Wróć do katalogu

Pantery: Rozdział 1.-Beginning

Jest to 1. rozdział z serii którą przygotowywuję. Piszę to coś na styl Clancego czy Browna

Tomash_skc?, opublikowano , 14 min czytania, 3,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Noc. Deszcz. Kac. Telefon. Dzwoni. Muszę odebrać. Łeb mnie boli. O co chodzi. Odbieram. -Witam- odzywa się głos. -Słucham?- tym razem to mój głos. -Włącz telewizor, kanał 4. Włączam. Informacje. Śmierć. Wypadek. Zawalony budynek. 20 osób martwych. - Ale o co chodzi? - To NASI ludzie tam zginęli. I to nie był wypadek. Ten budynek został zniszczony. - I? Czemu dzwonicie do mnie, o …. hmmm… gdzie ten zegarek… 3 w nocy w czasie mojego urlopu. Taka wielka organizacja i ma tylko mnie? - Nie wygłupiaj się. Jesteś potrzebny. Masz być w biurze o 5:30. Spotkanie w Sali konferencyjnej. -Tak jest panie generale. Będę. Jak trzeba to trzeba… hmmm -No, to czekam. Miłego snu- powiedział z pełną powagą. Rozłączył się. Rzuciłem słuchawkę. Głupi jestem. Hałas. Układam sobie wszystko w głowie. Misja. Śmierć. Budynek. Nie wypadek. 5:30. Muszę się ogarnąć.

4:50. Czas jechać. Nie mogę prowadzić w takim stanie, dzwonię po taksówkę. Jak oni mogą przerywać urlop. Sam też musze się zacząć ograniczać. Codziennie kac. Codziennie tournee po barach. Muszę z tym skończyć. Praca dobrze mi zrobi. Taksówka podjeżdża. Wsiadam. Jedziemy. Waszyngton o 5 nad ranem w korkach. I wszędzie ci prawnicy. Zgłupieć by można. Prawnicy, byli prawnicy, studenci prawa, politycy. Co za miasto, co za ludzie. Dojeżdżam. 5:25. Spóźnię się. Szef nie lubi spóźnień. Napiłbym się. Sucho. Ciemno. Wchodzę. Sekretarki jak zawsze wkurzone. Zero uśmiechu, zero atrakcyjności. Szef takie lubi, gdy nie są atrakcyjne, nikt nie zwraca na nie uwagi. Jadę windą. 5:29. Wychodzę. Sala konferencyjna. Jestem na czas. Siadam - No, widzę że choć raz jesteś na czas, Jonh.- mówi szef- Poznaj tych ludzi: oto James Johnson, Adam Wade, i Robert O’Sullivan No ładnie, czarnuch, młodziak i Irlandczyk. Cóż za doborowe towarzystwo. Pewnie zaraz usłyszę, że… -Będziecie razem pracować aby dowiedzieć się, co tak naprawdę się stało- no tak, tego się obawiałem- tutaj masz wszystkie informacje- podaje mi kilka bezużytecznych kartek. A na cholerę mi one. No dobra brnę dalej. - Nie wiemy kto to zrobił, nie wiemy dlaczego ani czym. Eksplozja musiała być silna, okien nie ma w pobliżu dwóch przecznic (no to wiem dlaczego tak walnęło gdzieś o 1). Macie się dowiedzieć kto to zrobił, czemu i najlepiej od razu znaleść mi tych gości i przyprowadzić ich pod mój nos. John, dowodzisz akcją. Jesteście wolni.

Ale drużyna… Ja - John Robson, 45 lat, alkoholik i staruszek, mam dowodzić tymi dzieciakami. No dobra, ten angol wygląda na trochę starszego. Stroi się na Bonda, garnitur, włosy zaczesane do tyłu, pewnie zaraz wyciągnie cygaro. Co ja tu robię, muszę się napić. - No to co teraz panowie? – o, odezwał się Bond. Pewnie już myśli o znalezieniu sobie panienki jak Bond. Ehhh, łeb mnie boli. - No chyba zjeżdżamy na ruiny, sprawdzić co i jak- o, czarny dał głos. Wygląda jak jakiś raper, łysa głowa, bródka, podkoszulek bez rękawków i przyduże spodnie. Ehhh, jak ja nie lubię takich ludzi. Dobra, trzeba się zabrać do roboty. Ja jadę z Adamem Wade’m. Żółtodziób, ale z fajnym autem. Alfa Romeo Spider, klasa. Kabriolet, więc przewietrzy mi głowę. No i jedziemy.

Zbliżamy się do budynku. Gruzy. Strażacy wyciągają ciała i dogaszają wszystko. Policjanci powstrzymują gapiów za „taśmą”. James i Robert czekają. Srebrne BMW. Nieźle. Podchodzimy z Adamem, gdy tamci gadają z gliniarzem. Czas przejąć pałeczkę. - O co chodzi – pytam -Ten facet stwarza problemy, nie chce nas wpuścić. -Na terenie wypadku może przebywać tylko członek ekipy ratowniczej i policji. A wy nie macie czego szukać. Kim wy w ogóle jesteście i czego chcecie? - My jesteśmy z FBI- pokazuję odznakę- a tobie nic do tego po co my tutaj. Prowadź nas do dowódcy akcji. A wy nauczcie się, że odznaki są po to, żeby z nich korzystać. - No dobra, chodźcie. Idziemy, mijamy grupę strażaków wynoszących zwęglone ciało. Ohyda. No, znalazł się dowódca. -Witam. John Robson, FBI. Do czego doszliście. -Wygląda na zapłonu gazu. Może rury były nieszczelne, to stara kamienica. Dziwne że o tej porze było tutaj tyle osób, wyraźnie w ubraniu służbowym… W samym budynku jak na razie niewiele można było znaleźć, strażacy jeszcze działają. Gdzieś w południe powinniśmy wiedzieć więcej, przyjedzie ciężki sprzęt do gruzów. Dziwić może siła wybuchu. Rozsadziło wszystko wokół. Dziwne, żeby gaz spowodował taki wybuch. -No dobrze, dziękuje. My przejmujemy sprawę. Nie, nie powiemy czemu. To sprawa rządowa, a wam nic do tego. Zabierz swoich ludzi, zostaw tylko kilku do pilnowania przed cywilami. -Tak jest. No dobra chłopaki, nic tu po nas. Jimmy, Michael, zostajecie tutaj, i pilnujecie żeby gapie nie zadeptali tego wszystkiego. My zjeżdżamy. Kilku gliniarzy zebrało się i pojechało. I w tym miejscu odezwał się James: -No, mamy wolną rękę, co teraz. -Popytajmy strażaków, czy nie znaleźli nic ciekawego. W tym momencie Robert: - Ej, popatrzcie tam. Kamera jest na tamtym budynku, chyba obejmuje te gruzy. Trzeba to sprawdzić. - Dobra, ja i Rob sprawdzimy tą kamerę, może coś nagrała, a wy popytajcie strażaków. Może znaleźli coś ciekawego. -powiedziałem. Idziemy. Budynek z kamerą to bank całodobowy. Nieźle się zapowiada. Wchodzimy, już przy wejściu zagaduje do nas kasjerka - Witam, w czym mogę panom pomóc. -Witam, John Robson, FBI. Mogę porozmawiać z kierownikiem banku? -Niestety, szefa nie ma. A o co chodzi. -Widzieliśmy kamerę na ścianie banku, która jest wycelowana w stronę zniszczonego budynku. Można zobaczyć nagranię z chwili eksplozji? -Skieruję panów do szefa ochrony, z nim rozmawiajcie. Przepraszam, pójdę do niego i powiem w czym rzecz. I zawędrowała przez jakieś drzwi. Widać było, że ten bank odczuł wybuch. W przeciwieństwie do innych pobliskich budynków okna są całe. Pewnie szyby kuloodporne. Kasjerka wróciła z podstarzałym, i przygrubym ochroniarzem. Ten zaprowadził nas do swojej kanciapy. -Przyznam się, że nie przyglądałem się tym nagraniom. Nie pomyślałem że może być tam coś ważnego. Ooooo… jest tutaj. Proszę. Włączył nagranie. Zaczynało się o 1 : 00. Na razie nic ciekawego nie było. -Przewiń na podglądzie, może dopatrzymy się czegoś ciekawego. A kiedy dokładnie był wybuch? - o 1 : 23 Przewijało się. Do 1 : 21 nic się nie działo. Wtedy podjechał facet w ciemnym(chyba czarnym) range roverze. Cieżko było dopatrzeć się jak wygląda, czy numerów rejestracyjnych. Wysiadł z samochodu, pod kapturem i z plecakiem. Podszedł do budynku, rozbił szybkę do piwnicy i wrzucił plecak do środka. Potem wszedł szybko do samochodu i odjechał. Chwilę później wybuch i śnieżenie obrazu. No, mamy coś. - Daj mi to nagranie. I dzięki, przysłużyłeś się krajowi. Wzięliśmy kasetę i wyszliśmy z banku. Tymczasem Adam i James podeszli do jednego ze strażaków i spytali go o dowodzącego akcją, a ten wskazał im strażaka rozkazującego dwóm innym. Adam zaczął rozmowę - Witam.. eee Adam…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych