Pamiątka ze Stambułu
Prawdziwą miłość można odnaleźć nawet na końcu świata. Czy orientalny żar namiętności przetrwa próbę czasu?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Pamiątka ze Stambułu.
Agnieszka z zaciekawieniem wpatrywała się w migoczące obrazy za oknem autobusu. Pomimo wielogodzinnej podróży nie czuła zmęczenia. Ten świat zza szyby ją fascynował. Tajemniczy kraj, nieznani ludzie, orientalne budowle. Wieże minaretów strzelające smukłością aż do nieba, chroniące kopuły małych i dużych meczetów. Tutejsze życie wydawało się takie proste. Ulice zamienione w niekończący się bazar próżności olśniewały kolorytem i gwarem. Zapach migdałów i mięty wypełniał każdą cząstkę powietrza. Był ornamentem, zdobiącym to wielkie miasto. Nagłe szarpnięcie autobusu wyrwało ją z lekkiego letargu. Rozejrzała się wokoło. Otaczający ją ludzie wyraźnie okazywali oznaki zmęczenia. Tułowia poskręcane w niewyobrażalnych pozycjach na siedzeniach oraz głośne chrapanie niektórych pasażerów tworzyło zabawny obraz. Agnieszka spojrzała na sąsiednie siedzenie, na którym spała mała dziewczynka i ostrożnie poprawiła poduszeczkę pod jej główką. Dziewczynka wydała tylko pomruk zadowolenia i dalej trwała w objęciach Morfeusza. Kobieta długo wpatrywała się w twarz dziecka. Krótkie, czarne włosy i pyrkaty nosek na pyzatej buzi pięknie komponowały się ze sobą. Dziewczynka była śliczna. Kobieta poprawiła ręką włosy i ponownie umościła się wygodnie w fotelu. Z każdą chwilą odczuwała coraz większą ulgę przepełnioną z radością. Bardzo długo zwlekała z decyzją o tej wycieczce. Minęło kilka lat, zanim odważyła się ponownie odwiedzić to miejsce. A przecież znała wcześniej ten kraj i to miasto. Zakochała się w nim. Zanurzyła się w jego nurcie życia i pozwoliła porwać się chwili. Jednak dzisiaj postanowiła tutaj wrócić. Agnieszka popatrzyła na piękny pierścionek z małym brylantem na jej palcu. W tym orientalnym słońcu wydawał się lśnić jeszcze bardziej. Jego blask zawsze wywoływał falę wspomnień. Tak. To było kilka lat temu, właśnie w tym mieście. Agnieszka zamknęła oczy o pozwoliła unieść się wspomnieniom … .
***
Piskliwe krzyki młodych dziewcząt skutecznie zagłuszały głos pilota wycieczki. Tłum turystów wysypał się z autokaru i rozpierzchł po najbliższej okolicy. - Proszę państwa, proszę się nie rozchodzić! – rozpaczliwie błagał pan Jarek, nasz opiekun. – Stambuł jest wielkim miastem, żyje w nim około 15 milionów mieszkańców, turystów jest drugie tyle. Tutaj naprawdę można się bardzo łatwo zgubić! Gromada roześmianych osób powoli zaczęła ustawiać się w pobliżu Jarka. Ten, spoglądając na zegarek nerwowo drapał się po głowie. - Proszę państwa, za chwilę przyjdzie nasz turecki przewodnik i oprowadzi po najpiękniejszych zabytkach tego miasta. Warto to zobaczyć! Agnieszka nie słuchała słów pilota, energicznie robiła zdjęcia swoim nowym aparatem, starając się uchwycić, choćby na moment, obraz zwykłej ulicy, codziennego życia i czynności, których nie pokazuje się turystom i nie można zobaczyć ich na pocztówce z kiosku. Była bardzo podekscytowana. Z tego stanu wyrwał ją głos mężczyzny. - Jestem Zija. Mój ojciec nie mógł dzisiaj przyjść, dlatego dzisiaj ja będę waszym przewodnikiem. Wychowałem się tutaj i znam takie miejsca, których nie zobaczycie w National Geographic. Agnieszka przyjrzała się mężczyźnie. Miał około dwudziestu lat, śniadą cerę i piękne, kręcone włosy. Razem z jego sympatycznym uśmiechem oraz dziwnym akcentem sprawiał wspaniałe wrażenie. Dziewczyna podeszła zaciekawiona bliżej do grupy. - Skąd znasz język polski? – zapytała przewodnika. - Moja mama, z Polski. Ojciec, Turek – wyjaśnił grzecznie Zija. – Jak masz na imię? - Agnieszka. - Agneska. Ładnie. To coś znaczy? - Nie. Po prostu Agnieszka. Dlaczego pytasz? - Każde imię powinno coś znaczyć. Być przypisanym do człowieka, który je nosi. To ważne. Zija rozejrzał się i podniósł rękę do góry. - Uwaga! Idziemy teraz do błękitnego meczetu. Obejrzymy najpiękniejszy meczet w mieście zbudowany przez sułtana Achmeda w XVII wieku. Później trochę odpoczniemy i zobaczymy Hagia Sofia. Obecnie muzeum. Proszę za mną! Agnieszka wpatrywała się zahipnotyzowana w chłopaka. Nie uszło to jednak jego uwadze. Zija znowu obnażył białe zęby i powiedział: - Agneska też idzie z nami. Zapraszam. Był to naprawdę bardzo emocjonujący dzień. Pełen wrażeń i upalnego słońca. Stambuł odsłaniał przed nimi swoje tajemnice. Wiekowe budowle, dziesiątki cudownych meczetów, orientalne ogrody. Mężczyźni, pijący słodką, miętową herbatę na ulicach i kobiety owinięte od stóp do głowy materiałem. Zija okazał się bardzo zręcznym przewodnikiem. Prowadził grupę w niedostępne dla turystów miejsca. Wyjaśniał zasady islamu, zawiłości historii i pokazywał codzienne życie mieszkańców miasta. Agnieszka była nim oczarowana. Zdawało jej się, że chłopak cały czas mówi tylko do niej. Nie widziała nikogo więcej. Z powodu upału, gwaru i emocji kręciło jej się w głowie. W pewnym momencie usłyszała głośny, śpiewny, męski głos. Było w nim coś niezwykłego. Po plecach przeszły jej dreszcze. Zija znieruchomiał. Szybko wyciągnął z podręcznej torby mały dywanik, rozwinął go na ziemi i zaczął się modlić. Agnieszka patrzyła na tę scenę z zaciekawieniem. Co się stało? – myślała gorączkowo. - To muezin wzywa wyznawców Allaha do modlitwy – powiedział szeptem Jarek widząc zdziwione oczy kilku turystów. – Modlitwa pięć razy w ciągu doby to obowiązek pobożnego muzułmanina. Oczywiście w kierunku Mekki. Wokół Ziji modliło się jeszcze kilka osób, jednak ulica wcale nie zamarła. Turcy dalej namawiali turystów do zakupu pamiątek, głośno się targując, a inni zajadali się prażonymi daktylami. To było niesamowite. Ulica żyła własnym życiem. Kiedy skończył się śpiew muezina Zija powoli wstał z ziemi. Widząc ciekawość w twarzach turystów dodał: - Chociaż serce mam w połowie polskie, to ojciec wychował mnie na muzułmanina. Jestem mu za to wdzięczny. No dobrze, idziemy dalej. Czeka nas jeszcze rejs statkiem po cieśninie Bosfor. Później będzie czas wolny. - Pokażę ci dobre miejsce na zakupy – szepnął do Agnieszki. Dziewczyna zarumieniła się. Ten chłopak podobał jej się coraz bardziej. Grupa wdzięcznie wykonywała wszystkie polecenia przewodnika chłonąc z jego ust każde słowo. Aparaty nieustannie pracowały, wykonując setki i tysiące zdjęć. Niesamowite widoki zapraszały do ich uwiecznienia. Śródziemnomorski klimat z bryzą wiejącą od wody stwarzał znakomite warunki do zwiedzania i odpoczynku. Sam rejs statkiem pod banderą białego półksiężyca był wielkim przeżyciem. Agnieszka jak zaczarowana wpatrywała się w nadbrzeża cieśniny rozdzielonej małym błękitnym lazurem. Wydawało jej się, że rozkładając szeroko ręce jest w stanie dotknąć obydwu brzegów. Zamknęła oczy, chcąc jak najdłużej zatrzymać tę chwilę w pamięci. Nagle poczuła gorący oddech na karku. Odwróciła się. Za nią stał Zija. - Nie bój się Agneska. Rozłóż ręce. Chłopak wziął jej dłonie w swoje i szeroko rozstawił ręce. - Czujesz? – zapytał. – Po twojej lewej stronie jest Europa. Twój dom. Po prawej Azja. To mój dom. A my jesteśmy tutaj. Pośrodku. Tutaj jest nasz wspólny dom. Wiatr smagał, a słońce malowało na złoto ich twarze. Dziewczyna stała nieruchomo. Czuła gorący dotyk chłopaka i bała się, że każdy, nawet najdrobniejszy ruch może spłoszyć tę chwilę. Jednak resztki rozsądku zwyciężyły i Agnieszka odsunęła się od niego. Ukradkiem spostrzegła dyskretne spojrzenia innych uczestników wycieczki. Co ciekawe, młodsze
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil luckyman
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…