie, brudne łzy Rimmel spływają powoli po twoich policzkach.

Bo jaki mają powód, żeby cię tam nie puszczać.

Ale taki naprawdę sensowny powód. Racjonalny.

Nie jesteś już dzieckiem.

Co zrobiłaś źle? Dlaczego tu siedzisz?

Dlaczego nie pakujesz się teraz do znoszonego plecaka, zastanawiając się tylko, czy przydadzą się trzy pary skarpetek albo czy jemu spodoba się ta bluzka? Czy stanik w tym kolorze nie jest zbyt oczywisty a spodnie dobrze opinają twój tyłek? Wpadając w mętny nurt smutnych myśli starasz utrzymać się na powierzchni - pieskiem we własnej głowie. Kiedy tak płyniesz, z trudem łapiąc powietrze, kątem oka zauważasz jedną małą, wyblakłą już myśl, która wpadła tu wcześniej i poszła na dno niezauważona, zignorowana. Przerywasz swoją walkę i opuszczasz ręce. Zaczynasz opadać niżej i niżej, patrząc jak myśl rośnie i niczym balon zmierza ku górze. Próbujesz ją gonić i podrywając się w górę zapominasz gdzie jesteś. Rzucasz się dziko, krztusisz się i kaszlesz. Wybuch, z jakim myśl wybija się na powierzchnię wywołuje potężne fale, które zalewają cię i podtapiają, nieustannie przesuwając przy tym do brzegu. Dopływasz do niego i chwytasz się piasku łamiąc paznokcie. Ostatkiem sił przewracasz się na plecy, boleśnie łapiąc do płuc powietrze. Kiedy wreszcie otwierasz udręczone oczy, dostrzegasz padający na ciebie cień. To myśl go rzuca. Wielka i potężna, z dumą jakby zakrywa słońce, wygrzewając się w jego promieniach. Ta myśl. Nie możesz jej już przeoczyć. Nie ma żadnej innej. Tylko ona.

Nie jestem już dzieckiem.

Zaskoczona siłą własnej woli pozwalasz sobie na odrobinę wątpliwości, ale myśl jest nieugięta. Wielka i imponująca, nie pozwala Ci na wahanie. Chcąc nie chcąc, podejmujesz decyzję - ostateczną. Nie lubisz takich, ale wiesz, że w końcu musisz się za nie zabrać.

Przecież nie jesteś już dzieckiem. ___

Jak mogli Ci nie pozwolić? Zadając to pytanie udajesz zaskoczonego. Odpowiedź nie pada. Połączenie zakończone. Opuszczasz rękę z telefonem i czując wibracje podnosisz raz jeszcze, tylko by przeczytać koszt ostatniego połączenia. Zawsze się na to nabierasz. Z telefonem w garści, w lekkim rozkroku, przechylony do tyłu zapalasz papierosa i zaciągasz się mocno. Wydmuchując dym, dajesz ustom wypuścić też parę słów.

Przecież nie sprzedam twojego biletu. ___

W drodze do mieszkania zatrzymujesz się na klatce i doprowadzasz do jako takiego porządku. Nie dając niczego po sobie poznać, nie dasz rodzicom powodu do niepokoju i uśpisz ich czujność. „Uśpię ich czujność” - myślisz i uśmiechasz się do siebie. Zaczynasz czuć się trochę jak w marnym filmie akcji. Wchodzisz do mieszkania i ignorując głupi uśmiech ojca kierujesz się do kuchni. Przygotowujesz kilka kromek chleba, które po wejściu do pokoju składasz w kanapki i wrzucasz do plecaka w sprytnych małych workach. Pierwszy krok jest najważniejszy, potem idzie z górki. Po pięciu minutach jesteś gotowa. Nie wdając się w zbędne szczegóły informujesz, że wychodzisz. Nie starasz się kłamać. Nigdy nie kłamiesz. Do drzwi odprowadza cię ufne spojrzenie uśmiechniętej matki. Zamykasz drzwi. Teraz zaczynasz mocno się śpieszyć, twój autobus odjeżdża za cztery minuty a musisz się dostać na drugi koniec miasta. ___

Nie planowałeś wycieczki na jej osiedle. Martwisz się trochę, czy zdążysz dostać się tam, przekonać ja, wyciągnąć z domu, zabrać na autobus i dowieźć na dworzec. Plan może i mało skomplikowany, ale z pewnością nie należy do łatwych i krótkich. Musisz mocno się

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych