Pierwiastek zła
alternatywna historia o piekle...niedopracowane, ale oczekuje co myslicie o tym pomysle
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
PIERWIASTEK ZŁA
Każdy matematyk jest ,w pewnym sensie, przodkiem Jego
Nie wiedziałem że można w tak łatwy sposób zmienić wszechświat. Dzień pierwszego maja dwa tysiące pierwszego roku, wbrew wcześniejszym prognozom, okazał się ciepłym i słonecznym dniem. Jak przystało na prawdziwego ucznia wyszedłem z lekcji wychowawczej z dwiema nowymi uwagami i czarną księgą wyniesioną z nicości. Mieszkałem zaraz za rogiem, w obskurnym dwupiętrowcu z dymiącymi kominami i wiecznie pracującymi piłami w garażach. Nie przeszkadzało mi to nigdy, uwielbiałem się wsłuchiwać w ten chaos, beznamiętnie rozrywany przez zimną stal. Podniecał mnie ten chaos którego nie zrozumiem nigdy, który otwierał zakazane drzwi w mym umyśle, uwalniając bezbożne myśli nie przystające na trzynastolatka. Nienawidziłem szkoły. Było to miejsce z uporządkowanym, sztucznym chaosem stworzonym przez agresje młodych ludzi i brutalność nauczycieli czujących się w roli misjonarza na czarnym lądzie. Jednak dzisiejsza lekcja matematyki okazała się czymś innym niż nudnym dodawaniem ułamków. Matematyczka z „pilnym zadaniem” poszła do pokoju nauczycielskiego wypić kawę i poplotkować z polonistką. Klasa została sama a to może oznaczać jedno. Z początku się bawiłem jednak zauważyłem coś ciekawego. Za oknem słońce świeciło niemiłosiernie lecz w klasie był cień i zimno tak że wszyscy pozakładali bluzy i swetry choć nikt nie zauważył tego dziwnego zjawiska. Tak jakby coś kradło promienie ultrafioletowe otaczając szkołę czy nawet całe miasto czarną barierą czy osłoną. A może to koniec świata? Może z niewiadomych przyczyn ozon otaczający glob ziemski zagęścił się oznaczając kres tak wspaniałej rasy jaką jest rasa ludzka? Moje rozważania przerwał nagle ostry ból w skroniach, który zatrząsł mną we wszystkie strony, aż w końcu z dość dużym hukiem upadłem pod ławkę a po chwili krzesło dobijając bezwzględnie. Nikt tego nie zauważył, dzieciaki zajęte były niszczeniem klasy i biciem się nawzajem. Ale mnie dopadło coś przykuwając do ziemi ogromnym ciężarem. To „coś”, czułem to, wypływało z biurka nauczycielki, a miało to kształt książki, trafiając wprost we mnie. Ostatkiem sił podpełznąłem pod tablicą, jednak ostatnie co zobaczyłem to czarna chmura śmierci a może był to tylko czarny kot.
• • •
- To jest bez sensu - Też tak myślałem - A góry wieczności? - Tak, one istnieją poza granicami Sfer Myślałem że to nierzeczywiste, cos tak odległego że aż nierealnego nawet za pomocą magii Wielkiego Talesa. W końcu mocne uderzenie obudziło mnie ze snu. Znajdowałem się w szkole, w klasie tak przynajmniej mi się zdawało. Nic nie działo się już normalnie, kot leżał na mnie i to najwyraźniej on mnie uderzył. Nie pozostało mi nic innego jak wziąć księgę, pogłaskać kota i wyjść ze zdemolowanej klasy. Zadzwoniła prawie od razu jak wróciłem. Domagała się księgi, a ja udając głupiego mówiłem że nie mam nic z tym wspólnego, że leżałem nieprzytomny pod biurkiem targany dziwnymi myślami. Z domu wyszedłem prawie od razu z najcenniejszym zawiniątkiem jakie kiedykolwiek miałem. Skierowałem się do biblioteki, tam było zawsze spokojnie i cicho. Otworzyłem księgę a moja ręka bezwładnie napisała na kartce:
To było naprawdę fascynujące wręcz urzekające. Ta bliskość z tym nieznanym była jak narkotyk; wreszcie starożytne przesłanie trafiło do mnie. Chciałem to rozwiązać, nawet jeśli miałoby to trwać setki lat. Ale wiedziałem że czasu jest mało. Spieszyłem się, bo góry wieczności nie są zawsze dostępne - Hej, Billy zaczekaj na kumpla - Czekaj... zaraz ... wiesz przyjdź później - No co jest, Billy kumpla nie poznajesz? - Poznaje, ale po tym co się dzisiaj stało nie chce żeby mnie widzieli z tobą - A...- Głos mi się załamał – co się stało? - To, to co napisałeś nie jest normalne, ty sam nie jesteś normalny. Oni już wszystko wiedzą, nie uciekniesz im, poddaj się-słowa zamieniły się w bulgoczącą lawę - pood, pooddaj - Billy, Billy ocknij się powiedz co napisałem - Jak tak mogłeś? Napisałeś że wszystkich nienawidzisz, że mnie nienawidzisz, że musisz odkryć prawdę, nawet za tak wysoką cenę. - To prawda, smutna cholerna prawda. Ale teraz muszę cię prosić, jedźmy tam bo ta prawda musi wyjść na jaw. Billy, mój najlepszy przyjaciel był wielkim oportunistą. Wyjawiało się to nie tylko podczas meczy piłkarskich, w których, jako wierny kibic, zmieniał swój ulubiony klub co gola lub co lepszą akcje, ale też w życiu szkolnym. Gdy mu pasowało lubił tego kujona z 2a żeby pożyczyć od niego wymarzoną grę, jednak gdy mu się ona znudziła, oddawał ją, a swojego „kolegę” traktował gorzej niż powietrze. W stosunku do mojej osoby był wiernym kolegą, nie opuszczającym mnie nawet wtedy gdy mieli mi zabrać rower trzej „piątacy”. Łączyła nas wspólna pasja, a mianowicie piłka nożna która była głębokim odetchnięciem przed ponownym zanurkowaniem w wody szarej rzeczywistości. W jego charakterze denerwowała mnie tylko jedna cecha. Nie spotkałem się z tym u innych ludzi, było to charakterystyczne tylko jemu. On traktował Boga jako wzór cnót i dobra, który musi prześcignąć. W tym do mnie był przeciwieństwem. Imponowała mi jego siła woli w samodoskonaleniu, w pokonywaniu własnych słabości a polepszaniu zalet. Jednak nie można być lepszym od Boga; to bluźnierstwo. Dlatego jako mój najlepszy towarzysz, pojechał ze mną tam, gdzie można było szukać prawdy, choć była ona schowana niepomiernie do naszych sił i cierpliwości Podczas dziwnego snu na lekcji matematyki, dowiedziałem się że góry wieczności leżą na skraju trzech światów: Naszego, Urojonego i Stworzonego. Nasz, co było wiadome, musi się gdzieś kończyć. Urojony był tylko i wyłącznie w naszych umysłach więc jego koniec trudniej jest określić. Jednak nie miałem pojęcia gdzie mógł leżeć świat stworzony. Co mogło to oznaczać, czy był on zrobiony przez Boga? Przecież nasz wszechświat też jest przez Niego stworzony. Billy nie zamartwiał się tym zbytnio, była to dla niego kolejna ciekawa przygoda, nie czuł w ogóle jej głębszego sensu. Wesoło prowadził samochód, który ukradł ojcu i nie było już po nim widać tych wypowiedzianych słów oblanych gorącą lawą. Podróżowaliśmy już siedem dni i siódmej nocy przyszedł koszmar a po nim wybawienie. Dowiedziałem się wtedy rzeczy kluczowej. Nie chciałem w to uwierzyć ale skoro mówił to anioł, okazał bym się heretykiem nie uznając w mej świadomości tego biblijnego przemówienia. Okazało się, że do gór wieczności prowadzi mistyczny portal, ukryty w pewnym miejscu o dość ciekawej nazwie -Kee’n, co oznacza w starożytnej mowie Yin – wygnaniec. Nie dostałem dokładnych współrzędnych; miałem się kierować wytycznymi gwiazdy polarnej. Ona, co mnie zdziwiło, codziennie zmieniała swe położenie i kiedy jednego dnia posuwałem się na północ, to drugiego wracałem południem. Jednak najbardziej zapamiętałem późniejszą rozmowę z serafinem. Po usłyszeniu tych,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil johnhetfield
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…