Pohańbiony cz.1
Żyła spokojnie do czasu...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Tej nocy nad wsią zaległy chmury, tak czarne jak najczarniejsza smoła. Wiatr huczał złowieszczo. Po wąskich alejkach między domami przemykały cienie. Najwięcej gromadziło się ich w pobliżu jednego domu. Życie ludzi w nim mieszkających w tę najczarniejszą z nocy miało ulec zmianie. Na zawsze. Cienie krążyły ponad domem coraz bardziej się do niego zbliżając by następnie, z cichym sykiem wsunąć się przez komin… Wydarzenia, jakie miały miejsce w tę noc i w ciągu najbliższych dni wymagają kilku słów wprowadzenia. Wieś, Wyrwiki była pięknie położona. Otoczona od południa jeziorem, od zachodu gościńcem, od północy i wschodu lasem. Jedynym, co psuło piękno pejzażu był zamek, wysoki, gotycki i czarny, położony na nagiej skale. Według legend w zamku mieszkała rodzina Shinoe, na którą rzucono klątwę. Podobno potężna czarodziejka zakochana w próżnym, młodym księciu rzuciła ów czar na całą rodzinę i kolejne pokolenia, setki lat temu. Nikt we wsi nie znał szczegółów przekleństwa, nie wiedział jak je zdjąć, ani czy ktoś w zamku jeszcze żyje, a tym bardziej nikt nie miał ochoty tego sprawdzać. Życie we wsi toczyło się spokojnie. Raz na jakiś czas ktoś pobił się przed gospodą lub na weselu, ale to były sporadyczne przypadki. Ludzie zajmowali się uprawą roli, hodowlą bydła i zwykłym życiem wiejskim. Stronili od kłopotów, bawiąc się przy każdej nadarzającej się okazji. Na uboczu wsi stał niewielki domek obrośnięty winoroślą. Jego mieszkańcy nie należeli do najbogatszych, ale z pewnością do jednych z najszczęśliwszych ludzi we wsi. Mimmo, głowa rodziny, zajmował się jak większość mężczyzn w Wyrwikach, uprawą ziemi. Był rosłym gdzieniegdzie łysiejącym mężczyzną, z wielkimi wąsami. Jego żona, Falle, była drobną kobietą, o zielonych oczach i siwych włosach starannie spiętych w kok. Ona, tak jak Mimmo, nie różniła się od kobiet ze wsi. Tak jak one zajmowała się prowadzeniem domu. Jedyna różnica polegała na tym, że dorabiała do domowego budżetu szyjąc drobne ubrania i świadcząc usługi krawieckie. Ich jedyne dziecko i największe szczęście, córka Nusa była zgrabną brunetką, z pięknymi szmaragdowo zielonymi oczami swojej matki. W całej wsi mówiono, że jest jedną z najładniejszych panien w okolicy, ale pewnie pozostanie starą panną przez swój ognisty temperament. Była butna i pyskata. Miała jednak dobre serce. Pomagała rodzicom we wszelkich pracach jak tylko mogła. O jej względy zabiegał pewien młodzieniec, nie zbyt urodziwy, o włosach równie ognistych jak temperament Nusy. Miał na imię Gizbut i był synem najbogatszego gospodarza we wsi. Majątek ojca zastępował mu nie tylko urodę ale i inteligencję. Mimo, a raczej głównie, dlatego, wodziło za nim oczami wiele panien. Jednak nie Nusa. Ona pozostawała obojętna na jego umizgi. Jej rodzice, choć woleliby zobaczyć córkę przed ołtarzem, nie przymuszali jej do zamążpójścia. Uznali, że wyjdzie ona za tego, kogo sama wybierze i pokocha. I to właśnie jej życie miało się zmienić owej ciemnej nocy….
Wydawało jej się, że było już południe, że spała bardzo długo. Jednak, kiedy otworzyła oczy w pokoju było całkiem ciemno. Ale właściwie, czemu? Przecież w jej pokoju jest w prawdzie małe okienko, ale z jasną firanką i o tej porze powinno być już całkiem widno. A rodzice? Czemu pozwolili jej tak długo spać? Co się w ogóle dzieje? Ostrożnie zsunęła się z łóżka, które wydawało jej się jakieś duże. Kiedy dotknęła bosymi stopami podłogi miała pewność, że coś jest nie tak, bardzo nie tak. Podeszła do okna, rozkładając ręce jak niewidomy, żeby w nic nie uderzyć. Odsłoniła ciężkie, pluszowe zasłony. To, co ujrzała za oknem zupełnie ją zaskoczyło. Rozciągał się tak widok na dziedziniec, najwyraźniej miejsca, w którym się znajdowała i las. W oddali majaczyły domki z wyraźnymi smugami dymu z kominów. „Czy to Wyrwiki?- pomyślała- Jeśli tak to gdzie ja jestem? Dalej śpię?” Odwróciła się od okna. Była w dużej komnacie, z kominkiem, wypełnionej starymi ciężkimi meblami. Ze ścian w kilku miejscach odchodziła tapeta. Właściwie może i lepiej, że odchodziła, bo nie należała do najweselszych. Łoże, z którego przed chwilą wstała było ogromne, w rogach miało cztery rzeźbione kolumny na których rozpościerał się baldachim z grubego materiału w kolorze ciemnej zieleni przetykanej złotem. Fotele i krzesła przy toaletce i biurku były obite tym samym materiałem z którego był wykonany baldachim. Wszystkie meble rzeźbione i niewątpliwie piękne mimo lekkiego podniszczenia w tym osobliwym miejscu nabierały bardziej mrocznego i strasznego charakteru. Po wstępnym rozejrzeniu się po pokoju Nusa stwierdziła, że przecież nie może tak siedzieć w nieskończoność, musi się stąd wydostać. Pozostawał jeden mały szkopuł. Nie może uciekać w koszuli nocnej. Zaczęła uważniej rozglądać się po pokoju. Zauważyła, że na stoliku przy kominku ktoś postawił duży wazon pełen czerwonych róż. Dotknęła ich opuszkami palców. Płatki były zimne i nadal mokre, jakby dopiero zostały przyniesione z zimnego ogrodu. Unosił się nad nimi słodki aromat. Potrząsnęła głową jakby otrząsając się ze snu. Zaczęła przeszukiwać szafę. Nic prócz sukien balowych. Krynoliny i gorsety nie bardzo nadają się do wydostania się z nieznanego miejsca. Wreszcie na szarym końcu, wciśnięty między ściankę szafy a jedną z kreacji zobaczyła szlafrok. „Lepsze to niż nic, a na pewno lepsze niż te suknie.- pomyślała- No tak ale, butów to pewnie tu nie znajdę. Mam nadzieję, że coś się trafi po drodze.” Włożyła szlafrok, zawiązała szczelnie i ruszyła w stronę drzwi. Najpierw przyłożyła ucho do drzwi wstrzymując oddech żeby usłyszeć co dzieje się na korytarzu, czy nikogo tam nie ma. Za drzwiami panowała zupełna cisza. Kiedy zaczęła delikatnie naciskać złotą klamkę zdawało się jej, że słyszy ciche warczenie. Umilkło wraz z puszczeniem klamki, pomyślała, że musi to być dźwięk klamki nie oliwionej od lat. Jednak kiedy uchyliła drzwi zobaczyła ogromnego szarego wilka wpatrującego się w nią żółtymi ślepiami. Warczał na nią ale nie pokazywał przy tym kłów. Kiedy chciała zrobić krok do przodu wilk pochylił łeb warcząc jeszcze głośniej. Wstrzymując oddech wsunęła się do pokoju i zamknęła drzwi opierając się o mnie plecami. - No to pięknie.- wymamrotała. Za plecami usłyszała wycie.-Teraz to już wszyscy wiedzą, że wstałam.-Spojrzała przed siebie nie widzącym wzrokiem. Dopiero po chwili uświadomiła sobie na co patrzy… - Jasne!- krzyknęła- Okno! Odległość jaka ją dzieliła od owego okna pokonała prawie biegiem. Szarpnęła za klamkę. Otwarte! Jednak jej radość nie trwała długo. Okno owszem otwarte ale znajdujące się jakieś 50 metrów nad ziemią nie dawało ratunku. - Kurwa mać!- zaklęła. W tej samej chwili drzwi do pokoju otworzyły się. Stał w nich wysoki, dobrze zbudowany młody, najwyżej 27-letni mężczyzna. Miał czarne długie włosy związane z tyłu w kucyk, szlachetne rysy i bródkę wokół ust. Był bardzo przystojnym mężczyzną. Wpatrywał się w nią przez dłuższy czas, aż wreszcie przemówił. -Witaj . Nazywam się Morrag Shinoe, jestem panem tego zamku. Jak masz na imię?- jego głos był niski, przyjemny, można by powiedzieć, że uwodzicielski. - Co ja tu robie? Kiedy wrócę do domu? Czego chcesz ode mnie?- wysyczała przez zęby. - To wiele pytań jak na początek. Odpowiedź na nie wymaga dłuższego wyjaśnienia. Myślę, że będzie ku temu stosowna okazja przy kolacji. Załóż na nią którąś z sukien. Są w szafie.- jego glos nawet nie drgnął, wciąż mówił spokojnie.- Spałaś dość długo. Nie dziwie się, po podróży zawsze chce się spać. Zaraz zawołam pokojową, przygotuje ci kąpiel i pomoże przebrać do kolacji. Czy masz jakieś życzenia? Zapewne pozostanie jeszcze dużo czasu kiedy się już przygotujesz. Więc? - Tak. Mam jedno życzenie. Odwieź mnie do domu!- krzyknęła - Hmm tego uczynić nie mogę- uśmiechnął się- jednak podziwiam odwagę. Nie wiesz gdzie jesteś, nie wiesz kim ja jestem, a mimo to pokazujesz hart ducha, odwagę…-zawiesił głos- lub głupotę. Tego nie wiem. Kiedy będziesz gotowa zejdź na dół, zacznę wtedy opowiadać ci na twoje pytania. Mój strażnik już nie będzie cię zatrzymywał. A teraz wybacz, musze wracać do swoich spraw. Skłonił lekko głowę i ruszył do wyjścia. Zatrzymał się tuż za drzwiami, odwrócił ponownie w jej stronę. -Róże. Czy podobały ci się róże?- zapytał wskazując głową stolik z wazonem. -Tak. Wolałabym jednak żebyś zamiast nich ofiarował mi na powrót moją wolność.- odparła Spojrzał na nią przenikliwie, po czym zamknął drzwi z cichym kliknięciem i odszedł. Jeszcze przez chwile słyszała jego kroki na korytarzu. Kiedy umilkły zupełnie i była pewna, że już jej nie usłyszy rzuciła się na łóżko i zaczęła płakać. Płakała długo aż w końcu zmęczona zasnęła. Obudziło ją pukanie do drzwi. -Pro…yhyh- zakasłała. Czuła suchość w ustach.- proszę- wychrypiała w końcu. Drzwi uchyliły się i do pokoju wsunęła się najpierw blond główka a potem reszta dziewczyny. Miała na sobie długą prostą suknię i fartuch. -Dobry wieczór panience. Przepraszam, że przeszkadzam ale jaśnie pan kazał przygotować panience kąpiel. Byłam kilka godzin temu ale panienka spała to zrobiłam drugą.-dziewczyna uśmiechnęła się przyjaźnie. - Nie trzeba było…yhm…przepraszam strasznie zaschło mi w gardle. Mogę prosić o coś do picia? - Oczywiście panienko. Proszę niech panienka pozwoli ze mną. Zaprowadzę panienkę do umywalni. Odpręży się panienka w kąpieli a ja przyniosę coś do picia. Czego by się panienka napiła? Proszę śmiało mówić, pan powiedział żeby dawać panience wszystko czego panienka zapragnie.-szczebiotała wesoło służąca - Ta, wszystko prócz wolności.- burknęła pod nosem Nusa. Służka odwróciła się do niej z bardzo poważną miną.- Proszę się nie dąsać. To zaszczyt dla panienki, nasz pan zwrócił na panienkę uwagę. Nie jedna chciałaby być na panienki miejscu. Na przykład pani Ivlea- dodała chichocząc- No jesteśmy na miejscu. Niech się panienka rozgości.- wskazała dłonią nieduże pomieszczenie wyłożone ceramicznymi płytkami, które kiedyś musiałby być białe, teraz lekko zżółkły. Na środku pomieszczenia stała duża wanna, unosiła się nad nią para, niezbity dowód że kąpiel była gorąca. Pod ścianami stały rzędy wieszaków pełne grubych ręczników i pułki ze szklanymi fiolkami i słoiczkami. Na kominku wesoło płonął ogień. - Proszę niech się panienka nie krępuje, proszę bardzo.- przypraszała służąca.- Jeśli się panienka mnie wstydzi, zupełnie nie słusznie zresztą, to proszę, tam na półkach są olejki do kąpieli, kremy i sole. Proszę sobie coś wybrać i wejść do wody zanim wystygnie. Niedługo wrócę z panienki napojem…Jeśli powie mi panienka na co ma ochotę.- znów uśmiechnęła się przyjaźnie. -Jak masz na imię? -Junna proszę panienki.- dziewczyna dygnęła -Ja jestem Nusa. Proszę mów mi po imieniu.- wyciągnęła rękę w stronę dziewczyny. Ta jednak stała wpatrując się w nią jakby z niedowierzaniem. -Nie mogę. Pan nie pozwala, zresztą jakby to wyglądało ja mówiąca po imieniu panience? Nie w żadnym wypadku.- potrząsnęła złotymi lokami -Proszę. Nie znam tu nikogo prócz ciebie. A swojego pana się nie obawiaj. Biorę to na siebie. Zgoda? – uśmiechnęła się do dziewczyny - Skoro panienka….znaczy skoro nalegasz. Niech będzie. - W takim razie droga Junno proszę cię o szklankę zwykłej wody. Dobrze? - Tylko wody?- Junna była zawiedziona- Mamy przepyszne wina, mogę też kazać wycisnąc dla ciebie sok z owoców albo… - Tylko woda…jeśli mogę prosić.- przerwała jej Nusa. -Dobrze tylko woda. A propos wody….- Junna wskazała brodą wannę- może skorzystasz zanim trzeci raz będę musiała grzać wodę? - A tak… oczywiście. Przepraszam- zmieszała się Nusa.- Wybacz ja… - Ojej nie, nie , nie ja nie miałam nic złego na myśli. Oczywiście nie musisz brać kąpieli teraz ja tylko tak….przepraszam.- zwiesiła smutno głowę- Lepiej przyniosę twoją wodę. Zanim Nusa zdążyła coś powiedzieć Junna dygnęła i odeszła zamykając za sobą drzwi. - No to weźmiemy kąpiel- powiedziała do siebie. Podeszła do półki z flakonikami. Wybrała jeden, odkorkowała go i ostrożnie powąchała. „ Fiołki,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Luśka85
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…