Wróć do katalogu

Przewrotny los cz.1

Życie potrafi zaskakiwać.

Pestka11k, opublikowano , 12 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„Oto komunikat z ostatniej chwili! Z zakładu więziennego stanu Maryland zbiegł przed kilkunastoma godzinami Luis Rudiqe. Mężczyzna został niedawno oskarżony i skazany na dożywocie za dokonanie ponad stu morderstw dzieci w wieku od 4-7 lat. Luis Rudiqe rozpoczął swą przestępczą działalność przed dziesięcioma laty, kiedy to...(…)”.

„Szeryf Gary Lucas usiłował za wszelką cenę zatuszować sprawę, tłumacząc, iż nie chciał siać paniki pośród mieszkańców Meksyku, nam jednak udało się uzyskać informację, które dowodzą, iż zbiegły z więzienia Luis Rudiqe widziany był w ostatnim czasie w okolicy farmy The Goodies na południu stanu Maryland. Znane są także opinie ludzi, twierdzących iż rozpoznano go w osobach spotkanych w kilkunastu różnych miastach tegoż stanu. Wśród mieszkańców zapanowała panika, nie wiadomo już, co jest prawdą, a co wymysłem ludzi…(…).

Hannah otarła krople potu z czoła, rozmazując przy tym po twarzy grudki ziemi osiadłe na rękach. Westchnęła i podniosła z ziemi koszyk pełen kolb kukurydzy, ostatnich, jakie udało jej się jeszcze zebrać. Tegoroczne upały nie obeszły się zbyt łaskawie z posadzonymi przed kilkoma miesiącami nasionami. Malutkie ramiona ośmioletniej dziewczynki z trudem uniosły w górę wypełniony po brzegi kosz. Hannah była pewna, że nie poradzi sobie z takim ciężarem, rodzice jednak byli bezlitośni. Skąd oni brali pieniądze na alkohol, który znajdowała w różnych kątach ich skromnego domu?, zastanawiała się, zdenerwowana. Tak bardzo tęskniła za swoim bratem Antoniem, który uciekł dwa lata temu z domu! Wprawdzie obiecał jej, że wróci i zabierze ją ze sobą, ale kiedy miało to nastąpić? Od wyjazdu nie dał znaku życia. Gdzie teraz jest? Co robi? Czy wciąż o niej pamięta? Nie, już chyba bardziej prawdopodobne, że zajęty własnym życiem, zapomniał o niej. Może powinna się z tym wreszcie pogodzić. Hannah upuściła koszyk na suchą i ubitą ziemię, otarła czoło i spojrzała na drogę przed sobą. Niewyraźna sylwetka domu zaczynała być widoczna w oddali. Zacisnęła spierzchnięte od ciężkiej pracy dłonie na uchwycie kosza, zagryzła dolną wargę i pociągnęła z całej siły, wlokąc go po ziemi. Piekielne słońce! - mawiał jej ojciec. I miał rację. Upał był nie do wytrzymania, czuła na plecach nieznośny żar, jakby gorące żelazko przypalało jej skórę. - Może pomóc? Podskoczyła wystraszona i spojrzała z lękiem na wysokiego mężczyznę w grubej flanelowej koszuli i skórzanych spodniach. Cienkie włosy związane miał w węzełek na karku. Dziewczynka nie wahała się ani chwili. - Proszę - powiedziała cichutko. Była naprawdę wykończona. Mężczyzna dźwignął koszyk bez najmniejszego problemu i ruszył przed siebie. Stawiał długie kroki, Hannah musiała podbiegać co chwila, aby za nim nadążyć. Obcy zauważył to i zwolnił. - Jak ci na imię? - zapytał przyjaznym tonem. - Hannah - odparła dziewczynka. - A panu? - dodała po chwili wahania. - Luis. Możesz mówić mi Lu. - Błysnął zębami w uśmiechu, który bez zastanowienia odwzajemniła. Przeważnie, gdy spotykała w drodze z pola chociażby najbliższego sąsiada, każdy omijał ją szerokim łukiem i uciekał w popłochu, jakby była zadżumiona. Dlatego tym bardziej była szczęśliwa, iż znalazł się ktoś, kto ofiarował jej pomoc, nawet jeśli był to ktoś zupełnie obcy. Weszli po schodkach na niewielki ganeczek, mężczyzna postawił koszyk pod drzwiami i spojrzał z troską na dziewczynkę. - Chyba nie mieszkasz tu sama? - zapytał. - Nie, oczywiście, że nie! - zaprzeczyła. - Mieszkam z rodzicami. To znaczy... Oni... - Zmieszała się. - Wiem, drogie dziecko. Wiem - odpowiedział ze zrozumieniem mężczyzna i uścisnął uspokajająco jej ramię. Następnie odwrócił się i zniknął za rogiem budynku. - Dziękuję za pomoc! - krzyknęła jeszcze dziewczynka, ale mężczyzna zniknął.

*

Luis Rudiqe zatrzymał się w cieniu jednego z rosnących w pobliżu drzew i obrzucił uważnym spojrzeniem rozlatującą się chałupę. Przez duże, wybite okno z tyłu domu widział wyraźnie sylwetki dwojga ludzi w stanie skrajnego upojeniu alkoholowego, rozwalonych na wersalce. Kobieta podniosła się chwiejnie na widok wchodzącej do środka dziewczynki. Zataczając się, podeszła do niej i pchnęła z całej siły na ścianę, wykrzykując coś, czego nie zdołał usłyszeć, następnie sama runęła z całym impetem na podłogę. Mężczyzna skrzywił się. Już niedługo, pomyślał. Już niedługo wyzwolę cię z tego piekła. Odwrócił się i odszedł.

*

Następnego dnia Hannah panicznie bała się wystawić nos spod cuchnącego koca, którym była okryta. Całe ciało bolało ją po wczorajszym biciu. Matka usłyszała dochodzący z zewnątrz głos obcego i ostro „skrytykowała” córkę, że nie zaprosiła go „na kieliszeczek wódeczki”. Gdy tylko trochę wytrzeźwiała i była w stanie utrzymać się na nogach, sprała ją na kwaśne jabłko. Po chwili zmusiła się jednak, żeby wstać. Tak cicho, jak tylko potrafiła, podeszła do drzwi i uchyliła je. O dziwo, nie skrzypnęły ani trochę, gdy je zamykała. Uradowana, już chciała zbiec ze schodków i skryć się w cieniu drzew, gdy ujrzała w oddali ogromne tumany pyłu, powiększające się z każdą chwilą. Nie będąc w stanie ruszyć się z miejsca, stała jak zaczarowana, wpatrując w wyłaniający się z kurzu samochód. Pojazd zahamował tuż przed schodami. Długo nikt z niego nie wysiadał, aż w końcu trzasnęły drzwiczki. Wysoki, ciemnowłosy mężczyzna obszedł auto dookoła i spoglądał na nią z dołu przez nieskończenie długą chwilę. - Hannah - powiedział miękko, a widząc łzy w jej oczach, bez zbędnego wahania pokonał tych kilka dzielących ich schodków, ujął ją za policzki i przyjrzał się uważnie. W jego oczach pojawiła się niezwykła czułość i radość. - Antonio? - wykrztusiła przez ściśnięte gardło dziewczynka. - Antonio! - wykrzyknęła i rzuciła się bratu w ramiona. - Przecież obiecałem, że wrócę. - Nie zważając na kruche ciałko młodszej siostry, odwzajemnił uścisk, żałując w duchu, że nie wrócił po nią wcześniej. Jakoś by sobie dali radę. Niemniej jednak nie czas teraz na żale. Wrócił, ma przy sobie Hannę i to jest najważniejsze. - To oni? - zapytał,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych