Przyjaźń
Najmilej się wspomina przyjaźnie z czasów szkoły średniej
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Z uśmiechem podszedłem do hotelowej recepcji. Już wcześniej wyciągnąłem z kieszeni to, co musiałem oddać i wręczyłem recepcjoniście: - Na mnie już czas. Oddaję klucze. Pobyt w waszym hotelu to jak zwykle sama przyjemność.
Na jego twarzy ukazał się pełen wdzięczności uśmiech, kiedy wygłaszał wyuczoną na pamięć kwestię: - Dziękujemy bardzo za pański pobyt. Gościć pana w naszych skromnych progach to jak zawsze zaszczyt dla naszego hotelu.
Pokiwałem głową z uznaniem. To był jeden z powodów decydujących o tym, dlaczego zwykle korzystałem z tego hotelu. Oczywiście wtedy, kiedy przyjeżdżałem do miasta. Pełna kultury i skromności obsługa, która w mgnieniu oka rozpoznawała potrzeby swoich klientów. Z drugiej strony trudno było się dziwić. W końcu cztery gwiazdki w rankingu hotelowym do czegoś zobowiązywały. Dlatego odpowiedni poziom obsługi musiał być zachowany.
Po oddaniu kluczy, przeszedłem przez szklane, automatycznie otwierane drzwi, dzielące elegancki luksus hotelowy od zwyczajnego świata. Moim oczom ukazało się centrum miasta, uznawanego za stolicę kulturalną naszego kraju. Śliczne, odrestaurowane kamienice, pamiętające jeszcze czasy średniowieczne. Utrzymana w doskonałym stanie brukowana droga. W niektórych miejscach można było się natknąć na wybudowany z czerwonej cegły mur. Liczne muzea, które zapraszały w swoje powoje każdego, kto chciałby troszkę historii zakosztować. To wszystko powodowało, że turysta cofał się w te przykryte kurzem niepamięci lata, kiedy Rzeczpospolita niczym klejnot jaśniała na firmamencie europejskim. Westchnąłem ciężko. To były czasy. Uśmiechnąłem się do siebie. Od najmłodszych lat interesowałem się historią. Bez najmniejszych problemów podawałem daty oraz znaczenie poszczególnych wydarzeń. Skomplikowane relacje oraz procesy historyczne odkrywałem z szaloną, niczym nieokiełznaną pasją. Lubiłem się czuć jak Szerlock Holmes. Z tą różnica, że starałem się rozwiązywać tajemnice przeszłości. Wszystkim znajomym zdawało się ze zostanę historykiem. To w moim przypadku wydawała się jedyna słuszna droga. Jednak zrobiłem wszystkim specyficznego psikusa. Poszedłem na studia o charakterze biznesowym. Po ich ukończeniu z wyróżnieniem, otrzymałem propozycję stażu w jednej z czołowych krajowych firm. Oczywiście przyjąłem ją, a następnie moja kariera potoczyła się jak we śnie. Sukces za sukcesem. Po kilku latach byłem uznawany praktycznie za guru w organizacji i zarządzaniu procesami rynkowymi. Awanse na coraz wyższe stanowiska.
Obecnie jako prezes jednej z bardziej znaczących spółek giełdowych kończyłem udział w kolejnej, jakże nudnej konferencji. Jej celem jak zwykle było budowanie odpowiednich relacji miedzy uczestnikami gry rynkowej. Niestety nie miałem wyboru. Chcąc działać w biznesie, niezbędne jest budowanie odpowiedniego wizerunku. To coś, co jest nazywane PR-em. Konieczne są kontakty handlowe, budowanie odpowiednich więzi z innymi, tak samo „nudnymi” jak ja ludźmi. Nie ma innego wyboru. To trochę jak w tym przysłowiu: „ Jak wpadłeś między wrony, musisz krakać jak i one”. Ale czasem wreszcie konferencje kończą się i wtedy jest chwila czasu dla siebie. Niepewnie stałem przed hotelem napawając się widokiem jednej z najpiękniejszych starówek w kraju. Wysoko zawieszone na niebie słońce, malowało nietrwałymi złotymi farbami fasady kamienic. Spojrzałem na zegarek. Troszkę się skrzywiłem, kiedy uświadomiłem sobie, że niedługo powinienem być na lotnisku. Rano ma się odbyć narada w firmie. Jednak z drugiej strony, chyba nic się nie stanie, jak ją przełożę o dzień? W końcu nieczęsto mam możliwość zrobienia czegoś dla siebie. A dzisiaj mogę troszkę pozwiedzać. Nigdy nie ukrywałem, że kochałem do miasto. Cofnąłem się do hotelu. Recepcjonista spojrzał na mnie ze zdziwieniem: - Muszę coś jeszcze załatwić. Czy mógłbym prosić o rezerwację ·pokoju na jedną noc więcej?
Tylko kiwnął głową wpisując moje dane ponownie do komputera: - Dla nas to sama przyjemność. W imieniu wszystkich pracowników serdecznie witamy pana ponownie.
Uśmiechnąłem się do niego. Wziąłem klucz i poszedłem z powrotem do pokoju. Po rozpakowaniu się, musiałem wykonać dwa telefony. Pierwszy do firmy, że jutro mnie nie będzie, a naradę przekładamy o jeden dzień. Odniosłem wrażenie ze przyjęli to z ledwo skrywaną radością. Następnie zadzwoniłem do domu i poinformowałem żonę, że dzisiaj nie mogę wrócić. W jej głosie wyraźnie odczułem smutek. Ale rozumiała, że praca to nie zabawa. W końcu dzięki temu, że tak a nie inaczej pracowałem, ona mogła się zajmować głównie realizowaniem własnych marzeń o charakterze społecznym. Kiedy wszystkie sprawy formalne zostały zakończone, przez chwilę leżałem na łóżku. Ot tak nie robiąc niczego. Czułem jak ładują się moje wewnętrzne akumulatory. Po godzinie wstałem i wyszedłem z pokoju. Czas wreszcie zrobić coś dla siebie. Wychodząc z hotelu, oddałem w recepcji klucz, informując ze wrócę prawdopodobnie dosyć późno. Z dużym zadowoleniem zauważyłem, że moje stwierdzenie nie zrobiło żadnego wrażenia na obsługującym. Bardzo mnie to ucieszyło. Po co mi jakieś znaczące uśmiechy. To pokazywało prawdziwą klasę zatrudnionych tutaj osób. Czas gości należy wyłącznie do nich i nikt nie ma prawa interesować się ich planami. Wyszedłem na zewnątrz. Przez chwilę się zastanawiałem gdzie się udać. Może od razu iść na ·Rynek by usiąść w jakimś przytulnym pubie? A może najpierw pozwiedzać trochę muzea, a potem dopiero pójść na kawę i obiad? Kiedy tak stałem zastanawiając się nad wyborem drogi w pewnym momencie usłyszałem czyjś nieśmiały głos: - Zbyszek? To naprawdę ty?
Obróciłem się w tamtą stronę. Słowa te wymawiał silnie zbudowany, gładko ogolony, stojący za mną mężczyzna. Jego piwne oczy z uwagą przyglądały się mojej twarzy. Rozczochrane czarne włosy, luźno opadały mu na zmarszczone intensywnym myśleniem czoło. W moich oczach także zapalił się błysk rozpoznania: - Andrzej? To chyba sen.
Podeszliśmy do siebie mocno ściskając sobie ręce. Czułem szaloną gonitwę myśli w głowie. Co za spotkanie. Mój stary kumpel z czasów ogólniaka. Wtedy wszędzie chodziliśmy razem. Każda impreza była nasza. Dziewczyny, zadymy to wszystko nas łączyło. Potem nasze drogi nieodwołalnie rozeszły się. Każdy poszedł w swoim kierunku i straciliśmy zupełnie kontakt ze sobą. Obaj opuściliśmy nasze gniazda. A tu takie spotkanie: - Chodź stary, wejdźmy do hotelu na kawę.
Pokiwał przecząco głowa: - Wiesz, wybacz, ale ja za takimi lokalami nie przepadam.
Zmieszany, pochyliłem na chwilę głowę. No tak, nie każdy musi się dobrze czuć w ekskluzywnych restauracjach. Szybkie spojrzenie na Andrzeja upewniło mnie, że nie zalicza się do grupy osób dobrze zarabiających. Przynajmniej tak mi się wydawało. Ale przecież byliśmy przyjaciółmi, a w takich relacjach różnice majątkowe nie mają żadnego znaczenia: - Jasne wybacz. Chodźmy do jakiegoś pubu. Bo chyba musimy pogadać?
Teraz uśmiechnął się twierdząco: - Też pytanie. Przecież to zrozumiałe, Tu nie daleko jest taka mała knajpka. Gwarantuje…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil hanibal
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…