Wróć do katalogu

Pieśń o przeszłości

Pierwsza część stosunkowo krótkiego opowiadania. Inspirowane serialami w stylu NCIS: LA (właściwie głównie tym serialem, zwłaszcza w retrospekcjach [moja wersja wydarzeń z poprzednich odcinków]). Opublikowane także na moim profilu na DA.

Elyoness, opublikowano , 12 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Powietrze w biurze było lekkie od ich śmiechu, a atmosfera przypominała jej dawno zapomniane szczęście, wywoływane u dzieci przez świąteczny nastrój. Uśmiechnęła się delikatnie, omiatając spojrzeniem swoich przyjaciół. W takie dni jak ten nie wierzyła, że są prawdziwi. W takie chwile jak ta zapominała, że sama nie jest prawdziwa. Że jej życie jest kłamstwem, a prawda umarła dla niej dawno temu. I że już sama nie wiedziała kim jest, jaka jest i dlaczego. Jej partner, Dean klepnął ją lekko w ramię, wyrywając z zamyślenia - To co, teraz idziemy na drinka? Jutro kolejny ciężki dzień, nie możemy marnować okazji – uśmiechnął się szeroko, rzucając propozycję. Rozbawiło ją, jak szybko początkowe wątpliwości rozwiała propozycja picia na jego koszt, ale dla niej nie miało to znaczenia. - Ja pasuje, do jutra – rzuciła krótko, podnosząc skórzaną kurtkę z oparcia krzesła. Reszta zespołu spojrzała na nią ze zdziwieniem - Jesteś pewna? Nic cię nie przekona? – zapytał Dean stając jej na drodze, ale ona tylko minęła go, klepiąc lekko po ramieniu - Jestem dużą dziewczynką i potrafię podejmować decyzje. Miłej zabawy! – krzyknęła jeszcze, nawet się nie obracając. Delikatnie przygryzła wargi i odetchnęła głęboko - Przepraszam – szepnęła, znikając w drzwiach budynku.

****************** - Hej Kev – rzucił Jake, szturchając partnera w ramię. Kevin był od niego dużo wyższy – i zdecydowanie większy – ale ich braterskie kontakty i świetne wyszkolenie sprawiały, że mimo mniej imponującego wyglądu J mógł pozwolić sobie na naprawdę wiele. - Domyślam się, że opuściłeś dzisiejsze bieganie. Czyżbyś się nie wyspał? – zapytał z zadziornym uśmiechem. Kev zabił go wzrokiem. - Może gdyby nie fakt, że obudziłeś mnie telefonem o 4 nad ranem, zdążyłbym wstać odpowiednio wcześnie – mruknął, opierając umięśnione ciało na eleganckim, hebanowym biurku - Nie powiesz mi, że rezerwacja biletów na mecz to nieważna sprawa – odburknął jego partner, udając obrażonego. - Rezerwujesz bilety o 4 nad ranem? – Dean wmaszerował do biura sprężystym krokiem, uśmiechając się szeroko. - On nie śpi – prychnął Kevin. - Pan Dean Whither, 10 minut spóźnienia. Znowu – szefowa wyłoniła się zza pleców blondyna tak nagle, że ten aż podskoczył. - Cholera – mruknął pod nosem - Słyszałam to! – krzyknęła, będąc już jakieś 20 metrów od niego. Rozdzierający świst gwizdka przerwał wszelkie rozmowy – zgodnie z tym umówionym sygnałem ruszyli na górę, kierując się do głównej Sali. - Swoją drogą, widział ktoś Amy? – zapytał Dean, widząc, że nie ma jej w sali. - Jest twoją partnerką, ty powinieneś wiedzieć – odpowiedział z rozbawieniem Jake, ale sugestywne kaszlniecie Thomasa przerwało wszelakie dyskusje. Wszyscy spojrzeli na główny ekran, z którego patrzyła na nich bardzo powiększona twarz dyrektora Andersona. Malowało się na niej zdenerwowanie i współczucie, ale najbardziej niepokojące było to, że wyglądał, jakby zamierzał im coś przekazać. Coś strasznego. Westchnął, spojrzał na swoje biurko jakby sprawdzając, czy jest sposób na uniknięcie wypowiedzenia tych okrutnych słów. - Agentka specjalna Amy Berkeley nie żyje - stwierdził, wracając do zwykłego, chłodnego wyglądu - Zginęła w wypadku samochodowym dziś w nocy – dodał, bardzo szybko przerywając pełną szoku i rozpaczy ciszę wypełniającą pomieszczenie. - W wypadku samochodowym? W WYPADKU SAMOCHODOWYM? – pytał Dean – Amy nie zginęłaby w wypadku samochodowym. Nie ona. To nie możliwe – krzyknął. Oparł się na stojącym na środku szklanym blacie i przymknął oczy.

