Wróć do katalogu

Podróż rozdział 2

Rozpoczyna się nowe życie dla Joanny.

jenny35, opublikowano , 20 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jak to możliwe- zadawałam sobie to pytanie z milion razy. Jak to możliwe, że ich nie ma a ja przeżyłam. W momencie kiedy usłyszałam, że mojej rodziny nie ma, serce pękło mi na tysiące kawałków, umarłam. Czułam się pusta, martwa. Chciałam umrzeć, zasnąć i nie obudzić się. Gryzłam pościel, zwijałam się z bólu, który był nie do opisania, nie do ogarnięcia. Myślałam, co będzie lepsze- wziąć tabletki czy kupić sznur a może wsiąść do auta i rozbić się na pierwszym lepszym drzewie? Moje myśli krążyły gdzieś, nie wiedziałam dokładnie jak się czułam, nie byłam pewna co się dzieje. Traktowałam to raczej jak sen. Czekałam kiedy się obudzę… chciałam się obudzić, ale to trwało. Moja dusza ulatywała ze mnie, nie chciałam żyć, bo po co? Nic nie miało sensu. W jednym momencie całe moje idealne życie legło w gruzach. Nie miałam już niczego, wszystko, co kochałam nad życie, przestało istnieć. Po 3 dniach wyszłam ze szpitala. Moja mama wzięła mnie do siebie- stwierdziła, że tak będzie lepiej. Wiedziała, że sama w domu z tymi wszystkimi wspomnieniami nie dam rady. Bała się. Strasznie się bała, że i mnie straci. Widziała mój ból, moją rozpacz. Jako matka rozumiała mnie lepiej niż ktokolwiek inny. ASIU, ASIU… KOCHANIE… W domu wszyscy biegali wokół mnie. Moi bracia, bratowe, kuzynostwo, ciocie, wujkowie, wszyscy przychodzili, zagadywali. Każdy był ciekaw jak się czuję, co u mnie, co myślę, czy bardzo boli. A ja milczałam. Nie chciałam z nikim rozmawiać. Nie miałam potrzeby uzewnętrzniania się przed nikim. Czułam się ogromnie samotna w tym swoim cierpieniu, ale nie byłam w stanie się otworzyć. Bałam się, tak bardzo się bałam dalszego życia. Nie potrafiłam sobie wyobrazić jak ma wyglądać moje życie. Nie widziałam sensu, więc co miałam sobie wyobrażać. Wiedziałam, że zawsze byłam zależna od mojego kochanego Janka, że i finansowo, i uczuciowo, i pod każdym możliwym względem byłam od Niego uzależniona. On był dla mnie jak narkotyk i dlatego nie wiedziałam co dalej robić- była tylko wielka czarna dziura. Każdy dzień miałam zaplanowany od początku do końca. Miałam ranne wstawanie, budzenie dzieci i Janka. Śniadanie, odwożenie dzieciaków do szkoły i przedszkola. Później zakupy, kawka i ciastko u mamy, albo kawiarnia z mamą i ciotkami. Odebranie dzieci po zajęciach, później obiad, odrabianie lekcji, zawożenie dzieci na dodatkowe zajęcia- każdy miał swoje hobby- Hugo uczęszczał na karate, Wiktor uwielbiał teatr, więc chodził na dodatkowe zajęcia z aktorstwa, Fabian miał naukę języków obcych, uczył się włoskiego, angielskiego i niemieckiego. Nigdy ich nie zmuszałam do niczego, zawsze mieli wolną wolę, wybór co chcieliby robić. Nigdy też nie zabroniłabym im czegoś robić bo wiem, że najważniejsze, żeby robili to, co lubią. A teraz…. Niestety. Nie będą już mieli możliwości spełniać swoich marzeń, realizować planów. Na nic cała nauka. Przy takim trybie życia, natężeniu obowiązków, trudno będzie mi czymś się zająć, żeby nie myśleć. Jak to zrobić? Byłam rozbita, zduszona. Zgasł płomień, który dzięki nim się we mnie palił. Nadszedł dzień pogrzebu- najgorszy dzień w moim życiu. Stałam nad trumnami najukochańszych, najdroższych mi osób. Otumaniona tabletkami uspokajającymi, miałam pustkę w głowie a zarazem sto tysięcy myśli- co dalej? Stałam i patrzyłam. Patrzyłam na tych wszystkich ludzi, którzy patrzą na mnie i tak bardzo mi współczują, deklarują, że są, że będą przy mnie, że pomogą mi przez to przejść. Co za bzdury!