Przeszłość powraca
Po roku spokoju w życiu Prue znowu pojawia się Tom
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nie! Nie! Nie! Tylko nie to! To nie możliwe…… Wybiegłam zza zakrętu i co sił pognałam w kierunku budynków. Było już ciemno. Minęłam jednak swój dom i pobiegłam w kierunku domu Evy. Moja przyjaciółka stała już w drzwiach, uprzedzona smsem, i rozglądała się niespokojnie. Kiedy zobaczyła jak biegnę dostrzegłam, że się uspokaja, gdy jednak zobaczyła moją twarz zalaną łzami bez słowa wpuściła mnie do środka. Czym prędzej poszłyśmy do jej pokoju i zatrzasnęłyśmy za sobą drzwi. Usiadłam w fotelu i podciągnęłam nogi pod siebie. Eva usiadła naprzeciwko. - Ok, co cię doprowadziło do takiego stanu?- spytała Nie chciałam odpowiedzieć. Jeśli wypowiem na głos te słowa to, co niedawno przeżyłam urzeczywistni się jeszcze bardziej, a tak bardzo tego nie chciałam… - Prue, co się stało?!- naciskała Eva - Tom wrócił- szepnęłam cicho - Co?- krzyknęła
RANO
Od paru dni mam niejasne wrażenie, że ktoś mnie śledzi. W nocy często budzę się zdenerwowana. - Chyba popadam w paranoje- mruknęłam, gdy w nocy obudziłam się już chyba po raz dziesiąty. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 4 nad ranem. Zeszłam do kuchni po szklankę wody. Usiłowałam sobie przypomnieć, co mi się śniło, ale nie mogłam. Nigdy nie byłam w tym dobra… Wypiłam wodę i wróciłam do siebie. - Znowu kiepsko spałaś?- spytała Eva na powitanie - Tak, naprawdę nie wiem, co się ze mną dzieje. Cały czas mam to wrażenie, że ktoś za mną chodzi… - odpowiedziałam patrząc w przestrzeń - Powiedziałaś to komuś , prócz mnie? - Zwariowałaś?! Mama zaraz by mnie uwięziła w domu. Niby pokazuje, że już się nie martwi tak bardzo, ale znam ją…….a ojciec ją poprze. - A Ron? - Ani się waż mu mówić- zagroziłam- W tych sprawach jest taki sam jak moi rodzice. Jakoś dam sobie z tym rade. Popatrzyła na mnie z uniesioną brwią, ale nic nie powiedziała. Kiedy przekroczyłyśmy próg szkoły poczułam się trochę bezpieczniej. Przez wszystkie lekcje jednak nie mogłam się skupić. Coś nie dawało mi spokoju…. W końcu postanowiłam skorzystać z rady Evy i powiedzieć o tym komuś jeszcze. Rodzice nie wchodzili w grę, padło więc na Rona. Napisałam mu sms, że muszę z nim porozmawiać. I tak miał mi wytłumaczyć zadanie z matematyki. Gdy skończyłam lekcje czekał na mnie przed szkołą. Z pomocą Evy wyjaśniłam mu w czym rzecz. - Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś wcześniej?- spytał ostro Nie byłam w stanie odpowiedzieć. Głos uwiązł mi w gardle. Popatrzyłam rozpaczliwie na Eve ,szukając u niej wsparcia. - Przepraszam- powiedział szybko Ron i przytulił mnie- wszystko będzie dobrze Te trzy słowa wypowiedziane przez mojego ukochanego odrobinę mnie uspokoiły. Z Evą rozstaliśmy się przed ej domem i podążyliśmy ku mojemu. W kuchni wypiliśmy po szklance soku i rozprawialiśmy o tym, czy moje odczucia mogą być słuszne. - A co na to twoja mama?- spytał, dolewając sobie soku - Eee……no wiesz….ona…nic nie wie- uciekłam wzrokiem w bok - Że co proszę?- spytał z niedowierzaniem - Nie mów jej nic zrozumiałeś? ani ojcu- powiedziałam- Oni….oni już tyle dla mnie zrobili od czasu, gdy… no wiesz. Dopiero niedawno przestali się o mnie martwić bardziej niż to konieczne. Wiesz co mam na myśli- fuknęłam, widząc jak Ron unosi brew -Ale… - Ron, proszę. Powiem im, obiecuję, ale dopiero wtedy, gdy będę pewna, że moje domysły są tylko domysłami Przez dłuższą chwilę wpatrywał się we mnie bacznie - Dobrze już dobrze. Na razie nic nie powiem- oświadczył ze szczególnym naciskiem na słowo „na razie” - Dziękuję- powiedziałam, kładąc dłoń na jego dłoni. Uśmiechnął się do mnie lekko. Odwzajemniłam uśmiech. - Dobrze panie korepetytor- powiedziałam przekomażająco- czas wpoić trochę wiedzy pana uczennicy - Da się zrobić- zaśmiał się Po godzinie jednak znowu doszłam do takiego samego wniosku, do którego doszłam parę lar temu: ,,Po kiego diabła ludziom matematyka?”. Nie dawałam jednak za wygraną cierpliwie słuchając mojego tłumacza i robiąc paskudnie trudne zadania. Zrobiliśmy sobie przerwę, a ja znowu pogrążyłam się w moich złych przeczuciach ,,Co jeśli naprawdę ktoś mnie śledzi?” Nie uszło to uwadze mojego ukochanego - Prue, to nic takiego. Na pewno tylko ci się zdaje - Obyś miał rację- mruknęłam, stojąc przy zlewie - Choć do mnie- wyciągnął ręce przed siebie Podeszłam i przytulił mnie. W jego ramionach czułam się taka bezpieczna… Poczułam smagniecie jego warg na mojej szyi. Nie miałam jednak ani ochoty, ani humoru na czułości. Delikatnie wyswobodziłam się z uścisku i usiadłam na stołku obok. - Zróbmy jeszcze parę zadań- powiedziałam przysuwając do siebie książkę Nie powiedział nic, ale dostrzegłam w jego oczach urazę. Gdy pół godziny później zbierał się do wyjścia zatrzymałam go w salonie - Przepraszam- mruknęłam - Za co?- spytał, biorąc plecak do ręki Jak na moje nieszczęście do pokoju weszła Rose - Cześć Ron- rzuciła kierując się w stronę kuchni - Cześć Rose- odpowiedział ze wzrokiem utkwionym we mnie - Za to w kuchni- szepnęłam wiedząc, że Rose nasłuchuje- to przez ten mój humor… - Rozumiem- odpowiedział- Na prawde Uśmiechnął się krzywo, widząc, jak krzyżuje ręce na piersi - W każdym bądź razie –szepnęłam przysuwając się bliżej niego- już mi przeszło - Czyżby?- zażartował Oczywiście, że nie, ale nie chciałam, żeby wyszedł stąd nie tylko martwiąc się o mnie, ale i chowając urazę. - Tak –odpowiedziałam zerkając w stronę kuchni, w której buszowała Rose Krok do przodu i staliśmy już teraz tak blisko siebie, że mogłam dostrzec małą Blizne ,którą Ron ma koło lewego oka - Dobrze mi to słyszeć- mruknął rozluźniając się. Nie na rękę mi było oszukiwanie mojego chłopaka, ale cóż, i bez moich chorych urojeń miał dużo na głowie. Uśmiechnęłam się przymilnie, poczym wspięłam się na palce i pocałowałam go. Gdy coś stuknęło, odskoczyliśmy od siebie, jakbyśmy zostali przyłapani na gorącym uczynku. Po chwili oboje wybuchliśmy śmiechem. Rose wyjrzała na chwilę zza framugi drzwi zaalarmowana tym nagłym wybuchem wesołości. Odprowadziłam Rona do drzwi. - Uważaj na siebie- mruknął, całując mnie w czubek głowy Gdy zamknęłam za nim drzwi ponure myśli znowu powróciły. Padłam na sofę w salonie i włączyłam telewizor. Jednak złe myśli nie chciały odejść. Wzięłam kilka głębokich wdechów i zaczęłam wpatrywać się bezmyślnie w telewizor. - Jesteś zła?- spytała Rose wchodząc do salonu z talerzem i parującym kubkiem - Nie- powiedziałam, patrząc na reklamę płatków owsianych - Taa- bąknęła- mam fajną płytę, zawsze jak jej słucham to się uspokajam. Chcesz pożyczyć? - A chcesz oberwać?- burknęłam - Chciałam tylko pomóc- powiedziała obrażona i wymaszerowała z pokoju. Chciałam za nią zawołać, ale coś mnie powstrzymało. Podciągnęłam kolana pod brodę i chwyciłam włosy rękami. Ogarnęło mnie uczucie, którego nie miałam już od ponad roku. Uczucie bezradności….wtedy miałam na to sposób, a teraz? Teraz nie wróciłabym do tego, wiem to na pewno, ale to uczucie…Tak przysłaniające… Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Zwiałam z kanapy i popędziłam na górę. Bez względu na to, czy to był ojciec, czy matka nie mogli mnie zobaczyć w takim stanie. Wpadłam do łazienki i podeszłam do umywalki, by opłukać twarz zimna wodą. Zwilżyłam też kark i nadgarstki. Przysiadłam jeszcze na wannie, by wziąć parę głębokich wdechów. Gdy jako tako ochłonęłam, zeszłam na dół. W kuchni zastałam mamę przeszukującą szafki. - Cześć- powiedziałam, zbierając książki ze stolika - Hej- powiedziała mama, uśmiechając się do mnie Chciałam jak najszybciej się ulotnić, ale gdy byłam przy schodach mama zawołała za mną. - Kochanie, skoczyłabyś po zakupy? Nie mam z czego zrobić kolacji - Tak mamo, zaraz pójdę- powiedziałam, nie mając ochoty na kłotnie. Zaniosłam książki do pokoju i z ciężkim sercem wróciłam na dół. Czym prędzej założyłam kurtkę i buty, wzięłam pieniądze i ruszyłam do sklepu. Gdy weszłam do jasno oświetlonej hali supermarketu nie poczułam się lepiej. Wzięłam wózek i powoli ruszyłam w stronę regałów, rzucając okiem na listę sporządzoną przez mamę. Mijałam kolejne półki, wkładając do koszyka potrzebne produkty. Wyszłam właśnie zza regału ze słodyczami, gdy nagle zobaczyłam… Wciągnęłam głośno powietrze i zawróciłam Tm, skąd przyszłam. Przykucnęłam, by dojść do siebie. Wdech, wydech….wyjrzałam ostrożnie za regał. Nie, to nie może być prawda! A jednak…stał sobie tam, jak gdyby nigdy nic. Jego widok spowodował, że wspomnienia, które już dawno zepchnęłam na dno mojej świadomości, wróciły. Ze zdwojoną siłą. Sparaliżowana strachem nie mogłam się ruszyć. Klienci patrzyli na mnie, jak na wariatkę, ale nie obchodziło mnie to. ‘’Idź stąd! Idź stąd!”- powtarzałam sobie w duchu. W końcu odszedł w dalszą część sklepu, a ja ostrożnie wyszłam, wzięłam paczkę makaronu z sąsiedniego regału i czym prędzej udałam się w stronę kasy, pragnąc opuścić to miejsce przed nim.. Zapłaciłam i podeszłam do pobliskiego stolika, by spakować zakupy. Pakowałam wszystko jak leci. - Witaj, Prue- usłyszałam za sobą Na dźwięk tego głosu wydałam zduszony okrzyk i wypuściłam paczkę płatków śniadaniowych, które akurat trzymałam w ręku. Czym prędzej podniosłam je i wrzuciłam o torby, zachowując się tak, jakby Toma tam nie było. Chciałam odejść, ale bez słowa przytrzymał mnie. - Nie dotykaj mnie!- krzyknęłam, po czym strząsnęłam jego rękę z mojego ramienia i znowu ruszyłam przed siebie. Dogonił mnie i znowu przytrzymał. - Nie słyszałeś? Zabieraj te łapy!- warknęłam, gotowa przyłożyć mu torbą z zakupami. - No co ty, nie bądź taka- burknął niewyraźnie Spojrzałam mu w oczy. Świetnie! Był naćpany… Ponownie strząsnęłam jego rękę z mojego ramienia. - Te narkotyki naprawdę ci już na mózg padły! Myślisz, że po tym wszystkim mam ochotę cię jeszcze oglądać?! - Przestań, przecież ci się podobało- powiedział Tom Poczułam, jak krew odbiega mi z twarzy. Tego było już za wiele! Prawą ręką, w której nie trzymałam zakupów, z całej siły uderzyłam Toma w twarz. Z satysfakcją patrzyłam, jak głupi uśmieszek znika z jego twarzy, na której teraz widniał piękny ślad pięciu palców. Odwróciłam się i ruszyłam pędem w stronę wyjścia. Przez całą drogę do domu biegłam z torbą przyciśnięta do piersi. Moje przypuszczenia okazały się słuszne. Byłam pewna, że to Tom mnie śledził…Koszmar powrócił. Tamta noc, tamta impreza, narkotyki, ciemny pokój, ból…Obróciłam się za siebie. Było pusto. Chwyciłam torbę w lewą rękę. Nie przestając biec, wyciągnęłam komórkę i napisałam sms do Eve…Wszystko zaczęło do mnie docierać… Nie! Nie! Nie! Tylko nie to! To nie możliwe…… Wybiegłam zza zakrętu i co sił pognałam w kierunku budynków. Było już ciemno. Minęłam jednak swój dom i pobiegłam w kierunku domu Evy. Moja przyjaciółka stała już w drzwiach, uprzedzona smsem, i rozglądała się niespokojnie. Kiedy zobaczyła jak biegnę dostrzegłam, że się uspokaja, gdy jednak zobaczyła moją twarz zalaną łzami bez słowa wpuściła mnie do środka. Czym prędzej poszłyśmy do jej pokoju i zatrzasnęłyśmy za sobą drzwi. Usiadłam w fotelu i podciągnęłam nogi pod siebie. Eva usiadła naprzeciwko. - Ok, co cię doprowadziło do takiego stanu?- spytała Nie chciałam odpowiedzieć. Jeśli wypowiem na głos te słowa to, co niedawno przeżyłam urzeczywistni się jeszcze bardziej, a tak bardzo tego nie chciałam… - Prue, co się stało?!- naciskała Eva - Tom wrócił- szepnęłam cicho - Co?- krzyknęła - To, co słyszałaś- mruknęłam Opowiedziałam jej o całym zajściu w sklepie. Była w szoku. - Co za sukinsyn- syknęła ze złości trzymając mnie ramionach. Spojrzałam na nią z niedowierzaniem. Nigdy nie przeklinała- W ogóle co on robi na wolności?! Miał siedzieć w poprawczaku o zaostrzonym rygorze i mieć kuratora do 21 roku zycia! - Nie wiem jak to się odbywa. Może wyszedł za dobre sprawowanie?- aż parsknęłam nerwowym śmiechem. Tom i dobre sprawowanie? Nie ten adres…. - Powiedziałaś rodzicom?- spytała Eva nie zważając na moją reakcję. - Nie. I ty też nie powiesz- dodałam, widząc, że moja przyjaciółka chce wyrazić sprzeciw. - Ale… - Nie i koniec. Przecież ich znasz. Wiesz, jakby zareagowali. Eva przygryzła dolną wargę - A co, jeśli najdzie cię drugi raz?- spytała - Wtedy obiecuje, że im powiem- powiedziałam Odetchnęła z ulgą, a ja otarłam twarz z resztek łez i wydmuchałam hałaśliwie nos - Bardzo widać, ze płakałam?- spytałam Eve Kiwnęła glową - Szlag….Jak ja wrócę do domu?- jeknęłam - Zostań u mnie jeszcze troche - A zakupy? Jak na komendę odezwała się moja komórka. Mama. Odchrząknęłam. - Jak mój głos?- spytałam szybko Eve - W porządku Odebrałam - Halo? - Córcia, gdzie ty jesteś? - Mamuś kolejki są. Będę za pół godziny - No dobra, to czekamy - No pa Rozłączyłam się - Czuję się okropnie- mruknęłam - To powiedz im. - Nie, nie mogę. Jeszcze nie. Eve dała za wygraną. Usiadła koło mnie i przytuliła - Wszystko się ułoży- szepnęła Nic nie odpowiedziałam. Chciałam tylko czuć czyjąś obecność. - Muszę już iść- mruknęłam jakiś czas potem, patrząc na zegarek - Odezwij się jutro- poprosiła Eva - Dobrze- uśmiechnęłam się krzywo Przyjaciółka odprowadziła mnie do drzwi. Wróciłam do domu. Zostawiłam zakupy w kuchni i poszłam do pokoju. Wołali mnie na kolacje, ale powiedziałam, że nie jestem głodna. Szybko wzięłam prysznic i wślizgnęłam się do łóżka. W nocy przyśnił mi się koszmar…Owa noc, gdy zgwałcił mnie Tom…Najgorsze było to, ze w śnie stałam z boku i patrzyłam na to, co mi robi. Jakaś siła nie pozwalała mi się odwrócić, ani zamknąć oczu….Okropnie się bałam... Obudziłam się z krzykiem, który nieco stłumiła poduszka. Byłam cała zlana potem, a po policzkach spływały mi świeże łzy. Nagle poczułam niemiłe uczucie w żołądku. Szybko wyskoczyłam z łóżka i w ostatniej chwili dopadłam muszli klozetowej, by zwymiotować… Gdy pierwsza fala mdłości minęła, dźwignęłam się z podłogi i obmyłam twarz zimną wodą. Spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie. Ciemne worki pod oczami, blada twarz, oczy, w których zobaczyłam przerażenie. I przed którymi znowu stanął mi koszmar owej nocy…. Znowu klęczałam na podłodze z głową w muszli. Ten sen nie męczył mnie od ponad roku. Incydent w sklepie obudził moją uśpioną podświadomość i oto, gdzie skończyłam…. Po raz kolejny spuściłam wodę i otarłam usta wierzchem dłoni. Ponownie też obmyłam twarz drżącymi rękami. Gdy odwiesiłam ręcznik i odwróciłam się, by wyjść, zobaczyłam Rose opartą o framugę drzwi. W jej oczach dostrzegłam troskę. - Co się dzieje?- spytała, robiąc krok do przodu - Nic, Rose. Wszystko w porządku- odpowiedziałam - Prue! Nie okłamuj mnie. Słysze jak krzyczysz, a potem widzę, jak klęczysz w łazience i wymiotujesz. I ty mówisz, że wszystko w porządku?! Westchnęłam. Rose czekała, trzymając buntowniczo ręce na biodrach. - Chodź do mnie do pokoju- mruknęłam Przepuściła mnie w drzwiach i poczłapała za mną, zamykając drzwi do mojego pokoju. - No więc?- spytała, gdy leżałyśmy pod kołdrą, a obok paliła się lampka nocna - Nie wiem od czego zacząć- przyznałam - Może od początku- podsunęła moja siostra - Chodzi o…o…- nie mogłam wypowiedzieć całego zdania. To imię za nic nie chciało mi przejść przez gardło. Rose patrzyła na mnie wyczekująco. Przełknęłam ślinę- Chodzi o Toma- powiedziałam cicho W jednej sekundzie poczułam, jak ciało mojej siostry nieruchomieje, a w jej oczach pojawia się panika i przerażenie. Spojrzała na mnie, zdając nieme pytanie. Nie trudno było zgadnąć o co jej chodzi. - Tak, spotkałam go dziś w sklepie- przyznałam Rose potrząsnęła głową, jakby chciała wyrzucić tą informacje z głowy. Ponownie na mnie spojrzała, dotykając czule mojego policzka. - Zrobił ci coś?- spytała gniewnie - Nie. Był zbyt naćpany… - Na pewno? - Na pewno…Znaczy… Zaczepiał mnie i w końcu dałam mu w twarz, a potem zwiałam Rose parokrotnie otwierała i zamykała usta. - Jak on mógł?!- krzyknęła wreszcie- Kolejka w sklepie co?- burknęła Wiedziałam, że mnie rozgryzła. - Byłam u Evy- - Prue, nie zrobisz nic głupiego, prawda? Obiecujesz? - Ten etap mam już za sobą, Rose- powiedziałam, a ona wtuliła się we mnie jeszcze mocniej - A dlaczego wymiotowałaś?- spytała po dłuższej chwili - Mialam…koszmar- mruknęłam Nie musiałam nic więcej mówić. Wiedziała, co mam na myśli. W końcu to jej pierwszej opowiedziałam, co się wydarzyło tamtej nocy…z małą korektą. - Myślisz, że wróci?- szepnęła - Nie wiem, Rose. Mogę jednak ci obiecać, jak to obiecałam Eve, że jeśli znowu się pojawi powiem rodzicom i pójdę na policję. - Rodzice nie wiedzą?!- prawie krzyknęła - Ciszej! Tak, nie wiedzą, a ty im też nie powiesz - A właśnie, że…. - Rose, ja nie chce, żeby oni przez to znowu przechodzili… - Ale ty możesz, tak? - To inna sprawa… Rose prychnęłą - Myślę, że to próba… - Próba? - Tak, żeby zobaczyć, czy jestem dość silna, by zmierzyć się z przeszłością i pozwolić, by nade mną nie zapanowała - Aha…- mruknęła sennie Pogłaskałam ją po głowie - Dasz rade siostra. Jesteś silna - Dzięki Rose - Yhym- mruknęła ponownie, przytulając się do mnie z zamkniętymi oczami. Zasnęła. Wsłuchując się w jej równy oddech po chwili sama przeniosłam się w objęcia Morfeusza. Następnego dnia umówiłam się z Ronem. Czułam się niezręcznie nic mu nie mówiąc. - Hej, Prue, co jest?- spytał, gdy usiedliśmy na ławce w parku - Nic…jestem po prostu zmęczona- powiedziałam z trudem patrząc mu w oczy Uśmiechnął się ze zrozumieniem, po czym przytulił. Siedzieliśmy tak, patrząc jak w stawie pływają kaczki. Pół godziny później szliśmy małą alejką, przecinając park wzdłuż Nagle, bez żadnego ostrzeżenia, Ron pociągnął mnie za drzewo i namiętnie pocałował. Szok, jaki wywołała na mnie ta reakcja nie pozwoliła mi na wygłoszenie sprzeciwu. Wyczuł jednak moje wahanie, bo po chwili odsunął się. - Przepraszam, nie jestem w nastroju- powiedziałam dotykając jego policzka Nie zdążył odpowiedzieć, bo za nami rozległy się brawa. Spojrzałam w tamta stronę i zobaczyłam….Toma. Przeraziłam się nie na żarty. Ron natychmiast przyciągnął mnie do siebie, otaczając opiekuńczo ramieniem. - Co za wzruszająca scena- skwitował Tom z szelmowskim uśmieszkiem - Pilnuj lepiej swojego nosa- warknął Ron - Czego chcesz?!- spytałam nie patrząc na niego - Ah…byłaś taka niegrzeczna w stosunku do mnie w supermarkecie- wymamrotał - O czym on mówi?- szepnął do mnie Ron - Później- odszepnęłam, zmuszając się, by spojrzeć na…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Nat9107
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…