Wróć do katalogu

Przeprowadzka

W sposób emocjonalny opisana "przeprowadzka" z Nowego Jorku do Las Vegas

wladtur48, opublikowano , 8 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Przeprowadzka

Nowy Jork i Brooklyn zostały za nami. Daleko w słońcu zalśnił Manhattan. Pożegnalne spojrzenie okiem kamery z mostu Verezano-mieszane uczucia. New Jersey i Pensylwania - ogromne dwa stany, nie różnią się zabudową, ani krajobrazem od stanu NY. Liściaste lasy,lekko naznaczone piętnem jesieni "falują" daleko w górzystym terenie. Schludne,czyste miasteczka,rzeczki i mosty mijamy jak we śnie - nic ciekawego. Nitki splątanych autostrad, wiodące gdzieś daleko w głąb Ameryki, realizują marzenia współczesnych osadników- bez zmian-jak dawniej, ale w teraźniejszym tempie. Jesienne zbiory kukurydzy powoli zaczynają znaczyć krajobraz. Zbliżamy się do pasa żywnościowego Ameryki - wybitnie rolniczych Stanów. Wszędzie kukurydza - niekończące się rdzawe pola. Pojedyncze farmy,ze sterczącymi zbiornikami na ziarno i gdzieniegdzie pasące się bydło, urozmaicają krajobraz - kompletna nuda. Moi dwaj synowie Mariusz i Tomek, z którymi podróżuję nudzą się niemiłosiernie, a na dodatek mała kabina ciężarówki nie jest zbyt komfortowa. Droga nr.70 prowadzi przez środek Ameryki. Mijamy rolniczy stan Illinois, gdzieś niedaleko jest Chicago. Niekończące się pola, a człowieka nawet na lekarstwo. Mijamy kolejne Stany. Cały czas mkniemy przez pas rolniczy Stanow Zjednoczonych. Nareszcie legendarne Colorado. Zamiast bizonów pasące się czarne krowy. Długa dyskusja na temat czarnych krów nie przyniosła rozstrzygniecia - sadzę, że są bardziej dostosowane do tej dziczy. Łagodne pagórki porośnięte kępami drzew, żywcem wyjęte z kowbojskich filmów. Dopisałem w wyobraźni stada bizonów, polujacych Indian i wyszedł mi film "Tańczący z wilkami". Pierwszy mój steak na "dzikim zachodzie", wielki na cały talerz - trochę niedopieczony - spałaszowałem z apetytem. Żołądek nie przyzwyczajony do takiej góry mięsiwa zbuntował się, wymuszajac wewnętrzne przyrzeczenie, nigdy więcej półsurowego pożywienia mieszkanców "dzikiego zachodu"! Mijają długie godziny jazdy w tym urozmaiconym, surowym krajobrazie.Mijamy Denver i wjeżdżamy w Góry Skaliste. Pagórki zamieniają się w wysokie szczyty. Mozolnie wspinamy się wyżej i wyżej, aż na wysokości gdzieś ok. 2000 - 2500 tys. metrów autostrada przybiera względnie poziome położenie. Moje pierwsze wysokie góry, wywarły ogromne wrażenie - są piękne. W asyście chmur i śniegu, w kolorach zachodzącego słońca, wdzięczyły się do nas uśmiechem wszechświata. W jednej chwili zrozumiałem, dlaczego ludzie kochają góry. Zafascynowani jednym z kolorowych miasteczek, skręcamy w jego wąskie uliczki.Wszędzie pamiątki z przeszłości.Akcesoria rytualnych obrządków Indian, stara broń, odzież - dosłownie wszystko co się wiąże z przeszłościa - nawet stary, muzealny pociąg kolejki wąskotorowej.Zachęceni nazwą "Buffalo", małej restauracyjki wstępujemy w jej podwoje. Wystrój wnętrza zrobiony jak w starych filmach - nie ma tylko "panienek", zamiast nich kręcą się pulchne kelnerki profesjonalnie serwujac smakowitości tutejszej kuchni. Skosztowałem steaka z bizona. Myślę, że tylko z przekory, aby kiedyś było czym się pochwalić. Słońce zachodziło już za górskie granie, pieszcząc promieniami ich szczyty, kiedy wyruszyliśmy w dalszą podróż. Było bajecznie. Kłębiaste chmury, rwały się o ośnieżone szczyty wróżąc deszcz. Narciarske zjazdy i świetne zaplecze ściągały tłumy turystów łaknących piękna i emocji. Początek sezonu był niedaleki. Lunął rzęsisty "gruby" deszcz, który szybko minął rozszczepiając promienie zachodzącego słońca na fantastyczne kolory tęczy. Zbliżała się noc. Mijaliśmy małe, górskie miasteczka, strumyki, jeziorka. Szukając motelu długo błądziliśmy wąskimi uliczkami górskiego osiedla. Hurra!!!...znaleźliśmy. Motel pod nazwą "Comfort Inn" okazał się własnością polskich górali. Po miłej pogawędce udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. Skoro świt byliśmy już na nogach. Słońce jeszcze kryło swe lico w labiryntach nocy, szykując się do odwiecznej codziennej wędrówki po nieboskłonie. Góry chlusnęły zimnym, ożywczym tchnieniem

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych