Pięć Domen: Tom 1 - Światło Północy: cz. 36
Eksperymenty Niestety zauważyłem, że pominąłem jedną część na tej stronie. Nie jest ona kluczowa dla fabuły, ale zachęcam do przeczytania.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
***** Z cyklu: dziwaczne twory magiczne*****
Minerały reagujące na obecność którejś z domen astry, zachowują się poniekąd jak nasiona roślin. W miejscu naturalnego splotu magicznego powstaje zalążek kryształu, który rozrasta się w miarę gromadzenia magicznej energii. Taki zalążek nazywany jest Sercem.
Serca same w sobie zaburzają symetrię astry i pochłaniając daną domenę wypuszczają zalążki zwane Żyłami, które mogą się zapętlać lub tworzyć całe, rozległe warstwy pomiędzy skałami. Jedynym minerałem, który nie tworzył serca – a przynajmniej jeszcze takiego nie odnaleziono – był katalit. Z wyglądu przypominał on kryształ lodu o idealnie płaskich ścianach i nieco mętnej strukturze, roztaczał nawet wyczuwalną aurę chłodu; jednak w przeciwieństwie do zmrożonej wody, nie topniał, a skruszenie go wymagało naprawdę ogromnej siły. Jubilerzy nazywali go zamarzniętym diamentem: ciężko byłoby znaleźć bardziej trafne określenie.
*********
Pomimo niskich temperatur, które o poranku ścinały oddechy mieszkańców dalekiej północy, tego dnia pogoda na wybrzeżu była iście wiosenna: bryza napędzana ciepłymi prądami Wielkiego Ryftu, niczym niewidzialny morski kolos, z uporem odpychała zimne kontynentalne powietrze w głąb Ilteris. Jednak to, w jaki sposób geografia kształtowała tu pogodę, kompletnie nie interesowało Mistrza Tanas z gildii Astrologów; on doceniał to miejsce ze skrajnie odmiennych powodów.
Jednym z nich był brak potencjalnych ofiar śmiertelnych w cywilach – w razie gdyby jedno z eksperymentalnych zaklęć nie poszło po jego myśli. Z drugiej strony, wieża znajdowała się dostatecznie blisko cywilizacji, więc dwie skrajności łączyły się tu w idealnych proporcjach.
Działo się tak, gdyż pracownia Mistrza Markusa leżała o kilka mil na zachód od portowego miasta Dannanhal i od dawna cieszyła się złą sławą wśród lokalnej społeczności, przez co miejscowi omijali ją szerokim łukiem – prawdopodobnie przez uderzenia pola astralnego, które ulatując w przestrzeń wywoływało kolorową łunę jarzącą się na nocnym niebie: takiemu zjawisku nie trudno przypisać złowróżbny charakter.
Pobliskie Dannahal, usytuowane w delcie rzeki Baskir, w przeszłości stanowiło duże centrum przeładunkowe, gdzie dziennie odprawiano setki łodzi i bark, transportujących towary wszelkiego rodzaju. Po pewnym czasie przekopano nawet ogromny kanał pomiędzy głównym nurtem rzeki a Watenfel, żeby ułatwić transport materiałów budowlanych potrzebnych do wzniesienia wewnętrznego muru i baszt.
Sytuacja uległa zmianie, gdy Walon stał się Cesarska prowincją. Większość dóbr zaczęto sprowadzać z głębi kraju, a Dannanhal mocno podupadło. Nim tak się jednak stało podróż w dół rzeki, pomimo wartkiego nurtu, trwała o wiele krócej niż transport przez góry z położonego po drugiej stronie Tanagaru, Batismanur. Wówczas lądowe karawany nie cieszyły się zainteresowaniem; głównie ze względu na miejscowe plemiona Brukich, wywodzące się od rdzennych mieszkańców północy, które łupiły kupców przechodzących przez przełęcz zwaną „Gardzielą”. Na całe szczęście dla Sungardu, obecni Brukowie stanowili tylko namiastkę dawnej potęgi, która z nieznanych przyczyn niemal zniknęła z kart historii.
Oczywiście luki w faktach zawsze ochoczo wypełniała wyobraźnia. W tym wypadku Legenda głosiła, iż, po bezpośredniej napaści Brukich z plemienia Urgwuru na Dannanhal, władczyni Belantres, do której należały wówczas ziemie Walonu, zebrała elitarny oddział jeźdźców Dreli i dosiadając swoją smoczycę Fernydoryx, zdziesiątkowała butne plemiona, spychając je na granicę wyginięcia.
Od tamtej pory dochodziło jedynie do drobnych incydentów z ich udziałem, a w obawie przed kolejnym odwetem ludzi, Brukowie płowej maści nie zapuszczali się już tak daleko w głąb doliny.
Niestety sytuacja uległa zmianie, gdy Walon został częścią Cesarstwa. Wraz ze zniknięciem zagrożenia ze strony smoka i śmiercionośnych Dreli, w duszach Urgwuru ponownie rozgorzał ogień podsycany chwałą przodków, a ich krew wrzała na myśl o wojnie.
Każdego wieczoru, gdy zapadał zmierzch, mieszkańcy Walonu słyszeli stłumione wycie i okrzyki bojowe brukijskich wojowników będące przestrogą dla podróżnych.
Jednak w portowym mieście nie to stanowiło główne zmartwienie mieszkańców. Tu każdy walczył o byt w podupadłych szczątkach dawnej chwały tego portowego miasta. Nie baczyli na takie drobnostki jak legendy czy zabobony, bo nie mieli na to czasu, choć, paradoksalnie, ze względu na zarazę, sytuacja materialna mieszkańców zaczęła się poprawiać: szlaki wodne znowu nabierały znaczenia dostarczając żywność choćby z Jokivaru czy Belantres.
Dannanhal różniło się nieco architekturą od miast dalekiego wschodu. Wieżę, która zwykle stanowiła centrum osady, w tym wypadku wzniesiono na wzgórzu za miastem: wykorzystano do tego naturalne, skaliste wzniesienie, aby zaoszczędzić na materiałach budowlanych.
Wcześniejszym zarządcą tejże budowli był Mistyk zielonej astry, Tanas Valenar Sargus. Mag ponad wszystko cenił prace badawcze, więc po konfederacji Walonu z Sungardem poprzysiągł wierność Cesarzowi, aby móc w spokoju kontynuować swoje eksperymenty.
Za życia Valenar, bardzo rzadko opuszczał pracownię, a takie zachowanie nie mogło obejść się bez plotek. Mawiano nawet, iż dokonał odkryć dalece wykraczających ponad pojmowanie jakiegokolwiek innego czarodzieja.
Koniec końców zyskał miano obłąkanego, gdy pewnego dnia, z nieznanych przyczyn, wyjechał do Mor-Galen i zażądał od króla Lemachów wydania Jadeitowego serca .
Valenar powołał się wówczas na rozkazy od same Imperatora, a król Lemachów Marangor, stanowczo odmówił wydania serca z Rdzawych Szczytów. Odmowa ta bynajmniej nie była końcem tego sporu a jedynie zaczątkiem czegoś o wiele gorszego.
Mag, którego motywy do dziś pozostają tajemnicą, wziął sprawy w swoje ręce i używając wrodzonego talentu, złamał symetrię pomiędzy wiecznością a zmianą i obezwładnił strażników Jadeitowego Serca. Oczywiście nie był w stanie usunąć Kryształowego Kolosa osadzonego w przedwiecznej wyrwie, więc rozdarł przestrzeń i teleportował kamień w nieznane miejsce. Sam, nim przekroczył portal, został śmiertelnie ranny: strzała wystrzelona przez nadchodzącą odsiecz, przebiła mu płuco. Ostatnim zrywem świadomości pokierował swój upadek w astralną szczelinę, która zapadła się tuż za nim.
Kryształu nigdy nie odnaleziono, a cały incydent wywołał kilkuletnią wojnę pomiędzy podziemnymi, a Sungardem.
Od tamtej pory laboratorium Valenara stało puste i popadało w ruinę aż do czasu, gdy znalazło nowego właściciela, Markusa i jego belantrejską gosposię Mojrę.
Jak każdy poranek, tak i ten zaczął się wcześnie dla tych dwoje. Podczas, gdy Mag majstrował przy dziwnym obiekcie podobnym do eremantesu, Mojra krzątała się w kuchni, spisując listę braków w niewielkiej spiżarce.
Mechanizm Astrologa zamocowany na kolistym stelażu, wyposażono w układ kolorowych kamieni otaczających pokaźnych rozmiarów katalit. Matowy, pół-przeźroczysty kryształ roztaczał aurę chłodu, pochłaniając i tłumiąc wszelkie drgania i szmery astralnego pola. Symetria wokół tego magicznego lodowego odłamka była idealna płaska, niewzruszona i całkowicie neutralna.
Markus kolejno, z należytą dokładnością, sprawdzał położenie czterech aktywnych minerałów: sulfirytu, turkusu, perły pustyni i heptytu i podążając według, tylko jemu znanemu schematowi, poprawił opalizującą perłę i zerknął na rozłożone na stole notatki.
Niewiele sypiał, więc koncentracja wymagała więcej wysiłku i czasu.
Po raz kolejny przeczytał fragmenty zapisków i porównał niechlujne szkice z urządzeniem przed nim.
Obrócił ramiona stelaża zamieniając heptyt z…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil MKP
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…