Wróć do katalogu

Paradiso Perduto (2)

I co, Hanno? Będziesz się użalać.

gohome, opublikowano , 15 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

* Hanna otworzyła oczy. Wstała na chwilę od okna i podeszła do regału po drugiej stronie pokoju. Spomiędzy książek wyciągnęła żółtą kopertę. Trzymała ją przez chwilę w dłoni, po czym odłożyła z powrotem na miejsce. Opuściła powoli głowę i wróciła na swoje miejsce przy oknie, włączywszy po drodze wieżę stereofoniczną. Wpatrując się znów w zimowy krajobraz, wsłuchała się w muzykę. Płatki śniegu, leniwie, z lekkością zdawały się tańczyć w jej rytm. Wszystko się zsynchronizowało. Muzyka, płatki śniegu, bicie serca Hanny. Nagle zadzwonił jej telefon. Spojrzała niechętnie na wyświetlacz. Mama. - Cześć, mama – powiedziała po chwili. *

Trudno było określić rolę, jaką pełnił Wojciech w klasie. Nie należał do najlepszych uczniów, jego zachowanie momentami też podlegało surowej ocenie nauczycieli. Miał bardzo ugruntowane poglądy, a przez to trudno było stwierdzić, kto tak naprawdę go lubi, a kto za nim podąża tylko dlatego, że w pewien sposób Wojciech go zdominował swoją osobowością. Był cynikiem, obrażał i wyśmiewał innych ludzi. Pozornie. Pod tą maską kryła się zupełnie inna osoba. Troskliwa, kochająca i wrażliwa postać, która pragnęła akceptacji jak każdy inny. Hanna nie zdążyła w pełni poznać tej strony osobowości Wojciecha.

Hanna wracała ze szkoły. Nagle dogonił ją Wojciech. Uśmiechnęli się do siebie i milczeli przez prawie całą drogę, aż do momentu rozdroży, gdzie każde miało pójść w swoją stronę. Wojciech spojrzał na nią swymi ciepłymi, brązowymi oczami i powiedział: - Kocham cię. Hanna nagle przypomniała sobie wzajemne zaczepki w szkole, wymiany kpiących uwag, czy też poważne rozmowy na temat przyszłości. Wojciech był jej bardzo bliski. W pewnym momencie, w ciągu tych kilku lat wspólnie spędzonych chwil, przestała myśleć o nim jako zwykłym koledze. Wyobrażała sobie ich razem jako rodzinę. Była pewna, że kiedyś wzięliby ślub, zamieszkaliby w pięknym domu i płodziliby dzieci. Niczego innego nie chciała widzieć. Niczego innego nie potrzebowała. Tylko jego. Chciała Wojciecha, kochała go całym swoim dobrym sercem. Był jej najlepszym przyjacielem, jedynym i prawdziwym. Nigdy nie oceniał, nigdy nie oskarżał. To był jej Wojciech. Tylko ona go tak dobrze znała i tylko on ją znał.

Nie była jednak gotowa. Byli dziećmi. Byli przecież dziećmi. Dziecko nie może powiedzieć drugiemu dziecku, że je kocha. Wtedy Hanna tak właśnie myślała. Była przerażona. Uśmiechnęła się do Wojciecha, objęła go na pożegnanie i odeszła. Odeszła, nic nie mówiąc. Wojciech stał jeszcze chwilę na rozdrożu i patrzył z niepewnym uśmiechem na odchodzącą postać. Tego dnia coś się zmieniło. Hanna się zmieniła.

Gdy wróciła do domu, myślała tylko o Wojciechu. Była szczęśliwa. Szczęśliwa i przestraszona. Serce biło jej jak oszalałe, nie była pewna, jak powinna zareagować. Uśmiechała się do siebie, odrabiając lekcje, uśmiechała, jedząc zupę. Uśmiechała, gdy matka kazała jej iść do sklepu po chleb i mleko.

Hanna nie odpowiedziała Wojciechowi następnego dnia. Oboje zachowywali się, jakby nigdy nic. Tak samo jak każdego innego dnia. Być może tylko napięcie było nieco większe, być może trochę więcej iskier między nimi leciało wesoło do góry. Każde z nich wiedziało, że jest kochane przez drugie. Hanna nie musiała tego mówić wprost. Wojciech czuł. A przynajmniej taką miała nadzieję. Pod koniec ostatniej klasy coś zaczęło się psuć. Częściej się kłócili, częściej Hanna okazywała zniecierpliwienie. Wciąż patrzyli na siebie tak ciepło jak nikt inny, lecz do ich serc zakradł się smutek. Uśmiechy były nieco bledsze, słowa mniej znaczące. Ostatnia klasa, ostanie chwile spędzane razem. Niedługo potem nadeszła chwila rozstania. Hanna stała pod domem Wojciecha i patrzyła, jak odjeżdża z rodzicami do innego miasta. Oboje byli spokojni, wiedzieli, że to nie koniec. Wiedzieli, że wkrótce, gdy skończą swoje szkoły, będą razem. Na zawsze razem. Znajdą pracę, założą rodzinę. Stworzą dom pełen ciepła i miłości. Byli tego pewni tak jak tego, że świat nie rozleci się w pył, gdy tylko stracą siebie z oczu. Ich miłość miała być wieczna.

Hanna żyła z dnia na dzień, wiedząc, że ktoś na nią czeka. Ona również czekała. Uśmiechała się do siebie, gdy rozmawiała z Wojciechem przez telefon, uśmiechała się, gdy czytała zostawioną przez niego wiadomość przez Internet. Była szczęśliwa. Miała w życiu cel.

Po dwóch latach od tego pozornego rozstania Hanna miała w domu zły okres. Prawie bez przerwy kłóciła się matką. O najprzeróżniejsze głupoty. W takich chwilach odpływała – myślała o tym, jak bardzo chciałaby być w ramionach Wojciecha. Jak bardzo pragnęła, by szepnął jej do ucha, że wszystko wróci do normy, że wróci. Myślała o Wojciechu każdego dnia, każdej nocy. Myślała o tym, co do niego czuje. Była gotowa. Chciała z nim porozmawiać i mu o wszystkim w końcu powiedzieć. Chciała, żeby to w końcu usłyszał. Była właśnie w trakcie kłótni z matką, więc nie mogła po prostu odejść i wykonać telefon. Wysłała więc wiadomość tekstową. Napisała Wojciechowi, że musi się z nim spotkać, bo chce mu coś powiedzieć. To była sobota, 12 maja 2007 roku.

Hanna czekała na jakąkolwiek odpowiedź ze strony Wojciecha. Czuła, że coś jest nie tak. Z reguły zawsze jej odpisywał. Czy to po godzinie, czy po dniu – zawsze. Ale nigdy nie czekała dłużej niż dobę. Wtedy było inaczej. Minęła sobota, minęła niedziela. Nastała bardzo szybko środa. Bardzo piękna, słoneczna i ciepła środa. Hanna, w doskonałym humorze, była na dodatkowych zajęciach z języka angielskiego, gdy nagle zawibrował jej telefon. Przeprosiła nauczyciela i myślała już tylko o końcu lekcji, by móc przeczytać wiadomość.

W końcu wyszła z koleżanką, Anną, z zajęć i natychmiast wyciągnęła z torby telefon. Wojciech. Czym prędzej otworzyła wiadomość. „Wojtek nie żyje. Pogrzeb w sobotę. Tata.” Hanna przeczytała to raz, drugi, przeczytała to po raz trzeci na głos. I choć jej serce na moment stanęło, nie przejęła się. Sądziła, że Wojciech ma zły humor. Miała taką nadzieję. Próbowała do niego zadzwonić, ale nie odpowiadał, a w końcu skończyły jej się pieniądze na koncie telefonu. Anna powiedziała, że ona spróbuje się do niego dodzwonić z domu. Rozstały się na jednym z rozdroży i każda wróciła do siebie. Hanna zaczęła odczuwać niepokój. W końcu, późnym wieczorem, zadzwoniła do niej Anna. Drżącą dłonią wzięła telefon do ręki i odebrała. - Hania, rozmawiałam z tatą Wojciecha. On naprawdę nie żyje. Cały świat nagle przestał się kręcić, czas stanął w miejscu. Serce Hanny zostało roztrzaskane w drobny mak. Do jej oczu napłynęły łzy, ale udało jej się je powstrzymać przed wypłynięciem. Po chwili rozmowy z Anną odłożyła telefon. Poszła do łazienki, gdzie jej matka akurat prała swetry i powiedziała, że w sobotę wyjeżdża. - Ciekawe po co – warknęła jej matka. Tego dnia też się kłóciły. - Na pogrzeb – odparła Hanna, po czym odwróciła się i odeszła do swojego pokoju. Jej brat leżał w łóżku i uczył się. W tym roku zdawał maturę. Hanna zerknęła na niego i nagle to, co akurat robił, wydało jej się śmieszne, błahe. Matura. Nauka, szkoła, lekcje, zadania domowe… Jakież to wszystko stało się w jednej chwili nieistotne. Brat spojrzał na nią niepewnie i zapytał, na czyj pogrzeb się wybiera. Hanna odpowiedziała dopiero, gdy matka pojawiła się w drzwiach pokoju i zadała to samo pytanie: - Wojciech. - Dobrze, Haniu – odparła matka milutkim głosem, którego Hanna dawno u niej nie słyszała. – Z kim jedziesz? Czym pojedziecie? - Jeszcze nic nie wiem, przed chwilą się w ogóle o tym dowiedziałam. Matka Hanny wyszła z pokoju, obdarowując ją

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych