Pociąg
Jedna z wielu podróży pociągiem jednak inna niż wszystkie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Pociąg
Stanął na krawędzi peronu. Jego wzrok przebiegł po odbitym w szynie blasku słońca i przewędrował szybko po niezliczonej ilości brązowawych kamieni torowiska, które przez chwilę nie wiadomo po co próbował liczyć. W końcu udało skupić mu ten niespokojny wzrok na swoim własnym cieniu, który teraz zwisał luźno z szarych płyt peronu i spływał, zakrzywiając się na tory. Cień ten trzymał w prawej ręce małą walizkę, stojąc nieruchomo w oczekiwaniu. Gęste letnie powietrze pulsowało wokół, wywołując niedobre wrażenie, że świat skurczył się do tak niewielkiego rozmiaru, iż nie da się go nawet ogarnąć wzrokiem. Tory przebiegały wartko poprzez ten straszliwy upał i ginęły w niemożliwej do określenia dali.
Po krótkiej chwili, z tej dali nadpłynął cichy szum nadjeżdżającego pociągu. Szum wzmagał się coraz bardziej i bardziej, a po chwili był już tak głośny, że wypełniał sobą całą zawartość upalnego dnia. Przed jego wzrokiem przesuwały się teraz kolejne wagony, znajdujące się tak blisko jego twarzy, że nie mógł nie napawać się płynącym od nich delikatnym i bardzo przyjemnym, ożywczym powiewem. Wagony zwalniały jednak już, a wraz z nim ożywczy powiew ginął bezpowrotnie.
Pociąg zatrzymał się. Już chciał sięgnąć do klamki drzwi, które zatrzymały się tuż przed nim, lecz ktoś znajdujący się w środku uprzedził jego ruch, drzwi otworzyły się, więc cofnął się nieco, aby pasażerowie mogli wysiąść. Z pociągu wysiadła jednak jak się okazało jedynie jakaś starsza kobieta, która wspierając się o ścianę wagonu powoli pokonywała schodki w dół. Gdy już była na dole odwróciła się z powrotem, a konduktor podał jej z góry ciężką kraciastą walizkę, którą ta, będąca już w dosyć sędziwym wieku kobiecina, z zaskakującą łatwością dźwignęła i nie patrząc na niego ani w ogóle na nikogo innego, skierowała się w sobie tylko znanym kierunku. Wyglądała na typową osobę, która właśnie odbyła długą i męczącą podróż. Na głowie miała niedbale przesunięty w prawą stronę słomkowy kapelusz, jej szyja perliła się potem, a na twarzy wypisaną miała tylko i wyłącznie radość z powodu, iż dotarła wreszcie do kresu swojej podróży.
W ciężkiej i długiej podróży nawet kobiety przestają zwracać uwagę na swój wygląd, co w normalnych okolicznościach zdarza się niezwykle przecież rzadko – dokonał mimowolnie w myślach takiego oto odkrycia. Przypomniał sobie jeszcze, że podczas swoich licznych służbowych podróży, często widywał wsiadające do pociągów nienagannie ubrane, umalowane i uczesane kobiety, które wraz z upływającym czasem podróży coraz mniej zwracają uwagę na to jak wyglądają. Już po pierwszej godzinie jazdy wysuwają stopy z eleganckich szpilek i zakładają nogi niedbale na oparcia foteli. Kiedy ktoś otworzy okno, do przedziału wpada natychmiast cięty wiaterek, który z pewnością poprawia wszystkim pasażerom samopoczucie, ale też i nie ma przy tym w ogóle litości dla starannie przygotowywanych przed podróżą kobiecych fryzur. Jeszcze na początku, któraś tam kobieta próbuje ratować dłonią te swoje fruwające we wszystkie strony kosmyki, ale robi to zwykle bez wielkiego przekonania, bardziej chyba tylko dla efektu samego tego kokieteryjnego gestu, bo wkrótce ma ona na głowie i tak – jak większość innych kobiet w pociągu – jedynie bezładną plątaninę postroszonych we wszystkie strony włosów.
Zwykłą dbałość o każdy gest zastępują – rozmyślał dalej nad tą ważką kwestią – wtedy prozaiczne zachowania, takie jak ssanie końcówki długopisu przy rozwiązywaniu krzyżówki, sięganie bez patrzenia do torby po kanapkę lub jabłko, czy też lekkie podnoszenie się z fotela kiedy pociąg zatrzymuje się na stacji, spojrzenie pustym wzrokiem za okno aby dostrzec co to stacja i ponowne przewrócenie się na bok, aby dalej czytać gazetę opartą dla wygody o ściankę przedziału – tak aby nie trzeba było jej przytrzymywać.
Kobiety te, początkowo, zaraz po wejściu do przedziału przynoszą ze sobą z tego zwykłego, poza-pociągowego życia rezerwę do ludzi, zwłaszcza do mężczyzn. Wchodzą do przedziału z dumną miną, ze wzrokiem dla którego nie ma w pobliżu absolutnie nikogo godnego do zaszczycenia choćby przelotnym spojrzeniem. Z zimnym wyrazem twarzy odmawiają skorzystania z proponowanej im męskiej pomocy w umieszczeniu bagaży na półce, po czym zasiadają na swoim miejscu i natychmiast zatapiają się w lekturze jakiejś gazety lub książki – dając tym samym do zrozumienia, że życzą sobie aby już nikt więcej im nie zakłócał podróży, ani się nie narzucał.
Kiedy jednak mijają kilometry pośród monotonnego stukotu kół, lody szybko pękają, choćby towarzysze podróży byli najbardziej jak się tylko da dokuczliwi w zachowaniu lub nie wzbudzający zaufania. Po jakimś czasie można już z tymi kobietami normalnie rozmawiać, nawiązują się całkiem sympatyczne rozmowy, podczas których okazuje się że np. dana kobieta studiowała w tym samym mieście co jej – niechętnie z początku widziany – współpasażer. Ileż to razy zdarzało się jemu samemu wychodzić z przedziału z tak poznaną kobietą, aby zapalić z nią papierosa gdzieś na końcu pociągowego korytarza; z kobietą, która godzinę ledwie wcześniej rzucała gromy na wszystko co znajdowało się w pobliżu, zanim oczywiście nie znudziła jej czytana książka czy gazeta.
Gdybym tylko nie miał swojej Helenki to mógłbym zostać pierwszej klasy podrywaczem – pomyślał z pewną dumą. Ileż to razy widział w oczach tych kobiet chęć na rzucenie się w wir takiego kolejowego romansu, pomimo chwilę wcześniej opowiedzianych z pasją przez nie same, niezwykle nudnych opowieści o kochającym mężu, wspaniałych dzieciach i jeszcze bardziej wspaniałych teściach.
Kiedy za oknami zapada zmrok, a jej twarz oświetlają już tylko mijane w szaleńczym pędzie latarnie, i kiedy stukot kół przestaje irytować, a jedynie kojąco i na swój sposób rozkosznie usypia oraz każe oczekiwać czułości, każda kobieta podróżująca samotnie zaczyna się tej swojej samotności – w której się przez chwilę w tym pociągu znalazła – przeraźliwie obawiać. Może wtedy zdusić tę samotność, niczym słaby blask świecy, jakikolwiek w miarę sympatyczny zapoznany mężczyzna w przedziale, nie musiałby on doprawdy wiele robić w tym celu.
Teraz jednak musiał już wsiadać i przerwał rozmyślania. Mozolnie wspiął się po schodkach i skierował się w wąski korytarz wagonu, mając jedno tylko pragnienie. Pragnął mianowicie odnaleźć jakiś cichy, pozbawiony jakichkolwiek ludzi, przytulny przedzialik, gdzie mógłby w spokoju odbyć swoją drogę, nurzając się tam do woli to w czytaniu na przemian kilku książek, które ze sobą zabrał, to grą w swoją ulubioną grę w telefonie oraz temu co lubił najbardziej – czyli tępemu patrzeniu się w okno i obserwowaniu zmieniającego się niczym w kalejdoskopie otoczenia, z którym nie trzeba się ani zaprzyjaźniać ani do niego przyzwyczajać, gdyż szybko jest ono zastępowane zupełnie nowym i równie jak te wcześniejsze niezobowiązującym.
Ech, balansować tak sobie pomiędzy realnością a ciężarem opadających powiek, aż do momentu kiedy budzi cię twoje własne chrapanie – fantazjował przesuwając się bokiem przez wąski korytarz i przyciskając do siebie walizkę, starając się omijać stojących nie wiadomo czemu właśnie tam ludzi, którzy przecież powinni usiąść już na swoich miejscach, a nie tkwić tak przy oknach, przez które patrzą nie wiadomo gdzie i po co.
Szedł tak przez kolejny już wagon, obserwując kolejne przedziały, w których widział tych samych co zwykle ludzi, choć przecież całkiem innych. Wyglądali oni tak, jakby podróżowali z nim za każdym razem. Starsi ludzie, którzy nie mogą zdecydować się na którym miejscu usiąść i jeszcze przez kilkanaście pierwszych minut zamieniają się ze sobą nawzajem miejscami. Dzieci, które też nie umieją znaleźć sobie dogodnej pozycji, rodzice łajający je za byle co i co chwila sprawdzający swoje telefony. Nie może się obyć też bez jakichś podciętych lekko młodzieńców, o zaczerwienionych twarzach, którzy zaśmiewają się z byle czego i którzy milkną jedynie na krótki moment, kiedy przechodzi któraś z urodziwych pasażerek.
Nie czułby się swojo, gdyby nie dostrzegł też kogoś kto przemierza bezkresy pociągu objuczony ogromną ilością bagażu i kto nie wie gdzie powinien usiąść, nie wie gdzie w ogóle jedzie, nie wie czy to właściwy pociąg i w ogóle – jak się wydaje – nic nie wie. Wszystko zawsze wygląda tak samo, podczas każdej kolejowej podróży.
Tak samo również jak już wiele razy wcześniej, z każdym przemierzonym przez siebie wagonem tracił nadzieję na możliwość realizacji swoich fantazji – sprośnych niemalże wobec gęstniejącego coraz bardziej tłoku w pociągu – o spokojnej i samotnej podróży.
Minął przedział, w którym zasłonięte szczelnie firanki wskazywały postronnym wyraźnie, iż w środku znajdują się już dobrze i wyjątkowo przytulnie tam umoszczeni ludzie, nie chcący aby ktokolwiek ważył się przekraczać progi ich królestwa. Jednak jednocześnie przeczyło trochę temu wrażeniu to, że drzwi tego przedziału były nie do końca domknięte. Czy ktoś, kto zasuwa tak szczelnie firanki chcąc wyznaczyć w tak dobitny sposób innym granice swojego terytorium, pozostawiłby jednocześnie uchylone do niego drzwi, niemalże tym samym prowokując aby tam zajrzeć i sprawdzić układ sił?
Z natury swojej był jednak dość nieśmiały więc ominął ów zagadkowy przedział i szedł dalej. Po chwili zmienił jednak zdanie, bo przed nim nie rysowały się zbyt dobre perspektywy.
W tym wąskim korytarzu, tuż przed następnymi przedziałami, tłoczyła się jakaś harcerska wycieczka. Uwijające się druchny w mundurach koloru khaki i w grubych czarnych getrach, których założenie w taki upał zdawało mu się być aktem samobójczym i niezrozumiałym, biegający tu i tam młodzi harcerze noszący przy sobie flagi swoich szczepów, którymi zahaczali o wszystko co się da, oraz co jakiś czas dobiegający skądś straszliwy dźwięk gwizdków wzywający tego czy owego do stawienia się do konkretnego zadania – takie oto miał przed sobą wyzwanie do ominięcia.
Cofnął się więc zapobiegliwie, następując przy tym niechcący na gołą stopę w sandale należącą do jakiegoś plączącego się teraz za nim człowieka. Człowiek ten, słusznej masy i postury, właśnie utknął w drzwiach przedziału, do którego uparł się wepchnąć na przekór temu, iż miał na plecach ogromny plecak, z przyczepioną doń zwisającą i kołyszącą się zabawnie wysłużoną i odrapaną menażką. Człowiek ten nawet nie zwrócił uwagi na to, że ktoś mu podeptał gołą stopę, jedyne co go pochłaniało teraz, to próba wyjścia z klinczu w który sam się wprowadził. Poczerwieniał aż przy tym na twarzy.
On sam stał więc przed tym tajemniczym, osłoniętym troskliwie dla postronnych firankami przedziałem i przez krótki moment walczył z wątpliwościami. Położył w końcu dłoń na zaskakująco zimnym jak na panujący wewnątrz pociągu gorąc metalu klamki i delikatnie przesunął drzwi w bok. Nie wierzył własnym oczom.
Przedział był całkowicie pusty, nikogo w nim nie było. Jak to możliwe? – pomyślał. Okno w tym przedziale było lekko uchylone, tak że jego przestrzeń była idealnie niemal przewietrzona, nie tak jaka jest przeważnie w innych, przegrzana od upału i sprawiająca po wejściu do nich wrażenia szklarni. Obejrzał się strachliwie za siebie, chcąc sprawdzić czy aby nie ma za nim kogoś, kto również dokonał wraz z nim teraz, tego niespodziewanego i przedziwnego odkrycia.
Nic takiego jednak nie miało miejsca. Zaaferowani harcerze biegali, człowiek z ogromnym plecakiem w końcu wyrwał się z paszczy drzwi i znikał gdzieś na horyzoncie korytarza demolując plecakiem wszystko co napotykał na swej drodze i co chwilę powtarzał „przepraszam”.
Szybko więc wniknął do środka i niemal panicznie, trzęsącymi się ze zdenerwowania rękoma, zamknął się od środka i jeszcze na wszelki wypadek sprawdził szczelność zasłonek. Teraz odetchnął głęboko, wciąż jeszcze nie wierząc w swoje szczęście. Spokojniej już nieco położył…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil MarcinKacprzak
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…