Wróć do katalogu

Przyjaźń i inne świętości

Przyjaciel Marka prosi go o przysługę.

Spike, opublikowano , 8 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- To już za dwa tygodnie? - odpowiedział, jak zwykle czymś zajęty, Marek, na kolejną zaczepkę przyjaciela. - Przypominam ci ostatnio codziennie - Tomasz pokręcił głową. Był wyraźnie zmęczony tą sytuacją. - Przecież, jak ci obiecałem, to to zrobię - Marek zamknął laptopa, podszedł do przyjaciela - stary, wiesz że ja... - Wiem, ale bardzo mi na tym zależy. - To ciężka sprawa. - Nie taka ciężka. Ja robię to co tydzień. - Szanuję to, ale wiesz... Przekonania. - Nie wyobrażam sobie tego bez ciebie - zawiesił na chwilę głos - poza tym obiecałeś. - Obiecałem - Marek przez chwilę patrzył przyjacielowi w oczy, a później odwrócił się i zaczął iść w kierunku komputera. Tomasz zatrzymał go kładąc mu dłoń na ramieniu. - Pójdziesz dzisiaj? - A dajesz mi jakiś wybór? - Nie. - To pójdę - ruchem ramienia zrzucił z siebie dłoń i usiadł na krześle przy biurku. - To idź. Zadzwoń, jak poszło. Ja muszę lecieć. Czeka na mnie - Tomasz wybiegł z pokoju w akademiku.

Miejsca tego typu zawsze przyprawiały go o ciarki. Budowali je teraz dużo jaśniejsze, ale ten, do którego musiał iść miał z kilkaset lat. Ciemny, złowrogi, zawilgotniały i cuchnący. Pewnie nawet wtedy, gdyby to przestronne pomieszczenie było rozświetlone ferią świateł, z białymi jak śnieg ścianami, czułby się jak intruz. Nie pasował tutaj i mimo tego, że nie wierzył czuł się nieswojo. Albo właśnie dlatego. Kościół był prawie pusty. Każdy krok po kamiennej posadce odbijał się echem od grubych ścian. W środku kilka przygarbionych postaci modliło się klęcząc przy drewnianych ławkach. Jakiś ubrany w białą sukienkę podstarzały jegomość robił coś przy ołtarzu. Marek skierował się od razu do jednej z tych drewnianych budek. Pamiętał z lekcji religii, że ma wystawać szarfa, wtedy budka jest aktywna. Aktywna była jedna. Drobna, może dziesięcioletnia dziewczynka wstała właśnie z klęczek i ocierając łzę podeszła do szarfy, ucałowała ją, po czym szybko uciekła ku głównemu wejściu. Marek zwątpił. Zastanawiał się ile osób jeszcze całowało to coś. Czego się jednak nie robi dla przyjaciół? Podszedł do budki, przyklęknął i zagadnął do człowieka w środku: - Chciałbym dostać rozgrzeszenie. - Dobrze synu, powiedz mi proszę czym zgrzeszyłeś - głos należał do starszego człowieka. Czuć w nim było pewne ciepło, doświadczenie i swoistą dobroć. Marek się jednak tym nie zraził. - Pan nie rozumie, nie chcę tutaj opowiadać o swoim życiu, tylko chcę rozgrzeszenia. Mam tutaj taki papier... - Synu. Proszę o odrobinę szacunku! - dobiegło ze środka. - A jakoś go panu nie okazałem? - Proszę zwracać się do mnie “proszę księdza” - powiedział dobrotliwie. Marek zastanowił się chwilę. - Czemu nie. W końcu to pana zawód. Ksiądz zaśmiał się cicho. - Ciężka praca, na trzy etaty dla Boga, synu. - Ale ja księdza synem też nie jestem. Dlatego może być “proszę pana” lub “panie Marku”, jeśli ksiądz woli. Nastała chwila ciszy. - Co ty tutaj robisz, Panie Marku? - zapytał wyraźnie zirytowany ksiądz. - Przyszedłem dostać rozgrzeszenie. - Ale dlaczego? - Mój przyjaciel bierze ślub i poprosił mnie na świadka. - Ale ty nie wierzysz - Czy to zakazane? Ksiądz chwilę się zawahał. - Synu... - Marku jeśli już. - Dobrze. Mniejsza o to. Do bycia świadkiem w tym kościele trzeba rozgrzeszenia. Nie mogę ci go udzielić, jeśli się nie wyspowiadasz. - Tak słyszałem, no ale właśnie w tym jest problem. - Jaki? - Nie mam z czego. - To znaczy? - To znaczy, że nie zrobiłem nic, czego mógłbym się wstydzić. - Już samo to, że nie wierzysz w Boga powinno budzić w tobie wstyd. - Na jakiej zasadzie? - Chociażby pierwsze przykazanie. “Nie będziesz miał cudzych bogów przede mną”. - Ale ja nie mam żadnych ani przed, ani za, ani w środku. - No to... trzecie. Kiedy ostatnio byłeś w kościele... Marku? - Dawno. - To znaczy, że zgrzeszyłeś. - Muszę się z tego spowiadać? - Na tym polega spowiedź.

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych