Pogromca Smoka cz.2
dalszy ciąg...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
W świetle księżyca, wzdłuż wybrzeża morza, Na długo nim wzeszła poranna zorza, Na czarnym koniu rześko po plaży gnał Przedziwny młodzian, którego nikt nie znał. Mijając kurhan w tym miejscu wzniesiony, Wędrowiec dziwnym przeczuciem wiedziony Przystanął i spojrzał na miesiąc w pełni. Sam do siebie ciche wyszeptał słowa, Po czym znów dalej w noc pogalopował, Przed odjazdem mówiąc: „Niech się wypełni, Com tu i teraz w obliczu księżyca Przysiągł wypełnić, jeśli starczy życia.” – Takie to myśli dopadły wędrowca, Gdy nocą jadąc u stóp stanął kopca, Kryjącego ciało bezimiennego Kiedyś na trakcie zamordowanego. Lecz postać w czerni się bardzo śpieszyła, Ponieważ tam długo nie zabawiła. Wsiadła na konia i dalej pognała We wschodnim kierunku, dokąd zmierzała.
Nim pierwszy promień o ziemię się otarł , Wędrowiec do celu podróży dotarł. Była to wioska na obrzeżu świata, Gdzie ludzie szczęśliwie spędzali lata. Nie znano tam państw, królów ani wojen – Istna utopia z filozofów rojeń. Choć tamtejsi ludzie pokój miłują I bóstwom wojny wcale nie hołdują, To jednak tam można spotkać rycerza. Wielu tu szuka świetnego płatnerza, Bo nigdzie w świecie takiej nie ma stali – Bogactwem wioski są rudy metali. Najlepszy surowiec, najlepsi kują. W swych mrocznych pracowniach oręż szykują: Włócznie, topory, przyłbice i tarcze – Każde z osobna górę złota warte. Jakość ich wyrobów jest wszędzie znana, A wioska pilnie wciąż poszukiwana. Ludzie już dawno to miejsce nazwali: Toledo Północy – miasto kowali. Nazwy rodzimej nikt już nie pamięta – Przepadła dawno w historii odmętach. Ale mało kto się dziś tym przejmował – Ważne, iż kto chciał, ten wioskę znajdował.
Tymczasem jeździec z wierzchowca zeskoczył. Nakrył się płaszczem i do miasta wkroczył. W najbliższym zajeździe konia zostawił, Po czym na rynek się prędko wyprawił. Lecz przyjezdny dziwnie się zachowywał: Do spotkanych ludzi się nie odzywał, Nie zajmowały go żadne ozdoby, Powystawiane na różnych stoiskach. Zmęczony drogą szedł wprost do gospody Zostawić znużenie przy jadła miskach. Wtem wpadł na niego wyrostek miejscowy. Zlękniony zaczął bić szybko pokłony, Myśląc, iż biedy znów sobie napytał, Lecz obcy tylko łagodnie zapytał: „Gdzie w okolicy jadają rycerze?” „Tu niedaleko w miejscowej tawernie…” „Świetnie, idź zamów tam dla mnie wieczerzę.”– I dał monetę chłopczynie mizernej. Sam zaś się udał odwiedzić bazary By zmienić ubiór podarty i stary. Gdy po godzinie cenę utargował, To, co zakupił, polecił kupcowi Niezwłocznie zanieść mu do noclegowni, A sam się zaraz ku karczmie skierował. Wszedł do tawerny niezbyt spiesznym krokiem, Rozejrzał się wkoło szukając wzrokiem Miejsca wolnego, acz też wygodnego. Jednakże nie znalazł dość dogodnego, Więc usiadł w kącie na dębowej ławie I wziął się natychmiast za swoją strawę. Nie prowadził z nikim żadnej rozmowy, Lecz obserwował bywalców gospody: Wielu tam było przyjezdnych rycerzy A także lokalnych mistrzów–płatnerzy. Pijąc mocne trunki negocjowali Cenę za pracę tutejszych kowali. Wędrowiec się temu bacznie przyglądał I ku tej broni ciekawie spoglądał. Chyba tak patrząc coś sobie przypomniał, O czym siedząc w karczmie całkiem zapomniał, Gdyż nagle ze swego miejsca się zerwał Stanął na środku i tak się odezwał: „Gdzie znajdę Regina, kowala–maga, Co młotem i różdżką jednako włada?” – Bo ten wędrowiec, co twarz swą zakrywał W rzeczywistości się Sigurd nazywał. Od tego spotkania na tamtej drodze Wojownik z zachodu zmienił się srodze: Szaty bogate, w które był ubrany Już się zmieniły w podarte łachmany. Klamra od pasa się zawieruszyła, Alboteż w walce jakowej zniszczyła. Podeszwy butów się całkiem wytarły, A herby rodowe z odzieży zdarły. Płaszcz miał połatany i zabrudzony. Jednak choć Sigurd był bardzo zmęczony I sprawiał wrażenie nędzarza z tingu, To widać było, że z rodu høvdingów Pochodził ten młodzian w czarnym kapturze: Miał oczy błękitne, bystre i duże, Spojrzenie ostre jak u grzechotnika , A uśmiech wesoły jak u rozbójnika, Ukazujący dwa rzędy perłowych, Równych, śnieżnobiałych siekaczy zdrowych. Na plecy spadały mu długie włosy Złote kolorem jak pszeniczne kłosy Dojrzewające w słońcu południowym, Zraszane czasami deszczem lipcowym. Mówiąc jednym słowem – szlachcic prawdziwy, A przy tym jeszcze bardzo urodziwy. Ale owe długie dni wędrowania, Kiedy się żywił wyłącznie dziczyzną, Zmieniły Sigurda nie do poznania – Nie był już młodzieńcem, ale mężczyzną. Twarz trochę schudła i wyszlachetniała, A cera od wiatru też ogorzała. Ponadto lewy policzek rycerza Szpeciła teraz blizna od koncerza – Ślad po ostrej bitwie lub pojedynku, Alboteż bójce w trzeciorzędnym szynku. Jednak największą w aparycji zmianą, Będącą z daleka zauważaną Było po prostu jego umięśnienie. Z pewnością w czasie drogi nie próżnował Lecz nad swą posturą ciężko pracował. Ponadto zmienił swe usposobienie: Najwyraźniej podróż go wyciszyła A także cierpliwość w nim wykształciła. Nie był już dawnym młodym gwałtownikiem, Ale rozważnym dzielnym wojownikiem. Dlatego wcale się nie zdenerwował, Kiedy wszyscy goście, którzy tam byli Jego zapytanie zlekceważyli, Gdyż się uprzednio na to przygotował. Wyciągnął z zanadrza sakiewkę złota I rzucił ją lekko na środek sali. Na to uwagę zwróciła hołota. Gdy w sakiewkę wszyscy wzrok powlepiali Sigurd powtórzył raz jeszcze pytanie, Lecz odpowiedzi nie uzyskał na nie. W izbie zapadła wręcz grobowa cisza, Iż słychać było jak każdy oddycha. Po chwili wróciły dawne debaty I tylko zmieniły się ich tematy. Przy stołach ciche krążyły uwagi: „Słyszycie? Ten obcy… On nie żartuje, Regina naprawdę tu poszukuje…” Ale przemówić nikt nie miał odwagi. Wtem wstał od stołu wojownik barczysty. Przemówił głosem donośnym i czystym: „Jestżeś ty głupi, czy tylko szalony?” Wszyscy umilkli na bójkę czekając, Zaś Sigurd odparł z niczym nie zwlekając: „Anim ja głupi, anim nawiedzony. Po prostu szukam sławnego kowala, Którego bronią, jak kiedyś słyszałem, Potwory i smoki można obalać. Lecz czy to prawda się nie dowiedziałem, Bowiem Regina dotąd nie spotkałem I jego miecza w dłoni nie trzymałem.” „Więc wiedz rycerzu z daleka przybyły: Owe opowieści prawdziwe były. Broń reginowa równej sobie nie ma, Lecz kowal zazdrosny jej ci nie odda. Nie tacy jak ty tutaj przybywali, Lecz nigdy do domów już nie wracali. Ponieważ przepadli w puszczy bez wieści Ludzie zmyślali dziwne opowieści: Jedni mówili, że Regin jest mitem I te osoby, co go tam szukały, Dzikie zwierzęta porozszarpywały. Inni zaś twierdzili, że pustelnikiem, Co w głębi lasu żywot prosty wiedzie, Nie żyjąc w bogactwie, ani też w biedzie, A wszyscy wędrowcy, co go szukali, Jego uczniami po prostu
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Areivien
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…