PODARUNEK ZA PODARUNEK
wdzięczność możnych za bezinteresowną przysługę
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
W pewnym królestwie król i królowa nie posiadali się z radości za sprawą przyjścia na świat pierworodnej królewny. Nazajutrz po urodzinach wyznaczyli datę i miejsce chrzcin dziecka. Miało to nastąpić w królewskiej kaplicy. Na uroczystość zaprosili tylko chrzestnych, a tych wybrali spośród najwierniejszych sług. W ten oto sposób królowa chciała uniknąć wizyty niepożądanych gości. Chodziło jej głównie o ustrzeżenie następczyni tronu przed zetknięciem z osobami zajmującymi się czarną i białą magią. Takie spotkania zawsze oznaczały kłopoty. Przy okazji zadbała o rodzinny interes. Pomyślała o wydatkach na zaproszenia drukowane złotą czcionką, odnowienie stu siedemdziesięciu pałacowych sypialni, wynajęcie dziesięć razy tyle miejsc w gospodach i zajazdach, nakarmienie oraz napojenie takiego tłumu… i uśmiechnęła się do siebie. Król, zmęczony użeraniem się z lennikami, pragnął nacieszyć się ojcostwem w cieple domowego ogniska. Postanowił uchronić córkę przed zgiełkiem hucznych ceremoniałów. Królewna mogła tam się przeziębić albo mogło przytrafić się jej coś jeszcze gorszego – pomyślał. Nie w głowie były mu biesiady, przemówienia i przyjmowanie gratulacji. A miał się czego obawiać. Chrzest królewskiego potomka był dotychczas świętem państwowym. Lista zaproszonych szła w tysiące pozycji. Etykieta dworska była w tej materii nieubłagana. Poddani wszystkich stanów z kraju oraz delegacje zagraniczne zjeżdżali do stolicy złożyć hołd nowo narodzonemu. Bili pokłony dziecku oraz panującemu, a przy okazji załatwiali różne interesy; no, bo jak już się jest w stolicy, król taki szczęśliwy – może by tak poprosić o... Co najmniej tydzień wisieli na garnuszku królewskiego skarbu. Na koniec obdarowywali prezentami nowego chrześcijanina. Przeważnie bezużytecznymi, które stosami zalegały pałacowy strych. Najgorszymi z gości były wróżki. Zawsze coś im się nie podobało. A to herbata za gorąca, a to galaretka zanadto trzęsąca, a to tort za słodki, trunki za mocne, mięso za suche, barszcz zbyt wodnisty, zbyt wielki przeciąg w sali, gdzie odbywała się uczta, towarzystwo nieodpowiednie, itp. Niezadowolone obdarzały niemowlę bagażem złowróżbnych życzeń. Wynikały z tego same nieszczęścia. Król i królowa byli przekonani, że uczynili wszystko, aby zapewnić córeczce bezpieczne dzieciństwo. Królewnie nadano imię Małgorzata. Całkiem zwyczajnie, a jednak pięknie i dostojnie. Imion następujących po pierwszym było około pół kopy, jedne dziwniejsze od drugich. Zamkowy skryba wpisał wszystkie do wielkiej księgi rodowej i potwierdził wpis złotą pieczęcią. Małgorzata chowała się zdrowo jak rydz. Rosła jak na drożdżach, ssała pierś matki, bekała cichuteńko, kiedy skończyła jeść; podczas kąpieli popłakiwała tyle, ile inne dzieci. Nie mogła tylko spać. Królowa się zasmuciła, kiedy zauważyła, że ukochana córeczka nie sypia, jak inne dzieci w jej wieku. Powiedziała o tym mężowi. Król natychmiast przywołał do siebie nadwornego medyka. Nakazał mu przebadać Małgorzatę. — To bardzo rzadki przypadek — powiedział lekarz, skończywszy ostukiwać, opukiwać, osłuchiwać, obwąchiwać i oglądać ze wszystkich stron małą pacjentkę. Rozłożył ręce, które mu się trzęsły, jakby było mu bardzo zimno. — Poza tym dziecko rozwija się prawidłowo — pośpiesznie zapewnił królewską parę. — Można to wyleczyć? — spytała królowa. — Spróbuję. Odtąd królewnę zaczęto faszerować lekarstwami. Wymyślano cudowne eliksiry, mazidła i mikstury. Sprowadzono z najdalszych stron świata najdziwniejsze składniki do sporządzania medykamentów. Były wśród nich: róg jednorożca, oczy susła, łabędzi puch, ciernie krzewów okalających zamek Śpiącej Królewny, sproszkowana skała z góry, gdzie przebywali śpiący rycerze, kiedy nie ratowali potrzebujących. Kosztowały fortunę. Królewna wypluwała te specyfiki jak inne dzieci kaszkę lub tartą marchewkę. Sen ani razu nie zagościł na ślicznym obliczu królewny. W komnacie Małgorzaty król polecił zamurować okna; sufit, ściany, a także podłogę powlec granatową farbą, zaś na nich namalować srebrny księżyc oraz gwiazdy. Nakazał wymościć najdelikatniejszymi tkaninami wnętrze złotej kołyski, w której układano ją do snu. Zarządził również, aby płozy kolebki podbić filcem. Królewna miała roczek. Od urodzenia nie zmrużyła oka. Coraz częściej popłakiwała, straciła apetyt i się rozkaprysiła. Wezwano na pomoc wiedźmy. Te miały zdrowie Małgorzaty w nosie. Nie kiwnęły palcem, żeby ją uzdrowić. Żywiły urazę do dworu z powodu pominięcia ich szanownych osób przy wyborze chrzestnych królewny. Władca, jego żona, a także dwór przekonywali czarownice, iż chrzest miał charakter rodzinny. Błagania, prośby, a na koniec wezwanie do posłuszeństwa wobec woli monarchy okazały się rzucaniem grochu o ścianę i zdały się na nic. Dorastając, królewna nauczyła się wszystkiego, co powinny umieć przyszłe koronowane głowy, ale szło jej to jak po grudzie, mimo że wykształceniem Małgorzaty kierowało siedem guwernantek i siedmiu guwernerów. Podczas nauki czytania, pisania, liczenia, zachowania się przy stole, dygania i siedzenia na tronie ledwie przewróciła oczami, ziewnęła, dotknęła dłonią czoła lub osunęła się na ramię najbliżej stojącego, natychmiast przerywano zajęcia, pakowano uczennicę w lektykę i na złamanie karku gnano do sypialni. Król źle znosił wiadomości o braku poprawy stanu zdrowia królewny. Schudł i zmizerniał, ponieważ stracił apetyt. W końcu niechętnie uległ namowom członków rady królewskiej, złożonej z najtęższych umysłów, którzy poradzili mu wysłanie heroldów po najdalsze krańce rządzonych przez siebie ziem z orędziem: „...kto sprawi, że królewna zaśnie — dostanie pół królestwa, a jeżeli zechce, pojmie uzdrowioną za żonę.” Do stolicy królestwa zaczęli przybywać żądni sławy oraz zysku śmiałkowie. Jedni, dowiedziawszy się na miejscu, że nieudana próba uzdrowienia Małgorzaty może pozbawić ich głowy, zrezygnowali i odeszli. Pozostali, a było ich mrowie, stanęli do zmagań z dolegliwością królewskiej córki. Kat miał pełne ręce roboty. Wkrótce zaniechano karania śmiercią uzdrawiaczy, którym nie powiodła się próba uśpienia królewny, ponieważ król obawiał się, że mogłoby zabraknąć mu poddanych. Tylko od czasu do czasu wybierano któregoś losowo, w ten sposób trzymając z daleka legion oszustów. Nabór ochotników zbiurokratyzowano. Z wiceministrów utworzono trzy podkomisje kwalifikujące do komisji głównej. Ta zaś, złożona z samych ministrów i marszałków, po uważnym i wszechstronnym zbadaniu umiejętności pretendentów, kierowała ich przed królewskie oblicze do przeprowadzenia decydującego sprawdzianu z udziałem Małgorzaty. Próby odbywały się w sali tronowej codziennie o godzinie dziewiątej i trwały do obiadu. Skutkiem tego inne sprawy wagi państwowej przesuwały się na plan dalszy. Królestwo, co tu dużo mówić, podupadło. Król wyłysiał, najbłahszy pretekst wprawiał go w gniew; królowa posiwiała, popłakiwała bez powodu. Jednak wspólnie nie ustawali w wysiłkach przywrócenia zdrowia córce, mocno uczepieni steru władzy. Na początku królewnę bawiło zamieszanie wokół swej osoby. Jednak po jakimś czasie znudziła się zmuszaniem jej do snu, w miarę uczestnictwa w coraz dłuższych, wymyślniejszych i dziwniejszych próbach. Stała się nerwowa, opryskliwa, zrzędna i zaczęła mieć wszystkiego powyżej uszu. Wieczorami przestała kłaść się do łóżka, czym jeszcze bardziej zmartwiła rodziców. Nocą snuła się po zamku, śpiewała na cały głos lub podkradała się do drzemiących na warcie strażników i hukała im do ucha. Trzaskała drzwiami. Dzwoniła złotym dzwonkiem, przywołując służbę. A kiedy zaspana służka pojawiała się przed jej obliczem, oznajmiała, że teraz ma ochotę na łyk gorącej czekolady albo chce się dowiedzieć, dlaczego ptaki odlatują do ciepłych krajów i niech przyjdzie ktoś, kto może to wyjaśnić. Zachowanie królewny doprowadziło dwór na skraj wyczerpania nerwowego. Dworzanie z niewyspania snuli się jak duchy. Zapanował…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil marek100
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…