Pietrow
Pietrow-żołnierz, niespełniony i smutny człowiek,wreszcie dostaje coś od życia-awans. Niestety dzieje się coś dziwnego i przenosi sie do piekła, innego świata. Podjęcie właściwych decyzji wymaga moralnośći. Czy zachował ją Józef Pietrow? Czy nie zatr
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
(Pietrow i Iwanowicz ubrani w mundury, walonki i futrzane czapy, odróżnia ich: ilość gwiazdek na mundurze) Pietrow: Jak ja chciałbym być wojskowym. Niby nim jestem ? Szeregowy carskiej kompanii reprezentacyjnej. Co za carskość? Co za reprezentacja? Co za reprezentacja do cholery? Cara w życiu na oczy nie widziałem! Ja… Skończyłem uniwersytet w Iwanogrodzie a trafiłem do Ciung-Ciung, albo innego Niewiadomodokądpocoijakowiochy. Co mam kontrolować? Jakiś tam przemytników alkoholu bez opieczętowania. Kogo to obchodzi? Car rublami może Bajkał napełnić, a chłop liczy buraki i ma to serdecznie gdzieś. (Do budki strażniczej wchodzi przełożony Pietrowa Iwanowicz) Iwanowicz: Szeregowy Pietrow! Pietrow: Tak jest. W imię Boga, Cerkwi przenajświętszej i Cara. Iwanowicz: (wybucha śmiechem) Co żeś się tak poderwał? Przecież mówić nie skończyłem. Jóźwa, znaczy Józefie (kaszle) Pietrow (wyjmuje z kieszeni pomięty i pożółkły papierek) z okazyji twej… Co ja gadam! Z racji twoich zasług dla Carskiej Rosji, w imieniu Najwspanialszego Cara mianuje Cię kapralem. Spocznij Pietrow i do roboty leniu. Pietrow: Taaa… Znaczy tak jest. Będę genialnie sprawował mą służbę w imię Boga. Iwanowicz: Tak, genialnie. Tak genialnie jak żeś ukradł cztery skrzynki wódki. Pietrow: No dobrze Kapitanie. Iwanowicz: Z Bogiem, Pietrow! Pietrow: Z Bogiem, z Bogiem. (Iwanowicz wychodzi, Pietrow zostaje sam) Pietrow: O przynajmniej jeden człowiek, porządny człowiek na tym zadupiu. Ale jednocześnie, gdyby mógł, to dawno wbiłby mi nóż plecy, lub w syberyjskich błotach utopił. Oj Jóźwa trzeba było zostać lekarzem. Nie wojskowym, lekarzem. Ojciec ci chciał studia opłacić, ale ty zawsze mądrzejszy. Wojaczkę sobie wybrałeś. Idiota! (Pietrow siada na fotelu) Z drugiej strony można tu dumać i dumać bezkarnie. Mam ochotę na drzemkę… W tym miejscu nawet sen jest nudny, ale co począć. Drzemka jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a przynajmniej nie ma na to dowodów. N pewno żaden przemytnik nie przejdzie teraz przez tą granicę. Po co, skoro do Moskwy 4000 kilometrów! Dla pewności sprawdzę szlaban. (Józef wychodzi, podchodzi do szlabanu, opuszcza go, lecz ten nie działa; tzn. zatrzymuje się w połowie) Pietrow: No co jest Wczoraj oliwiłem mechanizm. Cóż począć. Trzeba go naprawić, nie z powodu przemytników. Dla obowiązku. (Pietrow wraca do budki strażniczej, wyjmuje narzędzia, które leżały w skrzynce pod biurkiem, wraca na dwór) Pietrow: Co do cholery! Nie dość, że się zaciął, to jeszcze jest skorodowany. Ale cóż począć? Nowej rury nie ściągnę teraz z Władywostoku. Naprawię tylko mechanizm. (Pietrow wyjmuje ze skrzyneczki klucz francuski kilka razy przekręca, szlaban działa, lecz niemiłosiernie skrzypi) Pietrow: Teraz może być. Idę spać. (Wchodzi do budki, skrzynka zostaje na zewnątrz, siada na fotel opuszcza czapę na oczy i zasypia) (Koniec sceny 1; zmiana dekoracji, budka „odjeżdża”, zostaje fotel Pietrowa, dostawiane są kotły z ludźmi, na zewnątrz nich diabły, jeden latający, światła czerwone, połyskujące, sterty kości, dyby, maszyny tortur) Pietrow: Co do cholery? Gdzie ja jestem. Nie piłem od miesiąca, a łeb mi pęka jakbym był na kacu. Iwanowicz! Gdzie jesteś? Gdzie jesteś ty, ty ,ty… łajdaku. (Pietrow wyjmuje z kieszeni fajkę, z kolejnej kieszeni wyciąga zapałkę, pociera o pudełko, zapala tytoń; fajka długa ,drewniana, tradycyjna; nadlatuje skrzydlaty diabeł) Diabeł: Kogo tu wołami przyciągnęli, kogo zabili, kogo okradli, kogo zgwałcili? To nie ludzka robota, lecz nasza to dola karać mordercę, złodzieja, bandziora. A skąd ty pochodzisz? Co przeskrobałeś? Jaką dać ci za to karę? Żonę w błocie utopiłeś? Wojskowego zabiłeś? Witaj u nas, w naszych skromnych progach! Gość w dom, Bóg w dom… Pietrow: Gdzie ja jestem? Dokąd trafiłem? Diabeł; Do piekła, drogi przyjacielu. Będziesz się smażył we wrzącym oleju. Pietrow: Ja jestem niewinny! Diabeł; Każdy tak mówi. Diabłu chce się przypodobać, by w garze krócej się gotować. Pietrow: Co ty mówisz. Czyś na japońskiej wojnie zmysłów od ogromu cierpień nie postradał? Diabeł: To, że w garnku z grzesznikami smażyć się będziesz, twój łeb na pal nabijemy. Twe zwłoki pokroimy, do kotła wrzucimy. Winem zalejemy, do smaku doprawimy… A gdy warzyw dorzucimy to podamy ludziom wszystkim. Pietrow: Muszę uciec z tego miejsca. Tu więcej obłąkanych niż normalnych. (Wyjmuje z futerału pistolet Nagant wzór 1901, odbezpiecza i celuje w diabła) Pietrow; Broń się. Czy jesteś diabłem, czy świrem to nic mnie to nie obchodzi! Zginiesz, jeśli mnie nie przepuścisz. Diabeł: Wygrałeś Pietrow! Ale tylko ze mną. Zastrzelisz mnie, lecz nic na tym nie zyskasz. I tak cie dopadniemy. Czy teraz, czy potem to żadna różnica. (Pietrow strzela, diabeł upada) Pietrow: Uff, uratowałem się przed tym obłąkańcem. Ale chyba to był diabeł. Tak, czy siak muszę się stąd wydostać do realnego świata. (ociera pot z czoła) Pietrow: O widzę światło, to pewnie wyjście z tej nory. Tam znajdę drogę do życia. Muszę iść w stronę światła. (Rusza, gra muzyka {Nie skomponowałem jej, bo nie mam takich umiejętności, to już powinność reżysera}) Pietrow: O dochodzę już do wyjścia (Światło błyska, widać kotły z trupami) Pietrow: Nie! Dochodzę do wnętrza piekieł zamiast je opuścić. Już nic mnie nie uratuje. Modlić się tylko pozostaje. Jestem zanurzony w bagnie, w otchłani. Poszyję, po szyję, po szyję !!! (Pietrow upada na kolana) Pietrow :Cóż mi teraz pozostało. Tylko palnąć sobie w łeb. (Ładuje pistolet, przykłada sobie do czoła; {Radzę nie przesadzić z ekspresją, bo wyjdzie kicz!}) (Trzask rewolweru słyszy Lucyfer, który w oddali ogląda zawartość kotłów, dźga ludzi widłami) Pietrow: Cóż za dola Hamleta, a może Romea. W każdym razie chyba zaraz zejdę z tego świata. (Lucyfer zbliża się, Pietrow tego nie widzi) (Pietrow odkłada pistolet) Pietrow: Musisz żyć! Musisz wrócić! Gdy wrócisz i opowiesz co przeżyłeś, to dostaniesz awans na pułkownika, albo nawet jenerała. Jenerała! Może nawet wynegocjujesz jakąś ziemię pod samą Moskwą. Musisz żyć!! (Lucyfer zachodzi Pietrowa od tyłu{Lucyfer ma mieć zimny, niski głos, około 2.00 metra wzrostu bladą cerę, którą potem da się pomalować/ucharakteryzować na czerwono-
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil michalwieczorek1994
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…