Piaski Pustyni
Zainspirowane grą "Prince of Persia"
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Piasek na moich oczach i piasek w moich oczach. Assan podniósł się z klęczek. Wkroczył do opustoszałego miasta Zarich - Starożytnej metropolii w samym sercu pustyni. Już z daleka zauważył, że bram strzegły trupy. Czarnopióry ptak wyszarpywał wnętrzności jednemu ze strażników. Assan nie przepędził go. w Zarich panowała cisza. Cisza niemal bolesna, odczuwalna podwójnie, zwłaszcza w kontraście z tym, co działo się tu jeszcze kilka dni temu. Tętniący życiem dziedziniec straganowy zmienił się w, na wpół przysypany piaskiem, plac. Świątynia bogini Ashary legła w gruzach. Bruk uliczek Zarich pokryty był zeschniętą i zbrązowiałą już krwią. Tu i ówdzie można było dostrzec strzęp materiału tuniki, bądź dywanu. Poza trupami przy bramie, łowca nie dostrzegł ciał. Młody wojownik skierował się w stronę studni. Jeżeli są jacyś żywi, znajdzie ich właśnie tam. Obojętnie mijał wykruszone mury, zbrukane krwią zaułki. Przy studni stał Dżinn. Assan rozpoznał go od razu, mimo iż demon stał odwrócony plecami. Medalion na piersi wojownika zadrgał ostrzegawczo. Dżinn odwrócił się. Był raczej młody, o ile wiek demonów można mierzyć ludzką miarką. Na głowie nosił aksamitnoczarny turban, w ręku dzierżył sejmitar z ogromnym rubinem osadzonym tuż przy rękojeści. Obnosił się na wojowniczą modłę, nie spinając włosów jak czynili to poeci i niektórzy kapłani. - Co tu się stało? - zapytał Assan. Dżinn uśmiechnął się drwiąco. - Nie mą rzeczą jest ci to wyjaśnić - odparł - jestem tu, by przekazać ci wiadomość. - Co za wiadomość? W odpowiedzi demon doskoczył do Assana i ciął z rozmachem. Ten ledwie zdołał się uchylić. Wyszarpnął z pochwy miecz - piękną broń odziedziczoną po ojcu - i błyskawicznie sparował kolejne uderzenie. Dżinn odskoczył. Łowca wyskoczył w górę, odbił się od ściany. W powietrzu ciął, minimalnie chybiając karku przeciwnika. Wylądował lekko na ziemi. Demon pustyni stanął przed nim. - A więc prawdą jest, co o tobie mówią - wyszeptał - Wielki łowca demonów, Assan syn wezyra Fravashisa. Ha! Nim zajdzie słońce twoja głowa przyozdobi mój chem. - Kim jesteś - zapytał wojownik, patrząc na Dżninna znad ostrza miecza. Ten wybuchnął upiornym śmiechem. - Nie mam imienia. Zakka nazywa mnie Wędrowcem. Zakka! Potężny demon, władca Zachodnich Wydm. Biada karawanie, która zapuści się w tamte strony. Sługi Zakki za przysmak obrały sobie ludzinę, przekładając ją nad końskie czy wielbłądzie mięso. Dżinn rzucił się na łowcę, nacierając od dołu. Assan z łatwością odbił ostrze przeciwnika i przeszedł do natychmiastowej kontry. Silnym uderzeniem przełamał paradę Wędrowca i zadał decydujący cios. Demon zachwiał się i upadł. - Bądź... Przeklęty... - wycharczał. Assan z rozmachem wbił mu miecz prosto w serce. Dżinn zawył rozdzierająco i skonał. Łowca wytarł klingę z krwii. Kopnął nieruchome zwłoki. Zakka napadł na miasto nie bez powodu. Wiedział za to, że łowca zjawi się tu niedługo po rzezi. Dlatego też zostawił w mieście Wędrowca, by ten... By ten co? Zakka znał Assana i jego umiejętności bojowe - musiał zdawać sobie sprawę, że jeden Dżinn może najwyżej opóźnić pościg. Wynika z tego, że demonowi gdzieś bardzo się spieszy. Pytanie tylko - gdzie? Po co zabił wszystkich mieszkańców Zarich? Czemu nie zadbał o wyeliminowanie Assana? Nieważne, pomyślał wojownik, i tak muszę udać się w pościg. Odruchowo zacisnął dłoń na amulecie. Skłonił głowę i ruszył w stronę bramy. Piasek na moich oczach i piasek w moich oczach.
• • •
- Idź synu, wierzę że powołano cię do wielkich czynów - tymi słowy wezyr odprawił swego pierworodnego. Młodzieniec nie powstał z klęczek. - Ojcze... - zaczął niepewnie. - Nic nie mów - przerwał mu Fravash - Powstań. Assan usłuchał. Wezyr podał mu miecz rękojeścią do przodu, jak nakazuje zwyczaj. - Twój pradziad, potem twój dziad, potem ja - ten miecz jest w naszej rodzinie od setek lat. Noś go z dumą i nigdy nie sięgaj po oręż bez przyczyny. Jesteś młody, masz gorącą głowę. Ale honor naszego klanu nie nosi ani jednej plamy. Dopilnuj, by tak pozostało. - Wybrałeś ścieżkę łowcy demonów - kontynuował, nie doczekawszy się komentarza - przez wieki mężczyźni, a wielokrotnie i kobiety, naszej rodziny trudnili się walką z plugastwem. Ja sam straciłem wiele w walce z Chaosem - po twarzy przemknął mu grymas bólu, gdy dotknął palcami kikuta lewej nogi - Jednak nie żałuję. Nie żałuj i ty, mój synu. Bogini Ashara sprzyja odważnym i uczciwym. Assan ukłonił się i odszedł. Trzymany w dłoniach miecz przerzucił sobie przez plecy. Jeden ze sług podał mu torbę podróżną, którą młodzieniec założył na ramię. Opuścił pałac. Nie oglądając się chwycił uzdę wielbłąda i wyszedł przez bramę Jairu. Nie wiedział jeszcze, że opuszcza to miasto na zawsze.
• • •
Tuż po opuszczeniu miasta dostrzegł dogorywającego wojownika. Łowca podbiegł doń. Ten, świadom tego, że umiera otworzył szeroko oczy i wykrztusił: - Demony... Wielki, czarny... A na ziemi bestia ze szkarłatnym mieczem... O, bogini... - Przez chwilę kaszlał krwią - Idą na północ. Tam, gdzie... - zachłysną się posoką. Ciałem wstrząsały śmiertelne drgawki. Po paru sekundach Assan zorientował się, że podtrzymuje głowę trupa.
• • •
Biegł. Mógł biec bez wytchnienia wiele godzin. Bezlitosne słońce prażyło mu skórę na karku. Wiedział, że musi się spieszyć - karawana demonów mogła być już daleko. Tak jak kiedyś, przemknęło mu przez głowę. Wspomniał ucieczkę przed Da'aką. Wiedział, że nie zapomni tego do końca swoich dni. Nawet dogorywając po przegranej walce - nie spodziewał się innej śmierci - będzie miał przed oczyma zbliżającą się sylwetkę tego potwora...
• • •
Uciekał. Da'aka zbliżała się nieuchronnie. Assan gnał poprzez opustoszałe uliczki Zairy. Zręcznym skokiem przesadził niewielką wyrwę w chodniku. Przetoczył się pod obaloną kolumną. Biegł dalej. Chwycił się wystającej belki i wybił się w górę. Przebiegł kawałek po powierzchni muru, po czym zeskoczył na ziemię Posłyszał za sobą huk pękających cegieł - to Da'aka zniszczyła zagradzający jej mur. Nie oglądaj się, napominał się w duchu, nie oglądaj się, bo inaczej staniesz twarzą w twarz z czymś, co odbierze ci duszę. Znał miasto dosyć dobrze. Wiedział, że za kolejnym zakrętem zobaczy zbawcze drzwi. Były. Na wpół uchylone, jakby zapraszały do przejścia przezeń i opuszczenia miasta. Za jego murami potwór nie będzie go ścigać. Żadna Da'aka nie opuści swojej kryjówki w pościgu za tak marną zdobyczą. Jeszcze dziesięć metrów, siedem, pięć... Nagle Assana pokryła plama cienia. Szybka sylwetka na moment zakryła świetlisty krąg księżyca i wylądowała tuż przed nim. Da'aka mierzyła ponad trzy metry. Sylwetka przypominała nieco ludzką anatomię, lecz potwór nie miał twarzy. Tylko dwa ziejące upiornym światłem, czerwone punkciki w głębi rogatej głowy. Z piersi demona wystrzeliły macki. Assan wykonał zręczny unik i ciął wydobytym z pochwy mieczem. Macki cofnęły się na moment. Teraz albo nigdy, pomyślał wojownik. Przetoczył się między nogami potwora i potężnie uderzył ostrzem po udach przeciwnika. Uchylił się przed zdradliwymi szponami, podskoczył, odbił się od ściany i z rozmachem wbił miecz w kark demona. Ryk zranionej Da'aki przetoczył się po ruinach opuszczonego miasta. Assan wyrwał oręż z drżącego ciała i nie oglądając się uciekł z Zairy. Na pustyni dobiegł go jeszcze potężny skowyt umierającego demona. Biegł. Szaleńcza gonitwa przez piaski.
• • •
Tak jak teraz, pomyślał Assan. Szaleńcza gonitwa przez piaski. Biegł, kierując się tropem końskich kopyt - upiorne ogiery demonów potrafiły w ciągu dnia przebyć drogę niemal dwukrotnie dłuższą, niż wielbłądy z najlepszych nawet stajni Maharadży. Dościgniecie pieszo karawany demonów graniczyło z cudem. Mimo to próbował.
• • •
- Dana ci jest moc, by bronić ludzi przed demonami. Masz miecz. Nauczono cię zabijać. Wielu będzie chciało wykorzystać twoje umiejętności do swoich celów. Ty sam niejednokrotnie będziesz występował przeciwko tym, których masz bronić. Nie, nie zaprzeczaj. Popełnisz krzywoprzysięstwo, a to nie przystoi wojownikowi. Za wiele lat przypomnisz sobie moje słowa. Przyznasz, że miałem rację. Przeżyłem wiele wojen - były czasy, że każdy kto był zdolny udźwignąć miecz stawał do walki z demonami. To były wspaniałe czasy. Można było zaufać drugiemu człowiekowi. Nie to co teraz... Wystrzegaj się przyjaźni - kiedy przyjaciel wrazi ci nóż pod żebra, boli dwa razy mocniej. Zawsze tak jest. Nawiązując przyjaźń podajesz swoje serce na tacy... Nie, nic mi nie jest. Zamyśliłem się tylko. Jesteś łowcą. W każdym domu, w każdym mieście czeka na ciebie posiłek i łóżko. Nie ma człowieka, który odmówiłby ci strawy, czy spoczynku. Wszelako gdy dostrzeżesz, że gospodarz cierpi na ubóstwo, nie omieszkaj pobłogosławić go w imieniu Ashary. I najważniejsze. Nigdy się nie poddawaj. Nadejdzie czas, gdy zadanie którego się poddałeś okaże się niewykonalne - to iluzja. Podszepty chytrych i podstępnych myśli. Nie słuchaj ich. Z a w s z e jest jakaś szansa. Póki życia, póty nadziei.
• • •
Shern, stary dobry Shern. Nauczył mnie wszystkiego o mieczu, walce i kodeksie honorowym łowców. Assan wyszeptał imię swojego dawnego nauczyciela w chwili, gdy dojrzał grobowiec. Tam kończyły się ślady końskich kopyt. Same zwierzęta stały uwiązane nieopodal. Wejścia do grobowca strzegły dwa demony. Assan podkradł się do jednego z nich i wraził mu miecz w…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Misiael Pierwszy
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…