{i}- Wsiądź do naszego samochodu – agent CIA pokazał ręką na Amy – Wymienimy ją na książkę – dodał, zwracając się już do Deana. - Nie bierzcie jej, weźcie mnie. Ona nie jest nawet agentką, tylko gliną, i to przeciętnym – krzyknął, wciąż celując pistoletem w głowę jednego z przeciwników – Nie ruszaj się Amy, nawet nie próbuj – rzucił do partnerki i z rozpaczą patrzył, jak ta zabezpiecza broń i kładzie ją na fotelu pasażera, po czym wyciąga ze swojego ucha słuchawkę z mikrofonem i kładzie ją na pulpicie - Katty zabiłaby mnie, gdyby ją zniszczyli – westchnęła, powolnym ruchem zmierzając w stronę samochodu wroga – Swoją drogą, niezła próba detektywie Dean – dodała – Ale ja nie jestem kimś, kogo można chronić – westchnęła, znikając za przyciemnianą tylną szybą terenowego auta.{/i}

Od wspomnień oderwał go trzeźwy głos Jake'a. Tylko on potrafił od razu zachować spokój w takiej sytuacji. On i…Amy. - Kto zidentyfikował ciało? Katty? Pan panie dyrektorze? - zapytał, przewiercając cyfrowy obraz zwierzchnika badawczym spojrzeniem. - Jej siostra – odpowiedział dyrektor, wstając i robiąc pare kroków po swoim gabinecie. - Amy nie miała siostry, ani żadnej innej rodziny – zapytał Dean z niedowierzaniem. Dyrektor dojrzał to małe światełko nadziei w jego oczach, ale wiedział, że zaraz zniknie ono za zasłoną przenikliwego bólu. - Amy Berkeley nie miała siostry. Anna Wiśniewska miała – odpowiedział im obcy, kobiecy głos. Katty, ich szefowa wprowadziła nieznajomą do pomieszczenia, zaciskając dłoń na jej ramieniu. - Przedstawiam państwu Karolinę McCaine albo raczej Karolinę Wiśniewską – powiedziała, odsuwając się lekko. - Zdaje się, że mam wam sporo do powiedzenia – westchnęła filigranowa brunetka, wykazująca minimalne podobieństwo do ich przyjaciółki, z pewnością mniej rzucające się w oczy niż jej opuchnięte od płaczu oczy.

Pokój przesłuchań nie budził zaufania, ale nie takie było jego zadanie. Siedzieli we trzech na przeciwko całkowicie obcej sobie kobiety i zdawali sobie sprawę, jak bardzo ich obecność musiała ją przytłaczać. - Od czego zacząć…- westchnęła, patrząc na sufit - Od prawdy – warknął Dean. Nadal nie mógł pogodzić się z myślą, że tak naprawdę nic nie wiedział o swojej partnerce, że spędzając z nią tak wiele czasu niczego się nie domyślił. Była świetną aktorką

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych