Przesunięci [1 scena]
Poznałam ich podczas jednej z posiadówek z paczką stałych znajomych. Spotkaliśmy się w knajpie, którą zwyczajowo odwiedzaliśmy w około tygodniowych ostępach. To było nasze miejsce luźnych pogaduch o tym co u nas się działo i co ma się wydarzyć.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Nie wiem właściwie jak się zabrać za zrelacjonowanie ci tego kawału życia, z którego cię wyłączyłam. Może po prostu zacznę od początku, kiedy ich pierwszy raz zobaczyłam. Masz dużo czasu? - Tak, zaczynaj, mamy całą noc.
***
Poznałam ich podczas jednej z posiadówek z paczką stałych znajomych. Spotkaliśmy się w knajpie, którą zwyczajowo odwiedzaliśmy w około tygodniowych ostępach. To było nasze miejsce luźnych pogaduch o tym co u nas się działo i co ma się wydarzyć. Zapowiedział ich Tomek, od niechcenia, w czasie jednego ze spotkań. Uzgodnili to między sobą wcześniej. Ucieszyłam się na myśl o świeżym i sprawdzonym towarzystwie. Para młodych, ładnych, dobrze ubranych ludzi. Ona mogła mieć koło trzydziestki. Szczupła, długie czarne proste włosy, regularne rysy, zielone oczy. On wyglądał na nieco starszego. Wysoki, szczupły, kilkudniowy zarost na twarzy, brązowe oczy. Nie nadęta czy egzaltowana, ale zwyczajna para emanująca naturalnością i skromnością. Weszli do lokalu szczęśliwi i tak zaabsorbowani sobą, że od razu przyciągnęli moją uwagę. Myślę, że pewnie nie tylko moją. Podprowadziłam ich zadowolone twarze do stolika jak zahipnotyzowana. Właściwie to nie ja, a oni prowadzili mnie łagodnym spojrzeniem, subtelnie się uśmiechając. Przedstawili się, uprzejmie podali ręce – Sylwia i Arek. Kupili piwo bezalkoholowe dla niej, z alkoholem dla niego, a potem usiedli. On był dosyć gadatliwy i uśmiechnięty, ale nie przesadnie. Ona dla nas skryta i spokojna. Kiedy mówili do siebie, otwierała się, stawała się żywiołowa i wylewna. W czasie rozmowy okazało się, że jesteśmy w tym samym wieku. Sprawiała wrażenie nieco spiętej i mocno przejętej tym, by dobrze wypaść w towarzystwie. O sobie mówiła mało. Interesowało ją co robimy i gdzie pracujemy. Odpowiedziałam jej, że pracuję w agencji reklamowej i o tym, że studiuję wiedzę o teatrze. Ona wspomniała, że dawniej chodziła na zajęcia teatralne. Oznajmiła to naturalnie i od niechcenia. Gdyby nie sposób, w jaki to powiedziała nie uwierzyłabym jej. Była tak skryta w sobie, tak introwertyczna, że nie wyobrażałam sobie jak mogłaby aktywnie brać udział w takich zajęciach. Rozmowa się urwała, a ja w milczeniu patrzyłam na nią i na niego. W kontakcie z nim znów była inna. Zaciekawiło mnie wtedy i do teraz myślę o tym, co takiego ich połączyło? Co sprawiło, że byli tak zżyci? Co w nich samych było tym co tak mocno łączy jedną osobę z drugą? Do dzisiaj nie spotkałam kobiety o dwóch tak różnych, a jednocześnie spójnych naturach. Tamtego wieczoru, chyba tylko ona, nie piła w towarzystwie, ale gdyby piła, czy mogłaby porozmawiać z nami równie otwarcie? Czy była typem skrytej gaduły ujawniającej się dopiero po większej dawce alkoholu? Wątpiłam i nadal w to wątpię. W czasie spotkania wyszło na to, że moi znajomi znali Arka od dłuższego czasu. Wspólnie przeszli etap weekendowego techno w klubach i serii imprez, które kończyli dwa lub trzy dni później. Wyjechali kilkukrotnie na festiwal do Płocka, na którym bawili się z jego byłą. W tamtych czasach bardzo dobrze się znali i lubili. Potem wydarzyło się coś, nie pamiętam dokładnie, chyba kłótnia, z powodu której znajomości się rozpadły. Nie wiem co ich poróżniło, ale w czasie tej rozmowy wyglądali jak bracia, którzy spotkali się po dłuższym rozstaniu. Wszystkie dawne, zapamiętane opowieści cieszyły ich jakby zdarzyły się wczoraj. Zabrało im się na wspominki, które z Baśką, żoną Tomka i Sylwią słuchaliśmy po raz pierwszy, mocno ubawione. Z nim, zdaje się, nie widzieli się przez ponad trzy lata. W tym czasie rozstał się z tą, którą znali i poznał Sylwię. Ona była dla nas wszystkich nowa w towarzystwie. W międzyczasie się z nią ożenił i spodziewali się dziecka. Wydawało się, że sprawa jest jasna – nowa twarz została przez wszystkich zaakceptowana. Fakt, miła i sympatyczna, ale mnie ciągle przeszkadzało w niej przeraźliwie zapatrzenie w niego. Wydawała się połową człowieka przeciętego od góry do dołu. Inwalidą, który tworzył całość dopiero po złączeniu z nim. Zaczęłam z nich po cichu kpić. Półmózgie kadłubki albo bliźniaki syjamskie. Jak byście sobie poradzili, gdybyście nie mogli być razem? Czy bylibyście tym samym człowiekiem co przed spotkaniem? Potrafilibyście żyć jak zwykły dorosły i samowystarczalny człowiek? A może przeciwnie, egzystowalibyście z dnia na dzień – wybrakowani, zbłąkani nie potrafiący sobie poradzić w życiu? Jak żylibyście, gdyby jedno z was odwróciło się do drugiego plecami? Jak żyłabyś dziewczyno po zajęciach teatralnych? Czy nauczyłaś się wystarczająco dużo, by sobie poradzić po odejściu twojego ukochanego męża? A czy ty wybaczyłbyś jej zdradę? Nadal jest dla mnie zagadką jak ci ludzie znaleźli w sobie taką wzajemną radość i fascynację? To w ogóle nie jest normalne. Nie ma takich osób. U moich znajomych taka relacja zdarza się tylko w czasie pierwszych tygodni znajomości. Później, o ile przetrwa, staje się związkiem pełnym kłótni, opryskliwości i wreszcie ciągiem stagnacji i obojętności. Życie miesiącami i latami w niezrozumiałym przywiązaniu do ułomności partnera. Tak jak moi starzy, którzy wybudowali przepastny dom, by móc się w nim kryć jeden przed drugim. Wiesz, czasami jest tak, że patrzysz na innych nie dlatego, że są piękni, ale dlatego że są wyjątkowo ohydni. W swojej ohydzie pociągający. Podobnie było z nimi. Już w czasie spotkania przestałam widzieć w nich fizyczne piękno. To jak się zachowywali wtedy było tak niezrozumiałe i dziwaczne, że do tej pory nie mogę sobie z tym poradzić. Wyglądali jak orientalni intruzi, dla których nie ma miejsca w rzeczywistym świecie. Bajkowe postaci, które nie przeszły walidacji codzienności. A może jej nie podlegają. Już sama nie wiem. Wtedy z tego zohydzenia czułam, że rodzi się we mnie jakaś chęć zrobienia im krzywdy. Za wszelką cenę chciałam zniszczyć tę ich cukierkową fasadę, chciałam się przekonać co jest za nią, jak jest naprawdę? Bez względu na to co mogłabym zobaczyć, chciałam to zepsuć, zeszmacić i raz na zawsze przerwać. Ale w tamtej chwili przede wszystkim chciałam się ulotnić z towarzystwa. Nie wypiłam dużo, ale brało mnie na wymioty. Siedziałam i przyglądałam się tym towarzyskim umizgom całej grupy. Moi znajomi; Tomek z Baśką i Michał zdawali się bez reszty pochłonięci rozmową. Siedziałam głęboko wciśnięta w kąt kanapy i obserwowałam grę gestów i mimikę aktorów z wyciszonym dialogiem. W lokalu panował taki hałas, że postanowiłam się przyglądać czytając im z ust z pozycji narożnika. Uśmiechałam się jak małpi obserwator w zoo. Nie bardzo pamiętam czemu, ale patrząc na ich twarze, co jakiś czas przyłapywałam się na tym, że się do nich mimowolnie uśmiecham. To jeszcze bardziej mnie złościło, więc te otwarte usta zalewałam kolejnymi porcjami piwa. Częściej i częściej. A czym więcej piłam tym więcej się uśmiechałam do tych dziwacznie bajkowych postaci, które tej nocy przysiadły się do nas. Pan i Pani z telewizji. Coś w nich musiało być sztucznego, coś, czego teraz nie potrafię sobie przypomnieć. W końcu przejadły mi się te uśmiechy, wyważone gesty, przekomarzania się, wyrazy przytakiwanego zrozumienia, wspólne fascynacje i podobne doświadczenia. Chciałam wyjść i nigdy tutaj nie wracać. Wrócić do domu, wypić do snu kolejne piwo lub więcej i wymazać tę sielankę dla głupkowatych dzieci. Zanim zdecydowałam się podnieść i podziękować za ten wybitny wieczór Michał zaproponował im wyjazd na tegoroczny festiwal. Opadły mi ręce. Skoczyła mi gula, miałam ochotę walnąć w stół i zapytać, czy kogoś tu nie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mbrznk
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…