Wróć do katalogu

Przerwa na przerwę reklamową. cz.6

Takie moje fanaberie. Wszystko powywracane na lewo i na prawo.

sielafffa, opublikowano , 6 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

*** Martinez to jest teraz moje jedyne schronienie. Nie mam pojęcia kto to jest. Ten Martinez. Podczas mojego uciekania coś mi łopocze w kieszeni i to jest właśnie to. Ten Martinez. Martinej Banzaj dokładnie. Piułsuckiego sześćdziesiąt przez dwanaście. To jest myślę, owoc wczorajszych eskapad po barach gdzie wydaje się różne napoje i gdzie się dużo pali różnych rzeczy. Kartka dwa na dwa. Wizytówka jakaś. Któż to taki. Ciekawość mnie tam bardziej ciągnie niż egoizm, ale on też. Wolę jakiegoś Martineza, z dawnych czasów kumpla najdroższego, wolę, żeby to nawet jakiś staruszek na emeryturze, żeby laski używał już tylko drewniane, niż JĄ. To jest fakt. Fak ju mister pielęgniarka. Ty mnie nie wyleczysz już na pewno. Chociaż pewnie bardzo byś chciała. Ale jak ci to wytłumaczyć. Ja po prostu miewam inne preferencję. Teraz mam tego Martineza, własnego Banzaja i jest wypas, pełen serwis. Teraz mam zadowoloną minę, uśmiech na twarzy, skostniałą dupę, ale jest dobrze. Już od dawna na trzeźwo tak dobrze i pozytywnie się nie czułam. Już dawno nie byłam trzeźwa aż tak. Co racja to racja. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam w ogóle w stanie użyteczności. Odkąd miałam kryzys wieku półśredniego było ciężko. Życie to nie bajka, dobrze o tym wiesz. Nie miałam zamiaru tracić ani sekundki, ani ziarenka, ani kropelki. Chciałam korzystać z życia. Skoro już niedługo umrę – pomyślałam sobie, to mi i tak wszystko jedno. Rzygałam wszystkim. Burakami na zielono, kapustą na czarno. Raz po ciężkiej nocy na sedesie wyrzygałam gumkę myszkę mojego kolegi Cichego. Szukał jej bardzo długo, bo to była tak naprawdę osobista własność jego siostry, ale w końcu się znalazła. Tylko on już jej nie chciał. I nie wiedział jak wytłumaczyć skąd wzięła się ona w moim rzygu. Zupełnie jak ja nie potrafiłam wyjaśniać wielu spraw. Więc teraz przed tymi drzwiami jakiegoś kolegi z wizytówki jakaś taka dziwna niepewność mnie ogarnęła. Z reguły pewność siebie to w moim przypadku podstawa. Bez tego nic nie zdziała się w szoł biznesie. A ja przecież mam być gwiazdą. Gwiazdą, gwiazdą ludzi fantazją. Ale to przyszłość. A teraz jest teraz. I drzwi są. Dzwonię. Otwiera mi zupełnie jedną nogą w grobie gość. Wygląda jakby nałykał się jednego wieczoru sto kilo gumek myszek, a wyrzygał piętnaście ton buraczanych obierków. Czy tu mieszka pan Banzaj, Banzaj pan? Uprzejma jestem, chociaż on i tak pewnie nie zauważa, bo jest mało zajęty teraźniejszością. Raczej myśli mu się kłębią w głowie, jak daleko jest do najbliższego przedmiotu nadającego się na pojemnik i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych