Wróć do katalogu

Paweł

Historia odejścia mojej pierwszej miłości...

wind, opublikowano , 11 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ostatnio bardzo często myślę o nim... wspominam go... wspominam naszą wierzbę i to jak bawiliśmy się razem pod nią będąc dziećmi... wspominam pierścionek zaręczynowy, który dostałam od niego w wieku lat 6-ciu... zielono - pomarańczowy z drucików... pamiętam jak stałam pod samym ołtarzem, tylko dlatego, że on był ministrantem i chciałam patrzeć na niego bezkarnie przez cała sumę... zawsze chodziłam do kościoła żeby popatrzeć na niego... moje koleżanki wołały za nami "zakochana para"... wszystko to trwało i trwało latami... dorastaliśmy razem... nawet chodziliśmy ze sobą kilka razy... pierwszy raz był chyba w ósmej klasie ... nawet na pewno... nie wpuścili go na mój komers, ale czekał pod oknem przez całą imprezę... odprowadził mnie później do domu i siedzieliśmy jeszcze dość długo pod nieśmiertelną piaskownicą, w której teraz bawi się Oleńka... po tym komersie weszliśmy do mojej klatki... odprowadził mnie pod same drzwi prawie... tak wiele czasu potrafiliśmy przesiadywać na klatkach schodowych i rozmawiać... prawie zapomniałam o tym... zawsze siedziałam na poręczy, a on na schodach... i rozmawialiśmy... czasami kiedy siedzieliśmy przed jego klatką wyglądała na nas jego babcia i krzyczała na niego, że ze mną przesiaduje... a my śmialiśmy się z niej... on jej coś czasami brzydko odpowiadał, ale ona była prawie głucha i nie słyszała tego... to nas jeszcze bardziej bawiło... uwielbiałam go... a teraz zostało mi tylko kilka zdjęć, które zrobił... ale na żadnym z nich go nie ma... ale i tak doskonale pamiętam jak wyglądał był wysoki... strasznie chudy... i miał okropne blizny po trądziku... jego mama wydawała mnóstwo pieniędzy na to, żeby przywrócić mu gładkość twarzy... ale nie udawało jej się to... była - jest fantastyczną kobietą, choć teraz już nie ma motoru który napędzałby ją do życia... który dawałby jej chęci aby żyć... nie ma radości na jej twarzy, pomimo tego, iż minęło wiele czasu... ale pewnie jeszcze za mało... czas biegnie w końcu z różną prędkością dla różnych osób... jej czas pewnie stanął w miejscu w pewnym momencie... czasami myślę, że mój czas również… pamiętam, że mój ojciec też krzyczał na mnie, bo zbyt wiele czasu spędzałam z Pawłem... nawet uczyć się do egzaminów wstępnych do liceum wychodziłam przed blok, tylko po to, aby widzieć jego okna.. i aby jego widzieć w tych oknach, kiedy pojawiał się w nich tylko po to, aby spojrzeć na mnie... czasami wierzba mi go przysłaniała i musiałam się przesiadać... a teraz nie ma już tej wierzby... ścieli ją jakieś 3 miesiące temu... teraz nie zasłaniałaby mi jego okien… a jednak zapłakałam, kiedy zobaczyłam, że nie ma jej... a była taka ogromna i taka piękna... taka moja... nasza... większość najpiękniejszych wspomnień z dzieciństwa wiąże się albo z nią, albo z ławką, która pod nią stała… nasza ławka… spotykaliśmy się wszyscy na tej ławce… bawiliśmy się na niej… rozmawialiśmy… tworzyliśmy swoją historię… ale nie tylko to pamiętam z tego okresu… pamiętam jeszcze wiele innych rzeczy… na przykład to, jak z Pawłem wychodziliśmy na spacery... zabieraliśmy moje psy i włóczyliśmy się po osiedlu... opowiadaliśmy o dniach, które mijały… próbowaliśmy rozwiązywać nasze drobne problemy, które wtedy wydawały nam się takie wielkie… takie nie do pokonania… to zabawne, bo nawet kiedy próbowaliśmy być razem... nie potrafiłam go pocałować... przytulić się do niego czy choćby wziąć go za rękę... nie umiałam, bo znałam go już tak długo, że miałam wrażenie, iż pocałunek byłby nie na miejscu... siedzieliśmy więc u niego w domu i zamiast się całować oglądaliśmy MTV albo VIVĘ... bardzo chcę pamiętać te momenty... i bardzo chcę jego pamiętać... nigdy nie zapomnieć... chociaż odszedł... chociaż nie ma go już i nigdy nie będzie... nie pojawi się w oknie... nie zagwiżdże wywołując mnie na spacer... nie uśmiechnie się i nigdy już nie popatrzy na mnie tymi wielkimi niebieskimi oczyma... a ja go zawsze będę kochać...

koniec nastąpił niespodziewanie i zbyt szybko... choć w tym wypadku nigdy czas nie byłby tym właściwym czasem... Pawła powołali do wojska... miał wyjechać w poniedziałek... zadzwonił żeby mi o tym powiedzieć... był piątkowy wieczór... miałam tylko 5 minut na to by się z nim pożegnać, bo w sobotę wyjeżdżałam do Włoch... śmiałam się z niego... był zdrowy jak Ryba i pewnie dlatego dostał powołanie do płetwonurków... nie mogłam sobie wyobrazić w jaki sposób jego chude ciało miałoby udźwignąć cały ten sprzęt... stało się jednak tak, że nigdy nie musiał próbować, czy go utrzyma na sobie... w niedzielę pojechał pozałatwiać resztę spraw... zawsze trzeba załatwiać jakieś sprawy… sprzedał swój samochód kumplowi i tym właśnie autem wracali spokojnie z Huty... ale coś się psuło... kolega nie potrafił sobie z tym poradzić, bo to była jego pierwsza przejażdżka nowym samochodem... zjechali więc i za kierownicą usiadł Paweł... minął ich Tir, którego dogonili jakimś cudem na drodze... niestety... kierowca tira zapomniał o zjeździe... skręcił nagle i wjechał prosto w nich... prosto w Pawła... nie zauważył ich... z pozoru nikomu jednak nic się nie stało...Paweł wezwał jeszcze…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych