"Podróże w czasie, czyli przygody ze skrzatami..."
Napisałem to opowiadanie w 1 klasie gimnazjum specjalnie dla mych kumpli z klasy. Im bardzo się podobało ;) Opisuje wiele absurdalnych sytuacji.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
?Podróże w czasie, czyli przygody ze skrzatami i tirowcami?
Pamiętam tamten dzień jakby to było dziś. Padał deszcz i wiał wiatr. Było bardzo zimno. Stałem przy drodze A9 prowadzącej do Przemyśla i próbowałem złapać stopa. Nie udawało mi się. Wściekły na cały świat usiadłem pod drzewem. Łzy złości cisnęły mi się do oczu. I wtedy stał się cud. Zatrzymał się przy mnie wielki tir. - Hej, wsiadaj mały podrzucę cię!- wykrzyknął mężczyzna w szoferce. Ubrany był w spodnie dresowe. Na oczach miał klapki. Wyglądał na jakieś 40 lat. - Dziękuję panu bardzo. Nie wiem, co bym zrobił, gdyby pan nie nadjechał - powiedziałem i przetarłem ręką po swych mokrych włosach. - Nie ma za co mały. O! Tak przy okazji to mów mi Rysiek. - Jestem Marcin- odparłem. Mężczyzna wyjął z skrytki dwa kieliszki, napełnił je wodą mineralną i wypiliśmy bruderszafta. - Nie proponuję ci nic więcej, bo widzę, że jesteś niepełnoletni- powiedział i wybuchnął gromkim śmiechem. - A dokąd ty w ogóle jedziesz?- spytał po chwili. - Do rodziny w Przemyślu. Ciotka ma ślub. Będzie niezła zabawa ? odpowiedziałem. - Ja jadę do Lwowa po skład płyt. Można na tym wiele zarobić. - O! Przydałyby się płyty na wesele. - No to pojedziemy tam razem, a potem odstawię cię na zabawę. - Zgoda - odpowiedziałem zadowolony.
Podróż bardzo się dłużyła. Byłem senny, dlatego nie rozmawiałem z Ryśkiem. Dowiedziałem się jeszcze tylko, że pieniądze są mu potrzebne na operacje złamanej nogi. Gdy tak myślałem, jakie nieszczęście go spotkało, na naszej drodze niespodziewanie wyrósł rybak łowiący ryby w kałuży. Rysiek depnął na hamulec. Tir wpadł w poślizg. Zmietliśmy rybaka po czym zatrzymaliśmy się na drzewie. Straciłem przytomność... Gdy się obudziłem ujrzałem przed sobą wspaniały krajobraz. Wielkie drzewa wysokie na jakieś 40 metrów, rozłożyste krzewy. Wyszedłem na zewnątrz. Rysiek siedział nieopodal i zajadał bułkę z szynką babuni. - Co się stało do licha?- spytałem. - Przenieśliśmy się w czasie - odpowiedział ze spokojem mój nowy towarzysz. - Rysiu! I ty to mówisz z takim spokojem!? Jak to się w ogóle stało?!- krzyczałem. - To proste. Gdy ty drzemałeś, ja włączyłem płytę. Jak pojawił się ten rybak, hamowałem. Laser zmienił swe położenie i skierował wiązkę w inną ścieżkę płyty. To wywołało małe zamieszanie. Czasem mi się to już zdarzało, ale cofałem się w przeszłość o jakąś godzinę. Teraz cofnęliśmy się o jakieś czterdzieści milionów lat. Nie ma co lamentować. Zaraz stąd zmykamy- powiedział Rysiek. Nagle za naszymi plecami pojawił się Eskimos. - Dzień dobry panom. Czy nie wiecie państwo, gdzie tu jest jakiś punkt naprawy telewizorów? Zamarzł mi na tej przeklętej Grenlandii. - Co tu się dzieje?! Kim ty jesteś człowieku?!- zadawałem pytanie po pytaniu. - To ten facet, przez którego mieliśmy wypadek. Poznaję go po stroju- odparł Ryszard. - Wielce przepraszam jeśli wyrządziłem jakieś szkody, ale ja po prostu łowiłem w przeremblu okonie- odpowiedział przybysz. - Jaki przerembel?! Jakie okonie?! Człowieku co ty mówisz?! Przecież tam była droga, a poza tym okoń to ryba rze...- nie dokończyłem, bo nagle pojawił się wielki tyranozaur. Bestia chwyciła Eskimosa wraz z telewizorem i połknęła. Wraz z Ryśkiem ruszyliśmy do tira. Wpadliśmy do szoferki, ale potwór był bardzo blisko. I stało się najgorsze: Zabrakło paliwa. Silnik nie chciał się uruchomić. Chwyciłem w rękę latarkę i zacząłem obkładać skubańca. - Poczekaj Marcin. To go wystraszy- powiedział kolega i zdjął swoje skarpetki. Smród był taki, że czym prędzej wyrzuciłem je przez okno prosto na nos dinozaura. Bestia wyła z bólu i biegała w kółko. Teraz wiem, dlaczego wyginęły dinozaury. Życie jest arcybrutalne, powtarzam wam, życie jest arcybrutalne. Tir odpalił. Wystartowaliśmy i wpadliśmy na drzewo. Znów zemdlałem...
Obudziła mnie melodyka ?Hej ho, hej ho do pracy by się szło?. Wyszedłem z ciężarówki. Wszędzie krzątały się małe skrzaty, nie zwracające na mnie najmniejszej uwagi. Rysiek siedział na kamieniu i wcinał kiełbasę śląską. - Chyba znów coś poszło nie tak- powiedział ze spokojem. - Właśnie widzę. Jesteśmy w jakiejś krainie krasnoludków. Gdy ?tirowiec? skończył ruszyliśmy do budynku, który wypiętrzał się ponad inne. Nam sięgał zaledwie do kolan. Podeszliśmy pod samo wejście. Wtedy mały skrzat zatarasował nam drogę. - Kim jesteście i jaki jest cel waszej podróży!- krzyknął bojowo ludek. - Ja jestem Rysiek, a to jest Marcin. Trafiliśmy do was przez przypadek- tłumaczył się Rysiek. - Nikt nie opuści naszej krainy bez zgody Administratora Osiedla. Zaprowadzę was do niego i nie próbujcie używać siły, bo zrobię wam krzywdę- powiedział skrzacik. - Jasne- odparłem ironicznie. Szliśmy jakieś pół godzinny, bo musieliśmy się dostosować do tempa krasnoluda. Przebrnęliśmy przez bramę, a raczej ją przekroczyliśmy i w końcu na nasze spotkanie wyszedł Administrator z długą białą brodą i siwymi włosami. Mały skrzat ukłuł mnie i Rysia igiełką sosnową. Oznaczało to, że mamy złożyć pokłon przed władcą. - Witajcie w mojej krainie, która zwie się Magazynierolandią. Pierwszy dotarł tu Krzysiek wraz ze swą żoną Julką i osiedlili się tu na stałe. Miasteczko nazwali Jastrzębią, ale potem zmieniła ona nazwę. Ja jestem potomkiem założyciela. Każdy z naszego rodu ma ?dojrzewający pępek?. - Władco ty jesteś mym przodkiem!- wykrzyknąłem po czym podniosłem koszulę i oczom króla ukazał się mój pępuszek. - Jak to możliwe. Skąd wy jesteście? - Przybywamy do was z XXI wieku. Ja jeżdżę na tirach, a Marcin ma dopiero 14 lat ? powiedział Ryszard. - Przepowiednia się sprawdza! Chwała bogom. Brzmi ona: ?Gdy tirowiec i młody chłopak się pojawią, wszystkie toalety się odetkają?. - Jezu, całe życie z wariatami- westchnął Rysiu. - Opowiem wam wszystko po kolei. Dawno,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Stanior
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…