Wróć do katalogu

Pojedyńczy Okruch

Opowiadanie zainspirowane mroźną atmosferą końca bieżącego roku.Poezja zapisana prozą, szczere wyznanie siebie samej.

Meritaten, opublikowano , 12 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Powracała pewnego grudniowego wieczora do domu.Wiatr potrząsał gałęziami, chcąc równocześnie, jak się jej wydawało, oszuszyć łzy. Miała w zwyczaju płakać, gdy czuła że nie ma ku temu powodów. Łzy przelewała więc nadzwyczaj często, śmiała się i tonęła w smutku naprzemiennie. Zupełnie tak, jakby miała dwa oblicza, choć tak naprawdę dwie maski posiadał świat, jakim się zwykła otaczać.A warto tutaj wspomnieć, że świat nigdy nie otaczał jej. - Spójrz na tych zamyślonych ludzi, są tacy prości i pozbawieni namiętności.Spójrz na tych ludzi i utwórz z nimi niepełnowartościowy stop. Żadna sztabka nie jest pozbawiona zanieczyszczeń. Wyzbędziesz się natomiast gróźb własnych myśli. Czy to nie one płatają ci niewidzięczne figle, potrząsając twym sercem w jesienne wieczory? Zrób krok do przodu, porzuć płaszcz. Nie przeziębisz się. Zapewniam-szeptało cicho sumienie, wywołując rytmiczne echo rozbijające w jej umyśle kolorowe elipsy. Zupełnie tak,jakby ktoś obcy rzucił w jej spokojną taflę rozwarzań kilka brunatnych otoczaków. W jednej chwili poczuła,że marzną jej ręce. - Myślę,że to wykracza poza moje możliwości. - Ależ oczywiście,że możesz. - Zależy mi na tym, co już posiadłam. - Porzuć te plany. Nie lubiła spierać się ze swoim własnym poczuciem siebie samej. W jednej chwili pojęła,że najwyższy już czas,aby uciąć ten dialog,a zarazem natrętny monolog. Dotąd uwielbiała grudzień. Błyszczał na dnie jej źrenic migoczącymi w sklepowych gablotach żarówkami, zachwycał aromatycznym zapachem goździków i świątecznego ciasta. Kiedyś, będąc dzieckiem,łatwiej poddawała się sentymentom. Teraz karała się za postępującą ślepotę ducha, a zarazem planowała wprowadzić w życie próżny pomysł wyzbycia się wrażliwości pochodzącej ze swoistej "nadprodukcji" uczuć. Przynajmniej na tyle, by nie krzyczeć z bólu podczas wyciskania pryszczy. Bez wątpienia była ambitna. Droga do własnego, ciepłego domu wiła się między uliczkami niezbyt gwarnego, małego miasta. Jeszcze raz uwiedziona widokiem gałęzi uginających się pod ciężarem śniegu westchnęła cicho, lecz bez ulgi. Było w niej więcej goryczy niż spokoju. Choć w życiu nie doznała dotkliwej krzywdy zwykła mówić sobie, że los przykro ją doświadczył, że wiele już przeszła.Młoda, głupia, mówiła i myślała brednie, których zapewne powstydzi się za kilka lat. Zbyt dobrze potrafiła dostrzegać własne błędy, by rozpamiętywać cudze. Uważała to za wadę. - Witaj!-usłyszała dokładnie w tej samej chwili, gdy otarła się o rękaw należący do wysokiej brunetki o intensywnie brązowych oczach. Natychmiast rozpoznała znajome spojrzenie. - Cześć...-odpowiedziała trochę zawiedziona, że jej znajoma wciąż jest ładniejsza od niej. Okazała się być koleżanką z mrocznych, odległych czasów szkoły podstawowej. Była zdziwiona,że Agata nie minęła jej bez słowa, ponieważ ona miała w zwyczaju zacierać nieaktualne kontakty, prowadzić selekcję przyjaciół i znajomych. - Tak dawno cię nie widziałam...zmieniłaś się. Nie nosisz już okularów, pamiętam, że miały zabawne oprawki.Taką cię zapamiętałam. Poczuła się znieważona. Słowa byłej przyjaciółki odebrała jako dyskretną, ostrożnie dobraną obelgę. Z czasów szkoły zapamiętała tylko niewybredne wyzwiska kolegów, którzy już w liceum prosili ją o zgodę na wspólne, romantyczne schadzki. Czemu Agata nie wspomniała ani słowem o chwilach spędzonych w szkole średniej? Czemu zasięgnęła do mrocznego okresu pierwszych lat przetrwania w ogniu nauczycielskich upomnień? Zrozumiała, że gubienie pewnych przedmiotów może mieć także swoją dobrą stronę. Pozostawiona przed laty na przystanku książka telefoniczna mogła udostępnić jej drogę do nieżyczliwej koleżanki. Ludzi podłych należy unikać. - Nie wracajmy do tego. Chciałam zapytać cię o studia. Słyszałam, że wybrałaś Uniwersytet Warszawski. Jak wygląda życie studenckiej bohemy? Dużo pijesz? - zapytała z przekąsem, atakując z urojoną złośliwością. Przez lata nosiła w sobie rodzaj zazdrości, który wypalił w sposobie jej postrzegania czarne, głębokie dziury. Co prawda nie uważała się za osobę zakłamaną, ale baczyła na własne słowa, i mierzyła ich wartość. Każdym zdaniem operowała z uwagą, choć najczęściej mówiła głośno i potoczyście, nie unikając przy tym częstej zmiany barwy głosu, rodzaju gestów.Znajomi często zwracali jej z tego powodu uwagę. -Chętnie bym z tobą porozmawiała, moja droga, ale zrozum, bardzo się śpieszę na autobus. Mój Superman naprawia swój samochód, zadawalam się systemem komunikacji miejskiej. Sądzę,że powinnyśmy się umówić na dłuższe spotkanie. Ploteczki to świetny dodatek do kawy. Zadzwonię - wycedziła przez zęby Agata, składając na jej policzku powściągliwy, koleżeński pocałunek. - Świetny pomysł, będę czekała - odpowiedziała cicho, pocierając powiekę. Cóż, wąż usiłuje wtargnąć w najbliższy wolny weekend.Pogodzona z tą myślą uśmiechnęła się do swej rozmówczyni, odwracając się na pięcie. - Do zobaczenia! - Pa. Jak bardzo nienawidziła odmrażać czegoś, co było zepsute tuż przed falą chłodu. Wiedziała podświadomie, że mija się w ten sposób z celem, i stawia się w świetle natarczywych pytań i obserwacji czujnych oczu. Nienawidziła przedstawiać się dwukrotnie, zupełnie tak, jakby słuchacz nie zrozumiał pierwszej odsłony. Było to bez wątpienia kłopotliwe doświadczenie, którego z premedytacją unikała nawet w życiu codziennym. Zawiązując nową znajomość naciskała symbolicznie na każdą głoskę, błagając o bezgraniczną uwagę poświęconą tylko jej. Warto tutaj wspomnieć,że ceniła sobie chwile, gdy znajdowała się w centrum bieżących zdarzeń. Czasami nawet, siedząc na balkonie z nogami zadartymi wysoko o balustradę marzyła o swej karierze medialnej. Gdy patrzyła w gwiazdy szukała pośród ich migotliwego zbioru siebie samej. Stanowiła ciekawy zlepek niedoszłej aktorki, zawiedzionej narzeczonej i opiekunki dzieci. Ucieleśniała w swoim postępowaniu długi,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych