Podróż rozdział 4
Joanna przeżywa cudowne chwile z Johnem. Czuje, że to przygoda życia i początek czegoś wyjątkowego.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wieczorem zadzwonił dzwonek, wychodzę przed dom a tam John, za nim dorożka zaprzęgnięta w dwa przepiękne konie. Nie mogłam uwierzyć. Pomyślałam, że to cudowny sen, z którego niebawem się obudzę. Wsiedliśmy do dorożki, John przykrył nas ciepłym kocem i pomknęliśmy przed siebie. Pytałam gdzie jedziemy, ale John stwierdził, że to niespodzianka i nic mi nie powie. Jechaliśmy tak oświetlonymi ulicami, wszyscy oglądali się za nami, a mi kręciło się w głowie. Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Wjechaliśmy do Central Parku, który był przepięknie oświetlony, wszystko wyglądało jak z bajki. Po jakimś czasie konie zatrzymały się. John poprosił, żebym razem z Nim wysiadła. - przejdziemy się kawałek- powiedział. Byłam bardzo ciekawa co to za niespodzianka. Nagle zza krzewów wyłoniła się znana mi już altanka, jednak tym razem przystrojona lampkami, kwiatami, po środku stolik przepięknie nakryty, świece, do tego wino i pysznie wyglądające jedzenie. Usiedliśmy naprzeciwko siebie. - jak udało Ci się to wszystko zorganizować?- spytałam, - to żaden problem. Chciałem Ci zrobić przyjemność- odpowiedział. Zaczęliśmy jeść, pić wino, rozmawiać, było cudownie. W pewnym momencie rozległa się muzyka, spokojna, romantyczna. - zatańczysz? – zapytał John, - tak- odparłam. Podeszliśmy do siebie nieśmiało, wziął moje dłonie, położył sobie na ramionach i przytulił mnie mocno. Zaczęliśmy tańczyć, powoli, w rytm muzyki. Czułam się fantastycznie. Tańczyliśmy tak bardzo długo a On zaczął powoli muskać ustami moją szyję, nie był nachalny, było bardzo przyjemnie. ASIU…. KOCHAM CIĘ… WRÓĆ DO MNIE…. Chciał mnie pocałować, ale odchyliłam głowę, chyba nie byłam na to gotowa. Zauważył, że to mi się nie spodobało: - przepraszam, może to zbyt szybko, ale nie mogłem się powstrzymać, - było bardzo przyjemnie, ale jeszcze nie, po prostu, - w porządku, poczekam. Nie musimy się spieszyć. Nawet mi to trochę zaimponowało. Takie zachowanie kobiety to dla mnie nowość, muszę się jeszcze wiele nauczyć. Uśmiechnęłam się. - chodźmy – zaproponowałam, - dokąd?- zapytał John, - mam ochotę na gorącą czekoladę. Znasz jakąś knajpkę, która serwuje dobrą czekoladę? - oczywiście, jedźmy. Wsiedliśmy do dorożki i pojechaliśmy. Pod knajpką, do której mnie zabrał, było mnóstwo ludzi. Kobiety patrzyły na mnie z zazdrością. Kiedy weszliśmy do środka stolik już na nas czekał, kelner podał gorącą czekoladę z przyprawami i śmietaną. To była najlepsza czekolada jaką kiedykolwiek piłam. Posiedzieliśmy jeszcze trochę i odwiózł mnie do domu. Spotykaliśmy się bardzo często. Zabierał mnie w różne miejsca. Z uwagi na to, że był znaną osobą nie było miejsca, do którego nie moglibyśmy wejść. Jednak nie zdecydowałam się na pójście do Niego do domu. Bałam się jak to może się skończyć. W końcu nadeszły Święta Bożego Narodzenia. Najsmutniejsze dla mnie. Przypomniałam sobie te wszystkie Święta spędzone z Jankiem, z dziećmi. I te ostatnie nasze wspólne Święta, które były cudowne. Z marazmu wyrwał mnie John. - Joanno, gdzie spędzimy Wigilię? U Ciebie czy u mnie? - nie wiem, jestem kompletnie rozbita, to pierwsze Święta bez moich bliskich. Nie mam ochoty świętować, - nie zostawię Cię samej. Jak obchodziłaś Święta w Polsce? Pokaż mi swoje tradycje- poprosił, - dobrze- odpowiedziałam po chwili namysłu- kupimy choinkę, ozdoby, rybę, opłatek. Zrobię Wigilię taką, jaką robiłam w domu. Ale będziemy tu, w mieszkaniu Jenny. Pojechaliśmy razem na zakupy. Kupiliśmy co trzeba, były małe problemy z niektórymi artykułami i dlatego musieliśmy zajrzeć do polskiej dzielnicy, gdzie było wszystko czego potrzebowałam. John przyznał, że nigdy nie był w tej okolicy, myślę, że będzie tam ze mną jeszcze nie raz, bo takiego jedzenia nie dostanie w żadnej nowojorskiej restauracji. Przyjechaliśmy do domu. Wspólnie zabraliśmy się za ozdabianie choinki i dekorowanie mieszkania, pokazałam mu jak można szybko wykonać ozdoby nie wydając wcale fortuny na bombki, łańcuchy- z dziećmi robiłam co roku ozdoby. Smutno mi się zrobiło jak sobie o tym pomyślałam- dzieciaki szalały, wymyślały różne ozdoby. Przyszedł czas na gotowanie. John bardzo mi pomagał, robił wszystko co kazałam. Dziwił się co to za potrawy- śmiałam się z Niego, że jadł w swoim życiu wszystkie możliwe owoce morza, egzotyczne dania a zwykłe pierogi, kapusta z grochem czy karp robią na Nim tak ogromne wrażenie. Jak już wszystko było gotowe John pojechał do siebie się przygotować, a ja zadzwoniłam do mamy z życzeniami. Moja mama bardzo za mną tęskniła, chociaż cieszyła się, że spełniam swoje marzenia. Powiedziała, że mam żyć jak tylko chcę, że to jest czas dla mnie. To były ważne dla mnie słowa. Później zadzwoniłam do Pawła, życzyłam mu miłości, radości i spełnienia marzeń, chociaż wiedziałam, że Jego marzeniem jest żebym już wróciła i była z Nim na zawsze. Powiedziałam mu, że spędzamy Wigilię wspólnie z Jenny i Jej znajomymi. Tuż przed pojawieniem się pierwszej gwiazdki John zapukał do drzwi. Pięknie, odświętnie ubrany, przyniósł ze sobą białe bardzo drogie wino, jak mi później powiedział z Jego własnej winnicy. Usiedliśmy przy stole, opowiedziałam mu o tradycyjnej polskiej Wigilii, podzieliliśmy się opłatkiem i zaczęliśmy ucztę. Bardzo mu smakowało, był zachwycony. Wspomniał, że chciałby przyjechać kiedyś do mnie do Polski i chciałby zobaczyć jak przeżywamy Święta w rodzinie. Przyznał się, że nawet kiedy Jego rodzice żyli nie obchodzili tradycyjnie Świąt, zazwyczaj wyjeżdżali wtedy na wakacje na Hawaje lub w inne ciepłe miejsca. To było smutne. Bardzo mu podziękowałam za to, co dla mnie robi, za to, że namówił mnie na takie Święta. Nie był chyba świadomy, jak bardzo mi pomógł. Objedzeni położyliśmy się na kanapie przed telewizorem, obejrzeliśmy film i zasnęliśmy. Kiedy się obudziliśmy John zapytał czy nie mam ochoty na spacer. Zgodziłam się. Spacerowaliśmy ulicami Nowego Jorku. Mijaliśmy różnych ludzi, było mroźno, ale bardzo przyjemnie. Śnieg skrzypiał pod butami. To było to, mój Nowy Jork. ASIU…. KOCHANIE…. CZEKAM… Zbliżał się Sylwester. Miał to być pierwszy Sylwester od czasu wypadku. Wiedziałam, że będzie mi ciężko. Bałam się go, bałam się bólu. Rozmawiałam z Johnem o tym, wiedział o moich obawach. Zapewniał, że mnie nie zostawi, że nie ma takiej możliwości, żebym spędziła ten czas sama. Zaproponował, żebyśmy ten czas spędzili razem. Zgodziłam się. Chciałam jedynie, żeby nie brał mnie w gwarne i zatłoczone miejsca. Powiedział, że chce tą noc spędzić tylko ze mną, ale na pewno będzie to jakieś wyjątkowe miejsce. Cały dzień przygotowywałam się. Gorąca kąpiel, piękna suknia, fryzura, makijaż. W południe zadzwoniłam do Pawła. Był smutny, brakowało mu mnie, pytał jak się czuję w tym dniu, czy wszystko w porządku. Odpowiedziałam, że nie jest źle, ale pamiętam o tym, co rok wcześniej się wydarzyło. Spytał mnie też gdzie będę się bawić, odpowiedziałam, że z Jenny i jej znajomymi. Skłamałam, bo nie chciałam Go skrzywdzić. Prosiłam, żeby dobrze się bawił i jeśli kogoś pozna to niech się dobrze bawi, tak będzie lepiej, powiedziałam mu, że pozostanie przyjaciółmi to nic złego. Zrozumiał, że ja Go nie pokocham. Było mi ciężko mu to mówić, ale nie mogłam dłużej zwlekać. Nie byłam pewna czy będę chciała wrócić, a jeśli wrócę do Polski to czy zostanę. Może lepiej będzie, jeśli Paweł ułoży sobie życie z kimś innym niż takie czekanie na niewiadomą. Po tej rozmowie rozpłakałam się, ale był to płacz oczyszczający, ulżyło mi. Musiałam się pozbierać, bo niebawem miałam wyglądać olśniewająco. John miał po mnie przyjechać o 18.00. Byłam gotowa wcześniej, więc mogłam jeszcze porozmawiać z Jenny, która wybierała się na imprezę ze znajomymi. - czy między Tobą a Johnem jest coś poważnego?- spytała, - myślę, że idzie to w tym kierunku- odpowiedziałam, - zazdroszczę Ci. Ja już kilka lat tu jestem, ale nigdy nikt nie zainteresował się mną na dłużej. Nie mówiąc już o tym, że nigdy nie trafiłam na tak bogatego faceta, - jego pieniądze nie są dla mnie ważne. Nawet nie wiesz jak mi się z Nim dobrze rozmawia, jaki potrafi być cierpliwy, wyrozumiały. Każda kobieta chce Jego pieniędzy, a On zasługuje na kogoś innego, kogoś kto Go wysłucha,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil jenny35
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…