- myślę. Każdy ma swoje życie, każdy wróci do swoich spraw i zapomni. A ja zostanę, zostanę sama i będę musiała każdego dnia obudzić się w naszym łóżku, wstać i co dalej? Jechać na zakupy? A może lepiej czekać na to, że zaraz przyjdzie Janek, przybiegną dzieci i będzie jak dawniej. Boże dlaczego? To ponad moje siły. Wszyscy już poszli a ja stałam, i stałam, i stałam, i nie wiedziałam co powinnam zrobić. Czy uda mi się żyć? Czy poskładam to życie, to serce? Po stypie pojechałam do rodziców, spakowałam się i wróciłam do domu. Naszego domu. Pustego i cichego, z którego uleciał ten czar, który miał wcześniej. Weszłam powoli, nieśmiało, jakbym wchodziła do obcego domu. Usiadłam w korytarzu, kot przybiegł z tęsknym mruczeniem. Chyba wyczuł co się stało bo wtulił się we mnie i zaczął płakać jak dziecko. Nie wiedziałam co zrobić, weszłam na piętro, położyłam się na naszym łóżku i wtuliłam się w Jego poduszkę. Czułam Jego zapach, Jego obecność, słyszałam jak mówi „dzień dobry kochanie”. Zaczęłam ryczeć, wyć z bólu. Wiedziałam, albo raczej zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, że nic nie będzie już takie samo, że zostałam sama w tym wielkim domu. W końcu po kilku godzinach zmęczona płaczem zasnęłam. ASIU… KOCHANIE… WRÓĆ DO MNIE… Następnego dnia obudziłam się w południe, w telefonie nieodebrane kilkanaście połączeń. To mama, to Ona martwi się najbardziej. Zadzwoniłam do Niej, bo nie chciałam, żeby się martwiła, powiedziałam krótko „żyję” i się wyłączyłam. Nie miałam siły rozmawiać. Jakoś wolałam leżeć z poduszką Janka i piżamkami dzieci, tuląc je do siebie, czując ich zapach. Tak bardzo mi ich brakowało. Taki stan trwał przez całą, długą zimę. To była najdłuższa, najsmutniejsza i najmroczniejsza zima mojego życia. Niewiele jadłam, nie wychodziłam prawie z domu. Ci wszyscy znajomi, którzy tak bardzo deklarowali swoją pomoc, nie odezwali się. Zostałam sama z moim cierpieniem. Schudłam jakieś 15 kilo. Normalnie cieszyłabym się z takiego stanu rzeczy bo zawsze chciałam schudnąć, ale w tych okolicznościach było mi wszystko jedno. Tylko moja mama, jak zwykle umartwiona odwiedzała mnie, przywoziła pyszne jedzenie i rozmawiała ze mną. Chociaż bardziej mówiła do mnie, bo ja nie potrafiłam mówić o tym co czuję, o tym jak bardzo cierpię. Wreszcie nadeszła piękna wiosna, wszystko zaczęło budzić się ze snu, przyroda zaczęła zakwitać, zrobiło się cieplej, słoneczniej. Coraz częściej wychodziłam na spacery. Mimo rozdzierającego bólu, chciało mi się do ludzi, do życia. Miałam dość mówienia do granitowej tablicy na cmentarzu, miałam dość spoglądania w niebo i rozmów z samą sobą. Kilka razy pojechałam do kina, wychodziłam ze znajomymi do knajpki. Pewnego wieczoru ktoś zadzwonił do moich drzwi. Zdziwiłam się bo nikt mnie nie odwiedzał, a mama zazwyczaj wchodziła bez dzwonienia. Podeszłam do drzwi i otworzyłam: - cześć- powiedział Paweł, kolega Janka, który często do Niego przyjeżdżał, - cześć, co Ty tu robisz?- zapytałam zdziwiona, - chciałem z Tobą porozmawiać, dłużej nie mogę czekać. Zaintrygowało mnie to bardzo. Zrobiłam zieloną herbatę i usiedliśmy w salonie. Paweł uśmiechnął się do mnie tajemniczo. Nie bardzo wiedziałam o co chodzi. - co to za ważna sprawa? – zapytałam, - Asiu, odkąd Cię poznałem nie mogę przestać o Tobie myśleć, jesteś miłością mojego życia. Zatkało mnie, nie wiedziałam co powiedzieć. Przecież nic na to nie wskazywało. Paweł miał narzeczoną, z którą, jak mi się wydawało, planował wspólną przyszłość. - a co z Karoliną? Przecież Ona Cię kocha, jesteście parą już tyle lat! Nie mogę Jej tego zrobić! - zostawiłem Karolinę po Waszym wypadku. Chciałem prędzej do Ciebie przyjść, ale nie wiedziałem co miałbym Ci powiedzieć. Wiedziałem, że cierpisz i nie mam co pchać się Tobie z moją miłością. Przychodzę teraz- wiosną, bo pomyślałem, ze ta pora jest dobra do rozpoczęcia nowego etapu w moim i Twoim życiu. - nigdy o Tobie w ten sposób nie myślałam. Wiesz, że Janek był moją miłością i nie wyobrażam sobie życia z kimś innym, - rozumiem. Widziałem jak się kochacie. Zawsze Wam tego zazdrościłem. Zazdrościłem Jankowi tak wspaniałej żony. Marzyłem o Tobie, ale wiedziałem, że dopóki będziesz z Jankiem, ja nie mam najmniejszych szans, - nie wiem czy jestem gotowa na nowy związek, minęło dopiero pół roku, nadal czuję ból i ogromną pustkę, - wiem, nie będę Ci się naprzykrzał. Będę cierpliwy. Wytrzymałem tyle lat, to teraz mogę jeszcze trochę poczekać. Paweł posiedział do późnej nocy. Rozmawialiśmy o wszystkim. Pierwszy raz od wypadku opowiedziałam komuś o tym, co czułam wtedy, co czuję teraz, jak bardzo cierpię. Usiadł przy mnie i przytulił mnie. Wtedy poczułam się tak bezpiecznie. Już dawno nikt mnie tak nie przytulał. Poczułam, ze może warto spróbować. Bałam się bardzo zaczynać z kimś nowym. Bałam się tego, że mogę stracić kolejną bliską osobę. Zaczęliśmy się spotykać. Początkowo przyjeżdżał po mnie i spędzaliśmy czas rozmawiając, popijając wino w malutkich, cichych knajpkach. Później spędzaliśmy czas to u mnie, to u Niego w domu. Jednak nasze spotkania opierały się na wspólnych rozmowach, wspólnym gotowaniu. Nigdy do niczego więcej nie doszło. Byliśmy przyjaciółmi, mimo, że wiedziałam, że z Jego strony to coś więcej. Kilka razy wyjechaliśmy wspólnie nad morze, w góry- poznałam wreszcie cudowne Bieszczady i urok polskich zakątków, do których docierałam pierwszy raz. Byliśmy też w Krakowie, Zakopanem, Sanoku, poznaliśmy wschodnią część Polski. Ja pomału też zaczęłam coś czuć do Niego. Ujmowała mnie Jego cierpliwość, nie nachalność, wyczucie. Wiedział, że musi taki być bo inaczej może spowodować, że zrażę się do Niego i wszystko nagle się skończy. Podczas tych naszych rozmów dużo mówiliśmy o naszych marzeniach. Ja zawsze dużo marzyłam, jednak moje życie potoczyło się tak, że na realizację tych marzeń nigdy nie było ani czasu, ani pieniędzy, a jak przyszły na świat nasze ukochane dzieci to wiedziałam, że nie będę w stanie ich zostawić i wyjechać na kilka tygodni- moje największe marzenie to było podróżowanie. Kiedy rozmawialiśmy o podróżach zawsze to było w sferze marzeń. Jednak okoliczności, w których się znalazłam spowodowały, że zaczęłam poważnie o tym myśleć. Paweł nie był przeciwny, jednak od razu powiedział, że nie będzie mógł mi towarzyszyć w tych…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych