Wróć do katalogu

Przejażdżka (wersja poprawiona)

Postarałem się zmienić wszystko to, co nie podobało Wam się w wersji wcześniejszej. Proszę o oceny i komentarze, co do dalszych poprawek.

yoozio94, opublikowano , 26 min czytania, 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{b}Paweł Jóźwiak Przejażdżka {/b}

{i}{b}Wstęp{/b}

Drodzy Czytelnicy, uprzedzając ewentualne pytania niektórych z Was, chciałbym wyjaśnić pewną kwestię. Niniejsze opowiadanie jest niczym więcej jak pisarskim eksperymentem, szlifierzem mojego stylu, i nie pragnę – broń Boże – by jego treść była utożsamiana z moją osobą. Część z Was po lekturze „Przejażdżki” poczuje zapewne zapach znajomej historii, jeszcze inni posądzą mnie o plagiat. Cóż, moja obrona nie będzie zbyt wyczerpująca: po prostu słyszałem gdzieś kilkuzdaniową opowiastkę o szaleńczej motorowej wyprawie, i tak mi się ona spodobała, że postanowiłem wykorzystać jej gotowy szkic, ozdobić paroma własnymi wątkami i zmienić w coś… dłuższego. Czy eksperyment się powiódł? Osądźcie sami…{/i}

***

Czarny motocykl lśnił w blasku zachodzącego słońca, które – niczym reflektor na wystawie – okryło go blaskiem godnym największych cudów techniki. Michał dobrze pamiętał chwilę, w której przyrzekł Ani, że kupi sobie motor, którym zabierał ją będzie na przejażdżki w miejsca, „do których nie dotrze żaden, nawet najlepszy taksiarz, choćby jeździł jeepem z drogą nawigacją”. Chłopak może i lubił się popisywać, ale bardzo rzadko rzucał słowa na wiatr. Przyrzekł – a teraz potrzebował motoru zdolnego do jazdy w najtrudniejszych warunkach: zarówno po równiutkim asfalcie w wielkiej betonowej dżungli, jak i obłoconych wiejskich dróżkach pełnych dziur i kamieni. Po wielogodzinnych poszukiwaniach wybrał sprzęt marki Kawasaki GPZ 500, który był, jego zdaniem, wprost stworzony do takich dróg, a zarazem piekielnie szybki i niesłychanie prosty w prowadzeniu. Nietrudno chyba wyobrazić sobie radości Michała, gdy oferta sprzedaży takiego właśnie cudeńka pojawiła się w Internecie, i to za pół ceny! Chłopak bez wahania podbił aukcję i wygrał. Motor był w o wiele lepszym stanie, niż można było to wywnioskować z ceny. Nie był to oczywiście stan idealny, ale nie był też naganny – wystarczyło wymienić parę części i nadawał się do jazdy. Teraz jednak większość była już po dość kosztownym przeglądzie, a to, na co Michałowi nie starczyło pieniędzy, naprawił jego dziadek, kiedyś posiadacz wueski. „Tylko spróbuj mnie tera nawalić” – zagroził po skończonej robocie. Michał zaufał zarówno dziadkowi, jak i swojej zabawce. W zamian oczekiwał tylko jednego: niezawodności.

***

Michał i Ania leżeli na kocu, a za nimi na stópce reprezentacyjnie opierał się czarny motocykl z małym czerwonym kaskiem przewieszonym przez kierownicę. Znajdowali się w najwyższym punkcie miejscowych gór, mając przed sobą rozległą panoramę okolicy. Budynki wyglądały stąd jak klocki, a samochody jak małe, powolne robaczki. Cały ten widok rozciągał się na wielobarwnej platformie łąk i zbóż. A za tym całym krajobrazem wielka płonąca kula powolnie, jakby od niechcenia, chowała się za leśnym horyzontem. Taki wieczór był świetnym zwieńczeniem dnia, który razem spędzili – najpierw Michał zaprosił Anię na wykwintną kolację do włoskiej restauracji, później przespacerowali się nad rzekę i w końcu dotarli tutaj, do miejsca spoczynku. To mogła być ich najlepsza randka. Chodzili ze sobą od kilku miesięcy. Michał wielokrotnie powtarzał Ani, że jest tą jedyną. Prawdę mówiąc, był mistrzem w tej profesji i wiedział jak na kobiety wpływają pozornie proste słówka szeptane do ucha. Zwykłe „znowu ujrzałem cię dzisiaj we śnie” – wypowiedziane oczywiście w odpowiednio czuły sposób – potrafiło wprowadzić Anię w prawdziwą euforię i sprowokować do pocałunku, zazwyczaj tak namiętnego, że nie można stwierdzić, które z nich angażuje się bardziej. Poznali się w szkole, parę dni po tym, jak Ania wprowadziła się do miasta. Nie od razu jednak poczuli do siebie miętę. Zaczęło się od niby przypadkowego wpadania na siebie na korytarzach, wspólnych wycieczek szkolnych i imprez. Michał znalazł kiedyś plecak, który Ania przez pomyłkę zostawiła w szkole. Zadzwonił do niej i zapytał, na jaki adres odnieść zgubę. Nie minął kwadrans, a już stał pod domem swej przyszłej dziewczyny, przyciskając do piersi, niczym skarb, małą niebieską torbę. Specjalnie dla Ani wysiadł z autobusu kilka przystanków wcześniej, nie zastanawiając się jak wróci do domu. Dziewczyna zapytała, czy ma ochotę wejść na herbatę, a on – po obowiązkowym wstępnym „No nie wiem, spieszę się” – przyjął zaproszenie. Spędził w jej pokoju dobre kilka godzin odkrywając, że interesują się praktycznie tym samym i – co najważniejsze – oboje słuchają punk rocka. Dopiero, gdy się ściemniło przypomniał sobie, że nie ma czym wrócić do domu. Ania nie mogła pomóc, gdyż jej rodzice byli jeszcze w pracy, a sama nie mogła ruszać samochodu. Koleżeńska etyka nakazywała więc chociaż przyjaciela odprowadzić. Nie uszli więcej niż kilometr, gdy Michał znienacka wyznał Ani, że nie chce by była dla niego tylko szkolną koleżanką i zaproponował, by zostali parą. Dziewczyna – z pozoru zaskoczona – tak naprawdę spodziewała się takiego finału. Ba, przygotowana była na zaproponowanie Michałowi tego samego, w razie gdyby ten okazał zbyt nieśmiały. Tak zakończył się pierwszy rozdział ich miłosnej historii. Z czasem, w miarę odkrywania nawzajem coraz większych cząstek siebie, zakochiwali się coraz bardziej – jak na parę szczeniaków przystało. A od czasu kupna motocykla randkom nie było końca. Ania sama nie wiedziała, czemu właśnie ten dzisiejszy wieczór jest taki wyjątkowy. Może dlatego, że spędzili razem cały dzień? A może dlatego, że Michał tyle razy wyszeptał jej do ucha te dwa piękne słowa? Nie miała ochoty się teraz nad tym zastanawiać, ale wiedziała jedno: ten dzień zapamięta do końca życia. Słońce zaczęło zwijać manatki. Nie minęły dwie chwile, a już schowało się za horyzontem, pociągając za sobą złotą kurtynę, którą uprzednio okryło motocykl. Na fioletowe niebo wtargnęły gwiazdy – właśnie zaczynała się ich nocna zmiana. Zakochani też musieli się zbierać – Ania obiecała mamie, że wróci przed dziewiątą. – Musimy przerywać w takim momencie? – zaprotestował Michał, który zdążył już zapomnieć o istnieniu całego świata. Przed minutą zakończył się punkt kulminacyjny każdej randki pod gołym niebem – całowanie się na trawie i szeptanie sobie różnych miłych rzeczy. Ania nie odpowiedziała. Sama czuła się tak samo – jakby oglądając ciekawy film, wyłączono prąd w najciekawszym momencie. – Kocham cię – wyznał znowu Michał i nachalnie – niczym pijawka – spróbował przylgnąć wargami do ust Ani. Odepchnęła go. – Ja mówię serio, Michał, nie możemy tu dłużej… O, spójrz – poleciła, wskazując na pierwsze gwiazdy. Lekko zdezorientowany Michał posłusznie uniósł wzrok. – Piękne… – zadumał się. Widok nocnego nieba tak go zachwycił, że nie zauważył jak dziewczyna wstała i podeszła do motocykla. – Łap – powiedziała rzucając kask, który dzień wcześniej sama mu podarowała. (Michał gdzieś swój zapodział, a że ojciec Ani miał kiedyś motorynkę, udało jej się przemycić z domu stary kask. „Zobacz, jaki jest piękny, zabytkowy, jak zdobniczo rdza okryła krawędzie…” – powiedziała – „To prawie jak jakaś nagroda w wyścigach motocrossowych, no nie? Złoty Kask…” – zakończyła chcąc, poprawić Michałowi nastrój. „Prawie robi wielką różnicę” – usłyszała w odpowiedzi). Chłopak z wielką niechęcią wcisnął nakrycie na głowę i wsiadł na motor. Ta niechęć nie wynikała jednak z konieczności chodzenia w tym idiotycznym przedwojennym kasku, lecz z powodu rozstania z Anią, do którego miało za chwilę dość. Rozstawali się, co prawda, tylko na kilkanaście nocnych godzin, ale po tak spędzonym dniu zdawała się to być cała wieczność. – Nadrobimy to następnym razem – powiedziała Ania widząc jego minę. Wsiadła na motocykl i złapała się ukochanego. Po chwili rozległ się warkot silnika. – Trzymasz się? – zapytał Michał. – Tak. Powoli ruszyli. Tylko Michał miał kask, więc nie mogli ryzykować wypadku. Tym bardziej, że musiał odwieźć swoją pannę pod sam dom. Gdy czekali na skrzyżowaniu chłopak wpadł na pewną myśl – czemu tak jest, że najbardziej szalone pomysły wpadają nam do głowy zawsze w najmniej oczekiwanym momencie? – uznał, że najlepszym zwieńczeniem tego cudownego dnia będzie przejażdżka po mieście. Przejażdżka w takim tempie, że zapamiętają ją do końca życia. Tak, to byłoby coś… – pomyślał. Bez ryzyka nie ma przecież zabawy, no nie? – A może tak mała rundka po mieście? Główną…? – zaproponował, rad z chwili postoju na czerwonym świetle. Michał wypowiedział te słowa tak szybko i niespodziewanie, że z początku Ania odniosła wrażenie, iż jej chłopak jest pijany. Szybko jednak rozwiała tę myśl – pomysł nie był przecież taki głupi. – Właściwie, to mamy jeszcze trochę czasu… – wymamrotała. – No to złap się mocno, skarbie i przygotuj na przejażdżkę życia! – krzyknął podekscytowany Michał. Dziewczyna złapała się, a gdy tylko zapaliło się zielone światło chłopak gwałtownie dodał gazu. Łatwo się chyba domyślić, że ulica Główna była najdłuższą szosą w mieście. Ciągnęła się przez kilka kilometrów i była niemal całkowicie pozbawiona zakrętów. Czasem porównywano ją do autostrady, bo jazda nią była niezwykle przyjemna. Gdy już wjechali we właściwą ulicę, Michał znowu przyspieszył. Lubił powiew wiatru muskający twarz. Niebo było już całkowicie ciemne, a gwiazdy namnożyły się na nim niczym białe pchełki. Po obu stronach jezdni ciągnęły się rzędy wielkich latarni świecących oślepiającym niebieskim blaskiem, jakże odmiennym od tego naturalnego, rzucanego przez księżyc w pełni. Miejski blask – blask latarni, oświetlonych billboardów i kolorowych neonów – zdawał się kipieć energią. O ile na terenach wiejskich nocna jazda motorem sprawiała, że zapominało się o całym świecie, tutaj, w mieście, prędkość, z jaką się jechało tylko potęgowała odczuwanie życia tętniącego wokoło. O tej porze miasto dopiero się budziło, w budynkach zapalały się światła, z garaży wyjeżdżały samochody, a dorośli mieszkańcy zaczynali wychodzić na ulicę. Michał i Ania jechali teraz tak szybko, że sylwetki na chodnikach wydawały się być rozmazanymi plamami. Mimo to Ania wiedziała, że większość z nich stanowią prostytutki, ćpuny i dresy. Reszta to młode pary spieszące do kin, teatrów czy klubów. Starsi ludzie o tej porze oglądali telewizję w swoich domach, a dzieci już spały. Ania poczuła jak Michał znowu przyspiesza. Ostrożnie zerknęła zza jego pleców na prędkościomierz. Wskazywał sto czterdzieści kilometrów na godzinę. – Michał, zwolnij – powiedziała. – Boję się. – Przytul się do mnie i powiedz, że mnie kochasz – polecił Michał. Przytuliła się do niego mocniej, ale nie dlatego, że o to poprosił. Dlatego, że się bała. – Kocham cię, ale zwolnij już! Zaczęła się poważnie zastanawiać, czy z jej chłopakiem wszystko jest w porządku, a w miarę wymijania coraz większej ilości pojazdów jej strach się potęgował. – Proszę! – krzyknęła mu do ucha, ledwo słysząc samą siebie. Michał jednak nie odpowiedział, zdawał się być skupionym tylko na jeździe. Wjechali do zielono oświetlonego tunelu. Gdy cudem wyminęli ciężarówkę Ania przestraszyła się nie na żarty. Był to jednak strach urywany, który co rusz znikał, by za chwilę powrócić ze zdwojoną siłą. Co mu do cholery odbiło?! – myślała, czując, jak łzy szybko skapują z jej policzków. Gdy dość spory kawałek szosy przed nimi zdawał się być pusty, Michał w końcu odezwał się. Nie rozwiał jednak wątpliwości swojej dziewczyny – wręcz przeciwnie. – Ściągnij mi najpierw kask i załóż go na siebie. Nie mówiłem ci tego wcześniej, ale on jest na mnie za ciasny. – Wypowiedział te słowa niezwykle szybko, jednak Anię zaintrygowało coś innego – jego głos był inny, drżał. Miała nadzieję, że tylko od wiatru. – A potem przytul się mocniej i jeszcze raz powiedz, że mnie kochasz – dokończył. Była zdezorientowana, ale nie mogła pozbyć się wrażenia, że Michał naprawdę wie, co robi. Ostrożnie spróbowała zdjąć z jego głowy mały, zardzewiały kask. Na chwilę uwolniła obie ręce i założyła go. Przy tym całym manewrze o mało nie straciła równowagi, toteż pośpiesznie przytuliła się do ukochanego. – Kocham cię – wychlipała. – Ponad wszystko na świecie! Łzy przesłoniły jej cały widok. Lekko odchyliła głowę, a jej twarz omiótł kosmyk włosów Michała tańczących teraz dziko na wietrze. Wyjechali z tunelu i ruszyli wzdłuż ciemnego parku po prawej stronie jezdni. Po drugiej mieli rząd sklepów i marketów. Minęli to wszystko w mgnieniu oka. Jechali tak szybko, że motor zaczął już lekko dygotać. Ania kurczowo ściskała Michała, nie zastanawiając się, czy sprawia mu to ból. W gruncie rzeczy, wolała, żeby sprawiało. Miasto wydawało się teraz tylko jednym wielkim zamazanym obrazem zmieniającym się w zawrotnym tempie. Ulice, sklepy, samochody – wszystko to było tylko rozmazanymi plamami, wymysłem artysty. Serce – jedyny nie sparaliżowany organ w ciele Ani. Dziewczyna czuła, że zaraz

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych