Pomarańcza
Życie to sztuka podejmowania decyzji, nawet tych, które z pozoru wydają się absurdalne. Przeznaczenie.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Padało. Krople deszczu rozpryskując się o betonowy chodnik odmierzały sekundy. Przedziwna zasłona niebiańskich łez okrywała świat zamykając go w szklanej kuli. Maria wracała z wykładów bez parasola, bez płaszczu przeciwdeszczowego, bez jakiekolwiek zabezpieczenia przed deszczem. Na ramieniu miała przewieszoną skórzaną torbę, w ręku trzymała siatkę ze świeżymi pomarańczami. Mokła. Ludzie uciekali skrywając się pod dachami, parasolami, co szybciej, co prędzej, by uniknąć całkowitego zmoczenia. Marysia szła powoli delektując się widokiem niby tak prostego zjawiska, a jakże pięknego. Najchętniej wcale by się stąd nie ruszała, wcale nie wracałaby do domu, tylko usiadłaby na chodniku i przyglądała się światu zza przezroczystej firany. Krople pieściły jej twarz odbijając się lekko od delikatnej skóry, różanych policzków, odsłoniętego czoła. Sprawiało jej to ogromną przyjemność. Pochłonięta owym uczuciem zadowolenia i beztroski doszła do stacji metra. Ludzie patrzyli na nią lekko oburzeni, gdy weszła do wagonu przemoczona, a z wielkim uśmiechem na twarzy. Nie wywarło to na niej jednak żadnego wrażenia. Była bezproblemową optymistką, wzorem kobiety szczęśliwej. - Przepraszam, czy nie jest pani zimno? – usłyszała zza pleców doniosły męski głos. Odwróciła się. - Nie, nie jest, dziękuję – odpowiedziała uśmiechając się do przystojnego ciemnookiego mężczyzny, który zdawał się być lekko ponad trzydziestkę. - Przecież jest pani cała mokra – nie dawał za wygraną. - Naprawdę, proszę się nie martwić, nic mi nie będzie. - Czy mógłbym dostać jedną pomarańczę? – zapytał nagle. Prośba była absurdalna. Maria straciła orientację, grunt pod nogami zaczął się niebezpiecznie odsuwać. Uraczyła nieznajomego zmieszanym uśmiechem i ignorując go odwróciła się w milczeniu. Poczuła dziwny ucisk, coś na miarę lęku, obawy, strachu. Pociąg zbliżał się do jej stacji. Maszynista wyhamował lekko, drzwi rozsunęły się. - Jak ma pani na imię? – usłyszała za sobą pytanie stłumione dźwiękiem otwieranych wrót. Wychodząc instynktownie odwróciła się. Ludzie opuszczali wagon ocierając się o nieznajomego, nie zwracając uwagi ani na nią ani na niego. Lekki dreszcz przeszedł przez ciało dziewczyny w odzewie na pytanie, pozostawiając w środku niezwykłe uczucie wypełnienia. Mężczyzna patrzył na nią wzrokiem pełnym podziwu i fascynacji. - Pomarańcza ! – krzyknął. Zdążyła odruchowo włożyć dłoń do siatki i rzucić obcemu owoc. Szybko potem drzwi metra zatrzasnęły się z łomotem, zamykając przed Marysią wielką tajemnicę. Wszystko to działo się strasznie szybko, w niezwykłym tempie. Wszystko to były ułamki sekundy, wszystko chwile odbijające się głuchym echem w jej umyśle. - Maria – wyszeptała patrząc zza szyby na mężczyznę, który oddala się wraz z pociągiem. Dziewczyna stała nieruchomo przyglądając się maszynie, która nabierała szybkości. Kolory zlewały się ze sobą pustosząc jej wnętrze. Woda ciekła po jej twarzy, po jej dłoniach, po soczystych pomarańczach. Bez chwili zastanowienia ruszyła w stronę domu.
Padało. Marysia wyjrzała przez okno i wiedziała, że tym razem musi wziąć ze sobą parasol, chociaż unikała tego, z racji zamiłowania do moknięcia. Minęło wiele dni od momentu jej spotkania z nieznajomym, jednak nie potrafiła o nim zapomnieć. Wypatrywała go gdziekolwiek by nie była, często prowokowała los wchodząc do metra na tej samej stacji, o tej samej godzinie, co tego pamiętnego popołudnia. - Marysiu kochanie, czy nie kupiłabyś mi kilku pomarańczy? – matka zapytała, widząc jak córka w przedpokoju szykuje się do wyjścia. - Jasne, a co robisz? – zapytała zaciekawiona. - Ciasto. Dlatego zależy mi, żebyś je szybko przyniosła. - Dobrze. Chwyciła parasol i wybiegła z domu. Do najbliższego sklepu nie miała daleko, dlatego stwierdziła, że nie będzie się śpieszyła. Wsłuchiwała się w deszcz, w niezwykłą muzykę jaka płynęła z odbijających się od chodnika kropli. Napawało ją to szczęściem. Weszła do małego sklepiku zostawiając na zewnątrz parasol. - Dzień dobry, czy są pomarańcze? – zapytała od progu. - Niestety – westchnął bezradnie sprzedawca. Uśmiechnęła się do znajomego mężczyzny i wyszła lekko zamykając za sobą drzwi. Nie pozostawało jej nic innego jak udać się do kolejnego sklepu, a takowych na szczęście w jej okolicy nie brakowało. W żadnym jednak nie udało jej się zdobyć pożądanych owoców, a zegarek mówił, że przekroczyła już limit swoich poszukiwań. Zadzwoniła do mamy i przeprosiła za nie wywiązanie się z prośby. - Wracasz do domu? – matka zapytała. - Nie, powłóczę się jeszcze. Wrócę jak się ściemni – pożegnała się i odłożyła słuchawkę.
Padało. Padało coraz intensywniej, a Marysia coraz bardziej oddalała się od domu. Odwiedzała po kolei sklepy, aż w końcu udało jej się zdobyć koszyk upragnionych pomarańczy. Była szczęśliwa. Wybiegła i zaczęła kierować się w stronę domu. Nabierała coraz większej ochoty, by złożyć parasol i zmoknąć. Bez zastanowienia tak też zrobiła. Zaczęła beztrosko biegać po kałużach i znów poczuła tę przyjemną, odurzającą lekkość, kiedy krople odbijały się od jej twarzy. Szybko się jednak zmęczyła i zwolniła tempa. - Przepraszam, czy nie jest pani zimno? – usłyszała za sobą znajomy głos – Przecież jest pani cała mokra – tak, to był ten głos – Czy mógłbym dostać jedną pomarańczę? Odwróciła się. Przeczucie ją nie myliło – to był nieznajomy. Oniemiała. - Jak ma pani na imię? – zapytał uśmiechając się lekko. - Maria – odpowiedziała niepewnie. Nastało milczenie. - Proszę – zanurzyła rękę w koszyku i podała mężczyźnie owoc. Popatrzył na nią pytającym wzrokiem – Oto pomarańcza, o którą pan prosił. - Dziękuję – przyjął podarunek. Stali tak w milczeniu dłuższą chwilę. Dziewczyna zatapiała się w brązowych oczach nieznajomego, nie mogąc ich oderwać ani na chwilę. Miliony myśli kłębiły się w jej głowie nie pozwalając na wyduszenie z siebie słowa. Mężczyzna moknął razem z nią, uważnie się jej przyglądając. - Chodź ze mną – powiedział nagle. Maria przestraszyła się. Jego propozycja była równie absurdalna, jak prośba o pomarańczę, wtedy w metrze. Tylko tym razem uśmiech nie mógł wystarczyć. Trudno jej było skupić myśli, powiedzieć coś racjonalnego, odpowiedzieć mu cokolwiek. Milczała. - Chodź ze mną – ponowił propozycję. Patrzyła na niego zupełnie zdezorientowana. Wiedziała, że jeśli nic teraz nie zrobi straci szansę po raz drugi, straci dar od losu, straci tego mężczyznę na zawsze. - Gdzie chcesz bym z tobą poszła? – wymusiła na sobie kilka słów. - Tam, gdzie chcę cię zabrać – ton jego głosu był spokojny i…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Ska
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…