Wróć do katalogu

Podróż bez słońca - Rozdział 3

...

carys, opublikowano , 14 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział 3 Wujaszek Drizzt

Kilka dni później, podróżując leśnymi traktami, nasi znajomi dotarli do masywu Ponurych Szczytów, gdzie na przełęczy, zwanej Mithrilową Halą, mieszkał, osławiony w Krainach, wuj Carys - Drizzt Do'Urden. Oczywiście po drodze nie obyło się bez "nieprzewidzianych" przygód, jako że Anaronowi niezbyt podobało się towarzystwo Nathaniela i Requela. Sami zainteresowani natomiast wykorzystywali każdą okazję do spłatania figla złodziejaszkowi, przy cichej aprobacie Belda, który raczej nie zamierzał stawać w obronie swego brata, oraz ku wielkiej radości Xiitane, uważającej że może to czegoś nauczy jej eks - narzeczonego. Jednak w końcu, po potyczce nad Wielka Rzeką, która zakończyła się niezbyt przyjemną kąpielą Aniego w lodowatej wodzie (co później złodziejaszek przypłacił niezłym katarem), pokonany elf zawiesił broń i pogodził się z konkurencją, chociaż to, jakim sposobem przy wieczornym posiłku rosół Nathaniela i Requela był, delikatnie mówiąc, przesolony, pozostanie słodką tajemnicą blondwłosego awanturnika. Nie na tym skończyła się potyczka pomiędzy mężczyznami, my jednak pomińmy bardziej drastyczne sceny, które na pewno nadałyby smaku niejednej komedii w stylu "Faceci w czerni" czy "Goście, goście" i skupmy się na podróży naszych znajomych, którzy po raz kolejny wkroczyli w krainę Ponurych Szczytów. Południowo - wschodnia część gór nie była aż tak otulona złą sławą jak jej północny odpowiednik, gdzie do niedawna rezydował Orzeł z kompanią, pomijając to, że rozgościły się w niej smoki, nie zawsze żyjące w zgodzie z otoczeniem. Kończące się już lato zabarwiało liście drzew na płomienne, żywe kolory. I gdyby nie to, że pogoda w tej części świata często ulegała zmianom na deszczową i mglistą, szczyty z całą pewnością uzyskałyby inną, bardziej pozytywną nazwę. Wierzchowce podróżnych ostrożnie stąpały na stromych ścieżkach, lecz na postojach, szczypiąc zieloną, soczystą trawę, ani myślały narzekać na nieciekawą trasę. W najgorszej sytuacji pozostawały chyba grubaśne koniki, ciągnące wóz Belda i Anarona, który na takich wertepach co i rusz utykał między krzaczastymi okazami natury lub nie mieścił się na drodze, lecz z pewnością nie przesadzę, jeżeli napiszę, że, pomimo swej niezdarności, najwytrwalej trzymały się szlaku. Chata Drizzta leżała wysoko w górach, na przełęczy, do której prowadził stary i mało uczęszczany szlak. Z samego szczytu Mathril, na którego zboczu mieszkał pan Do'Urden, rozciągał się niezły widok na tutejszą górską krainę i sąsiadujące z Ponurymi Szczytami od południowego - wschodu Smocze Urwiska, nad którymi można było czasem dostrzec potężne i majestatyczne sylwetki skrzydlatych gadów. Trudno powiedzieć, by smoki i inni tutejsi mieszkańcy żyli w zgodzie, póki jednak jeden drugiemu nie wchodził w drogę, na Smoczych Urwiskach było cicho. Podróżni, po całym dniu wspinaczki i przedzierania się przez chaszcze porastające gęsto zbocze góry, dopiero pod wieczór dotarli do Mithrilowej Hali. Chatka Drizzta prezentowała się nader okazale, jak na tutejsze warunki. Szeroki, drewniany ganek zastawiony był ławami, które aż prosiły, by na nich usiąść. Małe okienka były zasłonięte, lecz z komina unosił się dym, co świadczyło o tym, że gospodarz nie opuścił domostwa. Deirdre zsiadła ze swego wierzchowca i zdjęła z niego uprząż. Reszta poszła za jej przykładem i puściła konie wolno, które natychmiast zajęły się szczypaniem rosnącej na zboczach trawy. Nawet Bri, któremu ostatnimi czasy obrzydła marchewkowa dieta. Milo siedzący na łęku siodła, nie omieszkał opatrzyć tego złośliwą uwagą, lecz koń tylko zarżał gniewnie i zrzucił z grzbietu kraczącego natręta. Arew, siedzący w jednym z worków, miauknął radośnie, że katorga nareszcie się skończyła i wyskoczył z kryjówki. Dre zastukała do drzwi. Po dłuższej chwili ciszy otworzyły się a w wejściu ukazała się postać ciemnoskórego elfa o białawych włosach, któremu na widok towarzystwa nieco zrzedła mina. Był to oczywiście nie kto inny jak sam Drizzt Do'Urden... boso, (gdyż jak pamiętacie Anaron podwędził drowowi obuwie :D) i z dosyć piękną śliwą pod okiem (niewiadomego pochodzenia). -Witaj braciszku - Dre uścisnęła dłoń elfa. - Coś marnie dziś wyglądasz. -Chyba wstałem lewą nogą z łóżka - westchnął drow i spojrzał na towarzystwo. - Czym mam sobie wytłumaczyć ten najazd? - zapytał, niepewnie zerkając na siostrę. -Mamy do ciebie interes – zachichotała rudowłosa pani Velmondo. –Ale najpierw przedstawię ci gości. To Xiitane Vogel, córka Pani Wieży – Dre wskazała na srebrnowłosą i drow ukłonił się dwornie. Nagle jego wzrok padł na stojących z boku Belda i Anarona, którzy widząc, iż nie udało im się skryć przed spojrzeniem drowa, zrobili głupiutkie minki i pomachali Drizztowi. -Ach, to znowu wy! - drow oparł ręce na biodrach, a jego twarz przybrała posępny wyraz. -Dzień dobry wieczór - Anaron wyszczerzył zęby. - Jak to miło, że znowu się spotykamy, nieprawdaż? -Miło jak dla kogo - mruknął Drizzt i skinął na elfa, by podszedł bliżej. Anaron nerwowo przełknął ślinę i zrobił jednego tip topa w przód. Najchętniej to by teraz dał nogi za pas, lecz nie wypadało mu tchórzyć przy swej eks - narzeczonej. -Wnioskuję, że panowie się już znają, więc nie muszę przedstawiać - odparła Deirdre. -Aż za dobrze - dodał jej brat i poinformował gestem Aniego, że nadal stoi za daleko. -Ale nie gniewa się pan już na nas? - zapytał bojaźliwie elf. -Ależ skądże. Musimy sobie tylko coś wyjaśnić – odparł Drizzt, poklepując Aniego po ramieniu. - Co zrobiliście z moimi butami? Bruneor będzie na mnie zły! Beld i Anaron popatrzyli po sobie i przełknęli ślinę, a w ich oczach zabłysło przerażenie. -Tak też myślałem. Poszły na licytację - drow westchnął. - Ile za nie wzięliście? -To nie tak, panie Drizzt. Nie sprzedaliśmy ich - zaprzeczył gwałtownie Beld. -A więc...? -Ani postanowił je wyprać i się... trochę naciągnęły - wyjaśnił elf, uważnie obserwując drowa, by w porę uciec przed "karzącą ręką sprawiedliwości". -Że jak?! - krzyknął Drizzt, a dwoje elfów skuliło się ze strachu. -Mamy nadzieję, że w pana rodzinie ktoś nosi 40-stkę - dodał Anaron, szczerząc zęby. Pomimo łagodnego usposobienia, jakim odznaczał się wuj Carys, chwilkę później Beldowi i Anaronowi porządnie wygarbowano skórę, a delikwenci, oprócz niezłej wielkości sińców, utracili też parę zębów. -Czy mogłabym kontynuować? - zapytała Dre, gdy jej brat odnalazłszy wśród rzeczy leśnych elfów swoją zgubę, zaczął kombinować nad przywróceniem jej do stanu poprzedniego. -Jasne. Chyba już nic gorszego mnie dzisiaj nie spotka. Najpierw na głowę spadł mi jakiś garnek a teraz dostałem buty o 10 numerów za duże! - stęknął Drizzt i otwarł szerzej drzwi chaty. - Zapraszam

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych