Pandemonium rozdz. 4
Po dość długiej przerwie przedstawiam kolejny rozdział Pandemonium. Mam nadzieję, że się spodoba.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział 4 Próby.
Przy okazji spotkania z całym zespołem, zauważywszy, że wszyscy są w dobrych nastrojach, Lei postanowiła zaryzykować powrót do dosyć drażliwego tematu. Przynajmniej dla niej. - Chłopaki... - zaczęła, siedząc na wzmacniaczu i gapiąc się w podłogę. - Nie – usłyszała od razu. Spojrzała na Terry'ego, grzebiącego w swoim plecaku. On nawet się nie odwrócił. - Skąd wiesz co chciałam powiedzieć? - zapytała urażona. - Tu jesteście! - zapiał radośnie, wyciągając nowe pałeczki. Poprzednie leżały połamane gdzieś w kącie. - Bo zawsze zaczynasz w ten sam sposób – powiedział w końcu, wstając i spoglądając na nią. - Nie rozumiem dlaczego zespół nie może nazywać się twoim imieniem, skoro jest oryginalne i fajnie brzmi. Stał teraz naprzeciw niej z rękami założonymi na biodrach. Wyglądał jak ktoś gotowy do walki. Kiedy zobaczył niepewną minę Lei, dodał: - Poza tym jesteś naszym atutem, co warto podkreślić. Uśmiechnął się do niej, ale czekał na jakąś ripostę. Nie doczekał się. Dziewczyna westchnęła, poddając się. - Terry, robimy postępy. Lei staje się uległa – powiedział, śmiejąc się, Colin. Miała mu odpowiedzieć coś, co świadczyłoby o tym, że nie ma racji, ale tu też się poddała. Nie miała siły na żadne słowne potyczki. Nie wyspała się, a na dodatek, kolejny dzień z rzędu była podenerwowana. Rano stwierdziła, że to gorsze niż wszystko, co się dzieje, że prędzej wykończy ją ten stres niż cokolwiek innego, co miało się stać. A miało dziać się wiele. Na szczęście, śpiewanie ją relaksowało. Uwielbiała to robić. Przy którejś z bardziej emocjonalnych piosenek, wczuła się na tyle, że przez chwilę znalazła się w innym świecie. Pustym i czystym, bez ludzi, którzy niszczyli wszystko, czego tylko dotknęli. Zamknąwszy oczy, prawie widziała złote pola, posiadające przestrzeń, której w realnym świecie dawano już nie ma. Kiedy jej wizja stała się już prawie namacalna, dźwięki instrumentów ucichły nagle, jeden po drugim. Otworzyła oczy, zdziwiona. Terry wskazywał jej coś pałeczką, więc obejrzała się za siebie. Uśmiechnięty od ucha do ucha, na końcu sali, stał Jared, machając do niej. Lei spojrzała na swojego perkusistę, przyjmując minę, która miała oznaczać 'i co z tego?'. W tym samym momencie, Jared krzyknął rozbawiony: - Grajcie! - Kto to jest? - zapytał Colin, wgapiając się w obcą mu osobę. Terry dopiero po jakimś czasie zareagował. Wydawał się mocno zszokowany. - Chłopak naszej gwiazdki – powiedział, przyjmując uszczypliwy ton. - Nie bądź wredny – odpowiedziała, zeskakując ze wzmacniacza. - Masz coś do tego? Znów przez chwilę nie odpowiadał, patrząc na Jareda. - Oczywiście, że nie. Każda gwiazda romansuje. Wyszczerzył zęby. Lei zagryzła swoje i podeszła do statywu, wkładając mikrofon na swoje miejsce. - Od kiedy masz chłopaka? – zapytał nagle Colin, który nadal gapił się na jej rzekomego lubego. - Nie mam – powiedziała, sugerując tonem, że Terry coś sobie ubzdurał. A do niego samego rzuciła tylko krótkie 'zamknij się' widząc, że chciał kontynuować złośliwości.
Zagrali jeszcze trzy piosenki, przerywane komentarzami Terry'ego, po czym Lei uznała, że ma dosyć i zarządziła koniec próby. Colin był wyraźnie unieszczęśliwiony, natomiast Evan, jak zwykle zresztą, wyglądał, jakby mu to było obojętne. Jedynie złośliwy perkusista wydawał się być rozeźlony. Odszedł szybko, siadając w bezpiecznym rejonie baru i odpalając papierosa. Po chwili, tuż przy scenie pojawił się Jared. Muzycy starali się nie zwracać na niego uwagi, zbierając sprzęt, ale Lei i tak poczuła się skrępowana. - Naprawdę fajnie brzmicie – powiedział, opierając się brzeg podwyższenia. - Kiedy następny koncert? - Za dwa tygodnie. - Nie wiem. Lorelei i Colin powiedzieli to jednocześnie. Zaskoczona dziewczyna spojrzała szeroko otwartymi oczami na swojego gitarzystę. - O czym ty mówisz? Nastolatek uśmiechnął się zadowolony. - Lenny załatwił nam godzinę w LightsOn. - Co?! - prawie krzyknęła. Była zszokowana. Właśnie dowiedziała się, że dostała szansę zaprezentowania się w największym klubie sąsiedniego miasta. Dużego miasta. Nawet pająkowaty basista okazał się być zainteresowany tą nowiną. - Terry, słyszałeś? - zawołał do kolegi. Ten jednak nie odwrócił się. - Terry, głąbie! Gramy w LightsOn! - krzyknęła Lei, drżąc z podniecenia. Na to już zareagował i przybiegł szybko na scenę. Zaczął wypytywać Colina, jak jego brat to załatwił. Po chwili wszyscy trzej dyskutowali zaciekle. Dopiero w tym momencie przypomniała sobie o znajdującym się obok Jaredzie. Stał spokojnie, uśmiechając się. - To dla nas duża szansa – wytłumaczyła mu, zeskakując sprawnie z podwyższenia. - Rozumiem. Wahała się tylko przez chwilkę, po czym rzuciła mu się na szyję, obejmując z całych sił. Poczuła, że zamarł, ale zaraz odwzajemnił uścisk, tyle że dużo delikatniej. Była bardzo szczęśliwa i nie chciała go puszczać, ale zdała sobie sprawę, że podekscytowane głosy ucichły. Wyślizgnęła się z jego ramion i tak jak myślała, koledzy spoglądali na nią. Zrobiło jej się głupio i postanowiła się pożegnać. Zrobiła to najsprawniej jak mogła, nie wdając się w już w żadne rozmowy. I tak słyszała w głowie zarówno przeszłe, jak i przyszłe komentarze Terry'ego. Nie spojrzała też na Jareda, obawiając się wyrazu jego twarzy. Założyła kurtkę, wzięła torbę i po prostu kiwnęła na niego głową. Zerknęła dopiero, kiedy odezwał się na schodach z klubu. - Masz piękny głos, wiesz? Szedł za nią, więc odwróciła głowę. Był całkowicie poważny. Dziwnie się czuła słysząc komplement od kogoś takiego jak on. - Wiem, w końcu się w nim zakochałeś – odpowiedziała, przypominając sobie ich pierwszą prawdziwą rozmowę. Zaśmiał się. - Masz rację. O dziwo, nie skłamałem mówiąc to. - O dziwo? - zatrzymała się, bo wyszli już na parking. Stanął obok niej. Udał zamyślenie, odwracając na chwilę głowę. - Szczerze mówiąc, wtedy tak nie czułem – spojrzał jej prosto w oczy. - A okazało się, że faktycznie twój głos mnie zauroczył. Całokształt również. Był od niej nieco wyższy, więc pochylił się lekko, zbliżając na tyle, że ich twarze dzieliło tylko kilkanaście centymetrów. W czułym geście, dotknął palcem czubka jej nosa, a kącik jego ust powędrował ku górze. Jedyne, co Lei mogła zrobić, to pomyśleć, że jest naprawdę pokręcony. Dodatkowo zmarszczyła brwi w dezorientacji. Jared parsknął śmiechem i skierował się ku białej Vitarze. Zawiesiła wzrok na jego plecach, odzianych w czarną kurtkę. Na chwilę zawiesiła również swoje myśli, a ocknęła się dopiero, kiedy chłopak odwrócił się do niej, oparł nonszalancko o jej samochód i zlustrował ją od góry do dołu. Nie ruszyła się jeszcze, tylko cieszyła oczy tym widokiem. Nie mogła odmówić mu męskiej, choć subtelnej urody, która prawdopodobnie działała na kobiety jak magnes. Zaczynała żałować, że nie poznali się w innych okolicznościach. - Nie masz swojego auta? - zapytała podchodząc w końcu. - Właściwie to... nie – powiedział, wzruszając ramionami. - Ale prawo jazdy chociaż masz? Zadziwiał ją coraz bardziej. - Oczywiście – odparł tylko, rezygnując najwyraźniej z wyjaśnień. Lei nie chciała wnikać. Przegoniła go więc delikatnie na drugą stronę Vitary i do niej wsiadła. Wkładając kluczyk do stacyjki zauważyła, że jej ręka drży. Kiedy sobie to uzmysłowiła, jak na życzenie, drgawki stały się mocniejsze. Przestraszyła się i nie umiała opanować. Jared, który siedział już obok, na siedzeniu pasażera, zerknął na to z niepokojem. Dał jej chwilę, ale kiedy nie było poprawy, zareagował. - Może w takim razie ja poprowadzę? - zaproponował. Nie spojrzała na niego, nadal dziwiąc się swoim emocjom. - Tak... może tak – odpowiedziała głucho. Nie ruszyła się jednak z miejsca. Jared musiał wysiąść pierwszy, otworzyć jej drzwi i lekko ją poprowadzić. Przy okazji przekonał się, że drżało całe jej ciało, nie tylko dłonie. Poczuła się lepiej pod wpływem jego dotyku, jednak nie umiała powstrzymać tego, co się z nią działo. Jej towarzysz nie powiedział już nic, tylko będąc bardzo pewnym za kierownicą, w mgnieniu oka podjechał pod swój dom. Tu znów pomógł jej wysiąść i zaprowadził ją do środka. Na dworze było jeszcze widno, ale ogromne drzewa przy podjeździe blokowały większość światła, więc w domu panował półmrok. Tym razem Jared wskazał jej pomieszczenie naprzeciw tego, które już znała, a które okazało się kuchnią. Usadził ją przy obdartym z farby stoliku i zaczął się krzątać. Na początek zapalił kilka świeczek porozstawianych po całym pomieszczeniu, co nieco je rozjaśniło. Powiedział coś kilka razy pod nosem, ale Lei nie usłyszała co dokładnie. Nadal się trzęsła, a dodatkowo zrobiło jej się zimno. Poczuła się, jakby miała wysoką gorączkę. Podążała wzrokiem za mężczyzną, który grzebał w szafkach, a potem zniknął w drzwiach. Zaniepokoiła się, ale zaraz wrócił, trzymając małe wiaderko. Manipulował przy czymś przez chwilę, odwrócony do niej plecami, a potem już zwrócił się do niej. Przykucnął tuż przed nią. - Wszystko w porządku? - zapytał, przyglądając się jej uważnie. - Nie wiem... dziwnie się czuję. Jakbym miała gorączkę – odpowiedziała najszczerzej, jak mogła. Dotknął jej czoła, sprawdzając jej podejrzenia, a ona przymknęła oczy w zadowoleniu. Jego dłoń była chłodna, a chłód ten przynosił jej niesamowitą ulgę. Jego skóra wydała jej się też niesamowicie miękka. Kiedy zabrał dłoń, złapała ją natychmiast i jeszcze raz przyłożyła do swojego czoła, trzymając kurczowo, w razie gdyby znowu chciał ją zabrać. Drgawki ustępowały, tak samo jak jej złe samopoczucie. Znów zatapiała się w uczuciu, które ją opanowywało i bardzo nie chciała tego kończyć. Przysunęła się trochę bliżej, czując ciepło jego ciała. Pozwoliła, by jego dłoń ześlizgnęła się na policzek i otuliła go. Gdzieś w oddali zaczęła grać jakaś muzyka. Lei nie zwracała na to uwagi. - Lei... - usłyszała bliżej siebie, ale i tak ledwie słyszalne. Po chwili głos powtórzył jej imię, tym razem nieco głośniej. Z wielkim trudem uniosła powieki. Tuż przed sobą, ujrzała błękitne oczy Jareda, patrzące na nią z bólem. Natychmiast otrzeźwiała. Puściła jego rękę i świat zawirował swoją realnością. - Twój telefon dzwoni – powiedział Jared, nieco zmienionym głosem. Wstał i bezszelestnie przyniósł jej torbę, leżącą do tej pory w drugim końcu kuchni. Zaczęła w niej grzebać i po chwili wyjęła komórkę, ale dzwonek już ucichł. Zobaczyła, że to Carla dzwoniła. Pomyślała, że lepiej, że nie odebrała. Nie miała Carli nic do powiedzenia, bo nie chciała martwić jej swoim zachowaniem. Może nawet bezpieczniej byłoby dla niej, gdyby przestały się już kolegować. Lei nie miała pojęcia do czego miała zaprowadzić ją znajomość z mężczyzną, który właśnie postawił obok niej kubek parującej cieczy. - Oddzwoń – powiedział, siadając na krześle obok. - Nie jestem pewna, czy chce z nią rozmawiać. - A kto to? - Moja... najlepsza koleżanka – powiedziała Lei, zawieszając się przy określeniu Carli. - Martwi się, bo ostatnio prawie nie rozmawiamy. Jared przysunął kubek bliżej niej. - Napij się. I oddzwoń. Nie pozwól najbliższym się martwić. Dziewczyna pomyślała, że chyba prędzej powinna zacząć martwić się o siebie. Ale posłusznie wzięła łyk napoju i wybrała numer Carli. Ta odebrała natychmiast. - Halo? Lei? Gdzie ty jesteś, co? - była mocno zdenerwowana. - Przepraszam, Carla, ostatnio mam złe dni. Zdarza się, prawda? - Prawda, ale unikasz mnie, a to mi się nie podoba – mówiła szybko i pewnie. - Posłuchaj... wyjaśnię ci przy najbliższej okazji. Na razie... nie bardzo mam jak – Lei chciała jak najszybciej zakończyć rozmowę. - Widzisz? Znowu się wykręcasz. Najpierw w szkole, potem podobno spałaś wieczorem, co nigdy ci się nie zdarza. A wczoraj w ogóle cię w szkole nie było. No co jest? Mów. - Okej. Jutro się spotkamy i wszystko ci powiem. Wytrzymasz do jutra? - odparła po chwili ciszy. Poddała się, bo wyczuła, że i tak prędzej czy później musiałaby to zrobić. Wybrała więc prędzej, co najwyraźniej ucieszyło Carlę. - Wytrzymam. Ale tylko do jutra. Cześć – powiedziała, akcentując słowo 'tylko' i rozłączyła się. Lorelei włożyła telefon spowrotem do torby i położyła ją obok siebie, na podłodze. Sięgnęła po kolejny łyk gorącego napoju. - Co to jest? - zapytała, spoglądając na Jareda. - Melisa. Siedział odwrócony bokiem, patrząc gdzieś za okno. Bezwiednie złapał kosmyk włosów, który wpadał mu do oka i założył go za ucho. Musiał robić to często, choć Lei zauważyła ten gest po raz pierwszy. Znów intensywnie nad czymś myślał, więc postanowiła milczeć, dopóki sam się nie odezwie. Łyczek, po łyczku, opróżniła wreszcie kubek i postawiła go cicho na stole. Jared wydawał się czekać na ten moment, bo zareagował natychmiast, nie odwracając nawet wzroku od okna. - Gotowa? - zapytał dziwnie suchym głosem. A czy miało jakieś znaczenie to, czy jest gotowa? Jakoś nie uważała, żeby była to istotna kwestia. Oczywiście, że nie była gotowa. Można być przygotowanym na coś takiego? Wstała, nie odpowiadając na pytanie. Nie umiałaby tego zrobić. Chłopak spojrzał na nią i wyczytał z jej twarzy o czym myślała. Też wstał. - Chodź – powiedział i wyszedł z pomieszczenia. Tak, jak się domyślała, przeszedł do salonu z kominkiem, w którym żarzyły się resztki drewna. Blisko tego jedynego źródła ciepła i głównego źródła światła zarazem, leżał na parkiecie materac. Nie pamiętała go z poprzedniej wizyty, ale nie wyglądał na nowy. Zgadła więc, że Jared przeniósł go z pozostałej części domu, której nie było jej jeszcze dane zobaczyć. Podszedł do najdalszego kąta pokoju i z małego stosiku drewienek wyciągnął jedno, po czym wrzucił do kominka. Płomienie zatrzeszczały, łapczywie je trawiąc. - Połóż się tutaj – polecił, wskazując materac. Dopiero podchodząc bliżej, zauważyła, że prowizoryczne łóżko, pokryte jest kocem, który i tak nie przykrywał go w całości. Kiedy delikatnie się na nim położyła, poczuła, że wbrew jej przypuszczeniom, nie śmierdzi stęchlizną, ale pachnie drewnem. Stanowił więc integralną część domu. Jared przykląkł tuż przy niej z nieodgadnionym wyrazem twarzy. O ile wcześniej nie odczuwała jakiegoś wielkiego niepokoju, a raczej po prostu zdenerwowanie, tak teraz zaczynała poważnie się martwić. Oparta była na łokciach i chciała się już położyć na plecach, ale nagle usiadła gwałtownie, powodując u chłopaka zdziwienie. - Stop – powiedziała, zanim zdążył cokolwiek zrobić. - Nic mi się nie stanie, prawda? Oddychała nieco szybciej, a jej głos był trochę wyższy niż zwykle. - To zależy od tego, jaką posiadasz moc – odpowiedział spokojnie. Patrzyli na siebie przez chwilę, ale Lei nie poczuła wcale ulgi. - Czyli... coś może mi się stać? Super – powiedziała bezsilnie. Przymknęła oczy, a potem przetarła je dłońmi. Westchnęła i położyła się. Pomyślała, że co ma być to będzie. Ułożyła się najwygodniej jak mogła, ale kilka sprężyn uparcie wbijało się w jej tułów. - Dla bezpieczeństwa, zastosuję wcześniej znak wiążący... poczujesz się trochę senna – powiedział Jared już nieco bardziej przyjaźnie. - Świetnie. Może po prostu cały ten twój zabieg prześpię? - miała w głosie nadzieję. Uśmiechnął się lekko, ale nic nie odpowiedział. Lei zamknęła więc oczy i czekała na to, co się wydarzy. Najpierw poczuła w okolicach mostka ciepło rąk chłopaka. Nie dotknął jej, ale dłonie zawiesił tuż nad tym miejscem. Drgnęła, kiedy ciepło zaczęło rozlewać się po całym jej ciele. Wolno, ale konsekwentnie, przemieszczało się wzdłuż kończyn, tworząc szczelną powłokę. Chciała otworzyć oczy, ale nie mogła. Ogarnęła ją senność. Nie sądziła, że kiedyś doświadczy takiego uczucia. Była wypoczęta i odprężona, a jednocześnie tak strasznie senna. Nie zasnęła jednak, zupełnie jakby coś ją przed tym powstrzymywało. Jej oddech zwolnił, choć nie miała na to żadnego wpływu. Miała wrażenie, że wpada w śpiączkę i jeżeli czegoś nie zrobi, za chwilę nie będzie w stanie zrobić już nic. Wyczuła, że otaczająca ją powłoka pulsuje i powoli wraca do mostka, zabierając po drodze energię z każdego fragmentu ciała, którego dotknęła. Lei zebrała siły i wybierając słabszy moment powłoki, otworzyła gwałtownie oczy. - Hej, spokojnie – usłyszała. W zasięgu jej wzroku pojawiła się twarz Jareda. Uśmiechnął się delikatnie i znów biły od niego dobre emocje. - Nie martw się, wszystko jest w porządku – powiedział. Patrzył na nią chwilę, po czym pochylił się i pocałował ją czule w usta. Przeszył ją dreszcz strachu. Jej oddech przyspieszył i chciała wyrwać się z działania zaklęcia. Chciała uciec. Ciągle patrzyła mu w oczy, a on się nie poruszył. Jej obawy zniknęły nagle, a usta zupełnie bez jej woli ułożyły się w uśmiech. Uspokoiła się i dopiero wtedy chłopak zniknął z jej pola widzenia. Zamknęła więc ponownie oczy, już bez strachu.
To, co działo się później, pamiętała jak przez mgłę. Była pewna, że przez cały czas towarzyszył jej ucisk w klatce piersiowej oraz że słyszała kilka razy obok siebie szept. Była również pewna tego, że coś bardzo chciało wydostać się z jej wnętrza. Wszystko poza tym wydawało się nieistotne. Kiedy powiedziała o tym Jaredowi, wyglądał na niepocieszonego. Znów zajął miejsce tuż przed kominkiem i wgapiał się w niego niewidzącym wzrokiem. Trzymał również między palcami zapalnego papierosa, ale nie zawracał sobie nim głowy. Lei w końcu nie wytrzymała panującej ciszy, czując się poniekąd winna. - Może to powtórzymy? - zapytała. Nie spojrzał na nią, ale przypomniał sobie o papierosie i zaciągnął się nim. - To nie ma sensu – odpowiedział. - I tak przetrzymałem czar. Spojrzała przez okno i dopatrzyła się między drzewami ciemnego nieba. Od kiedy przyszli, minęło kilka godzin. Nie wiedziała, co ma zrobić. W końcu postanowiła po prostu pójść do domu. Jared nie wydawał się skłonny do rozmów, więc chciała dać mu czas na ochłonięcie i przemyślenie planu dalszego działania. Wstała, choć kosztowało ją to trochę wysiłku, bo mięśnie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil curse
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…