Wróć do katalogu

Pogromca Smoka cz. 10 ost.

Zemsta i pokuta

Areivien, opublikowano , 20 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Od klęski smoka lat kilka minęło I wody sporo w rzekach upłynęło. Imię Sigurda jest już wszędzie znane, A jego czyny są wciąż podziwiane Acz już nie walczy z żadnymi smokami, Lecz się zajmuje krwawymi walkami Z awanturnikami z przeróżnych szynków I teraz go zwą Mistrzem Pojedynków. I dzisiaj także czyjś los się wypełnił, Zaś Sigurd złotem martwego rycerza Swą pustą sakiewkę zaraz napełnił. Nawet nie obtarł dobrze z krwi koncerza, A już zapytał: „Kto chce być następny?” Jednak w tej wiosce już nie było chętnych, Którzy by chcieli dla złota umierać. Dlatego Sigurd już musiał się zbierać. Świeżo zdobytymi dziś dukatami Po części podzielił się z biedakami. (By swe sumienie choć trochę zagłuszyć). Następnie uznał, że czas już wyruszyć Szukać innego woja porywczego Dla zysku, sławy zawsze gotowego Na szali losu swe życie postawić, By móc po zwycięstwie w złocie się pławić. Ale dla żadnego z wcześniej wyzwanych Na pojedynek, bój nie był udany. I zamiast w tej walce odnieść zwycięstwo Odnosili tylko śmiertelne rany. I na nic się zdało rycerzy męstwo – Każdy z nich leży dawno pochowany. Bo trzeba wiedzieć, że Sigurd Pogromca W potyczkach na miecze był niezrównany: Nigdy nie został jeszcze pokonany I jego zwycięstwom nie było końca. Dlatego w przyszłość spoglądał z ufnością I w podróż wyruszył niemal z radością.

Nie dalej niż dwie staje odległości Od traktu w kierunku bliższego grodu Rycerz w przyłbicy Sigurda zatrzymał. Lecz w niepewności go długo nie trzymał I wnet odkrył sekret swej tożsamości: „Imię me Juthlien, pochodzę ze Wschodu I jestem najstarszym synem Regina. Przez ciebie zginęła moja rodzina! Ojca zabiłeś jego własnym mieczem, Gdym ja się tułał za chlebem po świecie. Ma matka z boleści zachorowała I niebawem także ducha oddała. Zaś brat–sierota wśród Północy chłodów Bez matki opieki skonał tam z głodu! Więc kiedy z podróży już powróciłem I śmierć moich bliskich tam zobaczyłem Przysięgę złożyłem, że póki żyję Będę cię ścigał i ciebie zabiję. Teraz mam szansę. Klnę się na Odyna, Że dzisiaj zapłacisz za śmierć Regina!” Tu zakończyła się młodzian rozmowa I Juthlien przeszedł do czynu od słowa. Wyjął z pochwy miecz noszony przy boku. Obrócił go w górę, stanął w rozkroku I już po chwili atakował z krzykiem, Chcąc przede wszystkim wrogowi pokazać, Iż nie jest dzieckiem, ale wojownikiem, I że będzie walczyć, a nie się mazać Z powodu Sigurda sławy rzeźnika. Zaś wróg pokazał klasę wojownika: Choć miecza nie dobył, stał w gotowości I nie dał jak Juthlien ponieść się złości. Czekał w spokoju na wroga natarcie – Tak się rozpoczęło to wielkie starcie: Starcie młodości i sprawiedliwości Z zemstą, chciwością i wyrachowaniem. Dziś w sercu jednego z wojów zagości Ze zwycięstwa w boju uradowanie. Zaś z żył drugiego krew zimna odpłynie Po czym w zabłoconą powchłania ziemię. Tymczasem walka trwała na całego I Juthlien utracił już pierwsze siły. Lecz również Sigurda rany trapiły I także wyglądał na zmęczonego. Naraz w pojedynku przełom nastąpił: Juthlien nieroztropnie bardzo postąpił: Chwycił oburącz miecz, który mu ciążył I cios zadając stracił równowagę, Bo walcząc zapomniał o przeciwwadze I teraz do pionu wrócić nie zdążył. Sigurd w mgnieniu oka to zauważył. Wnet wykorzystał moment nieuwagi Gdy Juthlien pozbawion był równowagi, Lecz zabić młodzieńca się nie odważył I tylko nogę zranił mu w kolanie, Acz tak dotkliwie, iż ten padł na ziemię. „Czemuż to leżysz na ziemi Juthlienie? Czyż ci na walkę już przeszła ochota?” – Sigurd się naśmiewał z jego upadku. Zaś Juthlien odparł leżąc na polanie: „Pamiętaj me słowa, pamiętaj bratku: Dziś jeszcze tutaj dokonasz żywota!” – Po czym się podźwignął na zdrowej nodze. „Zginiesz, gdyż kroczysz po plugawej drodze!” – Serce nienawiść mu opanowała I rzucił się naprzód ciosy zadając. Sigurd także chciał się pojedynkować, Więc obaj skoczyli miecze skrzyżować. I gdy się zderzyli stal zazgrzytała. Lecz Gram roztrzaskał broń kiepską Juthliena I ciął go przez pierś, płuca rozrywając, Lecz sam też się złamał od uderzenia W ciało niewinne, na śmierć niegotowe. I stało się zatem dla nich wiadome, Nim padło na ziemię ciało młodziana, Wraz z nim zaś zabójcy broń połamana, Po czyjej stronie w tym ich pojedynku, Bez sensu jak bójka w podrzędnym szynku, Przez bogów była sympatia stawiana. Ten widok przecież każdego poruszy: Miecz rozpłatał wątłe ciało młodziana, Ale się wyszczerbił na hardej duszy. Lepszego znaku nikomu nie trzeba, Że Sigurdowi nie sprzyjają nieba . I umysł biedaka myśl teraz wierci: „Czyż wszyscy bogowie chcą mojej śmierci? To nie był przypadek, to, co się stało. Coś potężniejszego stać za tym musiało, Albo zostałem kiedyś oszukany! Może zbyt wierzyłem w Regina słowa Zaś on mi tylko miecz zwykły wykonał?” A Juhlien wciąż żył, choć poharatany. I on także miał coś do powiedzenia: „Przecież nasze miecze stal przecinały I nigdy, przenigdy się nie łamały…” – Juthlien szczerze nie mógł ukryć zdziwienia. Sigurd własnym oczom też nie dowierzał: Przecież tak wiele uczynić zamierzał! Zabicie smoka, bestii z Gnitahei, A potem zabranie jej kosztowności Było początkiem jego epopei. Początkiem drogi ku nieśmiertelności – Wiecznego życia w balladach, legendach, Baśniach i pieśniach, ludowych gawędach. On wszystko to z dawna już zaplanował, Ale do tego Grama potrzebował! I nie panując już nad uczuciami Ozwał się głośno takimi słowami: „Ma legenda była już napisana! Mój miecz się tyloma walkami wsławił. I teraz także kolejna wygrana…” – Sigurd nad utratą Grama się żalił. Lecz Juthlien mu przerwał i sił resztkami Pożegnał się z wrogiem tymi słowami: „Wcale nie wygrałeś mój przeciwniku, Acz twoją pychę mogę ci wybaczyć. Ja tu przyszedłem się z ojcem zobaczyć – Jedną przysługę mnieś oddał rzeźniku!” – Po tychże słowach młody kowal skonał. Juthlien nie żyje – Walkirie Odyna Prowadzą do ojca cień jego syna. Tak los Zakonu się wreszcie dokonał. Padł ostatni, który znał ich sekrety I ich tajemnic nikt się już nie dowie. Lecz najwyraźniej tak chcieli bogowie, Bo magiczne miecze źle im służyły: Niż dobrego więcej zła uczyniły. I teraz zgodnie z boskimi dekrety I zamiarem, który fatum powzięło Z śmiercią kowali umarło ich dzieło. Zaś Sigurda nagle naszły pytania, Niczym zagadki nie do rozwiązania: „Czy Håvard także przyszedł tam w tym celu? Czy takich jak oni mogło być wielu? Czy moje zwycięstwa były złudzeniem? Możliwe ze śmiercią jest pogodzenie?” – Lecz nikt mu nie mógł dać tych odpowiedzi… Toteż Sigurd dalej te słowa cedził: „Gram jest złamany… Czyż to jest możliwe?” Naraz zaś krzyknął: „To niesprawiedliwe!” I spojrzał na Grama, miecz swój pęknięty. Wtem góry strasznym zaniosły się śmiechem I słowa smoka powróciły z echem: „Nędzny rycerzu, ty będziesz przeklęty! Twe serce jest czarne, jak moje, prawie… A ja nikczemnością je ciągle trawię. Wszak płynie w tobie cząstka mnie samego. Taaak, maleńka cząstka, a tyle złego! Już nawet twój miecz nie zniósł zbrodni pana I teraz ta klinga leży złamana. Złamana jak ty, jak całe twe życie. Tym jednym cięciem, pamiętasz? Przed świtem… Jak mógłbyś zapomnieć… Co, pamiętasz już? Nawet nie sprawdziłeś czy on miał ten nóż! ” W tej właśnie chwili Sigurda sumienie Po tak długim czasie się odezwało I w końcu także jemu pokazało Jak już jest wielkie jego upodlenie: Wszak wcale nie musiał zabić Regina, Ani tym bardziej zgładzić jego syna. Obaj zginęli z żądzy posiadania, Która mu w sercu została zasiana W dniu, w którym potwór padł martwy na ziemię, A kowal niesłusznie był oskarżony O spiskowanie – Sigurda zdradzenie I przez niego podczas snu uśmiercony. Następnie rycerz jak jakiś morderca, Czy skrytobójca pozbawiony serca, Pospiesznie zabrał złoto zagarnięte I szybko opuścił miejsce przeklęte, Zbroczone krwią ofiar smoka Favnego Oraz Regina niepogrzebanego I ruszył w stronę swych rodowych włości, Mając majątek, nie mając przyszłości. Tak się rozpoczął Sigurda upadek. Wszystkim pokazał ten straszny wypadek, Że on nad sobą panować nie może. A więc później było już tylko gorzej: Po tym jak zyskał olbrzymi skarb smoczy Mniej czułe się stały Sigurda oczy: Już nie dostrzegał ludzkiego cierpienia. Miejsce współczucia, niegdyś ogromnego, Zajęły wówczas przyziemne pragnienia, Których wyrazem były owe walki O tytuł głupi – miano najlepszego, Które prócz tego, że pychę karmiły Znowuż na dodatek jeszcze sprawiły, Że w wielu domach stały katafalki . Lecz dla Sigurda to nic nie znaczyło – Tak bogactwo duszę mu wypaczyło. I to, co mitu początkiem być miało Jego upadku przyczyną się stało. I teraz, gdy patrzył na miecz pęknięty Gram zdawał się krzyczeć: „Jesteś przeklęty! Nie zasługujesz na miano rycerza, Ponieważ zabiłeś tego płatnerza I dałeś się ponieść swoim słabościom! Zaś ta twoja klątwa zwie się chciwością!” – Była to prawda nie do podważenia, Przez to trudniejsza jeszcze do zniesienia. Tak, jak przed oszczerstwem można się bronić, Tak przed prawdziwością nic nie ochroni. Przez zbroję obłudy prawda ugodzi, A takiego ciosu nic nie złagodzi Prócz chęci poprawy, żalu szczerego. „Acz czy nie za późno?” – naszło pytanie. „Czyż już nie za późno na naprawianie Tego całego zła wyrządzonego? Przeż zabitym życia nic już nie wróci! Więc cóż komu po tym, że się nawróci Ma dusza czarna, występna i chciwa. Łaska przebaczenia, ani ludzkiego , Ani własnego , a nawet boskiego, Nigdy, przenigdy nie będzie prawdziwa! I teraz do końca mego istnienia Będą mnie dręczyć wyrzuty sumienia…” „Na ich osłodę pieniądze zostaną…” – Jak gad zasyczał głos z dna jego duszy. Lecz Sigurd uznał, że złota nie ruszy I bój rozpoczął z tą myślą plugawą: „Nie, tak nie może myśleć ani czynić. Ten, który tak wiele złego uczynił! To złoto sprowadza tylko cierpienie – Bez niego czułbym się…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych