Wróć do katalogu

Powrót do domu. cz2

Dalsza część opowiadania.

jackassJKD, opublikowano , 13 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Autobus odjechał, a Anna została sama na skraju mrocznego, szumiącego lasu. Światła pojazdu szybko znikły za zakrętem nieoświetlonej drogi. Młodą księgową ogarnęło przerażenie. Nie spodziewała się, że będzie tu tak ciemno. Poprawiła fioletowy żakiet i poszła w stronę ściany drzew. Słyszała tylko szum liści. Nawet sowy, które zwykle straszyły wędrowców, tej nocy były nadzwyczaj cicho. Mijając pierwsze zarośla poczuła zimny, wilgotny wiatr podwiewający jej sukienkę. Przeszył ją dreszcz. Przypomniała sobie swój sen i przyspieszyła kroku. "Nie, nie mógł mnie przecież zdradzać" myślała "Zorientowałabym się. Przecież bardzo mnie kocha." Nagle szelest liści zagłuszył inny podobny dźwięk. Jakby ktoś szedł tuż przed nią z nogą owiniętą reklamówką. "Czyżby ten degenerat z autobusu?" Wspomnienia z autobusy stały się bardziej realne. "Może to jednak nie był sen. Może ta wariatka też była prawdziwa". Nie wiedziała co robić. Chciała jak najszybciej przytulić się do męża, ale była świadoma, że jak przyspieszy jeszcze bardziej to może dogonić osobę, która z całą pewnością również przedzierała się przez las. Grzmot. "Cholera znów ta burza". Błysk pioruna rozświetlił na ułamek sekundy cały las. W niedużej odległości Anna ujrzała chwiejnie poruszającą się postać. Nie była pewna czy to ta sama osoba co w autobusie. Kolejny błysk. Postać zatrzymała się. Patrzyła na nią. Kolejny piorun. Osoba znikła -Kurffa. Szeklęte koszeniee. Kchanie.. Ne estem szeciesz ijany.- usłyszała. -Pomocy... Niech mnie...ktoś...ktoś odniesie.- Nie wiedziała co robić. Czy uciekać, czy pomóc biedakowi. "Jest pijany, jeśli go tu zostawię może coś mu się stać. A jeśli to zboczeniec? Nie, nie zaryzykuje. Poza tym muszę się rozprawić z tym zdradzieckim mężusiem. Na pewno mnie zdradza." Anna szybko skręciła. "Musisz go zabić" usłyszała znajomy głos w swojej głowie, jednak zignorowała go twierdząc, że to tylko jej podświadomość. "Ten pijak. Pomóż mu" Zatrzymała się. Znów zaczęło padać. Niestety 7 marca na drzewach nie było jeszcze liści, zaś sosny raczej nie chroniły przed zimnymi kroplami. -Pomocy!!! Uszę szonie dać kffiatka.- Anna poczuła się bezradna, osaczona. Z jednej strony zła na męża, pracę, szefa,( "Chcę mieć dzieci, jednak ty nie czujesz się gotowy."), całe życie z drugiej te dziwne głosy, sny, nieznajomy pijak w potrzebie. "Co robić?" Kolejne błyskawice przecinały bezgwiezdne niebo. Tylko czasami blady księżyc wychodził zza chmur. Postanowiła, że jednak pomoże biedakowi. Ruszyła w jego kierunku. Zobaczyła go leżącego w błocie. Był cały ubrudzony i mokry. W jednym ręku trzymał złamanego tulipana. Podała mu dłoń. -Dziękuję panienko. A teraz uszę usz iść. Zaraz dzień kobiet uszę ać szonie tulipanka- -Mało panu. Chyba ostatnio też pan dał żonie kwiatka pod wpływem. I jak się to skończyło- Powiedziała wskazując na nogę owiniętą jednorazówką z hipermarketu. - O szym pani uwi?- zdziwił się - Słyszałam, że żona odcięła panu nogę- "Po co ja mu to mówię? Skąd niby ja miałam to wiedzieć?" - Czy pani.. jest porąbana. Odcięła nogę? Mosze i wypiłem kroszeczke za dużo, ale pani to chyba jest zdrowo pierdolnięta. Doficenia- powiedział, odwrócił się na pięcie i pomaszerował w głąb lasu. Anna spojrzała na nogi dziwnego pana. Tym razem nie zauważyła na nim żadnej torebki. "Musisz teraz zabić męża" znów ten aksamitny głos. Anna czuła się coraz bardziej przerażona. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Podejrzewała, że to od stresu, jednak żeby mieć takie dziwne halucynacje. Przyspieszyła kroku. Nie zważała na kałuże i gałęzie, które rozdzierały jej ubranie i raniły delikatną skórę. " Może powinnam przespać się z szefem? Może on przynajmniej będzie mnie kochał? Jego żona na pewno nie będzie miała nic przeciwko. Mieszka przecież w Stanach. Syn jest już prawie dorosły. Na pewno zrozumie. Ale przecież ja kocham Mateusza" Kolejny grzmot i silny podmuch wiatru. "On mnie też. Nie zdradza mnie". Poczuła zapach orientalnych dań. " Jakiego chcesz dowodu, ślepa kobieto" Anna zatrzymała się i spojrzała do tyłu przez ramię. Tuż za nią stała staruszka. Miała siwo- czarne włosy, w rękach trzymała torby wypchane ubraniami. Miała na sobie szary płaszcz przeciwdeszczowy. Wyglądała znajomo. Błysk. Zobaczyła dokładniej jej pomarszczoną twarz. To była ta sama kobieta co w autobusie. Lecz tym razem wyglądała normalnie. -Czego ode mnie chcesz!?- krzyknęła z przerażeniem ze łzami w oczach. - Zgubiłam się. Chcę dostać się na plażę przy jeziorze. -To w tamtą stronę- wskazała jej ręką i szybko poszła w swoim kierunku " I tak go zabijesz" usłyszała w swojej głowie aksamitny kobiecy głos. Odwróciła się i zobaczyła tylko zarys kobiety z dużą kokardą we włosach. " Nie to nie możliwe" pomyślała "Kochanie przytul mnie. Szefie. Ratuj" Potknęła się. Uderzyła głową w konar drzewa. Straciła przytomność.

* * *

Szedł mokrym szerokim chodnikiem, z gracją alkoholika wymijając kałuże. Było już po 24. Zaczął się dzień kobiet. "Na pewno moją żabka ucieszy się że jako pierwszy dam jej kwiatka" Dumnie trzymał w ręku lekko zwichrowanego od wiatru krwistoczerwonego tulipana. Po kilkunastu minutach stał pod drzwiami do mieszkania. Zapukał. Był pewny że żona rzuci mu się w ramiona gdy zobaczy prezent. Nie czekał długo. Widocznie jeszcze nie spała. - Niespodzianka- zatoczył się do wąskiego przedpokoju- szyskiego dobrego s okazii fojego spięta.- Nastawił policzek w oczekiwaniu na słodkiego buziaka. Po chwili leżał już na ziemi. Żona uderzyła go celnie prosto w żuchwę. - Ty chuju. Nawet w taki dzień przychodzisz najebany!- trzymała w ręku siekierę - Kocham cię- nie był przerażony wiedział, że źle zrobił. To nie była jego wina. Był chory. Poważnie chory. -Szepraszam. Skarbeńku mój kochany- złapał ją za nogi, jednak ta była nieugięta. Uderzyła męża trzonkiem siekiery w głowę. "Mało panu. Chyba ostatnio też pan dał pan żonie kwiatka pod wpływem. I jak się to skończyło" usłyszą tylko aksamitny kobiecy głos w obolałej głowie. - Kochanie. Kiedyś było tak wspaniale. Pomóż mi wyjść z tego- czuł się naprawdę okropnie i to nie z powodu rozciętej głowy czy obolałej szczęki. Pił już od kilku lat. Życie go do tego zmusiło: syn zginął dźgnięty nożem podczas meczu derbowego, stracił pracę, żona była jakby obca. Nigdy mu nie pomagała, ale on wciąż ją kochał. Nawet kiedy leżał u jej stóp. Czuł, że z nią jest mu najlepiej. -Ty draniu nie mam do ciebie siły- kolejny cios. Grzmot za oknem. Błysk. Znów zaczęło padać. - Tylko mi pomóż sam sobie z tym nie daję rady. Ale z tobą...- kolejny cios.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych