Wróć do katalogu

POETA

Opowieść z dreszczykiem. To moje pierwsze kroki w tej tematyce, proszę o wyrozumiałość :)

Imlardis, opublikowano , 17 min czytania, 3,9 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{b} Poeta {/b}

Zaczęło się rozwidniać. Julia wstała z łóżka i włączyła komputer. Przed pójściem do pracy musiała sprawdzić skrzynkę mailową. Musiała! Od kilku dni dostawała tajemnicze wiadomości od Nieznajomego. Fragmenty wierszy. Nic więcej, jednak podekscytowana oczekiwała każdej następnej. Maile oznaczały tajemniczego wielbiciela, co dla dwudziestopięcioletniej, samotnej dziewczyny było gratką nie do pogardzenia. Jako nieuleczalna romantyczka już wyobrażała sobie zakochanego, acz nieśmiałego adoratora. Przystojny brunet... Nadawca krył się pod pseudonimem Edgar1809 i poza krótkimi fragmentami poezji nie zamieszczał w swych wiadomościach nic więcej, co tym bardziej intrygowało Julię. W myślach popędzała komputer, by szybciej się otwierał. Ufff, wreszcie! Jest wiadomość!

{i} Więc, gdy mi wszystkie dni pobladły,{/i} {i} Pytam w noc każdą mgieł roztoczy {/i} {i} Gdzie? i na jakim cichym brzegu? {/i} {i} Płoną dziś twoje czarne oczy? {/i}

Julia poczuła rozkoszny dreszczyk tajemnicy. Jakim romantykiem musi być autor? Nie wnikała, skąd znał jej kolor oczu. Musiał znać, bo przecież skoro się w niej zakochał, to znał ją, wiedział jak wygląda. Wielokrotnie próbowała dopasować wizerunek wielbiciela do którejś ze znanych sobie osób, ale potencjalni kandydaci odbiegali od jej wyobrażeń o księciu z bajki i z niecierpliwością czekała na kolejną odsłonę. Z głową pełną marzeń wybrała się do biura. Proza życia dużej firmy z branży finansowej nie była w stanie przytłumić jej boskiego nastroju. Przeglądała dokumenty niemal ze śpiewem na ustach, co wywoływało uśmiechy u współpracowników. Szeptano, że pewnie się zakochała. Julia nie chciała wtajemniczać nikogo w swoje sprawy. To była jej tajemnica. Wieczorem, jak na skrzydłach gnała z powrotem do domu, gdzie mogła spokojnie zasiąść przed komputerem i czytać. Po raz setny te same linijki wiersza. Znała je już na pamięć, ale coś kazało czytać od nowa. I jeszcze, jeszcze... Przed blokiem spotkała swoją przyjaciółkę, Ewę. - Cześć, co tu robisz? – spytała radośnie. - Czekam! Umówiłyśmy się na szóstą! A która jest? Julia pacnęła się z impetem w czoło. No tak, zapomniała. - Strasznie cię przepraszam, zostałam dłużej w pracy. Chodź na górę, długo czekałaś? - Ponad pół godziny. - Sorry, Ewka, sorry. Całkiem wyleciało mi ze łba. W mieszkaniu, miotając się między kuchnią, a pokoikiem na chwilę zapomniała o wielbicielu i dopiero, gdy Ewa wspomniała o jakimś chłopcu, Julia rzuciła się do komputera. - Co się stało? - A, nic. Wiesz, mam tajemniczego wielbiciela. – roześmiała się Julia. – Pisze śliczne wiersze, ale nie mam pojęcia kim jest. - Naprawdę? Pokaż! - Czekaj, niech się ten potwór uruchomi. W skrzynce była nowa wiadomość i z drżeniem serca dziewczyna otwierała wiadomość. Znów od niego i kolejny fragment.

{i} Gdzie? i na jakim świata krańcu? {/i} {i} Nad jakich sennych wód topielą? {/i} {i} Śnieżne się twoje stopy bielą, {/i} {i} Rozchwiane w eterycznym tańcu {/i}

- Piękne! – westchnęła Julia, przenosząc wzrok z monitora na przyjaciółkę. – Prawda? - Tak, poezja miłosna bywa piękna. – zgodziła się Ewa. – A pokaż inne, te wcześniejsze. - Już, czekaj. Masz.

Ewa czytała i w pewnym momencie zmarszczyła brwi. - Co? – zdziwiła się Julia. – Nie podoba ci się? - Nie, nie o to chodzi. Ale na pewno to nie on pisze te wiersze, bo skądś to znam. Czekaj, jak on się nazywa? Edgar... Zaraz. Mogę coś sprawdzić w necie? - Pewnie. Ale co chcesz sprawdzić? Julia nie rozumiała dziwnej reakcji przyjaciółki. Zamiast po prostu się zachwycać, to ona wydziwia... - Jest! – zawołała nagle Ewa. – Tak myślałam. Edgar Allan Poe, urodzony w tysiąc osiemset dziewiątym. - No, chyba nie sądzisz, że to on do mnie pisze? – popukała się palcem w czoło Julia. - Nie, skąd. On dawno nie żyje, ale... - Co? - To mi się jakoś niepokojąco kojarzy z pewną książką. Kryminałem. O psychopatycznym mordercy, który przy ofiarach zostawiał urywki wierszy Poego. - I co z tego? Ewa wzruszyła ramionami. - Nic. Ale jakoś tak...Aż dreszcz mnie przeszedł. Skąd wiesz, że to nie psychopata? - Głupia jesteś! – zaperzyła się Julia. Przyjaciółka swoimi wydumanymi przypuszczeniami burzyła jej romantyczną wizję. - Wiesz, jaki jest tytuł tego wiersza? – ciągnęła Ewa. – {i} Tej, co w raju.{/i} On pisze o nieboszczce! - Ewka! Przestań! To nie jest zabawne. - Lepiej uważaj. Bądź ostrożna, bo za tymi wierszydłami wcale nie musi stać książę na białym rumaku. Julia w końcu przyznała jej rację. Nie miała pojęcia, kto stał za tym wszystkim. Ewa miała rację, przywołując ją do rzeczywistości. Ale do tej pory to było takie romantyczne, takie piękne... - Znów coś przysłał. – zauważyła Ewka. - Przeczytaj.

{i} Przekleństwo! srogim wichrom morza {/i} {i} Co się z mojego brzegu zwiały. {/i} {i} Miłość prowadzi na bezdroża, {/i} {i} Do zbrodni wiedzie, lub do chwały {/i}

Dziewczyny spojrzały na siebie wymownie. - To nie jest romantyczne. Ja bym się zaczęła bać... – powiedziała cicho Ewa. - Ja... zaczęłam się bać. Czego on może ode mnie chcieć? - Nie wiem. Może powinnaś zgłosić to na policję? - Na policję! I co powiem? Że ktoś przesyła mi wiersze? To straszna zbrodnia! Następnego ranka Julia nie włączała komputera i z obawą, która zakiełkowała w jej sercu podążała na przystanek autobusowy, co chwila oglądając się za siebie. Wizja psychopatycznego mordercy, jaką przedstawiła jej przyjaciółka, paraliżowała ją i w czasie powrotu do domu wprawiła ją niemal w histerię. Ciemna uliczka, która stanowiła skrót do osiedla jawiła się w oczach dziewczyny jako jaskinia złoczyńców i po chwili wahania postanowiła nadłożyć drogi i iść oświetloną ulicą, aż do swojego bloku. Z ulgą przywitała znajome wejście na klatkę i odetchnąwszy głęboko otworzyła drzwi. W środku, wpatrując się w tablicę informacyjną stał ubrany na czarno mężczyzna. Julia zesztywniała. Gdy mężczyzna odwrócił się w jej stronę wpadła w przerażenie. - Czy pani tu mieszka? – spytał. - Taak. - To może wie pani, gdzie mieszkają państwo Stolarscy? Zapomniałem numer mieszkania. - Na trzecim piętrze. Sześćdziesiąt siedem. – wyjąkała dziewczyna, uświadamiając sobie, że to mieszkanie naprzeciwko jej. - Dziękuję. Kiedy mężczyzna ruszył ku schodom, Julia próbowała się opanować. To było śmieszne! Ewka skutecznie zdołała ją nastraszyć, wręcz wywołała manię prześladowczą! Jednak jeszcze długo gmerała przy skrzynce na listy, chociaż widział przez szybkę, że nic w niej nie ma. Wolała odczekać, aż nieznajomy całkiem zniknie z jej pola widzenia. Kiedy kroki na schodach ucichły, ruszyła wolno na górę. Na trzecim piętrze z przerażeniem ujrzała nieznajomego przed swoimi drzwiami. Serce przez moment przestało jej bić, po plecach przeleciał zimny dreszcz. „Morderca! Morderca!” – pulsowało jej w głowie. Siląc się na spokój wyjęła klucze i podeszła do drzwi. - Nie ma ich. – usłyszała. - Może... niedługo wrócą. – odrzekła Julia, ledwo dosłyszalnym szeptem, bowiem nagła suchość w ustach odebrała jej zdolność normalnego mówienia. Chciała, czy nie – musiała odwrócić się plecami do mężczyzny i otworzyć drzwi. Przeklinała w myślach te trzy zamki – założone na wszelki wypadek - i modliła się, by jak najszybciej znaleźć się w mieszkaniu. Zimny pot spływał jej po karku. Wiedziała, że w każdej chwili może dostać śmiertelny cios i ze zdenerwowania nie mogła trafić kluczem w ostatni zamek. Udało się i błyskawicznie zatrzasnęła za sobą drzwi. Zasuwając wielką, przedwojenną zasuwę oparła się o ścianę i odetchnęła. Paranoja! Sprawdziła skrzynkę i znalazła kolejną wiadomość od Edgara.

{i} Lecą tu -niby stada ptaków; {/i} {i} Magiczny, bezcielesny rój {/i} {i} Napełnia szmerem pokój twój {/i} {i} I strasznie wokół ciebie pląsa, {/i} {i} I biała twa kotara wstrząsa, {/i} {i} Gdzie pod zwartymi już powieki {/i} {i} Twa dusza śpi - ach! śpi na wieki... {/i} {i} Patrz - cienie drżą jak sen cmentarza! {/i} {i} Nic cię to, pani, nie przeraża? {/i}

Przeczytawszy, ukryła twarz w dłoniach. Ewka miała rację. To nie romantyczny wielbiciel krył się za tymi mailami! - Boże, co ja mam robić? – powiedziała do siebie z rozpaczą. Odpowiedziała jej cisza, przerywana co chwilę cichym tykaniem starego zegara. Postanowiła zadzwonić do przyjaciółki. Z kimś musiała porozmawiać, to wszystko było zbyt przerażające, by mogła sama się z tym uporać. - Ewa, ratuj! – płakała w słuchawkę.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych