POWSTANIE 2275
W przyszłości nie będziemy sami. Wśród nas żyć będą także klony. Oto historia pewnej rebelii...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
POWSTANIE 2275
Jason siedział na podłodze, w rogu sali. Był zamyślony. Miał zmartwioną minę. On nie pamiętał już czasów, gdy wszyscy byli równi, gdy klony uważano za ludzi. Od dzieciństwa wmawiano mu, że jest gorszy, że jest tylko nieudolną kopią, laboratoryjnym produktem. Pamiętał wyzwiska i groźby oryginałów (tzw. prawdziwych ludzi), a także wszechobecną pogardę i wyzysk. Potem przyszło powstanie, którego koniec właśnie się zbliżał. Jason rozejrzał się po sali. W obszernym pomieszczeniu było bardzo tłoczno. Klony siedziały koło siebie na podłodze, jeden przy drugim, stykając się ciałami. Ciszę co chwila przerywały: huk wybuchających na powierzchni bomb i płacz przerażonych dzieci. W sali znajdowały się głównie kobiety, dzieci i starcy. Mężczyzn było niewielu. Wszyscy zdatni do walki uczestniczyli w obronie miasta. Także Jason jeszcze kilka godzin temu obsługiwał działko przeciwlotnicze. Wtedy został wezwany do sztabu generalnego, który mieścił się w atomowym bunkrze. Mężczyzna przetarł dłonią zmęczone oczy, poderwał się z podłogi i zdecydowanym krokiem ruszył do centrum dowodzenia. Gdy wszedł do niewielkiego pokoju, skupiły się na nim oczy dowódców. - Zrobię to. Wezmę udział w akcji – powiedział. Te słowa ucieszyły przełożonych. - Ruszacie jutro rano – usłyszał. - Tak jest. Potem strażnik zaprowadził Jasona do specjalnego pokoju przeznaczonego dla uczestników akcji. Znajdowały się w nim trzy wygodne łóżka, telewizor i pełna jedzenia lodówka. Strażnik otworzył drzwi i oznajmił: - Odpoczywaj, bracie. Wszystko w waszych rękach. W pomieszczeniu siedziało dwóch mężczyzn: Michael, dobrze zbudowany, przystojny młodzieniec i znacznie starszy, szczupły, niski brodacz o imieniu Travis. - Jednak się zdecydowałeś?! – zapytał z wyrzutem Michael. - Tak – odparł Jason. - Najwyższa pora! Dobrze, że nie poczekałeś z decyzją do desantu! - Daj mu spokój – wtrącił Travis – Nie czas na kłótnie. Teraz jesteśmy jedną drużyną. Travis wskazał na łazienkę i powiedział do Jasona: - Umyj się i ogól. Na szafce leżą nowe ubrania. Jason udał się do łazienki. Stanął na wprost lustra, zdjął brudną, podartą kurtkę, a potem spojrzał na swoją twarz. Ta pokryta była potem, krwią i pyłem. Jason obmył się wodą, a następnie zgolił brodę. Teraz znów wyglądał młodo. Nie pamiętał już kiedy ostatni raz się kąpał. Powstańcy oszczędzali wodę. Używali jej tylko do picia. Po kąpieli wyszedł na korytarz, aby zapalić papierosa. Tam spotkał pułkownika Francisa, jednego z dowódców. Starszy, siwy mężczyzna podszedł i zapytał: - Jeszcze nie śpisz? - Nie wiem czy w ogóle zasnę, pułkowniku. - Macie być jutro wypoczęci. - Zaraz się położę. Chciałem jeszcze skorzystać z przywilejów, które przysługują uczestnikom akcji – Jason pokazał żarzącego się papierosa. - Rozumiem. - Może pułkownik ma ochotę zapalić? - Nie uczestniczę w misji, więc fajki mi się nie należą. - Która to już próba? - Chodzi ci o próbę zniszczenia rejestru? - Tak. - Jesteście czwartym zespołem. - Trzy nieudane akcje. Mała szansa, że akurat nam się uda – powiedział zmartwionym głosem Jason. Generał opuścił wzrok, po czym odpowiedział: - Musimy spróbować. Następnego dnia samolot powstańców przedarł się za linię wroga. Jason, Travis i Michael wyskoczyli na wysokości czterech tysięcy metrów i za pomocą odrzutowych lotni wylądowali na rozległej polanie. Śmiałkowie zrzucili lotnicze kombinezony i podbiegli do szosy. Tam czekał na nich niebieski Sky-car – pojazd cywilny służący do transportu naziemnego i powietrznego. Sky - car potrafił się wznosić na wysokość dwustu metrów. Michael, który usiadł obok pilota rzucił nerwowo: - Szybko! W drogę! Mogli nas namierzyć. - Spokojnie. Linia frontu znajduje się dwieście czterdzieści kilometrów za nami – odpowiedział długowłosy mężczyzna, który siedział za sterami. Sky – car wzniósł się w powietrze i skierował na wschód. Jason z zainteresowaniem obserwował tereny, przez które przelatywał. Wojna pozostawiła po sobie ogromne spustoszenie. W dole było widać olbrzymie leje po bombach, zniszczone drogi i ruiny budynków. - Minie dużo czasu zanim uda się to wszystko odbudować – rzucił pilot. - To już nie nasze zmartwienie. Przynajmniej tak im się odpłaciliśmy – odparł złowrogim głosem Michael. Wkrótce krajobraz pokonywanych terenów zaczął się zmieniać. Było mniej zniszczeń, po ulicach chodziło coraz więcej ludzi. Po pewnym czasie pilot oznajmił: - Opuściliśmy strefę zero. Tu życie toczy się już normalnie. Mężczyźni dolecieli do małego miasteczka Charming. Tam ze względów bezpieczeństwa przesiedli się do pociągu. Hektor, który prowadził sky – cara, cały czas był ich przewodnikiem. Jason rozsiadł się na fotelu w czwartym przedziale i zapytał: - Za ile dotrzemy do Nowego Jorku? - Sześć godzin – odparł Hektor. Na ekranie wbudowanym w ścianę były wyświetlane wiadomości. Powstańcy wysłuchali relacji z frontu. Według korespondentów powstanie miało upaść w przeciągu kilku dni. Zaniepokojeni rebelianci wymienili się spojrzeniami. Nie mogli skomentować relacji, gdyż w przedziale znajdowali się inni ludzie. - Kiedy ta wojna się w końcu skończy? – rzuciła kobieta, siędząca obok Travisa – Tylu ludzi już zginęło. - Ludzi na szczęście niewielu, a tych genetycznych podróbek mi nie żal – odparł jeden z pasażerów. Jason spojrzał na Michaela, który był znany z porywczego charakteru. Gestem dłoni poprosił go o spokój. - Niech pan, nie będzie taki bezwzględny – odparł kobieta. - Mają co chcieli. Pierwsi chwycili za broń. Albo my, albo oni. Przeludnienie jest faktem. Wolę, aby głodowały te niedoroby niż moje dzieci. - To nie przez klonów ziemia jest przeludniona. - A przez kogo?! Jest ich o 2 miliardy za dużo! Tylko ich stopniowa eliminacja uchroni nas od głodowej klęski. Pani widziała co się dzieje w Europie?! Żywność już jest regulowana. Nowy Jork był jednym z najbardziej przeludnionych miast na świecie. Powstańcy odczuli to już na dworcu. Piesi co chwila na siebie wpadali. Ulice metropolii także byłby bardzo zatłoczone. A to wszystko pomimo tego, że w mieście zabroniono używać pojazdów naziemnych. Mieszkańcy mogli korzystać jedynie z transportu powietrznego i podziemnego. Aleje i ulice były przeznaczone wyłącznie dla pieszych. Powstańcy polecieli taksówką do mieszkania Hektora, które znajdowało się na sto osiemdziesiątym siódmym piętrze bloku mieszkalnego. - Czujcie się tu, jak u siebie w domu – rzucił przewodnik po dotarciu na miejsce, po czym dodał – przepraszam za bałagan. W apartamencie panował nieporządek. Na podłodze leżały ubrania, a na stole, pośród porozrzucanych papierów, stała otwarta puszka z konserwa mięsną. W powietrzu unosił się smród przeterminowanego, zgniłego jedzenia. Hektor od razu po wejściu zabrał się za sprzątanie. Tymczasem uwagę Jasona przykuły artykuły, którymi wyklejone były ściany w salonie. Wszystkie dotyczyły rebelii Klonów. Można było dobrze poznać nowożytną historię czytając tylko ich nagłówki. ,,Pierwszy sklonowany człowiek”, ,, Klonowanie coraz popularniejsze”- to tytuły najstarszych artykułów sprzed ponad dwustu lat. ,,Przeludnienie!”, ,,Czeka nas głód” ,,Eliminacja klonów”, ,, Każdy klon po przekroczeniu 50 roku życia otrzyma zastrzyk śmierci!”, ,,Powstanie” – tak brzmiały nagłówki gazet z ostatnich kilkudziesięciu miesięcy. Do Jasona podszedł Travis i powiedział: - Ten gość ma jakąś obsesję. Każdy artykuł jest o klonach. Po co mu to wszystko? - A bo ja wiem? Hektor wszedł do pokoju i oznajmił: - Zbieram te artykuły, reportaże już od kilku lat. - Ale po co? – spytał zdziwiony Travis. - Jeśli walczysz, warto wiedzieć o co i dlaczego? - I potrzebne są ci do tego jakieś durne artykuły? – wtrącił Michael – mi wystarczy, że wspomnę jak mnie traktowano. Hektor nie skomentował tych słów, dalej porządkował mieszkanie. Po pewnym czasie Michael spojrzał na niego podejrzliwie, tak jakby sobie coś uświadomił: - Jak ci się udało pozostać tak niezależnym? – zapytał. - To znaczy? - Nie znałem dotąd klona, który by miał własne mieszkanie, sky – cara? Kim jest twój opiekun? - Nie mam opiekuna. - Jak to? – zdziwił się Michael – Każdy klon musi mieć opiekuna. Do kogo należysz? - Kto ci powiedział, że jestem klonem? Zaskoczeni powstańcy wbili wzrok w Hektora, oczekując, że ten rozwinie ostatnią wypowiedź. Przewodnik tajemniczo się uśmiechnął, po czym powiedział: - Nie jestem klonem, lecz człowiekiem-oryginałem, poczętym w naturalny sposób. Michael zmarszczył brwi, a dłoń położył na kolbie pistoletu, który trzymał za paskiem od spodni. - Chyba mnie teraz nie zastrzelisz? – rzucił Hektor. - Jeśli jesteś oryginałem, czemu nam pomagasz? - Pomagam wam, bo walczycie w słusznej sprawie. - Walczymy przeciwko takim jak ty. - Wielu ludzi nie zgadza się z tym, jak traktowane są klony. - Wielu?! – Michael nerwowo zaśmiał się pod nosem – Gdzie byliście, gdy decydowano o eliminacji klonów?! Gdy coraz bardziej sprowadzano nas do roli zwierząt, zbędnych zwierząt?! Hektor bezradnie opuścił wzrok. Gdy wyszedł z salonu, Michael szeptem zwrócił się do Jasona i Travisa: - Mogli uprzedzić, że będzie nam pomagał oryginał. - To nieistotne. Ważne, że jest po naszej stronie – oznajmił Jason. - Nieistotne? – oburzył się Michael – Ja mam zaufać komuś takiemu?! - A masz inne wyjście?! Późnym wieczorem Jason siedział przy stole i pił zimne piwo. Travis i Michael, zmęczeni podróżą, położyli się wcześniej spać. Mężczyzna spoglądał przez szerokie okno na centrum Nowego Jorku. Strzeliste drapacze chmur wznosiły się wysoko ponad chmury. Kolorowe neony rozświetlały niebo nad miastem. Dolinami (tak nazywała się się przestrzeń powietrzna, pomiędzy wieżowcami) latało mnóstwo sky-carów. Nowojorczycy rozpoczynali nocną zabawę. Jason oczami wyobraźni widział wypełniające się kluby i bary. Wtedy od razu wspominał stłoczonych w bunkrach, głodnych i brudnych powstańców. Te dwa przeciwstawne światy dzielił jedynie dzień podróży. W pewnym momencie Hektor dosiadł się do stołu. - Czemu nie śpisz? – zapytał, spoglądając na zamyślonego powstańca. - Od pewnego czasu mam problemy ze snem. - Bezsenność. Wielu żołnierzy na nią cierpi. Co cię trapi? - Trapi? - Co nie daje ci zasnąć? Złe wspomnienia? Podczas powstania widziałeś pewnie wiele zła. - Zła? – Jason popatrzył na Hektora i dodał – Raczej bezsensownego cierpienia. Tak… Ciężko zaakceptować śmierć niewinnych dzieci, przyjaciół. Hektor głęboko westchnął i opuścił wzrok. - Chciałbym wierzyć, że ta walka ma sens – powiedział nieoczekiwanie Jason. Te słowa zdziwiły przewodnika. Hektor odparł od razu: - Niewielu powstańców ma takie wątpliwości. - Domyślam się. Kiedyś też ich nie miałem. Ale prawda jest taka, że powstanie przyniesie nam tylko zagładę. Ułatwiliśmy zadanie tym, którzy chcieli się nas pozbyć. - Jeśli zniszczymy rejestr… - Wierzysz, że się uda? - Gdybym nie wierzył, by mnie tu nie było. Zrobimy to, a wszyscy znów będą równi. Nie będzie podziału na ludzi i klony, oryginały i kopie. - Tylko do czasu. W ten sposób nie zmienimy mentalności ludzi. Wywołamy tylko chaos, który pozwoli nam przetrwać. - Staniecie się ludźmi, pełnoprawnymi obywatelami. Czy nie o to walczymy? - A świadomość? Świadomość każdego z nas. Siebie też oszukamy? Wmówimy sobie, że mieliśmy matkę, ojca, rodzinę? Nie, Hektor. Zawsze będziemy klonami. - Nie widzę w twoich oczach nadziei. Czemu zgłosiłeś się do akcji? - Zostałem wybrany przez dowódców. Nie mogłem odmówić. Wymagała tego przyzwoitość. Ktoś musi spróbować. - Rozumiem. Spróbuj jednak zmrużyć oczy. Jutro czeka nas ciężki dzień. Hektor wstał od stołu i skierował się do wyjścia. Jason zatrzymał go pytaniem: - Jesteś księdzem? Widziałem w szafie sutannę. Przewodnik odwrócił się i odparł: - Byłem, ale czy ma to jakieś znaczenie? - Kościół nie popiera klonów. - I dlatego nie mam już z nim nic wspólnego. Nazajutrz, w południe, Hektor zebrał powstańców przy stole. Za pomocą trójwymiarowego wizualizatora wyświetlił makietę budynku, w którym mieścił się Instytut Nadzoru Klonowania. - Oto cel naszej misji – oznajmił poważnym głosem – Symbol współczesnego niewolnictwa. To tam znajduje się Rejestr Istot Sklonowanych, który mamy zniszczyć. Jason, Michael i Travis uważnie spoglądali na makietę. Przewodnik mówił dalej: - Musimy dostać się na sto trzydzieste czwarte piętro tego budynku. Tam znajduje się komputer główny, na którego dyskach przechowywane są dane wszystkich żyjących klonów. Hektor wcisnął przycisk w pilocie. Na stole wyświetlił się trójwymiarowy plan sto trzydziestego czwartego piętra. Przewodnik wskazał placem duże pomieszczenie i powiedział: - Komnata dostępu mieści się w tej sali. Prowadzą do niej pancerne drzwi, które mogą otworzyć tylko trzy osoby: dyrektor Instytutu i dwóch wice-dyrektorów. - Czemu tylko oni? – wtrącił Jason. - Ze względów bezpieczeństwa zabroniono wchodzić do pomieszczenia innym osobom. Drzwi otwierają się po przeprowadzeniu weryfikacji personalnej. Weryfikacja polega na zeskanowaniu siatkówki oka osoby wchodzącej. - Czyli żeby wejść do komnaty potrzebujemy oka jednego z dyrektorów? – zapytał Travis. - Dobrze to ująłeś. - Czemu po prostu nie wysadzimy tego budynku? – włączył się do rozmowy Michael. - To byłaby zbyt skomplikowana akcja. Skasujemy rejestr za pomocą komputera, znajdującego się w komnacie dostępu. - Nowoczesny system alarmowy, strażnicy, a do tego jeszcze te pancerne drzwi, które nie wiemy jak otworzyć… To nie brzmi optymistycznie – stwierdził zmartwionym głosem Jason. - Nie brzmi optymistycznie? Ta akcja to pewna klęska! – oburzył się Michael – Ale czego innego mogliśmy się spodziewać. W końcu to plan oryginała! - Jeszcze nie przedstawiłem swojego planu – oznajmił Hektor – Mam zamiar zrobić to właśnie teraz. - Więc zamieniamy się w słuch! - Jak słusznie zauważył Travis, musimy dotrzeć do jednego z dyrektorów. - I wyrwać mu oko? – rzucił złośliwie Michael. - Mam lepszy pomysł. Bardziej finezyjny. - Chcesz ich porwać? – spytał zaciekawiony Jason, po czym nie czekając na odpowiedź dodał – Nawet jeśli się uda, jak dostaniemy się do budynku? - Nie dałeś mi dokończyć. Jeden z wice-dyrektorów ma pewną słabość… a mianowicie kobiety. Dotarłem do jego kochanki. To prosta dziewczyna, nie było trudno zawrócić jej w głowie. - Poderwałeś kochankę dyrektora? –spytał z niedowierzaniem Travis. - Można tak powiedzieć. - Chcesz powiedzieć, że pomoże nam kobieta dyrektora? – wtrącił Jason. - Nieświadomie pomoże. Tak naprawdę już pomogła. - W jaki sposób? - Zdobyła dla nas te cztery zaproszenia – Hektor pokazał cztery dyskietki – Dzięki nim wejdziemy do budynku. - Przynajmniej jeden problem mamy z głowy. - To nie wszystko. Dyrektor lubi gdy Sharon odwiedza go w pracy. Chyba nie muszę mówić po co. Zabawiają się najczęściej w sali numer sześć na sto trzydziestym pierwszym piętrze. Dyrektor zadbał o to, by w sali nie działał monitoring. - Są wtedy sami. To idealna okazja… - powiedział Travis. - Dokładnie. Wtedy go dorwiemy. - Jak zmusimy dyrektora do współpracy? – spytał Jason. - Jest zakochany po uszy w Sharon. Wykorzystamy to. - Wszystko brzmi super, ale skąd będziemy wiedzieć, kiedy panienka zechce się spotkać z dyrektorem? – wtrącił Michael. - Chwaliła się że robią to w środy i piątki. - Chwaliła się o której? - Aż tak dobrze nie ma. Będziemy ją śledzić. - Jutro jest środa – zauważył Travis. - A my nie możemy czekać. Jutro przeprowadzimy akcję – stwierdził stanowczo Hektor. Rebelianci popatrzyli na siebie. Żaden nie zaprotestował. Hektor ponownie użył pilota i wyświetlił na ścianie zdjęcie mężczyzny w średnim wieku. - Dobrze zapamiętajcie tę twarz. To Jean Ludovic Certoin, wiek siedemdziesiąt sześć lat, żona, trójka dzieci. Od 50 lat pracuje w instytucie - objaśnił - Zaczynał jako laborant, teraz jest wicedyrektorem. Jego dziadek Jacques Certoin’a był pierwszym dyrektorem instytutu i pomysłodawcą rejestru. Pewnie już o nim słyszeliście. To on pomoże nam dostać się do Komnaty Dostępu. Po chwili na ścianie pojawiło się zdjęcie młodej kobiety. - To jego kochanka, Sharon Pfeier – kontynuował Hektor - lat dwadzieścia sześć, typowa utrzymanka, dzięki Certoin’owi znalazła pracę, to on płaci jej za mieszkanie. Nie za mądra, ale jak widzicie piekielnie ładna. Travis spojrzał na Hektor i z uśmiechem na ustach oznajmił: - Widzę, że połączyłeś przyjemne z pożytecznym. - Uwierz mi, że nie przepadam za takimi kobietami. - Trzeba zdecydować, kto z nas będzie obserwować Pfeier – wtrącił Jason. - Nie ma takiej potrzeby. Hektor położył na stole przenośny komputer, a powstańcy zobaczyli na ekranie obraz z kamer zamontowanych w mieszkaniu kochanki dyrektora. - Podłożyłem kamerkę i podsłuch także w jej sky-carze. - Odwaliłeś kawał dobrej roboty – przyznał zadowolony Jason. - Teraz pokażę wam budynek i okolicę instytutu. Powstańcy i Hektor polecieli na nowy Manhattan, nazywany często ,,Miastem Na Wodzie”. Dzielnica potężnych drapaczy chmur, najwyższych w Nowym Jorku, została wybudowana na gigantycznej platformie, na rzece Hudson. Po obu stronach szerokiej Alei Baracka Obamy, na najniższych piętrach wieżowców znajdowały się sklepy i restauracje. Jason krocząc ulicą, co chwila spoglądał na sklepowe witryny. Zauważył to Hektor, który od razu zapytał: - Stęskniłeś się za zakupami? - Stęskniłem się za normalnym życiem, za zakupami też. Powstańcy napotykali na ulicy osoby, które miały założone na ramieniu jaskrawy sygnalizator. Michael złowrogo na nie patrzył. W pewnym momencie nie wytrzymał i powiedział ściszonym, lecz pełnym emocji głosem do Travisa: - My walczymy, a oni liżą oryginałom tyłki. I jeszcze te kolorowe obroże… Gdzie tu honor? - Nie każdy musi walczyć – odparł brodaty towarzysz. Prawo nakładało na klony obowiązek noszenia jaskrawych sygnalizatorów. Czerwony kolor oznaczał, że klon nie urodził się w naturalny sposób, lecz w laboratorium (był to tak zwany KPS: Kopia Pierwszego Stopnia). Osoby, których rodzice byli KPS - ami znakowano kolorem żółtym. Sygnalizator zielony nosiły klony, których choć jeden przodek(przynajmniej jedno pokolenie wyżej niż rodzice) był kopią. Wkrótce Hektor zatrzymał się i uniósł głowę. Powstańcy stali przed budynkiem w kształcie odwróconego, ściętego stożka. Wyższe piętra wieżowca spowite były chmurami. - Zawsze marzyłem by wysadzić ten budynek w powietrze – powiedział do siebie Michael, patrząc na Instytut Nadzoru Klonowania . Hektor wskazał ręką parking dla sky-carów po drugiej stronie ulicy. - Tam się jutro zatrzymamy – powiedział – Gdy Pfeier opuści mieszkanie będziemy mieć około pięćdziesięciu minut na to by wejść do instytutu i przedostać się do sali numer sześć. - Wyrobimy się? – spytał niepewnym głosem Jason – Przy wejściu do budynku czeka nas kontrola. Poza tym będziemy musieli poczekać na przewodnika. - Mam nadzieję, że nie zabraknie nam czasu. - Mam nadzieję? – zirytował się Michael. - Zawsze tak narzekasz? –zdenerwował się Hektor – Mam dość tych uwag. Michael był zaskoczony taką reakcją. Chciał już coś odpowiedzieć, lecz Travis klepnął go w ramię i poprosił: - Daj spokój. Powstańcy obeszli kilka razy instytut, słuchając przy tym cennych wskazówek Hektora. W pewnym momencie przewodnik zawiesił głos, odwrócił się i powiedział: - To wszystko co chciałem wam przekazać. Mam nadzieję, że moje rady zaprocentują podczas akcji. Jutro z samego rana musimy być zwarci i gotowi. Nie wiem, o której Sharon spotka się dyrektorem, przypuszczam, że koło południa, ale to tylko domysły. O ósmej rano mamy już być na parkingu koło instytutu. Rebelianci ze zrozumieniem pokiwali głowami. Hektor mówił dalej: - Czeka nas jutro ciężka akcja. Nie wiadomo, czy z niej wrócimy. Każdy przeżywa to wszystko na swój sposób. Być może chcecie w tych ostatnich godzinach porozmawiać z przyjaciółmi, rodzinami, obejrzeć ulubiony film lub odwiedzić stadion Jankesów. W to nie wnikam. Wszyscy do dziesiątej mają być w apartamencie. Gdyby coś się działo, macie telefony, dzwońcie. Po tych słowach powstańcy rozdzielili się. Jason nie miał rodziny, był KPS-em, zaś jego najbliżsi przyjaciele zginęli w powstaniu. Ponadto nie znał dobrze Nowego Jorku. Nie wiedział, zatem gdzie pójść, ani co zrobić. Po dłuższej chwili namysłu postanowił przespacerować się alejami Nowego Manhattanu. Szedł wolnym krokiem i spoglądał na potężne drapacze chmur. Wieżowce były wybudowane bardzo blisko siebie, tworząc ciasne, pełne ludzi uliczki, które dochodziły do szerokich alei. Aleja, którą spacerował Jason także była zatłoczona. Co chwila ktoś go szturchał. Uczucie ciasnoty, zaduch i harmider budowały charakterystyczną dla metropolii atmosferę. Nowy Jork przypominał napompowany do granic możliwości ludźmi i klonami balon. Brak wolnej przestrzeni był uciążliwy i bardzo męczący. Jason rozglądał się za miejscem, w którym mógłby poczuć odrobinę swobody. Po pewnym czasie dotarł do niewielkiego placu, znajdującego się tuż nad rzeką. Roztaczał się z niego imponujący widok na Stary Manhattan. Pośród drzew z bujnymi, zielonymi koronami stały schludne ławeczki, na których siedzieli ludzie. Jason podszedł do barierki, oddzielającej ląd od wody i poczuł powiew świeżego morskiego powietrza. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w panoramę historycznej części Nowego Jorku. - A tobie się nudzi, że tu przyszedłeś? – usłyszał nagle z boku. Obok Jasona, przy barierce, stał Hektor. - Ty też tutaj? – zdziwił się powstaniec. - To dobre miejsce na odpoczynek od tego zgiełku. Lubię tu przybywać. Poza tym przy tym placyku znajduje się mój kościół. - Twój kościół? - Przez jakiś czas byłem w nim księdzem. Czasami go odwiedzam – przewodnik zawiesił głos, po czym spojrzał na Jasona i zapytał - Masz ochotę się pomodlić? Jutro przyda nam się wsparcie z góry. - Pomodlić? Do kogo? Nie, dziękuję. To Bóg ludzi, nie klonów. - Stwórca kocha wszystkie istoty, także was. - Chyba zapomniałeś, że to człowiek jest stwórcą klonów. W pewnym sensie to jest nasz bóg, a my wypowiedzieliśmy mu posłuszeństwo. Chyba nie najlepiej to o nas świadczy. - Ciekawe spostrzeżenie. I przyznam, że trafne. To był właśnie największy błąd człowieka. - Błąd człowieka? – zaciekawił się Jason. - Człowiek chciał być bogiem. A nie jest powołany do tej roli. - Mówisz, jak typowy ksiądz. Klonowanie jest nieetyczne, niebezpieczne, jest dziełem samego diabła – powstaniec zaśmiał się pod nosem. - Sam widzisz, że klonowanie doprowadziło do cierpienia tysięcy istnień. To cierpienie jest dziełem ludzkiej pychy. - Więc jesteśmy złem, złem, które trzeba zlikwidować… Prosta logika – oburzył się Jason – Ludzie właśnie naprawiają swój błąd. I wiesz między innymi czemu? Przez tą durną, pseudo-filozofię, którą głoszą księża. - Kościół nie popiera prześladowań. Można mu zarzucić jedynie bierność. - Klon nie jest boskim stworzeniem, kto nie rodzi się w naturalny sposób nie może nim być nazywany. To nie są słowa polityków. Hektor głęboko westchnął, po czym odpowiedział: - Żyjemy w skomplikowanych czasach, odpowiedź na pewne pytania nie jest już tak prosta, a większość dogmatów została obalona. Widzisz, że sam mam wiele wątpliwości. - Widzę, a słuchając twoich poglądów, wciąż nie rozumiem, czemu…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil rockenroller87
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…