Wróć do katalogu

Pociąg

Spotkanie w pociągu - przeznaczenie czy przypadek?

gropolopublikowano 20 czerwca 200317 min czytania 4,1 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pociąg

Siedział wpatrzony w okno. Był w podłym nastroju. Pamiętał dokładnie jak Dorota mówiła, że nie ma sensu męczyć się dłużej ze sobą, że to koniec, żeby nigdy więcej nie przychodził. „Nie chcę cię widzieć” - powiedziała, gdy przyszedł po raz ostatni. Nie mógł się z tym pogodzić. Wiedział, że wszystko zmierzało do takiego finału, ale nie umiał tego powstrzymać. Niebo doskonale współgrało z jego nastrojem. Szyba przedziału, w którym siedział, była niczym ścianka akwarium. Z jedną małą różnicą. Pływały w nim nie ryby, tylko drzewa, pola, wsie i miasteczka. „Ciekawe, czy w akwarium jest świat za oknem, czy może to ja jestem w akwarium dla świata za oknem?” - przemknęło mu przez myśl. Jak zaczarowany patrzył w rozmazane plamy drzew. Pociągał go ten landszaft szalonego malarza. Sam pragnął rozmazać się, rozpłynąć, rzucić się w deszcz i rozdeszczyć, rozkroplić. Powoli zaczął zamieniać się w deszcz. Pierwsze krople spłynęły po twarzy. „Dlaczego, dlaczego musiało skończyć się tak idiotycznie? przecież ją kocham! Kocham! i co z tego, jakie to ma znaczenie, przecież powiedziała, że to koniec, że już nic nie ma między nami, kłamała! tak, kłamała, chciała abym poczuł ból, chciała żebym zrozumiał! co? nie wiem, to nie ważne, kłamała! chciała mnie ukarać za ostanie dni, a jak nie? nie, to niemo... a jeżeli, a może, nie... NIE, nie mogła mnie zostawić tak po prostu, przecież nikogo innego nie ma, przecież, a jeżeli... tak to by tłumaczyło...” Pociąg zatrzymał się na jakiejś stacji. Usłyszał jak drzwi otwierają się. Do przedziału zajrzała filigranowa brunetka. Miała piękne brązowe oczy, takie jakie lubił. Długie, kasztanowe włosy były mokre od deszczu. - Dobry wieczór. Czy można? - zapytała. - Tak, proszę - odpowiedział beznamiętnie i odwrócił się do okna. „Kobiety....” - pomyślał z goryczą i próbował wrócić do swojego zachmurzonego świata. Usiadła naprzeciw niego. Spódniczka nie potrafiła ukryć zgrabnych nóg. Kolana wyrywały się na wolność. Nie mógł tego nie zauważyć. „Ale nogi!”- przemknęło mu przez głowę. Mimo chwilowej niechęci do kobiet, wciąż pozostawał mężczyzną. Nie mógł nie podziwiać pięknej kobiety, a przecież jego współpasażerce niczego nie brakowało. Tym bardziej więc był zły, że wsiadła do jego przedziału, że zakłóca jego samotność, rozpamiętywanie tego co minęło... Patrzyła uważnie na jego twarz. Zobaczyła ścieżkę, którą zostawiły spływające łzy. „Ciekawe, dlaczego płakał?” - pomyślała. Rzadko widywała mężczyzn, którzy płaczą, nie z powodu fizycznego bólu czy ze złości, ale po to by dać ujście emocjom. „Nie jest to w każdym razie reakcja typowa dla mężczyzn, no może... gdyby chciał coś tym osiągnąć... osiągnąć? facet? nie... nie w ten sposób! jaki facet będzie płakał? raczej błagał, groził, wściekał się... prędzej, ale płakał? no chyba że... byłby bardzo... no nie, nie koniecznie zaraz bardzo, po prostu musiałby być wrażliwy, musiałby mieć w sobie coś z kobiety, oj nie chodzi o to, aby był zniewieściały, nie... no, ten w każdym razie na takiego nie wygląda, raczej hmm... hmm... miło byłoby gdyby umiał mnie zrozumieć, odczuwać trochę jak kobieta, być wrażliwym, delikatnym, ale i stanowczym.... no i gdyby umiał jeszcze zapewnić poczucie bezpieczeństwa... i poczucie humoru... hej kochana, szukasz ideału? aah... jak zawsze, jak zawsze...” - ostania myśl napełniła ją smutkiem. Nie miała szczęścia do mężczyzn. Wiedziała, że jest atrakcyjna. Wokół niej zawsze kręciło się wielu facetów. Ale jak to sama określiła w liście do przyjaciółki „interesowało ich jedno” - jej ciało. Tymczasem ona nie szukała samca tylko na jedną noc, ale prawdziwego mężczyzny, na wszystkie noce i dnie, na całe życie, kogoś kto będzie kochał nie tylko jej ciało, ale ją całą, kogoś kto będzie widział w niej człowieka, a nie kolejny obiekt do zaliczenia. „ No mała, głowa do góry! Życie jest piękne!” - nie potrafiła długo się smucić. „Ciekawe jaki on jest? Mógłby chociaż spojrzeć na mnie!” - drażniło ją to, że jedyny mężczyzna w przedziale cały czas patrzy w okno, a na nią w ogóle nie zwraca uwagi. „Zrób coś człowieku zanim umrę z nudów!” - prosiła go w myślach. - Czy coś się stało? - spytała nieoczekiwanie dla niego. Pytanie wyrwało go z zadumy. Nie, dlaczego? - odrzekł zaskoczony. Jest pan bardzo smutny. - Och nie, wydaje się pani, tylko zamyślony - uśmiechnął się smutno i odwrócił głowę w stronę okna. Chciał w ten sposób dać jej do zrozumienia, że nie ma ochoty na rozmowę. Ponownie wpatrzył się w krajobraz za szybą, w mrok własnych myśli... Świat z każdym ułamkiem sekundy coraz bardziej upodabniał się do filmowego negatywu, do koszmarnego cmentarza z najgłębszych pokładów lęku. Samotne polne drzewa wydawały mu się prawosławnymi krzyżami, żuraw u studni - szubienicą, pierwsze nieśmiałe światła w oknach domów - czarnymi oczodołami domostw opuszczonych przez ludzi w dniach zarazy, czeluściami prowadzącymi w głąb ziemi. Pragnął zanurzyć się w ciemnościach, wtopić w nie i rozpłynąć na zawsze... Celebrował swój ból, smakował go jak kilkunastoletnie wino. Chciał, żeby dziewczyna znikła, wyszła z przedziału, zostawiła go samego z jego bólem. „I czegoś się przyczepiła, nie chcę mi się gadać, rozumiesz? pewnie, że nie, a co ty możesz rozumieć, co taka kobieta jak ty może rozumieć, czy ktokolwiek może zrozumieć, to co czuję? a zresztą kogo to obchodzi, i co z tego, że boli, przynajmniej czuję, że żyję, jak powiedział jakiś idiota ból świadczy, że jeszcze żyjemy, ha ha ha... dobre, tak dobre, gdyby to mnie nie dotyczyło, i co się przejmujesz, cierpienie podobno uszlachetnia, wiem, wiem do cholery o tym, no i co z tego i co z tego, a gówno mnie to obchodzi jakieś pieprzone banały o cierpieniu”- myśli galopowały mu przez głowę jak stado spłoszonych antylop. - Przepraszam! - dziewczyna, nie dawała za wygraną. - Przepraszam, że przerywam, daleko pan jedzie? - A co cię to obchodzi? - wyrzucił z siebie. Spojrzał na nią. Jej oczy zaszkliły się niebezpiecznie. Na twarzy zakwitł rumieniec. Zrozumiał, że przesadził. Spuścił głowę i cicho powiedział: - Przepraszam, przepraszam nie chciałem tak... Nie mam ochoty rozmawiać. To miło, że pani się mną interesuję, ale... ale naprawdę nie mam nastroju na rozmowę. Przykro mi! - Pochlebia pan sobie! Nie interesuję się panem, tylko po prostu, jak zauważył to pan w przypływie geniuszu, mam ochotę porozmawiać. Czy myśli pan, że to tak miło jechać w pustym przedziale z facetem, który ciągle gapi się w okno i nawet się nie uśmiechnie? Spróbował uśmiechnąć się. - Czy tak lepiej? - Niezupełnie, może jeszcze raz, trochę cieplej - poprosiła. Powtórzył uśmiech wkładając w niego więcej ciepła, szczerości. Czuł, że napięcie go opuszcza. Poza tym dziewczyna była bardzo atrakcyjna. „Nie mogę przecież winić wszystkich kobiet za to, że Dorota się ze mną rozstała!”. - Tak, ten uśmiech jest już znacznie lepszy! Daleko pan jedzie? - spytała, mając nadzieję rozpocząć w końcu normalną rozmowę. - Przykro mi, naprawdę nie mam ochoty... Uśmiech proszę! Jest pan w ukrytej kamerze! - zażartowała. - Słucham? Że co? W ukrytej kamerze? Gdzie? - był zupełnie zaskoczony. Spojrzał na nią z niedowierzaniem. - Chodzi panu o kamerę? - spytała niewinnie. - Jest tam! O, proszę spojrzeć! - pokazała miejsce tuż pod sufitem. - Przecież tam nic nie ma! - powiedział uśmiechając się nieznacznie. - Zakpiła sobie pani ze mnie! - w jego głosie czuć było wyrzut, ale tak naprawdę - sam był tym zaskoczony - nie miał do niej żalu o ten niewinny dowcip. - Przepraszam! To tylko żart! - dziewczyna niewinnie spuściła wzrok. - I jak, ulżyło trochę? Był zaskoczony tym pytaniem, ale musiał przyznać, że faktycznie dziewczyna osiągnęła swój cel. Postanowił podjąć jej grę - Tak, tak troszeczkę, no może odrobinkę... Gdyby jednak pani uśmiechnęła się do mnie, to może dałoby to lepszy efekt - droczył się z ładną pasażerką. - Flirciarz z pana - powiedziała, ale obdarzyła go czarującym uśmiechem, który - jak do tej pory - podbijał serca wszystkich mężczyzn. - Czy tak już lepiej? - Tak, o wiele lepiej! Ale w przyszłości będę musiał uważać, kiedy się pani

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych