Powieść Drogi o Janku i towarzyszach
Wyprawa młodego Janka i jego przewodników do zagadkowej krainy w poszukiwaniu sensu życia.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
POWIEŚĆ DROGI - O JANKU I TOWARZYSZACH
I. SPOTKANIE INDYWIDUUM
"Freedom is just another word for nothing left to loose... bye bye, lalala..." W głośnikach dał się słyszeć ów kobiecy, mocno zachrypły śpiew. Był wczesny środowy wieczór i kawiarnia wypełniona była częściowo ludźmi. Nie znaczy to, że resztę przestrzeni zajmowały rasnoludy, gobliny i mroczne elfy - nic z tych rzeczy; znaczy to tyle że lwia część kawiarnianych stolników pozostawała pusta. Te okupowane, obstawione były przez upojoną, rozbawioną młodzież, która właśnie zakończyła egzamin maturalny z wiedzy o społeczeństwie. Przy jednym wszakże stoliku, naprzeciwko siebie siedziało dwóch mężczyzn; jeden miał bardzo długą czarną brodę (choć jak sam skrycie twierdził nie była wcale tak długa jakby chciał, porównując ją do bród jego braci, jakkolwiek bród jego braci nie jest i prawdopodobnie nie będzie nam dane nigdy zobaczyć) i jasnoszary strój przypominający worek na ziemniaki, a na nogach miał zniszczone sandały sprzed wielu, wielu lat. Drugi mężczyzna był młodszy od brodacza, sam też nie miał takiego atrybutu; w oczy rzucała się jego rozwichrzona czupryna jasnych włosów, mocno pomarańczowy sweter w blado-zielone paski i również zniszczone buty, każdy z dwoma dziurami na wierzchu, ale bynajmniej nie były to sandały. Młodzież obserwowała ciekawych gości ze sporym ubawem, nie natknęła się bowiem na takich przedstawicieli społeczeństwa ani w swojej nauce o społeczeństwie, ani w swoim dziewiętnastoletnim doświadczeniu empirycznym, obejmującym spotykanie różnych dziwnych ludzi, zdawałoby się - tak odmiennych od siebie, a będących tak podobnymi pod względem nieodparcie odczuwanej powinności bycia dziwnym - toteż dwaj mężczyźni zostali w bezlitosnym założeniu myślowym młodzieży potraktowani jako wybitnie dziwni: trolle albo borostwory. Jeden z maturzystów, posiadający cudownie ocalony zmysł badawczej ciekawości - Janek - wyrwał się od swoich rechoczących kompanów i nieśmiało spytał mężczyznę w mocno pomarańczowym swetrze w blado-zielone paski czy mógłby się przysiąść. Mężczyzna zgodził się ochoczo, potrząsając z zadowolenia czupryną i rzucając okiem na swego kompana. Brodacz miał kamienną twarz, ale wprawny obserwator jakim był człowiek w mocno pomarańczowym swetrze w blado-zielone paski dostrzegł ledwo uchwytny cień przerażenia w duszy brodacza, zamanifestowany w nikłym ruchu lekko piwnej gałki ocznej. - Dzień dobry panom, mam nadzieję że nie przeszkadzam... - zaczął Janek niepokornie podnosząc oczy na starszego człowieka. W tym momencie chór maturzystów ryknął potężnym końskim śmiechem i nieopatrznie rozbił o podłogę kufel z piwem. - Ha! Ależ skąd! - pospieszył z radosną odpowiedzią młodszy mężczyzna, być może chcąc uprzedzić wypowiedź starszego, który nabrał już dużo powietrza w płuca. - Chciałem panów spytać - kontynuował nieco mniej pewnie Janek - chciałem spytać... właściwie to chciałbym się o panach dowiedzieć jak najwięcej, bo patrząc na ubiór wydają się nam panowie bardzo, bardzo ciekawi... Brodacz poczerwieniał, chyba ze złości albo ze wstrzymanego oddechu. Drugi mężczyzna znowu się ucieszył, tak że podskoczył na krześle. Odezwał się ponownie błyskawicznie: - Cudownie! Świetnie trafiłeś! Czy masz tu świadectwo maturalne ? - No mam... chce pan zobaczyć ? - Nie, potargać. - Po... słucham ? - Jankowi oczy wyszły na wierzch, a reszta wesołej kompanii ucichła jakbym ktoś nagle uciszył spienione fale. Brodacz uśmiechnął się szydersko pod wąsem, a wypada zaznaczyć że wąsy posiadał całkiem bujne, chociaż trudno je było odróżnić od gęstego sitowia brody. - Masz rację, nie będziemy robić nieprzyjemnego hałasu - odparł równie żywo jak wcześniej człowiek w pomarańczowym swetrze - daj je tutaj. Minęło około minuty zanim Janek, po ogarnięciu zdziwienia, postanowił zaryzykować i podsunął dziwnemu mężczyźnie swoje świeżo-zdobyte świadectwo. Dziwak szybkim ruchem chwycił je w paluchy i ustawił w samym środku płomienia świecy, która stała na stoliku. Zanim Janek zdążył zareagować, w świadectwie była wypalona ogromna dziura. - Ależ.... - zakłopotał się, ale co ciekawe nie zdenerwował maturzysta - ależ... co pan zrobił z moim świadectwem ? - Nie będzie ci potrzebne. Właśnie wyruszyłeś w drogę wielbłąda - błyskawicznie zripostował mężczyzna. Poważnie zniesmaczeni towarzysze Janka postanowili opuścić lokal i rzucając lodowate spojrzenia w kierunku osób siedzących przy stoliku kolegi, w milczeniu udali się pod pobliski most nad Wisłą. Oczekiwali, że towarzysz zabierze się z nimi, ale tak się nie stało, towarzysz przyglądał się swemu rozmówcy i jego dziwnemu towarzyszowi pół-przytomnymi ze zdziwienia oczami. Jakaś tajemnicza siła trzymała go na miejscu. - Ja.. nie rozumiem.. czy panowie wyszli ze szpitala dla obłąkanych ? - zapytał Janek grzecznie. Młodszy mężczyzna ryknął bawolim śmiechem, a u brodacza zaobserwować można było wydatne wydęcie się policzków, co też prawdopodobnie było wyrazem stosunkowo dużego rozbawienia. - Nie, weszliśmy do niego - odrzekł pierwszy po uspokojeniu się śmiechu Janek był coraz bardziej oszołomiony, ale też coraz bardziej zaciekawiony, a przez to nie odczuwał ani zniecierpliwienia ani wściekłości wobec osobliwego zachowania dwóch indywiduum. - Poproszę 2 kieliszki białego wina - zwrócił się wesoło mężczyzna do przechodzącego kelnera. Zapadła chwila milczenia. Janek niepewnie przerzucał wzrok na swoich towarzyszy. Indywiduum z brodą zachowało kamienną twarz z delikatną smugą rozbawienia, drugie indywiduum rozglądało się po pustej kawiarni jak dziecko, zatrzymując kilkukrotnie zaciekawiony wzrok na Janku. Po chwili kelner przyniósł wino, kieliszki postawił przed dziwnymi mężczyznami. - Nie, nie, Ambroży nie pije - mężczyzna w mocno pomarańczowym swetrze gwałtownym ruchem przesunął kieliszek przed Janka - Ależ - kontynuował zwracając się do kelnera - zamawiałem białe wino, proszę pana ! Kelner pochylił się i przypatrzył zawartości kieliszków. - To jest białe wino, proszę pana - odrzekł spokojnie - To jest białe wino ? - niepokorny klient podniósł swój kieliszek pod światło - gdzie pan tu widzi białe wino ? - No przecież to jest białe wino, co pan wygaduje! - zniecierpliwił się kelner - Jak to jest białe wino, to ja jestem albinosem. To wino jest żółte! Kelner zaniemówił. Wino miało istotnie kolor żółty. - Ależ chyba każdy wie że to wino się tak nazywa - bąknął zmieszany kelner i zagryzł lewą dolną wargę - To nie była nazwa, tylko rodzaj wina. Wskazujący na kolor. Ma pan białe wino czy nie ? Kelner pokręcił gwałtownie głową i odszedł nic już nie mówiąc. - Widzisz, to jest dopiero wariat - zwrócił się do Janka mężczyzna, który zamówił wino. No to, co gotów do drogi na jutro ? - wykrzyknął jeszcze głośniej Janek zmieszał się ponownie. Tajemnicza siła pchała go jednak w kierunku tego dziwaka. - To świetnie! - nie czekał na słowną odpowiedź mężczyzna - wyruszamy jutro z rana. Bądź tutaj o wschodzie słońca ! Do zobaczenia - to mówiąc wstał i razem z Ambrożym wyszli z kawiarni pozostawiając zapłatę kelnerowi. Janek wracał zamyślony do domu. Wsiadł w autobus, po chwili jazdy zorientował się że nie sprawdził do jakiego autobusu wsiadał. - Przepraszam, jaki numer ma ten autobus ? Czy to jest 319 ?- zwrócił się do siedzącej naprzeciwko niego nieco bladej postaci opatulonej potężnym futrem. - Nie, nie, to jest 387 ! - kraczącym głosem odparła zapytana postać - Ojej - zmartwił się chłopak - muszę się przesiąść do 319, 387 jedzie zupełnie w inne miejsce - i wysiadł na przystanku. Gdy autobus z którego wysiadł odjeżdżał, Janek dostrzegł jego numer - 319. - Co za oszustwo! - oburzył się i ze złości uderzył w śmietnik, z którego wysypało się kilka śmieci. Był to odruch dość zadziwiający u spokojnego maturzysty, ale też nie spotkał się on jak dotąd z podobną sytuacją.
II. WYPRAWA SIĘ ZACZYNA
Następnego dnia o wschodzie słońca towarzystwo zebrało się w umówionym miejscu. - Witaj! Jestem Czwartek - przedstawił się w końcu jegomość w mocno pomarańczowym swetrze, który też miał na sobie - potrząsnął zamaszyście ręką Janka, tak jakby spotykali się po raz pierwszy - Janek... - bąknął zdziwiony jak zwykle młodzieniec potrząsając rękę Czwartka. - To jest Ambroży jak wiesz - Czwartek wskazał na brodatego towarzysza, który też wyciągnął rękę do Janka - A pan Ambroży nie mówi ? - spytał w końcu Janek. Od poprzedniego dnia był tego bardzo ciekaw, ale wstydził się zapytać - Ambroży jest mnichem - wyjaśnił pan Czwartek - złożył śluby wieczystego milczenia. - O jejku.. No a wczoraj jak siedzieliście w kawiarni to nie rozmawialiście ? - dopytywał młodzieniec - Nie rozmawialiśmy - ucieszył się nagle rozmówca maturzysty - ruszajmy w drogę, już czas - dodał zdecydowanie po rozglądnięciu się na boki i zauważeniu jakiś dziwnych obiektów, które zbliżały się do miejsca spotkania. - Są! Są! - kontynuował radość podskakując trzykrotnie. Do grupki zbliżał się bowiem niecodzienny zaprzęg. Był to woźnica siedzący na ośle, prowadzący po swoich bokach dwa inne osły. Kompania ta przypędziła do przyszłych wędrowców w zadziwiająco szybkim tempie. - Dzień dobry panie Czwartek - odezwał się woźnica - przepraszam za spóźnienie, nie mogłem dobudzić Katara. Bigos jest za to w świetnej formie, trzeba go tylko odpowiednio podkarmić - poklepał swojego rumaka po szyi. - A Rakieta ? - spytał Czwartek - Rakieta jak zawsze bije rekordy prędkości - odrzekł z dumą woźnica zsiadając z Bigosa - Dziękuje Karolu! - krzyknął Czwartek i wskoczył na Rakietę. Przy Janku pojawił się Bigos, Ambroży z lekko skwaszoną miną dosiadł Katara. - W drogę! - zakrzyczał znowu przewodnik i cała trójka na swych pojazdach ruszyła przed siebie, w gruncie rzeczy nie wiadomo było dokąd. - Dokąd jedziemy ? - odezwał się Janek po starcie - Jedziemy odwiedzić Pannę Środę - huknął jak z armaty towarzysz Janka
III. PANNA ŚRODA
Panna Środa mieszkała w drewnianym domku na granicy puszczy. Cały czas spędzała w swej chacie wiecznie nad czymś pracując. Pan Czwartek zsiadł z rumaka, stanął przed drzwiami chatki i potężnie w nie zastukał. Po chwili wrota otworzyły się i oczom zebranych ukazała się młoda niewiasta o złotych włosach. - O, witaj wujku! - niewiasta rzuciła się z radości na szyję Czwartka - To moi towarzysze - przedstawił zebranych wujek - Ambrożego już znasz, a to Janek, wyruszyliśmy razem w drogę - To cudownie! Podróżowanie po drodze jest takie ekscytujące i kształcące. Wejdźcie, proszę! Zostawcie wasze rumaki tutaj przy żłobie Towarzysze weszli do chatki. A była to zaprawdę dziwna chatka. Jedna duża izba, której większość powierzchni zajmował dębowy stół. Na stole były rozłożone ogromne puzzle, około połowa kawałków była dopasowana, reszta pozostawała w rozsypce. - Jak ci idzie ? - spytał Czwartek patrząc na układankę - Oh, powoli do przodu, ale ciężko ostatnio. Nie mogę znaleźć brakującego elementu z korzeniem buku. Podejrzewam, że Chcifor mi go wykradł - Ho! Moja droga! - rozjątrzył się Czwartek - nikt ci nie może wykraść elementów układanki, nikt, nawet Chcifor! Wszystkie elementy są do twojej dyspozycji i tylko do twojej! - No.. ale nic mi teraz nie pasuje w tych korzeniach... - posmutniała Panna Środa - Korzenie to najważniejszy moment w układance, chyba też najtrudniejszy. Jeśli je ułożysz, dalej powinno ci iść już stabilnie, mimo oczywiście trudności które się pojawią - pouczał siostrzenicę wujek Janek od dłuższego czasu wpatrywał się w puzzle. - O, tutaj jest brakujący element! - wykrzyknął, wziął kawałek puzzla z korzeniem i wpasował go do szerszego kontekstu układanki. Element pasował. Panna Środa popatrzyła na młodzieńca z wielką wdzięcznością, niczym na wybawcę. Podskoczyła z radości dwukrotnie, podobnie jak to robił jej wujek i rzuciła się na szyję Jankowi -Oh, dziękuję, dziękuję ci bardzo.. teraz pójdzie mi już łatwo. Janek był bardzo zadowolony z obrotu sytuacji i bąknął tylko - Oh, drobiazg.... Ale stało się cos dziwnego. Element układanki, który wpasował młodzieniec nagle wyskoczył z miejsca i rozpłynął się wśród innych kawałków. - Jak to ? - zdziwiła się Panna Środa, aż jej bruzdy na czole wydatnie się podniosły - Mówiłem ci, że tylko ty możesz dopasować elementy układanki - odezwał się Czwartek - nikt inny za ciebie tego nie może zrobić na trwałe. To twoja układanka. Janek ma swoją. Po chwili milczenia młodzieniec powiedział: - Ależ ja nie układam żadnych puzzli! - Układasz - zarechotał wuj Panny Środy - układasz, tylko nie takie. Twoją układanką jest nasza droga. Drogą Środy jest ta układanka. Tak jak zarówno jej jak i tobie, przejście twojej drogi przez Środę nic nie da, tak też ani jej ani tobie nic nie da ułożenie przez ciebie jej puzzla. Rozumiesz ? Janek podrapał się po głowie. - A co z twoją drogą ? - zapytał po chwili - Oh, dla mnie to już nie ma znaczenia - uśmiechnął się Czwartek - moją drogą jest to, abyście się trzymali waszych dróg. - Hmm... a co z Ambrożym ? - Janek popatrzył na milczącego towarzysza, który oglądał przez okno baraszkujące przed chatą zające. - Ambroży ma też ma swoją specyficzną drogę. Pracuje nad nią długo, milczy już od 25 lat. - No.. a dokąd prowadzą te drogi ? Czwartek rzucił badawczym okiem na Janka, jakby zastanawiając się co odpowiedzieć. - Drogi prowadzą do jednego celu. Ale chodźmy dalej, dość na razie tych filozofii! - zakomenderował przewodnik. Trójka wędrowców pożegnała się więc serdecznie z Panną Środą i dosiadła ponownie swych rumaków.
IV. ODWIEDZINY U CHCIFORA
- Mój pojazd strasznie się wlecze - poskarżył się Janek - ciągle muszę go poganiać a i tak zostaję w tyle. - Przyspieszymy jak będzie potrzeba - odpowiedział Czwartek. Wędrowcy zatem poruszali się dość powoli. Zapuszczali się w głąb puszczy. Wkrótce też ich oczom ukazała się kolejna drewniana chatka. Zanim zbliżyli się do niej, drzwi domku otworzyły się i z środka wyszła blada postać w czarnym płaszczu. Nie rozglądając się nigdzie, czarna postać w mgnieniu oka zniknęła wśród drzew puszczy. - Oto siedlisko Chcifora - oznajmił przewodnik - najlepiej będzie jeśli ją ominiemy - i Czwartek zawrócił swą Rakietą na wschód od chaty - Bardzo chciałbym poznać Chcifora - ożywił się Janek - To nie jest dobry pomysł. Chcifor nie idzie dobrą drogą - oznajmił Czwartek - Ale to musi być bardzo interesująca postać ! - uparł się Janek - odwiedzę go tylko na chwilę! - Eh - zastanowił się przewodnik... - no dobrze, ale weź ten magiczny worek i jeśli będzie grozić ci niebezpieczeństwo, natychmiast wysyp jego zawartość w chacie Chcifora, to cię zabezpieczy przed jego mocami - Czwartek podał zawiniątko Jankowi Zadowolony młodzieniec zastukał do chaty Chcifora. Drzwi otwarły się natychmiast i przed…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil petrus
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…